Więcej

    Timeline, Chronology, a może jeszcze coś innego? Recenzja gry Wtedy kiedy

    Pudełko gry „Wtedy kiedy”, grafika ze strony Egmontu
    Pudełko gry „Wtedy kiedy”, grafika ze strony Egmontu

    Wtedy kiedy to gra, która na pierwszy rzut oka budzi skojarzenia ze słynnym Timeline. Przyznaję, że to mnie skłoniło do sięgnięcia po nią. I, niestety, spowodowało, że się trochę rozczarowałam.

    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”
    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”
    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”
    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”

    Zaprezentowane powyżej zasady – układanie swojej własnej linii czasu, konieczność czytania wydarzeń przez innego gracza – po przeczytaniu wydały mi się nadmiernie udziwnione względem Timeline, do którego mam lekki sentyment. Widać, że gra stara się wymyślić własne reguły, żeby uniknąć skojarzeń z klasykiem (choć swoją drogą podobno oparta jest na Chronology, starszym od Timeline) – co jednym przypadnie do gustu, innym wręcz przeciwnie. Kiedy zaczęłam grać, nie sprawiało mi to oczywiście trudności – mechanikę takich pozycji trudno nazwać skomplikowaną.

    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”
    Instrukcja do gry „Wtedy kiedy”

    Gra proponuje również drugi wariant zabawy – możemy określić, czy ryzykujemy utratę zdobytych kart, ale jednocześnie mamy szansę uzbierania ich większej liczby. To opcja dla tych lubiących silniejsze emocje, bo nagroda jest spora, ale kara surowa.

    Rozczarowuje niestety bardzo prosta szata graficzna – na dwustronnych kartach widnieją tylko napisy z faktami historycznymi oraz wielka data wpisana w kółko. Nie wiem zresztą, czy nasycona żółć i granat to specjalnie estetyczne połączenie kolorów. Porównanie znowu wypada zdecydowanie na korzyść Timeline z jego różnorodnymi obrazkami.

    Karty z gry „Wtedy kiedy”
    Karty z gry „Wtedy kiedy”

    Na plus należy policzyć, że kart jest sporo – 274 dwustronnych, co daje 548 wydarzeń, można więc grać długo bez obawy, że się to znudzi i zapamiętamy zbyt wiele faktów. Prezentowane wydarzenia są różnorodne, dotyczą zarówno historii świata, jak i Polski, w różnych jej aspektach i odsłonach – rozgrywka jest świetną okazją, tak żeby poszerzyć wiedzę ogólną, jak i dowiedzieć się ciekawostek, którymi można później zabłysnąć w towarzystwie. Na dodatek gra ma sporo tematycznie ukierunkowanych dodatków, którymi można ją jeszcze wzbogacić.

    Wtedy kiedy, według informacji na pudełku, przeznaczone jest dla 2-8 graczy w wieku od 10 do 110 lat, a rozgrywka zajmuje jakieś 30 minut. Jako takie doskonale sprawdzi się jako gra na wieczór, szybki przerywnik w podróży (o ile macie gdzie rozłożyć karty) czy też pomoc dydaktyczna.

    Wykonanie jest porządne i ekonomiczne, tekturowe pudełko dość solidne i poręczne. Po odpakowaniu gra ma lekko nieprzyjemny zapach, który jednak z czasem pewnie zwietrzeje.

    Początkowo myślałam, że Wtedy kiedy ma być tanią alternatywą dla Timeline – skojarzeń nie sposób uniknąć – ze zdumieniem przekonałam się jednak, że ceny obu pozycji są porównywalne. W takiej sytuacji mogę jedynie powiedzieć, że ja na pewno wybrałabym TimelineWtedy kiedy jednak również sprawdzi się jako gra imprezowa, zwłaszcza dla tych, którzy lubią dowiadywać się nowych rzeczy – oraz wolą zbierać karty, niż je tracić.

    Podziękowania dla wydawnictwa Egmont za egzemplarz recenzencki.

    Uwaga! Egmont przygotował dla naszych czytelników kod rabatowy. Dzięki niemu planszówki będzie można kupić aż z 40-procentowym upustem! Wystarczy w koszyku wpisać kod nerdheim (wielkość liter ma znaczenie). Zniżka dotyczy produktów dostępnych w tym dziale. Promocja trwa do 31 grudnia.

    SZCZEGÓŁY
    Nazwa: Wtedy kiedy
    Wydawca: Egmont
    Liczba graczy: 2-8
    Wiek: 10-110 lat
    Czas rozgrywki: ok. 30 minut
    Zawartość: 274 dwustronne karty, instrukcja

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + dużo kart z wydarzeniami
    + bardzo zróżnicowanymi

    Minusy:
    – szata graficzna
    – może za bardzo przypominać popularniejsze Timeline

    Dodaj komentarz

    avatar
    Laura „Lilavati” Kusiak
    Laura „Lilavati” Kusiak
    Z pasji, wykształcenia i zawodu jestem redaktorką, korektorką i recenzentką, z usposobienia introwertyczką lubiącą ludzi. Wolny czas spędzam banalnie, ale z radością, czytając, zwiedzając, pisząc, oglądając. Uważam, że w życiu najważniejsze są dwie rzeczy: smoki i droidy. Chcę zostać następną księżniczką Disneya.