SIEĆ NERDHEIM:

Master Chief powraca! Recenzja gry Halo Infinite

KorektaJustin

Od czasu premiery Halo 5: Guardians minęło 6 lat. Był to czas spędzony głównie w oczekiwaniu na nowe przygody Master Chiefa. W międzyczasie z powodu kontrowersji związanych z poziomem oprawy graficznej development Infinite został przesunięty o rok. Koniec końców jednak doczekaliśmy się i kolejna odsłona Halo zawitała do naszych konsol oraz komputerów. Czy ta kontynuacja dawnego hitu od 343 Industries spełni wreszcie oczekiwania fanów?

Przygoda z uniwersum zaczęła się dla mnie przypadkiem. W moje ręce wpadła wersja demonstracyjna nieznanego mi FPS-a. Po uruchomieniu gry szybko wsiąknąłem w klimat przygód Master Chiefa, więc przy pierwszej okazji na moim komputerze wylądowała pełna wersja tytułu. Różnorodne bronie oraz pojazdy pozwalające poruszać się zarówno po lądzie jak i w powietrzu to było więcej niż dość, by przyciągnąć mnie na dłuższy czas przed ekran monitora. Niestety, kolejne części robiły co w swojej mocy, by zniechęcić do siebie pecetowego gracza. Wystarczy przypomnieć „dwójkę”, która wyszła jedynie na owiany w swoim czasie złą sławą system operacyjny Windows Vista. Aktualnie w zasięgu mam sprzęt pozwalający uruchomić każdą z odsłon produkcji. Również komputery doczekały się wydania kolekcji obejmującej wszystkie części do czwartej włącznie. Moja miłość do marki zdążyła jednak umrzeć śmiercią naturalną, a przygody Master Chiefa poznawałem bardziej z powodu braku innych tytułów do ukończenia. Infinite było więc okazją do powrotu dla dawnego uczucia  i zachętą do nadrobienia zaległości.

Akcja gry dzieje się około 18 miesięcy po wydarzeniach z Halo 5: Guardians. Fabuła podejmuje wątki podjęte w poprzednich odsłonach, więc przed rozpoczęciem zabawy w Infinite wysoce zalecane jest nadrobienie wiedzy z minionych wydarzeń. Trafiamy na pierścień Halo Zeta opanowany przez znaną z Halo Wars 2 frakcję The Banished prowadzoną przez Atrioxa. Jako Master Chief przybywamy na teren konstrukcji w celu odkrycia, co stało się z Cortaną, sztuczną inteligencją towarzyszącą bohaterowi od pierwszej części cyklu. Przy okazji pokrzyżujemy szyki obecnym na miejscu najeźdźcom.

Twórcy gry reklamują kampanię Infinite jako najbardziej rozbudowaną w serii. W pewien sposób trudno odmówić im racji, gdyż po dotarciu na Halo Zeta otrzymujemy coś na wzór otwartego świata. Szybko jednak sprowadzę na ziemię zapaleńców wyobrażających sobie Far Cry’a w uniwersum Master Chiefa. Choć w istocie otrzymujemy teren, który możemy dowolnie przemierzać, to nie spełnia on standardów wyznaczonych przez inne produkcje. Wolność w Infinite jest jedynie pozorna, gdyż część lokacji początkowo pozostaje zablokowana do eksploracji, a dostęp do nich dostaniemy dopiero w dalszej części rozgrywki. Na mapie oprócz celów głównych obecne są również znaczniki oznaczające dodatkowe aktywności. Są to głównie bazy, których odbicie opiera się na wybiciu wszystkich wrogów, mini bossowie do wyeliminowania czy też placówki, gdzie poza wykonaniem kolejnej rzezi musimy zniszczyć parę obiektów. Halo Infinite jest pełnokrwistym FPS-em i nawet przez chwilę nie próbuje udawać, że oferuje coś więcej poza strzelaninami. Szkoda jednak, że twórcy nie pokusili się o większą różnorodność. Dodatkowo misje w ramach wątku głównego często oferują zamkniętą strukturę, przywodząc na myśl poprzednie części serii.

Otwarty świat to nie jedyna nowość, jaką oferuje w ramach kampanii Halo Infinite. Master Chief od początku gry w swoim ekwipunku posiada linkę z wciągarką. Jest to element, który sprawił, że każda wymiana ognia staje się jeszcze bardziej dynamiczna. Przedmiot posiada wiele różnych zastosowań zarówno ofensywnych, jak i związanych z eksploracją. Bardziej strome wzniesienia możemy teraz pokonywać niczym Rico Rodriguez z serii Just Cause, przyciągając się do coraz wyżej usadowionych skał lub platform. System ten wymaga jednak od gracza dobrego opanowania. Nieostrożnie wykonany manewr może spowodować wyrzut bohatera w złym kierunku oraz bolesny upadek, zakończony koniecznością ponownego załadowania zapisu. W trakcie potyczek linka pozwoli nam na przyciąganie się do niektórych przeciwników, zabranie leżącej nieopodal broni czy też wybuchowego zbiornika, a także przejęcie wrogiego pojazdu. Dobre wykorzystanie przedmiotu pozwala na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.

Linka jest wyłącznie jednym z przedmiotów wykorzystywanych w trakcie gry. Później do repertuaru naszych bojowych możliwości dołączy także między innymi umiejętność szarży czy rozkładana tarcza. Każdy z tych elementów możemy rozwijać z użyciem waluty określonej mianem Spartan Cores. Kolejne punkty zdobędziemy, przeszukując skrzynie ukryte na Halo Zeta, a także w trakcie misji fabularnych. W ramach usprawnień możemy przykładowo wyposażyć linkę o możliwość porażenia wrogów lub też skrócić czas potrzebny do ponownego użycia przedmiotu.

Następną ważną nowinką w Halo Infinite są punkty Valor. Zdobywamy je za wszelkie działania mające na celu zmniejszenie dominacji wrogiej frakcji w regionie. Zaliczamy do nich oswobadzanie więźniów, przejmowanie wcześniej wspomnianych baz czy też niszczenie oznaczonych na mapie wież. Pozyskane punkty pozwalają nam na odblokowanie coraz to lepszych broni czy też możliwych do przywołania pojazdów w odbitych wcześniej placówkach. Dodatkowo pojawiać się w nich będą także kolejne klasy żołnierzy. Stworzą oni załogę w pojazdach, które będziemy prowadzić, a także wspomogą nas dodatkową siłą ognia. Poza wspomnianymi wcześniej przedmiotami w trakcie przemierzania dostępnego terenu będziemy mogli zbierać takie gadżety, jak audio logi czy skrzynie z dodatkowymi skórkami do wykorzystania w trybie wieloosobowym. Powracają także znane fanom serii czaszki pozwalające na modyfikację założeń rozgrywki.

To by było na tyle w kwestii nowości. Cała reszta to Halo, jakie znamy od wielu lat. W celu zaliczania kolejnych headshotów dostajemy do dyspozycji wiele rodzajów broni. Każda z nich charakteryzuje się unikalną metodą strzelania, przez co gra zachęca do eksperymentowania, zwłaszcza że komunikat o braku amunicji nie należy do rzadkości. Dodatkowo do eksterminacji wrogów możemy wykorzystać różnego rodzaju pojazdy jeżdżące i latające, sterowania którymi warto się szybko nauczyć z uwagi na jego nietypowość. Fani serii szybko poczują się jak w domu, gdyż wszystkie wspomniane elementy znają już z poprzednich części przygód Master Chiefa.

Docieramy w końcu do jednej z najistotniejszych części recenzji Halo Infinite, czyli grafiki. Wielu graczy pewnie się zastanawia, jak twórcy wykorzystali dodatkowy czas poświęcony na dopieszczanie produkcji. Otrzymana przez nas wersja produktu miała ustawiony tryb stawiający na jakość grafiki bez możliwości zmiany. Tak jak można było już zobaczyć w różnych materiałach na YouTube, gra poczyniła spory progres. Wiele elementów straciło swoją matową teksturę na rzecz efektownych refleksów świetlnych. Bronie prezentują się przyzwoicie, podobają mi się także modele postaci na czele z Master Chiefem, który na najnowszym Xboxie prezentuje się wprost wyśmienicie. Większe zastrzeżenia mam jednak do jakości tekstur świata, w którym przyjdzie nam spędzić czas. Poziom graficzny jest zauważalnie lepszy od tego, co zostało pokazane w 2020 roku, lecz momentami wciąż odnosiłem wrażenie, że nie wszystko w tej materii zostało zrobione. Tereny, szczególnie oglądane z daleka, wyglądają dziwnie pusto i prosto. Nie doświadczyłem poziomu oprawy oczekiwanego od produkcji, która swego czasu miała zaprezentować możliwości Xboxa Series X. Niestety nie było mi dane sprawdzić jakości polskiej lokalizacji. Z uwagi na ograniczenia dostarczonej wersji gry byłem zmuszony uruchomić Halo Infinite w angielskim wydaniu.

W ostatnich dniach właścicielom komputerów i konsol udostępniony został za darmo wieloosobowy tryb produkcji. Udało mi się spędzić przy nim kilka godzin, uczestnicząc w serii meczów z ludźmi z całego świata. Do dyspozycji zostały dane potyczki w formacie 4 na 4 odbywające się na mniejszych arenach, a także batalie do 24 graczy na większych planszach. Największą ciekawostką jest możliwość personalizacji naszego bohatera. Zmienić możemy każdy element stroju, od hełmu po rękawice, zamienić kończyny na protezy czy też ozdobić zbroję malunkami. Zmianom kosmetycznym ulega także wykorzystywana przez nas broń. Po czasie spędzonym w trybie wieloosobowym wyszedłem więcej niż zadowolony. Jako gracz nastawiony głównie na singlową zabawę nie szykowałem się na zbyt duże sukcesy. Zamiast tego szybko stałem się godnym rywalem oraz towarzyszem na placu boju, przy okazji doświadczając syndromu „jeszcze jednego meczu”. Osoby nieprzekonane do zakupu najnowszych przygód Master Chiefa zachęcam przynajmniej do spróbowania swoich sił w rozgrywce wieloosobowej. Jest duża szansa, że zostaniecie z Infinite na dłużej, a nawet dacie szansę trybowi fabularnemu.

Halo Infinite to przykład trudnej decyzji producenta, która ostatecznie przyczyniła się do dostarczenia produktu dobrej jakości. Rozgrywka jednoosobowa wciąż posiada elementy, które można było poprawić, ale istnieje również sporo bardzo dobrze wykonanych rzeczy. Wprowadzone nowinki odświeżyły formułę, czyniąc potyczki z wrogami bardziej dynamicznymi. Pod wszystkimi zmianami kryje się jednak stare, dobre Halo. Fani serii otrzymają solidny produkt, z którym spędzą wiele godzin, a osoby sceptyczne wobec marki nie otrzymają żadnego argumentu zachęcającego ich do zmiany nastawienia. Jeżeli jednak tryb dla jednego gracza znajduje się poza obszarem waszych zainteresowań, to warto dać szansę rywalizacji wieloosobowej, która z łatwością potrafi zabrać wiele godzin z życia, oferując szybką oraz dynamiczną zabawę.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Halo Infinite
Wydawca: Xbox Games Studios
Producent:
343 Industries
Data premiery:
08.12.2021
Platformy:
XSX/S, XOne, PC
Gatunek: FPS
Recenzowany egzemplarz:
XSX

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.
Enable Notifications    OK No thanks