SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Bo to złe miasteczko było. Recenzja gry Those Who Remain

    KorektaJustin
    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    Początek Those Who Remain przedstawia nam głównego bohatera gry, Edwarda, sączącego whisky. Na blacie biurka, przy którym siedzi, znajduje się pistolet, a prowadzony przez mężczyznę monolog zdradza, że bohater jest w rozsypce. Rozważa popełnienie samobójstwa. Nagle jednak otrzymuje wiadomość, w której jego kochanka proponuje spotkanie w motelu. Zgadza się, chcąc zmienić swoje życie. Zerwanie z kobietą ma stanowić pierwszy z kroków do wyjścia na prostą. Jak się jednak można domyślić, nic nie idzie zgodnie z jego planem. W ustalonym miejscu nie zastaje nikogo. W dodatku ktoś kradnie mu samochód i bohater zmuszony jest do samotnego, pieszego powrotu do pobliskiego miasta, Dormont. W spowijającej okolicę ciemności dostrzega niewyraźne, uzbrojone w maczety i siekiery sylwetki z intensywnie świecącymi na niebiesko oczyma. Tak oto rozpoczyna się koszmar Edwarda.

    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    Główna oś fabuły obraca się wokół losów wspomnianego powyżej, skąpanych w nieprzerwanej nocy miasta i tragedii, jaka miała w nim miejsce – śmierci trzynastoletniej dziewczynki, Anniki. Historię poznajemy na dwa sposoby. Po pierwsze poprzez znajdowane notatki, listy i dokumenty. Nie tylko przybliżają nam one wydarzenia, dziejące się w Dormont, ale pozwalają też rozeznać się w relacjach, zachodzących między poszczególnymi mieszkańcami i w ich przeszłości. To właśnie w zapiskach zawarta została lwia część fabuły i bez dokładnego zapoznania się z nimi gra dużo traci. Drugą z dostępnych metod są dialogi prowadzone między Edwardem a innymi, nielicznymi postaciami, jakie przyjdzie nam spotkać w czasie rozgrywki.

    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    Grając w Those Who Remain odnosi się wrażenie, że twórcy w momencie projektowania dzieła wymienili między sobą listę growych horrorów, które im się podobały i postanowili z każdego z nich wyciągnąć jakąś charakterystyczną cechę. I nie mówię tutaj o dominującym w nisko- i średniobudżetowych grach grozy widoku First-Person Perspective, a o konkretne mechaniki. Widać na przykład inspirację Alanem Wake’iem, a dokładniej ustanowieniem oświetlonych lokacji tak zwanymi safe zonami. Wydaje mi się też, że motyw odwróconej rzeczywistości został zaczerpnięty z serii Silent Hill, a zabawy z niekończącymi się korytarzami lub nagłymi zmianami wystroju zainicjował Layers of Fear. I nie stanowi to dla mnie wady. Jeżeli rzeczywiście twórcy czerpali z wymienionych przeze mnie tytułów lub jakiś innych, oznacza tylko, że są fanami gatunku i pragnęli przelać swoją pasję we własny produkt. Niestety jednak nie zawsze się to udawało.

    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    W zasadzie pierwsza z mechanik, jakie poznajemy w grze, odnosi się do ciągłego przebywania w oświetlonych miejscach. W ciemnościach bowiem skrywają się wspomniane dziwne istoty, czyhające na bohatera. Z tego też powodu jednym z podstawowych celów w prawie każdej z odwiedzanych lokacji jest zapalanie światła i pozostawanie w jego zasięgu. Przynajmniej w większości przypadków. W paru momentach bowiem Edward jest w stanie przebiec opanowanym przez mrok korytarzem tak, że nic się nie dzieje. Może nie jest to jakiś ogromny problem, ale w pewnych chwilach, zwłaszcza przy niewielkich, ciasnych pomieszczeniach, gracz zastanawia się, czy znajdująca się przed nim ciemność stanowi niebezpieczeństwo, czy też może spokojnie przez nią przejść. A to w połączeniu z dość irytującym systemem auto zapisów stanowi ważny dylemat.

    Prócz ciągłego szukania źródeł światła, gameplay opiera się na rozwiązywaniu niezbyt wymagających zagadek oraz odnajdywaniu kluczy i innych przedmiotów pozwalających otworzyć przejścia do kolejnych lokacji. Warto tutaj zaznaczyć, że w poszukiwaniach rozwiązania łamigłówek pomagają znajdywane notatki. W Those Who Remain nie uświadczymy walki, co wpisuje się w nurt tak zwanych symulatorów chodzenia. Jednakże kolejny brak jest znacznie bardziej dotkliwy. Gra nie posiada mechaniki skradania i chowania się, co przy poziomach, w których należy omijać patrolujących lokacje wrogów, wydaje się dziwną decyzją.

    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    Pod względem wizualnym gra prezentuje zadowalający poziom. Nie wybija się niczym szczególnym, ale również nie powoduje krwawienia oczu. Widać również, że studio odpowiedzialne za omawiany tytuł świadome było własnych ograniczeń i z tego też powodu prezentacje animacji sprowadzono do minimum. Dłonie głównego bohatera dostrzeżemy zaledwie kilka razy, a wszelkie interakcje, jak podnoszenie przedmiotów lub korzystanie z nich, odbywają się „w powietrzu”. Wydaje się, że z podobnych względów spotykane postaci zastajemy w pozycji siedzącej lub stojące na baczność.

    Największą jednak wadą Those Who Remain jest powtarzalność. Przejście tytułu zajmuje jakieś sześć godzin, lecz po pierwszych dwóch-trzech zaczyna się odczuwać dojmującą nudę. Chociaż ma się do czynienia z różnymi lokacjami: komisariatem policji, budynkiem poczty czy domem jednego z mieszkańców, to przejście ich wszystkim wygląda z grubsza tak samo. W pewnym momencie orientujemy się również, że nie ma sensu puszczać przycisku odpowiadającego za bieg, gdyż nasza postać się nie męczy, a powolna eksploracja nie ma najmniejszego sensu. Gra wymusza również na graczu podjęcie pewnych decyzji moralnych, mających rzutować na finał opowieści. Niestety nie działają one tak, jak zapewne planowali sobie twórcy, a to przez brak jakiejkolwiek połączenia emocjonalnego z epizodycznymi bohaterami, jak i z samą Anniką.

    Those Who Remain - screen z gry
    Those Who Remain – screen z gry

    Podsumowując, Those Who Remain jest grą specyficzną. Intryguje na początku, składając obietnicę ciekawej fabuły oraz ciężkiej atmosfery tylko po to, by z biegiem czasu znacząco obniżyć swój poziom i tylko raz na jakiś czas wybić się ponad przeciętność. Z tego też powodu nie jestem w stanie polecić tytułu każdemu. Jest on raczej skierowany do fanów gatunku i to takich, którzy gotowi są przymknąć oko na liczne niedociągnięcia.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Those Who Remain
    Producent: Camel 101
    Wydawca: Wired Productions
    Data premiery: 28 maj 2020 (PC, PS4, XONE)
    Gatunek: horror psychologiczny
    Egzemplarz recenzowany: PS4

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +ciężka atmosfera
    +starannie napisane notatki i dokumenty
    +przyzwoita oprawa graficzna
    +gra zyskuje przy otwartych lokacjach

    Minusy:
    -powtarzalność
    -brak mechaniki skradania i chowania się
    -z czasem fabuła przestaje interesować
    -wybory moralne, które nie poruszają graczem

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Adam
    Adam "Sumo" Loraj
    Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x