SIEĆ NERDHEIM:

Obrazki z oficyny. Recenzja komiksu Dzienniki Anne Frank

KorektaLilavati

annecover

Obraz załamania wartości, jakie przyniósł ze sobą okres II wojny światowej, w niczym nie znajduje tak druzgocącego potwierdzenia, jak w relacjach świadków, opowieściach ocalałych, którzy zazwyczaj zbierają w swoich historiach jeszcze wiele innych, szczątkowo zachowanych tragedii. Pośród tych dokumentów w zdecydowanej mniejszości są te, które powstawały bezpośrednio podczas lat wojny, a spośród wszystkich żaden nie jest tak szeroko znany jak zapiski żydowskiej 13-latki, ukrywającej się wraz z rodziną przez okres dwóch lat w znajdującym się pod niemiecką okupacją Amsterdamie.

Świadectwo Dziennika Anne Frank obejmuje dziś nie tylko obecność na Liście Pamięci Świata UNESCO i miejsce w czołowej dziesiątce najlepiej sprzedających się książek ostatniego półwiecza, ale też działalność muzeum, mieszczącego się w domu, gdzie znajdowała się dająca schronienie rodzinom Franków i van Pelsów „oficyna”, oraz fundacji zwalczającej neofaszyzm i szeroko pojętą dyskryminację. Niedawno zaś sam Dziennik został zaadaptowany na język komiksu przez duet, który kilkanaście lat temu stworzył pamiętny Walc z Baszirem. Polskie wydanie, stojące na wysokim edytorskim poziomie, zawdzięczamy – uwaga! – wydawnictwu Stapis, specjalizującemu się w literaturze górskiej. Niezależnie od tego, czy to jednorazowy incydent wydawniczy, czy też próba poszerzenia oferty, dobrze się stało, że Dziennik Anne Frank trafił na polski rynek.

Ari Folman (scenariusz) i David Polonsky (rysunki) do zadania podeszli z czymś więcej niż tylko z szacunkiem. Trudno jest mi zresztą wyobrazić sobie kogoś, kto taką pracę potraktowałby czysto wyrobniczo. Wynikające z lektury oryginalnego tekstu wrażenia, wymieniane przez Folmana w nocie autorskiej, można cytować jako esencję treści i stylu Dziennika. Na pierwszy plan wybija się odczucie, iż jest to przecież dzieło dorastającej dziewczyny, unikalne nie tylko z uwagi na związany z nim moment historyczny, lecz i jako świadomy odważny rejestr stanów wewnętrznych i relacji z ludźmi. Odczucie wzmocnione faktem, że autorka nie dostała szansy na zweryfikowanie swoich młodzieńczych deklaracji i nadziei w dorosłym życiu.

Rozmiar dokonanego przez twórców kompromisu, jaki zawsze towarzyszy międzygatunkowemu przeniesieniu dowolnego dzieła, określa sam Folman: „Zasadniczo na każde trzydzieści stron pierwotnego tekstu przypada dziesięć stron adaptacji graficznej, a wiele wpisów połączono”. Co wynikło z takiej kompresji?

anne1

Komiksowa wersja Dziennika zachowuje chronologię, ducha i dynamikę nastrojów oryginału. Nie pomija żadnych ważnych faktów, nie lekceważy przejawów „przebudzenia wiosny”, którego natężenie przypadło na czas, jaki dziewczyna zmuszona była spędzić w stałym sąsiedztwie zaledwie siedmiu osób, dzieląc pokój nawet nie z siostrą, a z zupełnie obcym mężczyzną, nie przepuszcza okazji do zaprezentowania większych partii tekstu, będących próbką talentu pisarskiego Anne oraz dowodem jej silnego niezależnego charakteru i ambicji.

Życie pośród ciągłych porównań do starszej siostry, w uwielbieniu ojca i obojętności wobec matki, w potrzebie dzielenia nowych doświadczeń z kimś bliskim, w ogniu cudzych opinii – brzmi jak typowa definiująca teen dramę wyliczanka. Jednak nawet odpuszczając sobie poprawkę na czas powstania Dziennika, sposób, w jaki odwaga, bezpośredniość oraz intymność wplata się w styl wyznań (przed lekturą komiksu byłem bardzo ciekaw, jak autorzy wykorzystają fragmenty objęte podczas pierwszych wydań cenzurą obyczajową – otóż w niczym nie umniejszyli ich pełni) nie pozwala traktować ich jak histerycznych wynurzeń bujającej się huśtawce nastrojów nastolatki.

Zwłaszcza że niepewnościom i lękom, towarzyszącym dojrzewaniu oraz wojennym zagrożeniom, wtóruje humor. To, jak Anne opowiada o „okresach żywieniowych”, jak redaguje folder reklamujący „oficynę” nowemu współmieszkańcowi, mającemu już wkrótce stać się jej zmorą, jak wyłapuje osobiste nawyki, dziwactwa i ułomności poszczególnych lokatorów, dopełnia portretu narratorki jako dowcipnej, błyskotliwej, obeznanej z ironią i sarkazmem osoby. A przy tym bohaterka zostaje podlotkiem, fascynującym się losami królewskiej rodziny i gwiazdami filmowymi.

anne2

Każda z warstw Dziennika znajduje oryginalną i trafną interpretację w rysunkach Polonsky’ego. To, w jaki sposób kompozycja i zawartość kadrów rozwiązuje kwestię skrótów tekstowych, sprawia, że komiks jest samoistnym dziełem, nadającym nowe odcienie opisanym wydarzeniom i emocjom. Składają się na to zróżnicowane, niezmiernie wymowne graficznie komentarze, jak sąsiadujące ze sobą dwa portrety Anne stylizowane na flagowe dzieła Muncha i Klimta, stripowe, często pozbawione ramek sekwencje, plansze skupiające na sobie kolejne reakcje mieszkańców oficyny i podkreślające stosunek narratorki do nich. W czystej linii i delikatnie cieniowanych kolorach, plastycznych nawiązaniach do ilustracji prasowej i plakatu okresu art deco (niby oczywistość, ale potwierdzająca spójność koncepcji autorów, jeśli chodzi o przeniesienie nas nie tylko w świat uczuć i obserwacji Anne, lecz i w realia epoki), mieści się komizm, liryczność, marzenie, bezsilność, nadzieja i lęk. Rysunkowa warstwa okazała się za sprawą Polonsky’ego zaskakująco czułym filtrem wyłaniającej się z Dziennika wrażliwości. Uchwycona jego kreską twarz Anne o wielkich wyrazistych oczach urzeka, bawi i wzrusza, niezmiennie intrygując pytaniem – co by wyrosło z takiej charakternej, wyzwolonej, a przy tym głęboko uczuciowej dziewczyny?

Jest to kwestia autentycznie frapująca. Z biegiem czasu wyraźnie widoczny jest rozwój pisarski i emocjonalny narratorki, wzrost jej samoświadomości, wymagań wobec siebie i krytyki zachowawczych postaw. Stąd też większe zagęszczenie tekstu pomiędzy kadrami i częstsze cytowanie całych ustępów Dziennika. Ale i w sytuacjach, gdy tekst zajmuje właściwie całą stronę (pod koniec komiksu są takie dwa znaczące miejsca) Polonsky subtelnie wtóruje nastrojowi zapisu.

Opowieść Anne Frank nie rozwinęła się jednak w opowieść ocalałej. Nie osiągnęła poziomu przenoszonej traumy, która doczekuje się publicznego wygłosu w reportażach, wywiadach, wspomnieniach, literaturze. Pod tym względem na polu komiksu jest czymś zupełnie innym niż Maus Spiegelmana. Tego, co przeżyła przed śmiercią na terenie obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen, możemy się domyślać. To, co zawarła w swoim Dzienniku, pozostaje poruszającym dowodem potrzeby stawiania sobie oraz światu niby tych samych pytań i zachowania nadziei wobec prowokowanych krytycznymi sytuacjami odpowiedzi. Folman i Polonsky nadali temu przesłaniu kształt zdecydowanie wykraczający poza spełnianą również przez ich dzieło popularyzatorską formę.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Dziennik Anne Frank
Wydawnictwo: Stapis
Scenariusz: Ari Folman
Rysunki: David Polonsky
Tłumaczenie: Alicja Dehue-Oczko, Kamil Budziarz
Typ: Komiks
Gatunek: (auto)biograficzny
Data premiery: 17.06.2018 r.
Liczba stron: 160

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.