SIEĆ NERDHEIM:

Diabeł tkwi w szczegółach. Recenzja filmu Szatan z 7-ej klasy

Szatan z 7-ej klasy – plakat filmu
Szatan z 7-ej klasy – plakat filmu

Od kiedy tylko zaczęłam się na dobre interesować polskimi filmami, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że za granicą promujemy nie te nasze produkcje, co trzeba. Gdzie bym nie spojrzała na jakiś „przegląd kina polskiego” skierowany do cudzoziemskiej widowni, to zawsze wygląda podobnie. Dęte tytuły różnych szkół polskich i innych moralnych niepokojów, ewidentnie wybierane podług gustów krytyków, a nie realnego przywiązania widowni. Nie lepiej jest przy promowaniu starszego krajowego kina na miejscu. Sztucznie pompując rzekomą „kultowość” garści tytułów wybieranych według jakiegoś niejasnego klucza, zapomina się często o pozycjach prawdziwie wartościowych, które zgrabnie łączyły dobry poziom artystyczny z treścią trafiającą do serc odbiorców. Na szczęście są jeszcze takie zakamarki jak choćby kanały telewizyjne Kino Polska czy Polsat Film, które chętnie sięgają po starsze tytuły mniej wyświechtane powtórkami – to właśnie dzięki nim swego czasu mogłam zapoznać się z Szatanem z 7-ej klasy Marii Kaniewskiej z 1960 roku.

Za kanwę scenariusza posłużyła oczywiście powieść Kornela Makuszyńskiego pod tym samym tytułem, niegdyś należąca do kanonu lektur szkolnych. Prawdę mówiąc, nie należę do fanów tej książki – nie zachwyciła mnie w czasach przerabiania jej na lekcjach polskiego, więc pamiętam ją słabo, w przeciwieństwie do chociażby Awantury o Basię tego samego autora. Może dlatego ucieszył mnie fakt, że twórcy ekranizacji zdecydowali się przenieść akcję do czasów sobie współczesnych (czyli o ponad 20 lat do przodu), przy okazji przystosowując fabułę do nowych realiów.

Podstawy zostają w zasadzie te same. Adam Cisowski, wyjątkowo bystry uczeń dziesiątej klasy (ale już od siódmej noszący ksywkę Szatan), rozgryza metodę przepytywania stosowaną przez swojego roztrzepanego nauczyciela historii, Gąsowskiego. W efekcie zamiast bury dostaje od niego zaproszenie na wakacje do dworku nad jeziorem, gdzie mieszka i pracuje brat profesora z rodziną. Chłopak godzi się na wyjazd z dwóch przyczyn. Jedną jest urodziwa bratanica belfra, Wanda, drugą zaś dziwne zdarzenia, do których dochodzi ostatnio w Bejgole – z dworku Gąsowskich niedawno skradziono… drzwi.

Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu
Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu

Mimo ponad 60 lat na karku Szatan z 7-ej klasy nadal świetnie sprawdza się jako satysfakcjonująca i zabawna rzecz nie tylko dla młodzieży, zaskakując świeżością, której może pozazdrościć mu wiele znacznie młodszych produkcji. Mamy tu atmosferę wakacyjnej przygody, tajemnicę z przeszłości podejrzanie pachnącą jakimś dużym skarbem, a to wszystko w wyjątkowo urodziwych okolicznościach przyrody. Jeżeli ktoś pamięta późniejsze o dekadę seriale Wakacje z duchami czy Samochodzik i templariusze, chyba się orientuje, jakie to są klimaty. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich dekadach podobnych produkcji właściwie wśród polskich filmów nie ma, ten styl ma pewien posmak nostalgii. Nie da się ukryć – część uroku Szatana to właśnie tego typu wartość nabyta w miarę upływu czasu.

Jeżeli kogoś nie przekona główna intryga, zawiązana wokół drzwi i zagadki sprzed wieków, to zapewne urzeknie go autentyczny humor, którego w tym filmie jest mnóstwo. Zabawne, czasem nieco absurdalne sytuacje, cięte riposty czy bohaterowie o śmiesznych nawykach, na czele z kompletnie nieogarniętym profesorem Gąsowskim, zapominającym w połowie zdania, o czym mówi i mylącym ciągle imiona swoich podopiecznych. Dowcipne smaczki kryją się nawet w scenografii i rekwizytach – trudno nie parsknąć śmiechem na widok rzędu portretów dawnych właścicieli pałacyku, na których wszyscy praprzodkowie mają charakterystyczną twarz Janusza Kłosińskiego. Również ci płci żeńskiej.

Skoro o aktorach mowa, obsada również zasługuje na wiele pochwał. Mieczysław Czechowicz i Czesław Lasota tworzą idealnie wpasowujący się w konwencję duet czarnych charakterów. Bawi Krystyna Karkowska w roli Ewy, bratowej profesora, wszczynającej alarm z byle powodu. Jednak najbardziej wyraziste kreacje filmu to zasługa odtwórców ról braci Gąsowskich. Stanisław Milski jako Karol, nauczyciel Adama, kradnie całą uwagę widza właściwie w każdej scenie ze swoim udziałem, znajdując doskonałą równowagę pomiędzy skrajną gapowatością swojego bohatera, a jego niezaprzeczalną inteligencją. Równie dobrze sprawdził się Kazimierz Wichniarz, niezapomniany Zagłoba z Potopu, grający Iwona, w tej adaptacji przebranżowionego z matematyka na konserwatora zabytków. Wprawdzie jego postać o wiele lepiej ogarnia życie od brata, ale riposty ciska równie celnie.

Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu
Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu

W filmach o i dla młodzieży często zdarzało się (oraz nadal zdarza), że w nastoletnich bohaterów wcielają się widocznie starsze, zazwyczaj pełnoletnie osoby – bo łatwiej pracować ze studentami wyższych roczników szkół teatralnych czy świeżo upieczonymi absolwentami tychże placówek, niż z autentycznymi małolatami. Ten motyw ma nawet własną nazwę: Dawson Casting, od serialu Dawson’s Creek (znanego u nas jako Jezioro marzeń), w którym notorycznie tak postępowano. Twórcom Szatana udało się takiego działania po części uniknąć, a nawet zastosować w paru przypadkach jego odwrotność.

Nasi młodzi bohaterowie – Adam, jego koledzy z klasy, Wanda – mają około 17 lat. Biorąc pod uwagę, że kiedyś ludzie dość wcześnie zaczynali wyglądać jakoś tak… poważnie, przyjrzyjmy się naszym młodym aktorom. Tytułowym Szatanem został obdarzony chłopięcą urodą Józef Skwark, od pierwszej sceny budzący absolutną sympatię, rozgryzający kolejne problemy z iście diablęcym błyskiem w oku. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w trakcie zdjęć miał 22 lata i był studentem łódzkiej Filmówki. Z kolei 19 wiosen liczyła sobie Pola Raksa, debiutująca w Szatanie rolą Wandzi zwanej przez stryja Kozą. I absolutnie nie dziwi to, że ten występ stał się początkiem jej statusu kobiecej ikony lat 60.: Wanda Raksy idealnie łączy dziewczęcy wdzięk z zadziornością, co daje postać odpowiednio niezależną, ale bez popadania w chłopczycowate przerysowanie.

Filmowi koledzy Adama to już trochę taka mieszanina niejednorodna. Co najmniej połowa to chłopcy niepełnoletni, najczęściej bez poważniejszego doświadczenia aktorskiego, co ma swoje zalety, wypadają bowiem bardzo naturalnie. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że część z tych młodziaków w przyszłości jednak miała związać się z branżą rozrywkową: pośród nich możemy zobaczyć nastoletnich Krzysztofa Krawczyka i Macieja Damięckiego. Z drugiej strony trochę średnią wieku zawyża nam tu paru zaawansowanych studenciaków ze szkół teatralnych, w tym natenczas 24-letni Leonard Pietraszak, ale – wierzcie mi lub nie – większość wcale na swoje metryki nie wygląda.

Odnośnie obsady, w ramach ciekawostki zachęcam was do odwiedzenia galerii Szatana w serwisie Fototeka. Obok fotosów z samego filmu znajdziecie tam rzecz niezwykłą, czyli fotografie ze zdjęć próbnych – można sobie nieźle powyobrażać, co by było, gdyby role finalnie otrzymali inni castingowani.

Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu
Szatan z 7-ej klasy – kadr z filmu

Jak na film z tamtej epoki, Szatan prezentuje się wyjątkowo dobrze również od strony technicznej. Sposób prowadzenia kamery oczywiście może wydawać się nieco statyczny, ale rekompensują to ciekawe ujęcia, sporo detali oraz piękne plenery Łącka. Po wykonanej w 2011 roku rekonstrukcji cyfrowej warstwa wizualna filmu jeszcze bardziej cieszy oko – obraz jest tak czysty i ostry, jakby powstał góra kilkanaście lat temu, a nie kilkadziesiąt. Całości dopełnia sympatyczna ścieżka dźwiękowa z kawałkiem, który bez przesady można nazwać kultowym, czyli piosenką Lato, lato – nie tylko jest ona miłą melodyjką do brzdąkania pod napisy, ale poprzez sprytne umiejscowienie w fabule ma realny wpływ na posunięcie akcji do przodu. Jak? Tego nie zdradzę, aby nie psuć zabawy.

Szatan z 7-ej klasy to film, który poziomem realizacji nie odstaje od podobnych produkcji robionych w tamtym czasie w Europie – również tej zachodniej. Szczególnie docenia się piękno tej adaptacji powieści Makuszyńskiego w porównaniu z jej nowszą odpowiedniczką z 2009 roku, która – paradoksalnie – pod wieloma względami wygląda o wiele bardziej archaicznie. W większości zrealizowana we wnętrzach, przez co bardziej przypomina teatr telewizji niż film. Z topornie zachowanymi realiami książkowego oryginału i bezsensownie wepchniętymi w fabułę piosenkami na modłę musicalową. Mimo obecności w obsadzie gwiazd pokroju Malajkata czy Globisza ogólne drętwa. Dlatego nie należy zrażać się wiekowością starszego filmowego Szatana, bo ten tytuł naprawdę oferuje niesłychaną masę satysfakcji podczas seansu. I absolutnie zasługuje na to, by na nowo wbić się w pamięć zbiorową oraz prezentować zagranicznej widowni, że już wtedy też potrafiliśmy robić porządne, ciekawe kino. Nie dla krytyków. Dla ludzi.

SZCZEGÓŁY
Tytuł oryginalny: Szatan z 7-ej klasy
Producent: Zespół Filmowy Start
Reżyser: Maria Kaniewska
Scenarzysta: Maria Kaniewska, Roman Niewiarowicz (na podstawie powieści Kornela Makuszyńskiego)
Gatunek/Typ: film, komedia, młodzieżowy, sensacyjny
Data premiery: 25 listopada 1960
Obsada: Józef Skwark, Stanisław Milski, Pola Raksa, Krystyna Karkowska, Kazimierz Wichniarz, Ryszard Ronczewski, Mieczysław Czechowicz i inni.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Robert VD
1 miesiąc temu

Bardzo fajny wpis, widziałem ostatnio podobne artykuły i ten się wyróżnia na tle innych oraz jest wart uwagi. Konkretnie objaśniony temat. Bardzo przyjemnie się go czyta. Czekam na takich więcej 🙂 

Astroni
16 dni temu

„Prawdę mówiąc, nie należę do fanów tej książki” – obstawiam, że takim książkom trudno znaleźć prawdziwych fanów wśród dzisiejszej młodzieży. Ja nawet nie pamiętam, czy czytaliśmy to w całości. Chyba tylko wybrane fragmenty, bo jeden z nich rozwalił mnie kiepskim warsztatem (opisywanie Adasia i jego braci tak, jakby to on miał 6 lat, a oni kończyli podstawówkę, a nie odwrotnie), a drugi matematycznym błędami i naiwnością(sprytny Adaś zauważył, że skoro nauczyciel odpytyje w kolejnych dniach uczniów o numerach 1, 10 i 20, to był w stanie wyliczyć, że za parę dni odpyta 7, 17 i 27! I nikt przed nim w tej szkole tego nie zauważył!). No jak dodać do tego jeszcze wymarysujkowaną „Pannę z mokrą głową” to generalnie nie miałam i nie mam dobrego zdania o podejściu pana Makuszyńskiego do swoich bohaterów.

Dobrze wiedzieć, że jak nie książka, to chociaż ekranizacja wyszła. W tamtych czasach autorzy zdawali się mieć mnóstwo „funu” z nagrywaniem takich filmów, z dodawaniem im nowych pomysłów, z jeżdżeniem z kamerą w plener… Dzisiejsza ekranizacja to już było „odkurzanie legendy” dla nie wiadomo kogo (bo przecież nie dla młodzieży, nie?) i wyszła nam kolejna „historia prawdziwa” ze zbyt wyrazistym dźwiękiem i nadętą grą aktorską.

W sumie to nigdy takich przygodówek dla dzieci nie oglądałam, szczególnie jako dziecko, no ale… dziwne, że takich rzeczy już się u nas nie kręci. W sumie… niewiele się w ogóle kręci poza komediami romantycznymi i pseudo-thillero-serialo-czymś dla Netflixów, ale aż szkoda, że nikt nie pójdzie za modą, która ostatnimi latami zawitała na świecie i chociaż nie spróbuje.

Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.
Enable Notifications    OK No thanks