Więcej

    Nerwosolek się nie starzeje. Recenzja komiksu Do bani z takim komiksem

    KorektaYaiez
    Do bani z takim komiksem – okładka komiksu

    Tadeusz Baranowski to legenda polskiego komiksu. Co prawda jego opowieści graficzne nie są tak często wznawiane ani dostępne a tak tanich edycjach, jak np. prace Henryka Jerzego Chmielewskiego (czy jak ktoś woli Papcia Chmiela) albo Janusza Christy, niemniej nie zmienia to statusu tego twórcy. Twórcy, co trzeba nadmienić, jedynego polskiego komiksu obok Achtun Zelig!, który znalazł się w książce 1001 Comics You Must Read Before You DieAntresolki profesorka Nerwosolka, a to o zdecydowanie o czymś świadczy. Teraz bohaterowie tamtej właśnie historii – i kilku innych –powracają we wznowieniu Do bani z takim komiksem, albumu dotychczas znanego jedynie garstce fanów artysty. I cóż można powiedzieć, jeśli nie to, że absolutnie warto, a wręcz trzeba po ten komiks sięgnąć, nawet jeśli nie może pochwalić się taką ilością dodatków jak pierwsze, limitowane wydanie sprzed piętnastu lat.

    Poznajcie profesorka Nerwosolka, genialnego naukowca, który mieszka wraz z gospodynią o nazwisku Entomologia Motylkowska i myszą Raptusem, zwanym też Ryżym Ogonem. Nerwosolek, jak na uczonego przystało, zajmuje się badaniami wszelkiej maści – a to odkrywa, że 2+2 = 4, to znów szuka meteorytu, który najprawdopodobniej pochodzi z Marsa, to znów zmaga się z zagadką meteorologiczną, czy spotyka lorda Hokusa Pokusa. A w tym czasie Mysza (nie mówi się mysza, tylko mysz! Oj! Cicho, Mysza!) odkrywa ślady życia w serze szwajcarskim. Czy wszystkie te wydarzenia do czegoś prowadzą? A jeśli tak, to do czego?

    W dzieciństwie miałem kilka ulubionych komiksów. Nie było ich wiele, bo i moja ówczesna kolekcja nie była zbyt bogata (wiem, sporo tu prywaty, ale są takie dzieła, o których nie da się pisać inaczej), ale album Podróże smokiem diplodokiem Baranowskiego należał do czołówki. Miał swój unikalny klimat, wyrazisty charakter i te postacie i żarty, jakie zapadały w pamięć. Miał też niesamowitą ponadczasowość, ale o tym miałem przekonać się dopiero po latach. To w Podróżach po raz pierwszy przeczytałem o przygodach Nerwosolka czy lorda Hokusa Pokusa i do tej pory mam wielki sentyment do dzieł autora. W związku z tym Do bani z takim komiksem również obudziło sentyment, ale to nie jedyne uczucia, jakie pojawiły się przy tej lekturze.


    Do bani z takim komiksem – przykładowa strona

    Co zatem jeszcze jej towarzyszyło? Chyba należałoby zacząć od tego, że dużo uśmiechu. Może nie śmiechu do rozpuku, ale na pewno satysfakcjonujący uśmiech. Zresztą Baranowski w swoim humorze zawsze był raczej stonowany, bawiąc się słowami i skojarzeniami w inteligentny sposób i to widać też tutaj. Poza tym znakomita jest akcja. Znów mamy tu zbiór krótkich historyjek, dobrych do czytania niezależnie od siebie, które sprawdzają się jednak równie znakomicie, jako jedna wielka fabuła. I jest też ten niezapomniany klimat, wsparty niezbędną dla familijnych komiksów życiową mądrością. Klimat, w rewelacyjny sposób budujący zarówno treść, jak i niezapomniane, barwne, pełne obłości ilustracje. Baranowski posiłkuje się tu co prawda komputerowo kładzionym kolorem, jednak jest to kolor zrobiony z talentem i szacunkiem.

    A co z samym wydaniem? Jak zwykle przedstawia się bez zarzutu. Papier kredowy, twarda oprawa… Jak wiadomo jednak, nie ma tu dodatków, które znane były z limitowanej edycji. Tam mieliśmy około 30 stron fragmentów różnych jego komiksów tworzonych na rynek belgijski czy na potrzeby reklam, trochę wspomnień z dzieciństwa, zdjęć, replikę nagrody z festiwalu w Belgii, jaką zdobył Baranowski, a także płytę, na której znalazły się m.in. dwie animowane krótkometrażówki o Nerwosolku. Jako że album miał być pożegnaniem z tymi postaciami, Baranowski pociął oryginalne plansze na 550 fragmentów (czyli tyle, ile było egzemplarzy owego wydania) i dołączył po jednym do każdego komiksu. W reedycji od Kultury Gniewu tego nie ma, ale wydawca nie zapomniał o dodatkach. Na miłośników dzieł Baranowskiego czeka tu plakat oraz 48-sronicowy zeszyt ze szkicami całego Do bani z takim komiksem i jest to naprawdę miły bonus.

    Po lekturze zostaje jedno zasadnicze pytanie: co dalej? Czy to ostateczny koniec, czy Nerwosolek i reszta ekipy jeszcze powrócą? Nie ważne, co będzie (chociaż mam nadzieję, że to jeszcze nie finał). Ważne, że Do bani z takim komiksem to piękne, sentymentalne pożegnanie. Oldschoolowe, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Może i w obecnych czasach wydaje się, że na takie albumy nie ma już miejsca, że to relikt przeszłości i powinien pozostać ciekawostką, która nie krąży w dużym nakładzie, a jedynie czasem ktoś gdzieś natknie się na nią przypadkiem i da szansę, ale niniejszy komiks pokazuje, że warto je wznawiać. I warto przedstawiać kolejnemu pokoleniu czytelników (choć akurat Do bani jest rzeczą stosunkowo nową), bo dobra klasyka – czy może jak w tym przypadku dobrzy, klasyczni autorzy – nigdy się nie starzeją.

    Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    Do bani z takim komiksem – przykładowa strona
    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Recenzja komiksu Do bani z takim komiksem
    Data premiery: kwiecień 2020
    Scenariusz i rysunki: Tadeusz Baranowski
    Typ: komiks
    Gatunek: komiks humorystyczny

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + znakomity, absurdalny humor
    + ciekawe pomysły
    + rewelacyjne wydanie
    + świetna szata graficzna

    Minusy:
    - brak dodatków

    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com
    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x