Więcej

    Małgosia się emancypuje, a Jaś chrząka niczym świnka. Recenzja filmu Małgosia i Jaś

    Małgosia i Jaś - kadr z filmu
    Małgosia i Jaś – kadr z filmu

    Oz Perkins chwyta za bary jedną z najbardziej klasycznych baśni braci Grimm, rzucą nią w kierunku gatunkowych korzeni i tapla w klimacie Czarownicy Eggersa. Słynne rodzeństwo podczas powrotu do grimmowego oryginału potyka się jednak przy opowiadaniu historii, obija sobie fabułę i kuśtyka bez ładu po cholernie mrocznej puszczy. Tym razem nie ma tu słodkiej chatki z piernika. Nie ma też słodkiego scenariusza, którym chciałoby się delektować.

    Po latach błąkania się po lesie i podgryzania parapetów napotkanych chatek Małgosia miała w końcu dość bycia wymienianą jako ta druga i postanowiła się emancypować. Tym razem to ona jest tą ważniejszą i dojrzalszą postacią, a Jaś jedynie irytującym smarkiem, którego użyteczność kończy się na tym, że w lesie zwabia do siebie część komarów. Całą resztę również dosięgają zmiany. Wioskę pustoszy głód i zaraza, dlatego też oszalała matka za pomocą siekiery sugeruje Małgosi, że znacznie lepiej będzie jej się żyło w lesie. Dziewczyna zabiera więc ze sobą brata i wędruje wspólnie z nim przez mroczne chaszcze w poszukiwaniu swojego miejsca. Po drodze spotykają Robin Hooda, zdyszanego Nosferatu oraz zajadają się grzybkami niczym Mario i Luigi. W końcu – tak jak w każdej wariacji – na horyzoncie pojawia się nietypowa chatka. A w niej podejrzana dzieciolubna staruszka i zwariowane przepisy na potrawy z dziecięciny.

    Małgosia i Jaś - kadr z filmu
    Małgosia i Jaś – kadr z filmu

    Oz Perkins kilka lat temu w swoim Zło we mnie wszystko uczynił świetnym – klimat, historię, wolne tempo, złamaną chronologię i pomysł na diabła. Nawet modlitwy do kotła grzewczego w piwnicy wywoływały solidne ciarki. Wszystko tam zagrało i było przecudowne. Takich reżyserskich debiutów powinniśmy życzyć sobie więcej. Najnowsza produkcja Perkinsa wizualnie również prezentuje się genialnie – kolory, scenografia, zdjęcia i efekty specjalne wyglądają obłędnie i przesiąknięte są brutalnością, mroczną baśniowością i czarną. Małgosia i Jaś na pierwszy rzut oka wyglądają jak kolejne filmowe cudeńko wpływające do kin na fali nowego horroru – oglądając je, człowiek nabiera ochoty na zapalenie sobie świec w środku lasu, wyrysowanie pentagramu i złożenie jakiegoś niewielkiego zwierzątka w ofierze. Sam las jest tu mroczny niczym dusza prawdziwego metalowca, a ponura wiedźma mogłaby wytargać za uszy satanistów i hiszpańską inkwizycję. Wizualnie dostajemy gęsty i klimatyczny hołd dla klasycznych wersji baśni braci Grimm osnuty aurą głębokiego koszmaru. To prawdziwsza uczta dla oczu, która będzie musiała nam wystarczyć jako przystawka, danie główne oraz deser, bo więcej już nie dostaniemy, a nasz apetyt nie zostanie w pełni zaspokojony.

    Małgosia i Jaś nie mają prawie w ogóle historii. Fabuła jest prosta i krótka, a mimo to strasznie poszarpana i zmierzająca donikąd. Chociaż cała otoczka kusi swoją aurą, to już w samej opowieści nie dzieje się zbyt wiele – nie wciąga nas, nie jest w stanie zainteresować i w zasadzie nie ma siły, by zlepić wszystko razem. Perkins ustawia swój film na wolnym ogniu, lecz zapomina dorzucić coś do środka. Zamiast angażującej historii i ciekawych bohaterów dostajemy dwójkę dzieciaków, która nieustannie chrumka, rozmawia ze ściółką leśną i przerzuca się teatralnie przesadzonymi kwestiami o niczym. Na dodatek Małgosia jako narratorka mruczy coś pod nosem, a niektóre sceny wyglądają jak zagubione między drzewami błędy w montażu.

    Małgosia i Jaś – kadr z filmu

    Te dwa tak różniące się wykonaniem i poziomem elementy filmu przypominają rodzeństwo głównych bohaterów. Małgosia jest rozsądna, silna i dojrzała ponad swój wiek. Chce reprezentować sobą coś nowego i odświeżającego, a przy okazji przekazać nam jakieś istotne przesłanie. Tymczasem Jaś wlecze się za nią, wchodzi jej pod nogi i grzebie w nosie. Jest nieprzydatny i irytujący. Ona przypomina mroczną atmosferę i gęsty klimat, on zaś reprezentuje historię równie ciekawą, co dzieciństwo w czasach Grimmów. Małgosia nic nie osiągnie z taką zasmarkaną kulą u nogi. Powinna się od niego odciąć, rozwinąć skrzydła, a nas uderzyć po twarzy z pełną siłą. I po części właśnie o tym jest ten film. Małgosia i Jaś to opowieść o tym, że prawdziwą przeszkodą na naszej drodze do sukcesu są nasi bliscy – dzieci, rodzeństwo i ukochani. Tylko zrywając krępujące nas kajdany relacji międzyludzkich i społecznych zależności, osiągniemy pełnie swoich możliwości. To film o sile egocentryzmu oraz emancypacji przez wejście na ciemną stronę mocy. To mroczne przesłanie – taka ponura baśń na dobranoc dla korposzczura – ale jakże zgrabnie wpisuje się w brutalną i baśniową atmosferę filmu.

    Małgosia i Jaś - kadr z filmu
    Małgosia i Jaś – kadr z filmu

    Problem z filmem jest jednak taki, że tych wszystkich (powiedzmy) ukrytych znaczeń po prostu nie chce nam się poszukiwać i odczytywać. Z jednej strony wyłożone są niemal wprost, topornie i bez baśniowej paraboli. Z drugiej sama historia jest mętna jak leśna kałuża i w ogóle nas nie angażuje. Dzieciaki prowadzą nic niewnoszące rozmowy, a Baba Jaga mędrkuje pod nosem, popijając czaj – ale co z tego, skoro naszą uwagę przykuwa mroczna okolica. Ona jest akurat naprawdę fajna – straszna, niepokojąca, pełna tajemnic i cieni ukrytych pomiędzy drzewami. Oz Perkins zabiera nas na wycieczkę po tym lesie i zostawia na polance. Nie myli tropów, nie wodzi za nos i nie zaskakuje fabularnymi przewrotkami. Nie łapie nas za twarz i nie zmusza nas do patrzenia – w ogóle mało co robi. Pozwala błądzić historii, nie dając jej właściwie wybrzmieć, uderzyć nas i sprawić, aby pozostała w nas na dłużej – licząc zapewne, że już sama jej wizualna otoczka odwali całą robotę. I to wszystko pomimo naprawdę mrocznego morału.

    Małgosia i Jaś, włócząc się po kinowym lesie, przechodzą bardzo blisko miejsca, w którym mogliby się stać kawałkiem solidnego, odważnego i zaskakującego baśniowego retellingu. Oz Perkins obiera bardzo ciekawy kierunek – ląduje tam, gdzie spotyka się mroczna baśń, nowa fala horroru oraz odważna współczesna narracja. Reżyser jednak zapatrzył się w swój podrasowany las oraz mroczną magię tak bardzo, że zamiast pozwolić nam wędrować krętą i pełną niespodzianek ścieżką zostawia nas na samych bez wskazania drogi. Zagubieni i pozostawieni bez celu poddajemy się, a nad miejscem naszej porażki rozbrzmiewają jedynie pełne pogardy dziecięce chrumkania.

    W skali od 1 do „A na polanie stała sobie samotna chatka…” mocne i rozczarowujące „chatka niby jest, ale nawet las wokół wydaje się ciekawszy”.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Małgosia i Jaś
    Data premiery: 31.01.2020
    Typ: film
    Gatunek: Horror, horror ludowy, retelling baśni
    Reżyseria: Oz Perkins
    Scenariusz: Rob Hayes
    Obsada: Sophia Lillis, Samuel Leakey, Alice Krige, Jessica de Gouw, Charles Babolola i inni.

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + mroczny i gęsty klimat
    + świetne zdjęcia
    + scenografia
    + obłędny las
    + intrygujący morał
    + ciekawy pomysł na retelling baśni

    Minusy:
    – mało wciągająca historia
    – wszystko wyłożone nam przed nos
    – momentami nieskładna fabuła
    – brak angażujących wątków, przykuwających uwagę bohaterów i fabularnych przewrotów

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.