Więcej

    Świadkuj mi! Recenzja komiksu Bloodshot tom 3. Staroświecki.

    KorektaLilavati

    Bloodshot 3 Okładka

    Wydawane u nas przez KBOOM komiksy superbohaterskie Valianta mają jedną cechę charakterystyczną, która odróżnia je od setek miałkich serii z głównego nurtu. Do tej pory wszystkie bez wyjątku w budowaniu narracji opierały się na celowo schematycznym szkielecie klasyki jakiegoś gatunku. X-O Manowar doskonale naśladował fikcję future fantasy ze srebrnej ery, Bloodshot z kolei cieszył pokolenie Y, zręcznie przypominając o mrocznych, wypełnionych akcją thrillerach, które po nocach oglądaliśmy na Grundigach i Thomsonach. Niby fajnie, bo przecież opieranie się na wypracowanych przez lata pomysłach jest gwarancją konkretu, ale z czasem hołd może przywlec za sobą mniej pożądanych kolegów – pozornie zwodnicze rozwiązania fabularne, które z biegiem lat stały się domeną leniwych naśladowców M. Night Shyamalana.

    Bloodshot 3 Skan

    Choć Bloodshotowi faktycznie też zdarzało się w momentach gorszej kondycji psychicznej widywać martwych ludzi, nie o to tym razem chodzi. Trzeci tom cierpiętniczej historii nieślubnego dziecka Wolverine’a i Punishera przenosi nas o trzydzieści lat w przyszłość od w miarę pozytywnego zakończenia poprzednich wątków. Okazuje się, że jak nigdy bohaterowi udało się stworzyć udany i długotrwały związek z dużo młodszą dzierlatką, uratowaną przed śmiercią z rąk morderców na nanobotowym haju. Niestety przy okazji cały świat szlag trafił, coś za coś. Były superżołnierz odnajduje się całkiem nieźle w postapokaliptycznych realiach, których jedynym plusem jest fakt, że dzieciaki znowu wychodzą bawić się na dwór. Żyjąc na obrzeżach małej społeczności, robi, co może, by dostarczyć udręczonym ludziom wodę. Wyschnięte pustkowie nie ma jednak litości, a na horyzoncie błyszczy dystopijna metropolia – pomnik upadku cywilizacji niegdyś chronionej przez superludzi.

    Bloodshot 3 Skan

    Tak więc tym razem padło na Mad Maxa, inspiracje są bezczelnie bezpośrednie i nie ma w tym nic złego. Pustynna fabuła jest hołdem naprawdę udanym, interesującym i zrealizowanym bez przesadnej pompy. Znalazło się miejsce dla wysuszonych prostaczków, doświadczonego bohatera i oczywiście również dla bandy oszalałych dzikusów, którzy jakimś cudem nie psikają sobie chromem w gęby. Działa to głównie dzięki perfekcyjnemu dobraniu tła pod protagonistę – morderczy duch przestarzałej technologii militarnej chyba tylko czekał na taki setting. Po przeniesieniu akcji na teren mrocznego, urbanistycznego science fiction wszystko wciąż gra, nakreśla się intryga sugerująca jakąś zdradę i bach, mamy zakończenie. Tak banalne, że aż niewiarygodne, i tak naciągane, że nawet minimalna próba nakreślenia jego specyfiki zdradziłaby je wam całkowicie.

    Bloodshot 3 Skan

    Drugi tom Bloodshota nie powalał jako samodzielna historia – trzeba było potraktować go jako intensywne rozwinięcie i mocny finał wątków rozpoczętych w pierwszym albumie. Podobnie jest ze Staroświeckim, bo zlepek trafnie dopasowanych tropesów może zdawać się bezsensowny, jeśli nie zrozumiemy, jak wpływa na motywację i dynamikę postaci. Bladolicy najemnik po prostu musiał wpaść ponownie w niewdzięczne ramiona martyrologii, bo trwanie w romantycznej satysfakcji nie doprowadziłoby nigdzie narracji od początku opierającej się na radosnym spacerze po klasyce kina akcji. Finał czyni ten tom właściwie nieistotnym dla fabularnego całokształtu, poza diametralną zmianą przyszłego nastawienia naszego antybohatera. Na początku zastanawiałem się, czemu Jeff Lemire prowadzi to wszystko w tak bezpośredni sposób, nie uciekając w charakterystyczne dla siebie wątki psychologiczne. Grubo ciosany koniec, jak głupi by nie był, nadał sens tej taktyce i paradoksalnie uczynił cały komiks bardziej spójnym.

    Głównym rysownikiem jest tym razem Lewis Larosa, a jego kreska współgra z malowniczymi kolorami Briana Rebera na tyle dobrze, że trudno wyobrazić sobie gołe szkice (zajrzyjcie w materiały dodatkowe dopiero po lekturze, ja byłem zaskoczony). Zgodnie z tematyką większość sporych kadrów obrazuje głównie ogrom epickiej akcji, zasypanej piaskiem o ciepłych barwach. Dzięki bardziej tradycyjnemu stylowi, dalekiemu od chamskiej komputeryzacji, trafnie zatytułowany Staroświecki wygląda na tyle miękko, na ile to możliwe w przypadku komiksu tak szczodrze rozlewającego juchę statystów. Wciąż brakuje mi mocno konturowanej szczegółowości z pierwszego tomu, ale ta bardziej plastyczna parada mięśni, kurzu i benzyny też cieszy oczy.

    Bloodshot 3 Skan

    Bardzo możliwe, że po prostu staram się usprawiedliwić słabostki tego komiksu, sugerując niemalże magiczny wpływ założenia opierającego się na kalce ogranych schematów. Nawet jeśli faktycznie tak jest, to robię to dlatego, że historia Bloodshota w dalszym ciągu mi się podoba. To z kolei oznacza, że Lemire wciąż coś robi tutaj dobrze. Brnąc w powielanie klisz, mógł zrobić z tego tytułu pozbawioną inspiracji kalkę, ale zamiast tego udało mu się stworzyć coś na wzór pełnej szacunku i samoświadomości wystawy mało wymagającego, spektakularnego kina. Odrzucenie idącego za tym pakunku hollywoodzkich głupot byłoby przekłamaniem, a czy odpowiada wam ich uwzględnienie, to już musicie zadecydować sami. Ja doceniam czysty fun z rozwałki, konsekwentne trzymanie się konkretnej konwencji, i czekam na ciąg dalszy – jaja w tropikach.

    Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu KBOOM za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Bloodshot Odrodzenie tom 3. Staroświecki
    Wydawnictwo: Valiant Comics / KBOOM
    Autorzy: Jeff Lemire, Lewis Larosa, Brian Reber
    Tłumaczenie: Adam Rzatkowski
    Data premiery: 30.09.2019
    Liczba stron: 124

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + akcja!
    + trafnie dobrane odniesienia
    + ładne wizualnie

    Minusy:
    – mimo wszystko, głupie zakończenie
    – jak na Lemire'a, dosyć prosta fabuła

    Dodaj komentarz

    avatar
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).