SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Cyberpunkowa pani detektyw w świecie bez technologii. Recenzja gry Whispers of a Machine

    Korektayaiez
    Grafika reklamowa gry
    Grafika reklamowa gry

    Whispers of a Machine to historia detektywistyczna w świecie postapo doprawionym szczyptą cyberpunku z bardzo fajnymi mechanikami lekko zahaczającymi o RPG i ze wciągającą fabułą naznaczoną paroma niedociągnięciami. Wszystko w klimacie lekkiej inspiracji Norwegią.

    Ludzkość od zawsze bała się sztucznej inteligencji, ale strach nie stał na przeszkodzie w ulepszaniu tejże technologii. Do momentu, gdy pewne tajemnicze zdarzenie zwane Rozpadem spowodowało wielki kryzys – cofnięcie się homo sapiens w rozwoju technologicznym i rządowy zakaz wszelkich prób komputeryzacji. Jedną z kontrowersyjnych pozostałości starego świata są członkowie biura federalnej agencji bezpieczeństwa, którzy poza wszczepami cybernetycznymi mają w sobie też „Blue” – tajemniczą substancję dającą im nadludzkie umiejętności. Vera Englund, młoda agentka Biura, została wysłana do niewielkiego miasta w Nordsund w celu zbadania kuriozalnego morderstwa. Niestety, jeszcze w czasie jej podróży dokonano drugiego mordu, więc Vera musi się spieszyć z rozwiązaniem zagadki i odkryć mroczną tajemnicę miasta, walcząc jednocześnie z własną przeszłością.

    Screenshot z gry
    Screenshot z gry

    Muszę przyznać, że byłem wielce podjarany, gdy zapowiedziano kolejną grę twórców Kathy Rain i sam nie wiem, dlaczego zwlekałem po jej premierze. Po raz kolejny Clifftop Games, tym razem wraz z Faravid Interactive, dostarczyło produkt naprawdę dobrej jakości. Otrzymaliśmy dość nieźle napisaną historię detektywistyczną we wciągającym i pomysłowo wykreowanym świecie, gdzie napotkane postacie nie są jednowymiarowe i skrywają swoje tajemnice, a samo uniwersum, w którym tworzenie procesorów jest uznawane za akt terroryzmu, posiada wielki potencjał na więcej ciekawych wątków. Enigmatyczność tego świata jest też jego wielką zaletą – poza prostą ekspozycją dotyczącą głównej bohaterki w intrze gry, o tym, co się zdarzyło, informowani jesteśmy w ciągu całej rozgrywki. O lwiej części przeszłości ludzkości dowiadujemy się dopiero później w muzeum, które wplecione jest w fabułę, dzięki czemu ta spora ilość tekstu zostaje przedstawiona dość naturalnie – moim zdaniem dobry zabieg. Sama intryga przez długi czas wciąga i ma sporo sensu w kontekście świata, jednakże pod sam koniec zaczyna trochę kuleć, ale o wadach napiszę potem.

    Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, był pewien system nadający rozgrywce odrobinę erpegowatości i powodujący, że może warto będzie za jakiś czas wrócić do tej pozycji. Otóż Vera posiada trzy statystyki nawiązujące do charakteru – analityczność, empatię i asertywność. Cechy te rozwiniemy odpowiednio nabijając punkty statystyczne zależne od tego, jakie kwestie dialogowe w niektórych rozmowach wybierzemy. Wpływać to będzie w dalszej rozgrywce na dialogi i sposoby rozwiązywania niektórych zagadek. Z czasem także uaktywniać się będą różne nowe moce wynikające ze wszczepionego w nas „Blue”, również zależne od charakteru Very. Niestety, sposób przejścia gry nie wpływa na zakończenia – twórcy zastosowali coś, czego wręcz nienawidzę we wszelkich grach przygodowych, czyli tak zwane „wybierz sobie zakończenie”. Na koniec zostajemy po prostu zapytani, czy chcemy zakończenie 1, czy 2, a jeśli to drugie to czy wersję 2a, czy 2b. Wszystkie nasze decyzje w tym momencie lecą do kosza, bo studio poszło na łatwiznę i przystępność. Moim zdaniem zakończenie uzależnione od tego, jakich wyborów dokonaliśmy, byłoby o wiele lepszym zabiegiem, nawet jeśli gra posiada tylko opcję autosave, bo przecież pliki z zapisem można sobie skopiować – łatwo sprawdzić inne zakończenia w parę minut. Nadałoby to zabawie więcej imersji, satysfakcji z rozgrywki i dostarczyłoby powodów, by do tego tytułu wracać.

    Screenshot z gry
    Screenshot z gry

    A skoro już marudzę, to samo zakończenie jest trochę płytkie. Akurat ja wybrałem coś, co nazwałbym zakończeniem 2a, chociaż mam wrażenie, że 2b różni się tylko jednym mało znaczącym szczegółem. To, co otrzymałem na koniec przygody, było dość stonowane i pozbawione fajerwerków. Mimo iż właśnie czegoś takiego się spodziewałem, to ten mój brak zaskoczenia jest też powodem braku satysfakcji. Może będzie ciekawiej, gdy przejdę tytuł raz jeszcze i wybiorę mniej pozytywną moralnie decyzję na koniec, bo niestety nie skopiowałem save’a przed skończeniem gry i albo usiądę do niej ponownie, albo obejrzę na YouTube, co mnie ominęło.

    Przez całą rozgrywkę miałem też problem z postacią samej Very. I nie mam na myśli braku charakteru, bo przecież ten sami tworzymy w trakcie zabawy, wybierając odpowiednie opcje dialogowe. Wątek dotyczący zmarłego ukochanego był jednak mało ciekawy, wręcz niepotrzebny, przez co sama bohaterka mało mnie interesowała – ot była po prostu mechanizmem niezbędnym do posuwania gry dalej. I nawet jeśli ta część opowieści zazębiała się z główną fabułą, ostatecznie było to zazębianie trochę toporne i niezgrabne.

    Screenshot z gry
    Screenshot z gry

    Niestety minusem dla mnie były też zagadki. Ani razu nie miałem problemów i nie zablokowałem się w jakiejś lokacji na dłużej. W kwestiach gdzie iść i co robić gra trochę za bardzo prowadzi za rękę – jak gdzieś chcemy dotrzeć za wcześnie, Vera sama nas powstrzymuje, mówiąc coś w stylu „najpierw powinniśmy zrobić coś innego…”. Fakt, oszczędza nam to marnowania czasu i łażenia po niepotrzebnych lokacjach, ale generuje również jednak trochę zbytnią liniowość rozgrywki, co przy próbie stworzenia gry opartej na wyborach wpływających na świat gry jest nieco absurdalne. Układanki też ogółem są dość proste, z wyjątkiem jednej przekombinowanej, przy której miałem flashbacki z Resonance, bo nie mogłem zrozumieć, na czym dokładnie ta łamigłówka polega. Po prostu klikałem na oślep, aż trafiłem przypadkiem na rozwiązanie. Cała gra jest na tyle prosta, że jej przejście zajęło mi około 5 godzin.

    Fajnym elementem dodatkowym rozgrywki są implanty dodające dodatkowe opcje – możemy sprawdzać puls rozmówcy, by wykryć ewentualne kłamstwa. Możemy też skanować teren w poszukiwaniu odcisków palców czy DNA, a z raz czy dwa zagadkę rozwiążemy po prostu siłowo – na przykład wyrywając drzwi, zamiast główkowania nad tym, jak sprytnie otworzyć zamek przy pomocy dostępnych śmieci z kieszeni. Niektórym może się to nie podobać, zwłaszcza wspomniane skanowanie, ale dla mnie było ono wielce klimatyczną i ciekawą mechaniką.

    Screenshot z gry
    Screenshot z gry

    Oprawa graficzna to staromodny pixelart, powszechnie używany w tym gatunku. Twórcy się bardzo postarali – lokacje są śliczne, animacje płynne, a wszystko jest przede wszystkim bardzo czytelne. Nie zdarzył mi się żaden moment tak zwanego pixel huntingu, tym bardziej że po naciśnięciu spacji wszystkie klikalne rzeczy są jednoznacznie oznaczane. Przy rozmowach pojawiają się fajne i ładne portrety postaci rozmawiających, co zawsze wychodzi na plus, a towarzyszy im pełny, dobrze zrealizowany dubbing. Do tego w tle muzyka Jacoba Lincke, która dla mnie osobiście po prostu tam była. Słysząc ją, z kapci nie wyskoczyłem, ale też nie irytowała, więc po prostu w żaden sposób nie zapadła mi w pamięć, Może najwyżej podświadomie podsycała klimat skandynawskiego miasteczka.

    Whispers of a Machine z pewnością polecam, nawet dla samej bardzo ciekawej mechaniki rozgrywki i klimatu. Mimo zakończenia pozostawiającego niedosyt warto też zapoznać się z tym tytułem dla intrygi. Naprawdę mam nadzieję, że twórcy skupią się na mechanice rozwoju charakteru postaci, bo to otwiera dużo możliwości stworzenia bardzo nieliniowej przygody i fabuły, co zawsze cenię. Gdyby nie leniwe zakończenie, jeden słabo rozpisany wątek i przeciętna muzyka, tytuł ten miałby szansę trafić na moje podium najlepszych gier przygodowych.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Whispers of a Machine
    Wydawca: Raw Fury
    Producent: Clifftop Games, Faravid Interactive
    Data premiery: 17.04.2019
    Typ: przygodówka point & click
    Dostępne na platformach: PC, Android, iOS
    Recenzowany egzemplarz: 
    PC

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + wykreowany świat
    + klimat
    + ciekawe mechaniki
    + wciągająca fabuła
    + ładna oprawa graficzna

    Minusy:
    - wątek przeszłości głównej bohaterki
    - niesatysfakcjonujący wybór zakończeń
    - trochę za prosta

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x