SIEĆ NERDHEIM:

Akordy chaosu. Recenzja komiksu Batman. Death Metal tom 3

KorektaJustin
Ozzy? Czy to ty?

Z niektórymi kapelami metalowymi jest tak, że (jakby rzekł sam Pan Piekieł) grają na jedno kopyto. Utwory mają zbliżoną linię melodyczną, czasem odczuwa się efekt kalki, ale dobijając do brzegu, taka muzyka nadal cieszy ucho. Podobnie jest z serią Death Metal autorstwa Scotta Snydera.

Ileż można wałkować ten sam temat? Superbohaterowie znajdują się w totalnym dole, arcytrudny przeciwnik grozi zniszczeniem świata, a wśród potencjalnych obrońców dochodzi do podziałów. Schemat dobrze znany, lecz przy odpowiednim akompaniamencie można go nieco stuningować.  Wystarczy wrzucić do gara odrobinę mroku i cyk… Tak powstało piekielne, nieprzyjemne uniwersum Snydera.

Trzeci tom jednej z moich ulubionych serii (piszę całkowicie serio!), kontynuuje reakcję wynikającą z zasiania ziarenka chaosu w multiwersum DC. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się postać Nightwinga, który wraz ze swoją świtą dąży do całkowitego unicestwienia zagrożenia płynącego z działalności Batmana, Który się Śmieje, porównywanej do bóstwa Perpetui oraz kolejnego antagonisty – Króla Robina.

A cóż ten Luthor znowu knuje?

Po wydarzeniach z tomu poprzedzającego omawianą pozycję wiemy, jak blisko unicestwienia Batmana, Który się Śmieje była ekipa Człowieka-Nietoperza. Mroczny książę zbrodni, słynący z wysokiego poziomu inteligencji, przewidział zamach na swoje życie. Starcie doprowadziło do narodzin Najmroczniejszego Rycerza, istoty obdarzonej między innymi mocami Doktora Manhattana. Mało tego, na skutek użycia potężnej energii w multiwersum powstało dodatkowe 50 światów. Albo inaczej… 50 mrocznych światów, przesiąkniętym złem do samego jądra planet.

Dzięki determinacji i szczęśliwemu zbiegowi okoliczności Nightwing kompletuje team, w skład którego wchodzą takie znakomitości, jak choćby Cyborg czy Hawkgirl. W trakcie podróży grupa natrafia na Lexa Luthora – winowajcę całego zamieszania w multiwersum. Ex-antagonista przyznaje się do popełnionych czynów. Przedstawia też swój plan, który pomoże odkręcić cały ten cyrk. I nie potrzebuje do tego 70 milionów. W międzyczasie Batman wraz z Wonder Woman zbierają swoją ekipę. Pragną za wszelką cenę powstrzymać zło, nawet kosztem sojuszu z wrogami z przeszłości. Aby tego było mało, swoje pisiont groszy do całej inicjatywy zamierza dorzucić Lobo, czyli, kurde bele, zapowiada się istna rozpierducha. Ale czy Ostatni Czarnian o wysokim niczym głos kastrata ego nie ma w tym oby własnego interesu? 

Wszystkie elementy, do których czytelnik przywyknął po lekturze poprzednich tomów Death Metal, zostają nieco dostrojone. Mam tu na myśli istnie diaboliczne historyjki, których moim zdaniem brakowało jako przysłowiowej wisienki na grobie. Jednym z takich interesujących dodatków stanowi parę stron prezentujących wizję multiwersum oczami Lobo. Nie ma tu miejsca na grzeczne kobitki (na cnoty niewieście, haha!) czy inne pierdoły propagowane w katolickich szkołach.

Szykuje się niezły gig.

Dość już o części fabularnej. Wypada w końcu wspomnieć o Gregu Capullo. Na stówę artysta wraz ze Snyderem zasiadają wspólnie przy whisky czy innym napoju niezawierającym owocowego miąższu, by prześcigać się w pomysłach na „umroczenienie” stworzonego uniwersum. Im dalej w serię, tym większy dark. Im bliżej końca, tym większy noir. Zamysł jest, wykonanie jest, a efekt? No ja to kupuję z lateksową opaską na oczach! Prace Capullo są pełne deathmetalowego klimatu. Skała, stal i inne ciężkie elementy uderzają po oczach z częstotliwością wybijania dźwięków przez najszybszego perkusistę świata. Ponure barwy zastosowane przez Capullo współgrają z destrukcyjnym charakterem scenariusza. Przyznaję też, że sama wizualizacja postaci ubranych w charakterystyczne dla metalowych kapel odzienie była magnesem, który przyciągnął mnie do Metalu. I za nic w świecie nie oddałbym projektu innemu grafikowi. W całym przedsięwzięciu Capullo pełni rolę głównego gitarzysty, podczas gdy Snyder ostro growluje przez mikrofon. A żeby było jeszcze ciekawiej, mamy tu istny festiwal scenarzystów i rysowników! Za projekt trzeciej odsłony Death Metal odpowiadają aż 34 persony!

Z ręką na wątrobie przyznaję, że seria Death Metal przesiąknięta jest kiczem i przekoloryzowaną fabułą. Ale bardzo lubię się w tym taplać. To takie moje guilty pleasure i nie wstydzę się tego (po pijaku!). Zatem jeśli Drogi Czytelniku jesteś fanem Gacka Detektywa czy w ogóle historii bardziej ambitnych, to lepiej zasiądź do lektury Batmana Ego lub Supermana: Czerwonego syna, bo tu nie znajdziesz nic dla siebie. A jeśli się mylę i Tobie również przypadło do gustu przelewające się od mroku uniwersum, pełne postaci w odzieży dla sadomasochistów i przebrzydłych hybryd, to dzwoń po pogotowie. To znaczy: pogotowie alkoholowe! Twoje zdrowie!

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Batman. Death Metal t.3
Wydawnictwo: Egmont/DC
Scenariusz: Scott Snyder, James Tynion IV, Joshua Williamson, Frank Tieri, Becky Cloonan, Sam Humphries Patton Oswalt, Amanda Conner, Jimmy Palmiotti, Saladin Ahmed, Brandon Thomas,
Rysunki i tusz: Greg Capullo, Tyler Kirkham, Xermanico, Robson Rocha, Rags Morales, Denys Cowan, Juan Gedeon, Sanford Greene, Chad Hardin, Scot Eaton, Tom Mandrake, Jonathan Glapion, Daniel Henriques, Danny Miki, Norm Rapmund, Bill Sienkiewicz
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Data premiery: 23.03.2022
Liczba stron: 240
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.
Z niektórymi kapelami metalowymi jest tak, że (jakby rzekł sam Pan Piekieł) grają na jedno kopyto. Utwory mają zbliżoną linię melodyczną, czasem odczuwa się efekt kalki, ale dobijając do brzegu, taka muzyka nadal cieszy ucho. Podobnie jest z serią Death Metal autorstwa Scotta Snydera.Ileż...Akordy chaosu. Recenzja komiksu Batman. Death Metal tom 3
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki