Więcej

    „11.09. jest codziennie!” Recenzja komiksu DMZ – Strefa zdemilitaryzowana Tom 1

    Korektayaiez
    DMZ – okładka komiksu

    Wyobraźcie sobie niedaleką przyszłość. Stany Zjednoczone Ameryki pochłonięte wojną domową z przedstawicielami antyestablishmentowych (antyrządowych) klas średnich, które utworzyły tak zwane Wolne Stany. Rząd wystawia całe swoje wojsko do zwalczenia tego powstania. Walka trwa na wielu frontach, lecz ten najważniejszy znajduje się w Nowym Jorku. Rozgrywka toczy się o wyspę Manhattan, gdzie utworzona została strefa zdemilitaryzowana.

    Tym krótkim wstępem zapraszam was do recenzji pierwszego tomu serii DMZ, która zbiera dwanaście zeszytów jednej z najciekawszych serii wojennych ostatnich lat. Co na pierwszy rzut oka zwraca uwagę najbardziej, to jakość samego wydania. Dostajemy opasłą książkę w twardej oprawie wzbogaconą o dodatkowe materiały, które rozszerzają wiedzę o świecie i pokazują kilka grafik koncepcyjnych. Na samym końcu znajduje się również pierwsza część wywiadu z samym Brianem Woodem – scenarzystą DMZ.

    Co nieco o fabule – jest to wariacja na temat wojny secesyjnej, gdzie zamiast konfliktu Północy z Południem otrzymujemy walkę samozwańczych powstańców z rządem Stanów Zjednoczonych. Niestety pierwszy tom mówi nam niewiele o przyczynach konfliktu oraz o jego dokładnym przebiegu. Zamiast tego zostajemy wrzuceni sam środek pięcioletnich walk, na wyspę Manhattan. Jest to właśnie tytułowa strefa zdemilitaryzowana, gdzie 400 000 cywilów zamieszkuje teren oddzielający siły USA od Wolnych Stanów.

    DMZ – wartka akcja przeplata się z planszami wiadomości telewizji państwowej

    Naszym przewodnikiem po tym miejscu będzie Matty Roth – młody fototechnik stażysta pracujący dla stacji Liberty News. Jako jedyny ocalały z ekipy dziennikarza Viktora Fergusona otrzymuje szansę zrelacjonowania, co tak naprawdę dzieje się na wyspie, oraz pokazania codziennego życia jej mieszkańców. Zostaje uwikłany w polityczną grę telewizji państwowej, a także zderza się z propagandą na temat wojny i problemu cywili. Poznaje też Zee – studentkę medycyny, która w obliczu wojny staje się medykiem z prawdziwego zdarzenia.

    Dalej musiałbym wejść w spojlery, dlatego zachęcam was do poznania tej historii samemu. Przyznam, że główny wątek nie jest najmocniejszą stroną pierwszego tomu. Spojrzenie na wojnę oczami reportera, mimo że przysparza nam wielu ciekawych historyjek o mieszkańcach i przedstawia różne sposoby na radzenie sobie w trudnej sytuacji, jednak ginie gdzieś w zachwycie światem przedstawionym. Winę ponoszą tu głównie tematy polityczne, jak również nasz protagonista.

    Gdzie leży ten problem? Nie znam się może specjalnie na polityce, ale uważam, że rzeczy nie są tak proste, jak przeważnie stara się znam wcisnąć telewizja. W DMZ jak mantrę powtarzane są typowe klisze i zderzenia z prawdą – świat nie jest czarno-biały, a media kłamią. Oczywiście głównym antagonistą tego całego bajzlu jest demoniczny rząd Stanów Zjednoczonych, który strzela do wszystkich bez wyjątku i zrobi wszystko, by ich brudna gra nie wyszła na jaw. Ja wiem, że każda historia potrzebuje przeciwnika, na szczęście wnioski, jakie dorosły odbiorca może wyciągnąć z tego komiksu, to: nie ma dobrych czy złych, są tylko cywile, którzy walczą o przetrwanie. To dość uniwersalne przesłanie w czasach, gdzie ludzie boją się nadejścia III wojny światowej.

    DMZ – poznamy wiele barwnych postaci, które znalazły swój sposób na życie w strefie

    Co natomiast się tyczy Mattiego, to moim głównym zarzutem wobec niego jest bezradność. Kluczy jak dziecko we mgle, targany przez decyzje innych ludzi, którzy wplątują go w coraz to większy szajs. Typowy wątek od zera do fotoreportera udaje się, bo Matty jest jedynym dziennikarzem na wyspie. A nawet gdy wyrywa się z tego wszystkiego i zaczyna sam decydować o swoim losie (stając się wreszcie bohaterem, jakiego potrzebowała DMZ), to nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ucieka od osobistych problemów, czekających na niego poza strefą. Brakuje mi jakiegoś głębszego zarysu jego osoby (co pewnie nadrobią następne tomy) i faktycznej decyzyjności, bo wiele rzeczy/spotkań dzieje się tu trochę przypadkiem.

    Za to świat to prawdziwy majstersztyk. Mnogość szczegółów i różnorodność tej wojennej rzeczywistości zachwyciła mnie najbardziej. Od razu przed oczami pojawiły mi się wspomnienia z gry Tom Clancy’s The Division, gdzie również trafiamy do Nowego Jorku pochłoniętego przez kataklizm (epidemię). Tyle że tam oglądaliśmy piękną architekturę miasta i praktycznie martwe ulice. Natomiast w DMZ wszystko żyje, ludzie hodują warzywa, handlują, czym się da i starają się przeżyć. Poznajemy masę barwnych postaci drugoplanowych, które przybliżają nam tajniki funkcjonowania tej nowej społeczności. Każdy kadr komiksu oglądałem po kilka razy, by wyłapać wszystkie smaczki.

    Oczywiście wielka w tym zasługa Riccardo Burchielli i jego rysunków. Przypadło mi do gustu to połączenie realizmu architektonicznego z typowo komiksową kreską postaci. Masa brutalności i mocnego języka przywołuje na myśl przerywniki z Wiedźmina 2: Zabójcy Królów. Typowo wojenna sprana kolorystyka ciekawie kontrastuje ze stronami przedstawiającymi wiadomości telewizyjne. Wizualnie nie było miejsca na nudę.

    DMZ – historia Zee zaczyna się wybuchowo

    DMZ to kawał świetnego sensacyjno-obyczajowego komiksu z nutą wojny i polityki. To idealna okazja, by zastanowić się, jak silnym i trwałym krajem jest USA, ale to może przy okazji recenzji kolejnego tomu. Was odsyłam do zakupu i w te pędy czytajcie, bo mimo tych kilku minusów to pozycja, obok której trudno przejść obojętnie. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: DMZ – Strefa zdemilitaryzowana
    Wydawnictwo: DC Comics / Egmont
    Autorzy: Brian Wood, Riccardo Burchielli
    Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
    Data premiery: 22.01.2020
    Liczba stron: 300
    Kącik muzyczny

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ilutracje Riccardo
    + historie mieszkańców strefy
    + życie na Manhattanie
    + jakość wydania
    + pomysł na świat

    Minusy:
    – scenariusz skupiony na polityce
    – nijaki główny bohater

    Dodaj komentarz

    avatar
    Szymon
    Szymon "Naboki" Junde
    Z wielką mocą łączy się wielka odpowiedzialność. Moją jest akurat tworzenie gier. Poza tym uwielbiam o nich pisać, czytać i zbierać wszystkie znajdźki. Stały bywalec łódzkich game jamów i portów gier. Jak kończy się prąd w ścianie, to wyciągam planszówki. Gdybym nie studiował informatyki to pewnie poświęciłbym się miłości do filmów. Zapytany o ulubiony serial, odpowiadam, że obejrzałbym jeszcze raz wszystkie sezony Bojack Horsman. Do zainteresowań dopisuję czasem gotowanie i niezobowiązujący wypad na żagle. Moim duchowym zwierzęciem jest dostojna świnka.