SIEĆ NERDHEIM:

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Recenzja komiksu Dni, których nie znamy

KorektaJustin
Dni, których nie znamy - okładka
Dni, których nie znamy – okładka

Świat pędzi do przodu i z każdym rokiem wydaje się przyśpieszać. Prawie każdy z nas narzeka na ciągły brak czasu. Bo przecież trzeba ogarnąć studia, pracę, mieszkanie i masę innych równie ważnych rzeczy. Wypadałoby też mieć jakieś życie towarzyskie; spotkać się z dziewczyną lub chłopakiem, spędzić wieczór z przyjaciółmi oraz odwiedzić rodzinę. A jeszcze fajnie, gdyby udało się znaleźć chociaż godzinę na własne hobby. Doby, a nawet i tygodnia nie starcza na zrealizowanie wszystkich pragnień. A co, jeżeli mielibyśmy do dyspozycji jedynie połowę z tego czasu? Gdyby co drugi dzień był bezpowrotnie wyciągany z naszego życia? W dodatku dowiedzielibyśmy się, że nasze ciało nie należy do nas, a współdzielimy je z kimś jeszcze. Z kimś, kto ma własne pragnienia i chce żyć po swojemu. Co wtedy?

Dni, których nie znamy - przykładowa strona
Dni, których nie znamy – przykładowa strona

Przed takim właśnie pytaniem stanął główny bohater Dni, których nie znamy. Lubin, bo tak ma na imię, jest dwudziestosześcioletnim mieszkańcem Paryża. Wydaje się wieść idealne życie. Utrzymuje dobre relacje ze swoją przybraną matką i siostrą. Jest w szczęśliwym związku z mądrą i miłą Gabrielle, przed którą stoi otworem kariera naukowa. Wraz z przyjaciółmi współtworzy grupę akrobatyczną i ciężko ćwiczą, by odnieść sukces. Mieszka w niewielkim wynajmowanym mieszkaniu. Ma stałą pracę, dzięki czemu nie musi się martwić, skąd weźmie pieniądze na rachunki i zakupy. Jak to jednak bywa w tego typu historiach, każde szczęście kończy się nagle i bez ostrzeżenia. Pewnego dnia bowiem podczas próby Lubin doświadcza wypadku. Upada z wysokości, uderzając się mocno w głowę. Wraca do domu, gdzie zasypia. Budząc się, orientuje się, że przespał cały dzień. Podobna sytuacja powtarza się regularnie, aż wreszcie odkrywa, że podczas snu jego ciało zaczyna kontrolować ktoś inny. Drugi on.

Po opisie wydawcy i okładce spodziewałem się, że autor w przedstawianej historii położy nacisk na tajemnicę, jaka wiąże się z pojawieniem intruza i powolne jej odkrywanie, a sam powód dziwnej przypadłości Lubina będzie miał podłoże ściśle paranormalne. Dni, których nie znamy są jednak zgoła inne. Jest to przede wszystkim opowieść obyczajowa, prezentująca zwyczajnego chłopaka, który stara się korzystać z życia i mierzyć z licznymi trudnościami. Poniekąd omawiany komiks przypomina mi film Czas na miłość, w którym to wątek fantastyczny był wyłącznie dodatkiem, mającym pomóc w wyrażeniu myśli przewodniej dzieła.

Przez blisko dwieście stron towarzyszymy Lubinowi – pojawia się on praktycznie na każdej stronie – i poznajemy jego losy od młodzieńczych lat, aż do późnej starości. Dzięki temu zabiegowi widzimy, jak zmienia się jego nastawienie i priorytety. Jak dojrzewa i dostrzega, co jest w życiu ważne. Od lektury ciężko jest się oderwać i cały tom można przeczytać podczas jednego posiedzenia. Tym bardziej że Lubin szybko daje się polubić, przez co czytelnik szybko zaczyna mu kibicować.

Ciężko jest jednoznacznie powiedzieć, co Timothé Le Boucher pragnął przedstawić przy pomocy zjawiska, jakie dotknęło głównego bohatera. Może być to bowiem metafora choroby psychicznej, uzależnienia, a nawet życia w ciągłym poczuciu strachu i braku wiary w siebie. Ciekawym zabiegiem wydaje się również zrezygnowanie z wyraźnie czarnych charakterów w komiksie. Każda z postaci ma własne motywacje i nawet jeżeli z punktu widzenia Lubina ktoś zachował się niesprawiedliwie, rozumiemy jego decyzje.

Dni, których nie znamy - przykładowa strona
Dni, których nie znamy – przykładowa strona

Timothé Le Boucher nie zawodzi również w warstwie wizualnej. Rysunki prezentują się czytelnie. Styl autora jest prosty, ale dzięki temu prezentowana historia wybrzmiewa tym mocniej. Kadry nie są przeładowane szczegółami, a znajdujące się w tle detale sprawiają, że jesteśmy w stanie uwierzyć w świat przedstawiony. Cieszy też, że poszczególne postaci zostały zaprojektowane tak, by wyraźnie się czymś odznaczały. Dzięki temu nie ma szans, by chociaż raz nie rozpoznać, kto akurat znajduje się w kadrze.

Dni, których nie znamy są komiksem niezwykłym. Pod płaszczykiem prostej historii skrywają niezwykłe pokłady emocji. Idę o zakład, że wraz ze zbliżającym się finałem niemal każdego czytelnika będą nachodzić refleksje na temat tego, co tak naprawdę się w życiu liczy. Czy czasu, jaki jest nam dany, przypadkiem nie marnujemy na masę bezsensownych czynności, które ani nas nie rozwijają, ani nie cieszą.

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Dni, których nie znamy
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Scenariusz: Timothe Le Boucher
Rysunki:
Timothe Le Boucher
Tłumaczenie: Jakub Syty
Data premiery: 4.11.2020
Liczba stron: 192

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.