SIEĆ NERDHEIM:

Posmak whisky. Recenzja komiksu Hellblazer tom 3 (Garth Ennis)

KorektaJustin
New York, New York...
New York, New York…

Choć wiedziałem o tym od dawna, to i tak z wielkim bólem przyjąłem wiadomość, że trzeci tom Hellblazera autorstwa Gartha Ennisa zamyka cały run irlandzkiego autora. Zdążyłem się już przyzwyczaić do nietuzinkowych rozwiązań fabularnych, groteskowych postaci, szczypty okultyzmu pomieszanej z solidną dawką gorzkiego humoru i piany z irlandzkiego piwa. A jeśli już o piwie mowa…

Browar i whisky to dwa nieodłączne elementy scenariuszy Ennisa. Choć ich rola jest niemal symboliczna, to jednak w dużej mierze oba płyny są głównym powodem, przez który John Constantine popada w tarapaty lub wręcz przeciwnie, wychodzi cało z opresji. Pierwszy drink wypity przez niejednoznacznego bohatera na początku komiksu rozpoczyna naszą czytelniczą podróż po amerykańskiej ziemi…

… w nieco inny, mniej przyjemny sposób. Gdy tylko John kończy pieszczoty ze szklanką, doświadcza przerażających makabrycznych wizji. Umysł prowadzi go po krainie szaleństwa, a ciało, wciąż tkwiące w Nowym Jorku, zdaje się nie słuchać swojego pana i poddaje się zdarzeniom, nad którymi angielski mag nie ma w tej chwili kontroli. Wycieczka poza granice rzeczywistości ma jednak swoje uroki. Kanibale, John Kennedy z dziurą w czaszce czy zmasakrowani przed wiekami Indianie są w stanie urozmaicić nawet najnudniejszą pielgrzymkę. John zaczyna podejrzewać, że znalazł się w śmiertelnej pułapce. Licząc na towarzyszącego mu JFK, stara się zrozumieć swoją sytuację i szybko zdaje sobie sprawę, że potencjalne wyjście z opresji doprowadziłoby niejednego do obłędu.

Opisywany wyżej fragment stanowi główny motyw kilkuczęściowej serii zatytułowanej Płomień potępienia, zawartej w omawianej pozycji. Pozostałe historie to nic innego jak kontynuacja poprzednich tomów, kiedy to John zmagał się z Panem Piekieł czy członkami brytyjskiego półświatka. Kraj Wujka Sama nie przypadł do gustu Constantinowi, stąd powrót w rodzinne strony i walka z demonami przeszłości.

W runie Ennisa nigdy nie brakowało miejsca dla przyjaciół Johna. Zawarty w recenzowanym zbiorze Kraj ojców ukazuje nam nieznane dotąd fakty z życia Kit – ukochanej maga. Jest to gorzka historia o ciągłej nienawiści, stałym poczuciu winy i przebaczeniu.

Wulgaryzmy i G.Ennis to dwie siły, które wzajemnie się przyciągają
Wulgaryzmy i G.Ennis to dwie siły, które wzajemnie się przyciągają.

Nie będę rozprawiał o pozostałych opowiadaniach, ale pozwolę sobie na koniec wspomnieć jeszcze o Synu człowieczym. To kwintesencja ennisowości. Brutalnie szczera niejednoznaczna historia z elementami czystego sadyzmu i właśnie za takie miksy pokochałem irlandzkiego scenarzystę.

A któż by nie zwizualizował lepiej szaleństwa Ennisa, jeśli nie jego długoletni kamrat – Steve Dillon, z którym od niepamiętnych czasów zdobywa uznanie wśród recenzentów i miłośników komiksowego świata. Szczegółowe prace Dillona, przepełnione naturalizmem i nieszczędzące detali, stanowią mocny akcent całego tomu. Pozostali artyści przewijający się na niektórych kartach również postarali się na swój własny sposób oddać wizję autora, ale moim zdaniem brakuje im tego „czegoś”. 

Sposób na świąteczną poprawę nastroju.
Sposób na świąteczną poprawę nastroju.

Jeśli chodzi o mankamenty, dopatrzyłem się tylko jednego. Może nie jest zbyt istotny, ale troszkę ukłuł mnie w oczy. Jak czytelnicy dobrze pamiętają, w poprzednim tomie Johnowi udało się wyrwać z pułapki zastawionej przez trzy najważniejsze piekielne istoty. Szatan, wciąż nie mogąc pogodzić się z porażką, zaczyna rozmyślać nad planem awaryjnym. I w tym momencie pojawia się bezręki demon przypominający wyglądem kilkuletnią dziewczynkę, który w królestwie ognia przebywa od niedawna. I jak gdyby nigdy nic podpowiada Szatanowi, jak rozwiązać problem ze znienawidzonym śmiertelnikiem. No heloł! Nie przemawia do mnie fakt, że najpotężniejsza i najinteligentniejsza istota w Piekle nie była w stanie wpaść na pomysł, który zrodził się w głowie piekielnego świeżaka. I to by było na tyle, jeśli chodzi o minusy.

Ennis umiejętnie drybluje pomiędzy irlandzką, angielską i amerykańską ziemią. Serwuje nam pełne emocji dialogi, rzuca mądrościami zaczerpniętymi z biblii, literatury pięknej, tekstów piosenek kultowych zespołów czy barmańskich przypowieści (ciekawe, ile z nich przeszło przez jego własne uszy?). Igra uczuciami czytelnika, wsadzając go na rollercoaster emocji, by po zakończonej przejażdżce kopnąć w krocze, a potem przytulić i zaprosić na piwo.   

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Hellblazer tom 3 (Garth Ennis)
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: John Higgins, Steve Dillon, Peter Snejbjerg, William Simpson, Glyn Dillon
Tłumaczenie: Marek Starosta
Data premiery: 07.10.2020
Liczba stron: 548
Author

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.