SIEĆ NERDHEIM:

Tu na razie jest ściernisko. Recenzja gry San Francisco

Praca projektanta potrafi być na swój sposób fascynująca. Specjalista trudniący się tym fachem, mając przed sobą pustą przestrzeń lub suche informacje na temat obiektu inwestycji, musi stworzyć z niczego idealny plan zagospodarowania. Nie uważałem się nigdy za osobę posiadającą odpowiednio duże pokłady wyobraźni tak potrzebne w tym zawodzie. Parę chwil spędzonych z produkcją Reinera Knizi tylko potwierdziły te obawy.

San Francisco od samego początku sprawia wrażenie gry idealnej na wakacje. Nieduże pudełko zdobi piękna i kolorowa grafika, która prezentuje charakterystyczną dla miasta stromą ulicę wraz z elektrycznymi tramwajami. W planszówce uczestnicy wcielają się w role projektantów biorących udział w konkursie na najlepszy plan przebudowy miasta. Atrakcyjność zabudowy definiowana jest przez wiele różnych czynników, takich jak gęsta sieć tramwajowa czy też obecność wieżowców i skwerów. Zwycięzca może być tylko jeden, a obszar objęty planowaniem ma z góry ustaloną wielkość niepodlegającą rozszerzeniu. Konieczne jest więc objęcie strategii pozwalającej na osiągnięcie maksymalnej liczby atutów oraz planowanie kolejnych kroków z odpowiednim wyprzedzeniem.

Po otwarciu pudełka naszym oczom ukazują się różnego rodzaju wysokiej jakości elementy. Otrzymujemy między innymi dwa rodzaje plansz, miniaturowe wieżowce do uprzedniego złożenia, stos kart z projektami zabudowy czy też małe, żółte tramwaje pozwalające na oznaczenie elementów sieci komunikacyjnej. Niestety, twórcy nie pokusili się o odpowiednią wypraskę pozwalającą na posegregowanie zawartości zestawu albo chociaż o większą liczbę foliowych torebek (w pudełku znajdziemy zaledwie jedną sztukę). W efekcie musimy mieszać znaczniki razem z kartami oraz figurkami. Podczas przenoszenia zestawu z mieszkania do samochodu potrzebowałem zaledwie paru sekund, by mieć pewność, że skrupulatnie sporządzona kompozycja w środku opakowania właśnie uległa zniszczeniu i została zastąpiona przez czysty chaos.

Rozgrywka w San Francisco nie należy do zbyt skomplikowanych. Każdy z graczy w ramach swojej kolejki wykonuje jedną z dwóch akcji. Może wyłożyć z talii nową kartę na planszę projektów lub pobrać całą kolumnę już odsłoniętych za cenę jednego znacznika zobowiązania. Świeże zdobycze umieszcza na swojej planszy w miejscach odpowiadających kolorem lub też odrzuca, jeśli takiej przestrzeni nie ma lub po prostu otrzymany element zabudowy nie jest wystarczająco atrakcyjny. Znaczniki zobowiązania blokują pobieranie kart w sposób pojedynczy, wprowadzając tym samym element strategii. Zbyt częste wyciąganie rąk po nowości może skończyć się brakiem możliwości ruchu, gdy na planszy pojawi się znacznik przez nas wyczekiwany.

Zabawa toczy się do momentu, aż jeden z graczy ukończy w całości swój projekt zabudowy. Podliczane są wtedy punkty i wyłaniany jest zwycięzca. Ocenie podlegają elementy takie jak atrakcyjność dzielnicy, tempo wybudowania, umieszczone wieżowce oraz skwery, a także rozpiętość sieci tramwajowej. Choć San Francisco oczekuje od uczestników dużej ilości planowania, zbyt zapobiegawcza strategia może zakończyć się finałem przy ukończonej dopiero w połowie planszy. Szanse na wygraną stają się wtedy dość nikłe.

San Francisco nie należy do gier przesadnie skomplikowanych. Przy obeznanych w zasadach uczestnikach długość pojedynczej partii może zmieścić się w czasie poniżej jednej godziny. Osoby, które nie miały wcześniej okazji zapoznać się z tytułem, pomoc zawsze znajdą w instrukcji, która w przejrzysty sposób i z użyciem przykładów wyjaśnia tajniki swoich reguł. Z dostępnych wariantów najlepszą zabawę oferuje gra w większym towarzystwie. Choć produkcja umożliwia zabawę od dwóch do czterech uczestników, przy jednym przeciwniku na niektóre projekty trzeba oczekiwać aż do samego finału lub też mogą nie pojawić się wcale. Przykładowo – w trakcie partii z moją narzeczoną dopiero w ostatnich minutach doczekaliśmy się karty pozwalającej na umieszczenie wieżowca, wydaje się, że istotnego elementu gry.

Jak na planszówkę typu euro, do prostych zasad i krótkiego czasu zabawy dodać należy także niski poziom interakcji między uczestnikami. Karty na planszy pojawiają się w sposób losowy, przez co za każdym razem nasza zabudowa będzie wyglądać zupełnie inaczej, a to z pewnością sprzyja regrywalności tytułu. Jednak poza podbieraniem co lepszych projektów, istnieje niewiele opcji zaszkodzenia swojemu przeciwnikowi. Zamiast ożywionych rozmów przy stole spodziewajmy się więc szumu pobudzonych szarych komórek starających się obmyślić najlepszą strategię na podstawie obecnej sytuacji na planszy. Dodatkowo czasem trudno jest ustalić aktualną punktację, więc dopiero na końcu możemy się dowiedzieć czy nasza taktyka miała jakikolwiek sens.

San Francisco to produkcja lekka i przystępna, przeznaczona raczej dla większego grona towarzyskiego. Proste zasady i krótki czas zabawy powinny zachęcić nawet laików, których odstrasza widok skomplikowanych, rozbudowanych mechanik. Małe rozmiary pudełka z pewnością będą atutem przy załadunku bagaży na wakacje. Trzeba jednak się liczyć z późniejszym porządkowaniem chaosu, jaki znajdzie się wewnątrz opakowania.

SZCZEGÓŁY:
Zawartość pudełka:
4 plansze miast
plansza projektów
plansza punktacji
87 kart projektów
6 kart premii
12 żetonów zobowiązań
żeton orderu budowniczego
23 żetony punktacji
12 żetonów premii
10 żetonów fundamentów
28 znaczników tramwajów
9 figurek wieżowców
instrukcja
Informacje pudełkowe:
Wiek: 12+
Liczba graczy: 2-4
Przewidywany czas gry: 45-60 minut
Wydawca: Rebel
Autor: Reiner Knizia
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
seolyze
30 dni temu

super recenzja

Tomasz „Snah” Rosłon
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.
Tu na razie jest ściernisko. Recenzja gry San FranciscoPraca projektanta potrafi być na swój sposób fascynująca. Specjalista trudniący się tym fachem, mając przed sobą pustą przestrzeń lub suche informacje na temat obiektu inwestycji, musi stworzyć z niczego idealny plan zagospodarowania. Nie uważałem się nigdy za osobę posiadającą odpowiednio duże pokłady wyobraźni tak...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki