SIEĆ NERDHEIM:

Szaleństwa część trzecia. Recenzja gry Shadow Warrior 3

Poprzednia część Shadow Warriora wyszła sześć lat temu. Sześć lat! Jak teraz sobie o tym myślę, łapie mnie coś w rodzaju melancholii. Bowiem wcale nie czuję, żeby wspomnienia dotyczące tamtej odsłony miały ponad pół dekady. Epickie walki, kąśliwe żarty i świetna muzyka (zwłaszcza kompozycje Stana Busha) są w mojej pamięci niezwykle żywe, chociaż od chwili przejścia gry nie wracałem do niej ani razu. To chyba dowodzi, że Shadow Warrior 2 był produkcją bardzo dobrą, której finał sprawiał, że człowiek z niecierpliwością oczekiwał na kontynuację. Niestety trochę to trwało i nie ma co ukrywać, że wcześniejszy ogień ekscytacji lekko przygasł. Jak po takim czasie broni się kolejna odsłona cyklu o rozgadanym ninji?

Shadow Warrior 3 - screen z gry
Shadow Warrior 3 – screen z gry

Fabuła trzeciej części gry rozpoczyna się jakiś czas po finale SW2. Smok, uwolniony ze swojego dotychczasowego więzienia, sprowadził na nasz świat Armagedon. Miasta zostały zniszczone, ludzkość chyli się ku ostatecznemu upadkowi, a na zgliszczach dawnego baru Lo-Wang rozpacza po stracie przyjaciela, Hojiego. Jak dowiadujemy się z prowadzonych przez protagonistę retrospekcji, już raz próbował ubić niszczycielską gadzinę, lecz z mizernym skutkiem. Wydawać by się więc mogło, że nic więcej nie pozostało, jak właśnie poddać się i przyjąć przegraną za ostateczność. Jednakże w pewnym momencie do naszego ninji przybywa dawny wróg, Zilla, oznajmiający, że odnalazł sposób na oczyszczenie strefy powietrznej planety z bestii. Tak oto rozpoczyna się podróż pełna humoru niskich lotów i starć z dziesiątkami demonów, na końcu której przekonamy się, że tym, co dla człowieka najważniejsze, jest miłość – zarówno ta romantyczna, jak również przyjacielska.

Pod względem historii Shadow Warrior 3 wypada podobnie jak poprzednie części cyklu. Jest to opowieść nastawiona na akcję, pozbawiona jakiś ogromnych twistów, częściowo stanowiąca tło dla gameplayu. Niestety jednak w trzeciej części widzimy wyraźne zubożenie warstwy narracyjnej względem poprzedniczki. Po pierwsze, pozbyto się misji dodatkowych. Jasne, wcześniej były to proste zlecenia, których wykonanie sprowadzało się głównie do dotarcia we wskazane miejsce, a potem eliminacji przeciwników, ale ich występowanie sprawiało wrażenie, że świat gry jest znacznie większy, niż pierwotnie się nam wydawało. Po drugie, rzuca się w oczy również brak jakichkolwiek dodatkowych informacji prezentujących nam, co wydarzyło się w innych regionach. Przechodząc fabułę SW3, ma się wrażenie, że katastrofa wydarzyła się wyłącznie w najbliższej nam okolicy. Po trzecie, muszę też ponarzekać trochę na misje główne, a dokładniej na brak bardziej rozbudowanych celów. Wszystkie bowiem skupiają się na tym, żebyśmy przeszli z punktu A do punktu B, po drodze pokonując demony, a na końcu bossa. Oczywiście, jestem świadomy, że zdecydowana większość gier korytarzowych na tym polega. Jednak wymagam o umiejętnego okłamania mnie, że aktualnie wykonywane zadanie wcale nie jest takie samo i nie posiada dokładnie takiej samej konstrukcji jak poprzednie i następne misje.

Shadow Warrior 3 - screen z gry
Shadow Warrior 3 – screen z gry

Jednakże pomimo powyższych mankamentów nie powiedziałbym, że fabuła jest w pełni zła. Posiada swoje momenty; sam prolog świetnie wprowadza nas w klimat całej opowieści. Dodatkowo na pochwałę zasługują przyjemnie wyreżyserowane cutscenki; zazwyczaj są to krótkie przerywniki, stosujące albo szybki montaż, albo przyjemnie dzielące ekran na kadry, ukazujące kilka perspektyw jednej sceny. Dużym plusem są kąśliwe dialogi między postaciami. Z początku, kiedy Lo-Wang rozpoczął swoją podróż samotnie, obawiałem się, że ten aspekt został usunięty z gry, ale na szczęście szybko okazało się inaczej. Od razu uprzedzam, że humor zastosowany w Shadow Warriorze należy raczej do specyficznego rodzaju (z braku lepszego określenia nazwałbym go gimbusowym), który nie każdą osobę rozbawi. Najbliżej mu do komiksowego lub filmowego Deadpoola.

Dobra, ale jak się gra w najnowsze dzieło Flying Wild Hog? Niezwykle przyjemnie. Rozgrywka podzielona jest w zasadzie na dwa elementy – poziomy platformowe oraz areny. Tutaj wyrażę może niezbyt popularną opinię, ale pierwszy z nich podobał mi się najbardziej. Odczuwałem jakąś dziwną satysfakcję w chwili, gdy pokonywałem kolejne zręcznościowe wyzwania, podczas których mogłem podziwiać, jak zaprojektowano świat utrzymany w japońskiej stylistyce. Oczywiście sam parkour i związane z tym czynności, jak bieganie po ścianie, wspinaczka po lianach itd. zostały zautomatyzowane. Jako gracze musimy wyłącznie odpowiednio pokierować Lo-Wangiem, kliknąć przycisk i możemy obserwować, jak nasz awatar wykonuje swoje akrobacje. Mimo to ta część gameplayu satysfakcjonuje. Spora w tym zasługa lokacji, dobrze zaprojektowanych pod względem płynności ich przemierzania. Biegnąc przez kolejne platformy, ani razu nie zastanawiałem się, gdzie powinienem w danej chwili skoczyć lub jakie inne działanie przedsięwziąć. Droga, którą mamy iść, jest sygnalizowana nam niezwykle czytelnie (zielona roślinność na ścianach, czerwone podłogi), ale jednocześnie nie robi z nas idiotów. Jednakże ze względu na ową łatwość niezwykle ciężko jest się zatrzymać i rozglądnąć za znajdźkami w postaci kul, umożliwiających rozwój naszego ninji.

Shadow Warrior 3 - screen z gry
Shadow Warrior 3 – screen z gry

Shadow Warrior jednak nie samym skakaniem stoi i nie raz przyjdzie nam dobyć katany lub broni palnej w celu przedarcia się przez zastępy demonicznych wrogów. Pojedynki w grze są niezwykle dynamiczne i nie pozostawiają nam ani chwili na odpoczynek – przynajmniej dopóki nie rozprawimy się ze wszystkimi przeciwnikami. Do naszej dyspozycji twórcy oddali kilka rodzajów uzbrojenia: miecz, rewolwer, pistolety maszynowe, strzelbę, wyrzutnię granatów. Cały ekwipunek można ulepszać za sprawą znajdowanych co jakiś czas specjalnych kul. Podobnie jest ze statystykami Lo-Wanga. Za sprawą podobnych artefaktów jesteśmy w stanie zwiększyć u naszego bohatera limit życia, rozwinąć umiejętność posługiwania się chi lub wpłynąć na inne statystyki. Walka w SH3 nastawiona jest przede wszystkim na zachowanie agresywne. Niby istnieje możliwość parowania ciosów, lecz nie jest to nazbyt efektywna zdolność. Dużo lepiej sprawdza się ciągłe wciskanie klawisza odpowiedzialnego za atak. Tym bardziej że z pokonanych przeciwników wypadają dodatkowa amunicja lub punkty zdrowia. Jedynym mankamentem związanym ze starciami jest męcząca powtarzalność następujących po sobie aren. Nie raz przyjdzie nam stoczyć długi bój w zamkniętej przestrzeni, przejść zaledwie kilkanaście metrów i ponownie dostać się do podobnie wyglądającej lokacji, gdzie spędzimy kolejnych kilka minut na eliminacji tak samo prezentujących się wrogów.

Shadow Warrior 3 - screen z gry
Shadow Warrior 3 – screen z gry

Wizualnie gra polskiego studia prezentuje się bardzo ładnie. Grafika stoi na wysokim poziomie, podobnie jakość animacji. Pokonywane przez nas poziomy wypełnione są detalami. W szczególności zachwycają rozciągające się wokół krajobrazy. Przyznaję, że zdarzyło mi się kilka razy zatrzymać na jednym z wysoko położonych punktów tylko po to, aby rozejrzeć się i popodziwiać widoki. Pod tym względem nie jestem w stanie przyczepić się do niczego. Technologicznie gra również wypada dobrze. Na moim leciwym już PlayStation 4 Slim produkcja chodziła płynnie, zapisy ładowały się szybko i nie napotkałem żadnego błędu.

Shadow Warrior 3 to produkcja zdecydowanie dobra. Zdarzają się jej potknięcia, lecz świetnie zaprojektowane poziomy, mięsista rozgrywka i przepełniający dialogi humor rekompensują je z nadwyżką. Dla fanów poprzednich części jest to pozycja obowiązkowa. Poza tym, jeżeli lubicie postać Deadpoola, wydaje mi się, że z Lo-Wangiem również będziecie się dobrze rozumieć.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Shadow Warrior 3
Wydawca: Devolver Digital
Producent: Flying Wild Hog
Platformy: PC, XBOXOne, PS4
Data premiery: 1.03.2022
Gatunek: gra akcji/FPS
Recenzowany egzemplarz: PS4
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.
Szaleństwa część trzecia. Recenzja gry Shadow Warrior 3 Poprzednia część Shadow Warriora wyszła sześć lat temu. Sześć lat! Jak teraz sobie o tym myślę, łapie mnie coś w rodzaju melancholii. Bowiem wcale nie czuję, żeby wspomnienia dotyczące tamtej odsłony miały ponad pół dekady. Epickie walki, kąśliwe żarty i świetna muzyka (zwłaszcza kompozycje...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki