SIEĆ NERDHEIM:

Przeciętny fanserwis. Recenzja komiksu Star Wars Vader: Mroczne Serce Sithów

Korektayaiez
Wizerunek Vadera dodaje z miejsca +10 do zaje….ści

Po całkiem udanym komiksie ze świata Gwiezdnych Wojen o tytule Nadzieja Umiera, bez wahania sięgnęłam po najnowsze wydawnictwo Egmontu, licząc na podobny poziom. Niestety Disney tym razem nie zaskoczył pozytywnie, pozwalając mi w dalszym ciągu marudzić i złorzeczyć na nowy kanon. Kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów. Niestety.

Scenarzysta Greg Pak prawdopodobnie próbuje żerować na sentymencie podobnych mnie osób i po części mu się to udaje. Sam zarys głównej fabuły mnie zaintrygował, dzięki czemu po tę pozycję sięgnęłam. Bezpośrednio po wydarzeniach na Bespinie, po odrzuceniu przez Luke’a oferty wspólnego władania galaktyką z nowo poznanym tatusiem, wściekły i zrozpaczony Vader postanawia odnaleźć i ukarać tych, którzy ukryli przed nim syna i „zarazili go słabością”. Rozpoczyna się jego swoiste tournée po Galaktyce i… prequelach.

Sabé byłaby ciekawa, gdyby nie reszta jej kolegów Amidalian

Pełna retrospekcji podróż rozpoczyna się w miejscu, w którym wszystko się zaczęło, a więc na farmie wilgoci na Tatooine, prowadzi następnie przez kwatery Senatorskie Amidali na Coruscant i rezydencję na Naboo, by zakończyć się w porzuconej bazie Rebeliantów na Polis Masa, gdzie na świat przyszli Luke i Leia. Echo dawnych wydarzeń rozbrzmiewa w każdym z tych miejsc, wywołując w Lordzie Vaderze wspomnienia, zarówno te dobre jak i tragiczne. Gdyby nie frustrująca paplanina towarzyszącego Sithowi robota śledczego i gwałt na logice, jakim jest ujawniona w komiksie frakcja Amidalian, ta wyprawa byłaby wręcz idealna z punktu widzenia fana. Nic odkrywczego, ale powrót do znanych lokacji po latach po prostu sprawiał mi frajdę, nawet jeśli nielogiczne umiejscowienie jej w czasie po V części odejmuje sens (ostatecznie w tym momencie Vader doskonale wie, kim jest Luke i gdzie był ukrywany, więc motywacja nieco kuleje). Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że spojrzenie na związek Padmé i Anakina przez sentyment tego drugiego nieco rehabilituje koszmarne sceny (w założeniu) romantyczne z Ataku Klonów. Retrospekcje są dokładnie odwzorowanymi kadrami z filmów, ale bez drętwych dialogów o braku sympatii do piasku oddają prawdziwe ciepło i uczucie, które powinno towarzyszyć oryginałowi. 

Sentymentalna podróż Vadera po znanych ze starej trylogii i prequeli lokacjach, uzupełniona naprawdę pięknymi artami InHyuka Lee to, pod względem fanserwisu, strzał w dziesiątkę. Niestety, kuleje właściwie cała reszta.

Wspomnień czar

Wspomniany już, irytujący robot śledczy ZED-6-7 miał być chyba imperialną odpowiedzią na C-3PO. Ma to niejaki sens, biorąc pod uwagę fakt, że Vader często wraca myślami do przeszłości, w której przemądrzały robot protokolarny był jego towarzyszem, ale ta paralela może być równie dobrze moim myśleniem życzeniowym. ZED-6-7 nie ma w sobie za grosz potencjału komediowego i frustruje od pierwszych stron.

Dziwaczna frakcja Amidalian, która rzekomo poprzysięga zemstę na zabójcy Padmé, to w ogóle jakaś scenariuszowa porażka. Raz, że przez przeszło dwadzieścia lat, najwyraźniej w wielkiej konspiracji, zastawiali jedną wyjątkowo absurdalną pułapkę, to jeszcze mimo całkiem niezłego wyposażenia nie stanowią żadnej realnej siły. Z czym na Vadera, na Moc… Miło, że przedstawiono po latach Sabé i inne dwórki Królowej Amidali, ale poza artystycznym zabiegiem, dzięki któremu możemy podziwiać Vadera walczącego ramię w ramię z kobietą o twarzy Padmé, czy wywołaniem kolejnych retrospekcji, sama frakcja nie służy niczemu więcej. Cały potencjał wiernych dwórek i lojalnych obywateli Naboo został zaprzepaszczony i sprowadzony do naiwnego mięsa armatniego. Śledztwo Amidalian to również kuriozum, gdyż doszli oni do wniosku, kto jest winny śmierci ich Pani, jednocześnie nie mając pojęcia, kim tak naprawdę jest Vader. Rzucanie się na Dartha z okrzykiem „Za Anakina” miało być zapewne sceną symboliczną, ale wywołało tylko mój rechot nad absurdalnością tego momentu.

Kiedy nawet fauna Naboo jest przeciwko tobie…

Fanom Gwiezdnych Wojen Mroczne Serce Sithów ma naprawdę niewiele do zaoferowania. Złożoność charakteru Vadera, jego bunt wobec Sidiousa, czy obsesja na punkcie Padmé (a później Luke’a), są nam znane od czasów nieodżałowanego Expanded Universe. Komiks potwierdza jedynie, że ból i żal po stracie ukochanej towarzyszył Anakinowi przez całe życie, a przejście na Ciemną Stronę nie wypiera tak po prostu użytkownika Mocy z uczuć.

Cóż, nie jest może poziom, po którym chciałoby się rzucić zeszytem przez okno, bo ignorując idiotyczne wątki wziętych z kosmosu Amidalian i irytującego ZED-6-7, otrzymujemy sentymentalną podróż w przeszłość okraszoną pięknymi ilustracjami Raffaele Ienco i obrazami InHyuka Lee. Samo wydanie dobrze prezentuje się na półce i jest po prostu ciekawym uzupełnieniem kolekcji. Przykro mi niezmiernie, że komiks nie okazał się niczym więcej, a ciekawym postaciom z pewnym potencjałem bezceremonialnie urżnięto łeb.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Star Wars. Darth Vader: Mroczne Serce Sithów.
Scenariusz: Greg Pak
Rysunki: Raffaele Ienco
Kolory: Neeraj Menon
Okładka: InHyuk Lee
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Liczba stron: 128
Format: 16.7 x 25.5 cm miękka okładka
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 14.04.2021
ISBN: 9788328149694


Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Katarzyna "Shallaya" Grochulska
Rąbnięta kocia madka, której życie upływa na negowaniu faktu zbliżającej się trzydziestki. Hobbistycznie kolekcjonuje kolejne gry na kupce wstydu, łudząc się, że może na emeryturze nadrobi. Wychodzi z założenia, że nie ma czegoś takiego, jak „zbyt wiele książek”. Fanka Star Warsów, fantastyki i kiczowatego si-fi lat 80. Pisać lubi prawie tak bardzo jak gotować, a gotować niemal tak samo jak dobrze zjeść. Stroni od rywalizacji, ale jeśli się w coś angażuje, to na sto procent.