SIEĆ NERDHEIM:

Człowiek w zwierzęcej skórze. Top 10 antropomorficznych bohaterów komiksowych

Zebrało się stadko.
Zebrało się stadko.

Czekacie co roku na ów wieczór, kiedy to może wreszcie będzie Wam dane usłyszeć z pyszczków waszych domowych ulubieńców coś więcej niż mruczenie, chrumkanie, skamlenie, warczenie, szczekanie, popiskiwanie, miauczenie, mlaskanie? Liczycie na to, że zwierzaki ulitują się w końcu nad Waszą komunikacyjną indolencją i powiedzą cokolwiek w ludzkim pidżynie? Zastanówcie się może, w jakiej treści przekaz mogłyby się złożyć te słowa. Aby Wam uświadomić możliwe konsekwencje takiej konwersacji, wspólnymi redakcyjnymi siłami wyłoniliśmy reprezentację najbardziej wymownych antropomorficznych bohaterów komiksowych. Ku pokrzepieniu i przestrodze, z poszanowaniem Ezopowych pierwowzorów.

10. Jeż Jerzy

Kłuli mnie! Kumasz? Mnie, jeża!
Kłuli mnie! Kumasz? Mnie, jeża!

Wiek XX już na przydechu odliczał ostatnie pięciolecie, Aleksander Kwaśniewski zdążył przedefiniować pojęcie wyższego wykształcenia, a Adam Małysz wygrać swój pierwszy konkurs w Pucharze Świata, gdy na chodniki blokowisk porastających nowalijkami polskiego hip-hopu wkroczył – czy właściwie wjechał na deskorolce – On; najeżony dosłownie i w przenośni Jerzy. Jeż Jerzy. Jedyny niesprawiedliwy, ze względu na którego Lobo mógłby oszczędzić Polsce kosmicznej rzezi. No, przynajmniej na czas melanżu. Ostatni Czarnian w kolczastym, aroganckim, wulgarnym, seksistowskim, osiedlowym birbantem z pewnością wyczułby bratnią duszę. Zamiast z międzygalaktycznym łowcą głów (choć już z ziemskim płatnym zabójcą owszem), Jeż Jerzy ścierał się, kto wie, czy nie bardziej boleśnie, z Polską świeżo wystrojoną w bojówki, dresy i moherowe berety. Czy można się dziwić, że cynizm i hedonizm wyparły w takich warunkach epikureizm i stoicyzm? A przecież Jerzy nie wymagał od życia więcej niż piwka w lodówce, ławki przed blokiem i odrobiny czułości. Nie dało się? To teraz macie, ch…, znaczy się – kłuje!

Justin

9. Snoopy

Masz mój głos, Snoopy!
Masz mój głos, Snoopy!

Jeżeli istnieje doskonała definicja określenia „mistrz drugiego planu”, brzmi ona: Snoopy. Bo choć to jego właściciel, Charlie Brown, jest głównym bohaterem słynnych Fistaszków autorstwa Charlesa Schulza, to sympatyczny pies rasy beagle bije go na głowę rozpoznawalnością. Być może z powodu bujnego życia wewnętrznego, dzięki któremu w swojej wyobraźni czworonóg może stać się pilotem z czasów I wojny światowej, pisarzem, prawnikiem, studentem… A może źródłem sukcesu była najzwyczajniej w świecie prostota jego perypetii z dzieciakami i ptaszkiem Woodstockiem? Jedno jest pewne. Chociaż komiksowa seria urwała się wraz ze śmiercią Schulza w 2000 roku, przygody Fistaszków trwają nadal w filmach i serialach animowanych. Zaś sam Snoopy w ciągu ponad pół wieku awansował do roli ikony popkultury, daleko wykraczającej poza rodzimą franczyzę – jego wizerunek pojawia się na ubraniach oraz różnorakich przedmiotach codziennego użytku.

Daguchna

8. Usagi Yojimbo

Podążaj za białym królikiem... Ile razy to słyszeliście?
Podążaj za białym królikiem… Ile razy to słyszeliście?

Pisząc o tej postaci, postaram się powściągnąć emocje zgodnie z zasadami zalecanymi przez kodeks bushido. Usagi kieruje się nim z rozwagą właściwą filozofii wschodu i, stawiając mu tutaj pomnik, wywołałbym na jego sympatycznym króliczym obliczu najwyżej skromny uśmiech, komentujący moje słowa jako przesadzone i zbyteczne. Zrobiłby to niezależnie od tego czy uznanie i wdzięczność wzbudziłyby jego umiejętności szermiercze, honorowe gesty, czy zwyczajna grzeczność. Zwłaszcza ta ostatnia cecha nie była powszechną w XVII-wiecznej Japonii z jej klasowym systemem. Usagi jako ronin nie plasuje się w nim wysoko i niejeden pyszałkowaty daimyō czy chełpliwy samuraj pożałował tego, że pokorę długouchego wędrowca pomylił z tchórzostwem, a szlachetność z głupotą. Saga o króliku samuraju to kontynuowane nieprzerwanie od 1987 roku życiowe dzieło Stana Sakai, artysty, którego osobowość jest niemal tożsama z powyższą charakterystyką Usagiego. Realia Japonii z czasów szogunatu, mitologia, bogactwo kultury, przekrój ówczesnego społeczeństwa – wędrując u boku „przybocznego”, poznajemy ten niegdysiejszy świat w przygodny, dostarczający wszelkich możliwych wzruszeń sposób. Usagi-san, domo arigato za wszystko.

Justin

7. Wojownicze Żółwie Ninja

Kałabanga! Będzie balanga! I pizza.
Kałabanga! Będzie balanga! I pizza.

Kwartet nastoletnich żółwich mutantów to bohaterowie szczególni. Chociażby dlatego, że są z nami już od przeszło 35 lat – w efekcie każde kolejne pokolenie wychowuje się na swoich Żółwiach Ninja. Chociaż, ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, w najnowszej wersji chłopaki ponoć nie jedzą już pizzy. Na szczęście podstawy się nie zmieniły: jest ich czterech, mieszkają w kanałach, noszą imiona na cześć renesansowych artystów, trenują pod okiem mistrza-szczura i przyjaźnią się z niejaką April. Początkowo dość mroczne w swojej komiksowej odsłonie, dzięki kreskówce z lat 80. Żółwie złagodniały i zyskały na poczuciu humoru, dziarskim krokiem wkraczając w poczet najbardziej lubianych postaci popkultury. I pomyśleć, że cała franczyza zaczęła się od rysunkowego żartu, nawiązującego do popularnego w tamtym czasie Daredevila. Dziś mamy kolejne serie komiksowe, filmy, seriale, gry wideo oraz planszówki… Nie bez powodu chyba każdy z nas zna odpowiedź na pytanie, skąd żółwie wyszły.

Daguchna

6. Blacksad

Czarny kot stanął ci na drodze? Ups.
Czarny kot stanął ci na drodze? Ups.

Postać na szóstkę! Czarny, wysoki kot w prochowcu ściągniętym wprost z Johna Constantine’a to jedna z ikon francuskiego komiksu. Prywatny detektyw, czasem ochroniarz. Najczęściej przemierza ulice Nowego Jorku w ramach wykonywanego zawodu. Czasem trzeba znaleźć mordercę, innym razem obić komuś pysk. Poza specyficznym ubiorem, Johna Blacksada charakteryzuje jeszcze papieros w kąciku ust oraz przenikliwy wzrok. Zlecając mu zadanie, masz pewność, że zostanie wykonane. Lepiej dla ciebie abyś sam nie był w nic zamieszany, bo zielonooki kot nie lubi być robiony w konia. Wie, jak używać spluwy, wie, jak korzystać z pazurów. A że koty lubią chodzić swoimi ścieżkami, biada temu, kto wejdzie mu w drogę. John Blacksad zadebiutował na początku XXI wieku i z miejsca zdobył serca czytelników. Historia stworzona przez Juana Diaza Canalesa oraz Juanja Guarnido nominowana była do wielu prestiżowych nagród, w tym trzykrotnie do Nagrody Eisnera w 2004 roku. Do tej pory na rynku komiksowym ukazało się 5 tomów mówiących o przygodach dzielnego kota.

Kisiel

5. Tytus

Ala ma kota, Tytus ma kolty.
Ala ma kota, Tytus ma kolty.

PRL-owym rodzicom uśmiechać się pomagał (co prawda krzywo, ale jednak) Stanisław Bareja, zaś ich dzieciom, niby przy zastosowaniu podobnej optyki, za to bardziej swobodnie – Papcio Chmiel. W stworzonym przez niego harcerskim trio Tytus dzierży bezwzględnie miano przodownika humoru. W drodze do tego tytułu nie można bagatelizować współudziału wyzłośliwiającego się Romka i przemądrzałego A’Tomka, ale to zrodzony z plamy tuszu szympans zaskarbił sobie najwięcej nie tylko mojej sympatii swoją niezłomnością w dążeniu do uczłowieczenia. Bohater świadom swojej nadludzkiej (he he!) zręczności, nieustraszony oblatywacz pojazdów z warsztatu Profesora T.Alenta, mistrz riposty, krytyczny myśliciel (zwłaszcza wobec niektórych następstw ewolucji), teoretyk języka i komunikacji (autor m.in. „bezmyślnika”), innowacyjny barista (wszystkim nałogowym nocnym markom polecam przetestowanie receptury na czarną, mocną, ostrą i aromatyczną kawę z księgi XVI), nieprzerwanie aktywny od przeszło 60 lat międzypokoleniowy łącznik – jedyny w ludzkim rodzaju Tytus de Zoo!

Justin

4. Rocket

Rocket fuel!!!
Rocket fuel!!!

Czwóreczka na naszej liście. Niechaj Was nie zmyli uroczy wygląd! Rocket to kawał s…zopa. Technologicznie zmodyfikowanego szopa. Za sprawą tajnych eksperymentów nasz futrzak przemienił się nie tylko w szatańsko skutecznego zabójcę, ale i pioruńsko dobrego stratega. Stając się członkiem Strażników Galaktyki, podniósł wartość drużyny pod względem militarnym, taktycznym, ale i humorystycznym. Rocket nie stroni od żartów, choć niektóre z nich mają iście wybuchową puentę. Zamiłowanie do przemocy, które prawdopodobnie wyssał wraz z mlekiem matki, skutkuje ciągłym popadaniem w tarapaty. Ważne jest, aby nie wymawiać w jego towarzystwie takich haseł, jak „gryzoń”, „szczur” czy „futrzak”. W przeciwnym wypadku wpada w istną furię, której nie poskromi nawet mizianie za uchem. Nasz morderczy bohater jest tworem dwójki artystów: Billa Mantlo oraz Keitha Giffena. Obaj panowie zainspirowali się utworem The Beatles – Rocky Racoon. Bohatera piosenki z naszym szopem łączy niebywała chęć zemsty. A Rocket, jak to Rocket. Powód do zemsty znajdzie nawet z najbardziej błahego powodu.

Kisiel

2. (ex aequo) Sknerus McKwacz i Kaczor Donald

Gdzie ojca nie ma, tam, mówi pismo, wuja słuchać będziesz.
Gdzie ojca nie ma, tam, mówi pismo, wuja słuchać będziesz.

Kaczki uuu-uuu, towarzyszą mi od zawsze, kaczki uuu-uuu. Ta parafraza czołówki Kaczych Opowieści idealnie oddaje moją relację z Donaldem i Sknerusem, którzy zajęli ex aequo drugie miejsce w naszym głosowaniu. Nie będę ukrywał, większą pasję od zawsze żywiłem do wujaszka, który zajmował się siostrzeńcami. Nie ma w tym w zasadzie nic dziwnego, bo jego postać jest dużo bardziej prominentną marką. Gdy byłem młodszy, to właśnie Donald miał własny magazyn, grę oraz górował występami w animacjach i komiksach. Nadal z rozrzewnieniem wspominam seanse Kaczor Donald Przedstawia na kasecie VHS. Szczerze powiedziawszy, to nawet nie potrafię zdefiniować, co było w nim tak pociągającego. Wydaje mi się, że komedia oparta na wizerunku nieustępliwego, ciamajdowatego furiata była dla młodego mnie po prostu atrakcyjna. Oczywiście ta obserwacja jest perspektywą wypracowaną przez lata, ale wydaje mi się poprawna.

Za moich młodzieńczych lat nie było mi dane oglądać Kaczych Opowieści, w związku z czym Sknerus McKwacz był dla mnie postacią z tła, której nie doceniałem. Po latach udało mi się nadrobić troszkę odcinków dzięki telewizyjnej ramówce. Ten, w którym bogacz tłumaczy, jak działa inflacja, jest jednym z moich ulubionych i często przesyłam go w politycznych dyskusjach znajomym. Ogólnie patrząc, bardzo doceniam błyskotliwe teksty i riposty McKwacza. Podejrzewam, że kiedyś raczej bym ich nie zrozumiał, ale dzisiaj jestem zachwycony. Nie wykluczam głębszego zapoznania się z tą kaczką, a dokładniej z jej słynnymi przygodami w seriach komiksowych Carla Barksa i Dona Rossy. Wydawnictwo Egmont wykonuje świetną pracę, dostarczając czytelnikom te wspaniałe historie. Postać skąpego bogacza jest także protagonistą w grze komputerowej DuckTales z 1989 roku, która w 2013 doczekała się bardzo dobrego remastera. Miałem przyjemność ogrywać ten tytuł i muszę przyznać, że był super. Swego czasu produkcja została zdjęta ze sklepów cyfrowych, ale widzę, że można znowu ją kupić. Każdemu polecam ją z całego serca.

Jurkir

1. Królik Bugs

Alfa, beta, karoten.
Alfa, beta, karoten.

Znacie ten dowcip? Przychodzi królik do lekarza i pyta „Co jest, doktorku?” I choćby to był doktor House, Strange, Lubicz, Alban czy Oetker, to wątpię, czy któremukolwiek udałoby się odpowiedzieć w sposób, który zbiłby z tropu Bugsa. Bo ten to nonszalancki cwany typ o sile sugestii przewyższającej współczesnych tuzów treningu mentalnego. A do tego pełen łobuzerskiego uroku! Dla Warner Bros. jest tym, kim Mickey dla Disneya. Przewodzi plejadzie kreskówkowych świrusów z Merrie Melodies oraz Looney Tunes i jako niekwestionowany lider tychże wygrał w naszym zestawieniu antropomorficznych bohaterów komiksowych. Że co? Że jego komiksowa aktywność jest wtórna wobec filmowej? Akurat! Bugs ma za sobą ponad 40-letnie doświadczenie w tym medium, zarówno w formie zeszytowej, jak i codziennego paska. Nawet Superman prosił go parokrotnie o wsparcie. Tak że tego, no, chrupcie marchewkę, a może kiedyś zbliżycie się do takiego poziomu życiowej energii i spontaniczności. Tak radzi Bugsio, doktorki. That’s all Folks!

Justin

To jak? Gotowi na rozmowę z milusińskimi? A może chcecie wcześniej dodać coś od siebie w komentarzach, jako rzecznicy pominiętych przez nas bohaterów bądź stronnicy wymienionych? W każdym przypadku – zapraszamy!

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.