SIEĆ NERDHEIM:

Król MMO w Krainie Umarłych. Recenzja gry World of Warcraft: Shadowlands

Witamy w Shadowlands!

Czy jest na świecie gracz z dłuższym stażem, który nie słyszał kiedykolwiek o World of Warcraft? Wątpię. To tytuł kultowy, który od lat znajduje się w pierwszej lidze gier MMORPG, a jego pozycja jest wciąż niezagrożona. Sam już nie gram tak dużo, jak dawniej, jednak wracam do tego tytułu wraz z każdym dodatkiem, żeby zobaczyć co się zmieniło, i czy znowu wciągnę się na długie godziny. Czy stało się tak w przypadku Shadowlands?

I’m blue da ba dee da ba daa

Spośród ostatnich pięciu dodatków, najwięcej grałem w Mists of Pandaria i Legion. Warlord of Draenor oraz Battle for Azeroth uważam za mniej udane. Utrzymuje się tu zatem pewna tendencja – wychodzenia na przemian dobrego i kiepskiego rozszerzenia. Po krytykowanym Battle for Azeroth powinna przyjść pora na kolejne zachwyty. Niestety nie jest tak kolorowo, jakbym sobie tego życzył.

Czyżby daleki krewny?

Uważam, że każdy we własnym zakresie powinien poznawać fabułę, dlatego wspomnę zaledwie zdawkowo o tym, co dzieje się w świecie gry, żebyśmy mogli mieć jakikolwiek kontekst w kolejnych akapitach. Po wydarzeniach z poprzedniego rozszerzenia trafiamy do Krainy Umarłych, w której poznajemy nowego antagonistę oraz potencjalnych sojuszników, którzy staną po naszej stronie. Motyw Shadowlands otwiera ogromne możliwości – mogą powrócić uwielbiani bohaterowie, którzy dawno temu opuścili Azeroth: Kael’thas, Garosz Piekłorycz czy Kel’Thuzad. Zupełnie jak wtedy, gdy przy Legionie powrócił Illidan. Granie na nutach nostalgii działa, ale jeszcze w pełni nie wykorzystano tego potencjału. Być może zmieni się to z kolejnymi patchami.

Problem tylko w tym, że pierwszej dużej łatki nadal ni widu, ni słychu. To chyba jedyny tak długi przypadek w serii. Do czasu publikacji patcha 9.1 trzeba coś robić, ale czy wystarczy zawartości? Linia fabularna jest naprawdę przyjemna. Zadania są ciekawe. Ani razu nie poczułem, że wieje nudą podczas wbijania maksymalnego poziomu. Kampania fabularna jest również idealnym sposobem na bliższe poznanie kolejnej nowości: covenantów.

Każda lokacja jest czarująca na swój sposób. Tutaj brakuje tylko Draculi.

Covenanty są cztery: anielski Bastion, wojowniczy Maldraxxus, baśniowe Night Fae oraz wampirze Revendreth. W czasie gry będzie nam dane opowiedzieć się za jednym z nich, co dostarczy nam unikalnych treści, wśród których znajdziemy między innymi nowe umiejętnośc. Jak nie trudno się domyślić, niesie to ze sobą dość oczywistą konsekwencję. Jeżeli zależy Ci na wykręceniu dobrych statystyk, jesteś skazany na konkretne ugrupowanie. Szkoda, że niektórzy gracze będą zmuszeni wybierać: cyferki czy frajda? Ja wolałbym nie musieć decydować.

Pojawiła się także The Maw, siedziba nowego antagonisty. Obszar ten w zamyśle twórców miał być wyzwaniem, w którym poruszamy się bez mountów, mamy trudniejszych przeciwników, a na dodatek z czasem wzrasta nasz poziom zagrożenia, przez co borykamy się tam z kolejnymi utrudnieniami. Na chwilę obecną przez lokację przelewają się hordy wojowników obu frakcji, którzy zmiatają wszystko z powierzchni ziemi. Ciężko mówić tutaj o jakimkolwiek poczuciu zagrożenia. W The Maw możemy odwiedzić także wieżę Torghast, która pełni rolę jednoosobowego, generowanego losowo dungeonu, w trakcie którego, walki będą wyzwaniem. Na papierze brzmi to świetnie, ale w praktyce wyszło tak sobie. Po wejściu do Torghast pięć razy – widziałem już wszystko. Niby korytarze są generowane losowo, ale wyglądają za każdym razem praktycznie tak samo. Monotonia zabijała mnie tutaj skuteczniej niż bossowie. Po ukończeniu legendarnego przedmiotu większość graczy zamyka wieżę na kłódkę i już do niej nie wraca.

Torghast? A po co to komu?

O wiele lepiej udały się lochy, których mamy osiem. Każdy zawiera swoją historię, posiada własne mechaniki i pozwala zebrać nieco lepszy sprzęt. Lochy przechodzi się świetnie, jednak ich powtarzalność i niewielka liczba sprawiają, że po jakimś czasie robimy to na autopilocie. Na szczęście mamy jeszcze raid Castle Nathria, jednak na kolejne trzeba zaczekać do aktualizacji, a trochę to potrwa.

Duże world questy to dobry pretekst żeby pograć z innymi.

Nie mogę się za to przyczepić do nowego systemu levelowania. Zmniejszono przerażające liczby statystyk postaci, a także maksymalny możliwy poziom, tak więc nowi gracze mogą poczuć się o wiele lepiej. Teraz „wystarczy” wbić 60 leveli, żeby osiągnąć maksimum. Rozwiązano też problem wymieszania akcji dodatków. Teraz nowy gracz nie jest rzucany losowo po rozszerzeniach. Zamiast tego sam może wybrać, którą kampanię chce poznać. Nowa mechanika sprzyja nie tylko nowicjuszom, ale również może uatrakcyjnić tworzenie dodatkowych postaci. Ja zamierzam stworzyć przynajmniej dwa alty.

Zgaduję, że niebieska farba była na promocji.

Shadowlands nie jest najgorszym dodatkiem, ale nie jest także najlepszym. Z ostateczną oceną należy wstrzymać się do jego końca, ponieważ wszystko może ulec dynamicznym zmianom wraz z każdym następnym patchem. Mogę jedynie ocenić to, co zastajemy w grze aktualnie. Niestety nie napawa mnie to ogromnym optymizmem. Gra jest solidna, ale (po entuzjastycznych zapowiedziach) oczekiwałem czegoś więcej. Już od jakiegoś czasu Blizzard boryka się z licznymi potknięciami, co widoczne jest między innymi w tym tytule, jednak to temat na odrębny artykuł.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: World of Warcraft: Shadowlands
Platformy: PC
Producent: Blizzard Entertainment
Wydawca: Blizzard Entertainment
Data Premiery: 23.11.2020
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.