SIEĆ NERDHEIM:

W Tokio z duszą na ramieniu. Recenzja gry Ghostwire Tokyo

KorektaJustin

Niektóre gry zdobywają uznanie dzięki urozmaiconej rozgrywce. Inne zaś przyciągają gracza do ekranu za pomocą pełnej zwrotów akcji fabuły. Są też produkcje takie jak Ghostwire Tokyo, które mimo braku jednego i drugiego wzbudzają zainteresowanie swoją nietypowością. Czy to wystarczyło, by osiągnąć sukces?

Na temat gry Tango Gameworks miałem od początku dość sprzeczne uczucia. Twórcy serii The Evil Within udostępnionymi materiałami wzbudzili we mnie przekonanie, że będziemy mieli do czynienia z osadzoną w futurystycznej Japonii grą przygodową posiadającą elementy horroru. Oblicza licznych demonów oraz projekty lokacji, często zmieniających swój wygląd na oczach gracza, wywoływały efekt niepokoju i lęku. Obraz ten burzyły jedynie liczne sceny walki dystansowej z użyciem magii. Nie spodziewałem się, że ostatecznie na moim komputerze znajdzie się FPS z otwartym światem.

Fabuła Ghostwire Tokyo zaczyna się od silnego uderzenia. W futurystycznej wersji Tokio doszło do zniknięcia praktycznie wszystkich ludzi. Zamiast nich po ulicach zaczęły się wałęsać demony żywcem wyjęte z japońskich legend. Jedną z ofiar tego wydarzenia jest nasz bohater, Akito, którego poznajemy, gdy zostaje opętany przez ducha detektywa o imieniu KK. Obaj panowie, choć niezbyt do siebie przekonani, szybko odnajdują wspólnego wroga w postaci sprawców całego zamieszania, ukrytych za maskami Hannya. Wyposażeni w magię i swoje towarzystwo, Akito i KK ruszają z misją uratowania świata przed zagładą.

Podczas ogrywania produkcji Tango Gameworks zastanawiałem się, czy wraz z osadzeniem miejsca akcji w Japonii nie otrzymamy wątku fabularnego na miarę gier z tamtego rejonu. Spodziewałem się, że otrzymam historię wypełnioną po brzegi różnymi zwrotami akcji oraz wszelkiej maści zawiłościami. Fabuła Ghostwire Tokyo nie wpisuje się w tę tendencję, a nawet można pokusić się o stwierdzenie, że stanowi jej przeciwieństwo. Historia Akito prowadzona jest w sposób liniowy, bez większych zaskoczeń czy bocznych wątków. Nie do końca potrafiłem za to zrozumieć koncepcję połączenia światów duchowego i materialnego, a także motywy, jakimi kieruje się nasz główny antagonista. Wraz z postępami część zadanych w głowie pytań znajduje odpowiedź, lecz niestety nie wszystkie. Mimo to prostolinijność fabuły powoduje, że pewne nieścisłości nie psują radości z gry.

Jak wspomniałem wcześniej, Ghostwire Tokyo najprościej przedstawić można jako FPS w otwartym świecie. Do naszej dyspozycji oddane zostały trzy rodzaje magii będące odzwierciedleniem różnego typu broni palnej. Czary z wykorzystaniem wiatru pozwalają na punktowe ostrzeliwanie przeciwnika, wodę porównać można do strzelby, natomiast użycie ognia przypomina korzystanie z rakietnicy. Do tego repertuaru doliczyć należy także tarczę, talizmany, będące odpowiednikiem granatów, i łuk, przydatny jedynie w sekwencjach, w których nasza postać zostaje pozbawiona mocy. Każde z zaklęć występuje w wersji normalnej i wzmocnionej po przytrzymaniu klawisza ataku. Ilość pocisków, jaką możemy wyrzucić, jest ograniczona niczym amunicja w broni palnej, więc nieustannie musimy pilnować naszych zapasów, gdyż pozbawieni magii stajemy się praktycznie bezbronni wobec większych przeciwników.

Coby bieganie po ulicach i strzelanie do wrogów nie stało się zbyt szybko monotonne, twórcy sięgnęli po parę trików znanych z produkcji Ubisoftu i zaimplementowali je w swojej produkcji. Otwarty świat gry z początku pokryty jest mgłą uniemożliwiającą nam dalszą eksplorację i zakrywającą widok mapy. W celu odsłonięcia kawałka terenu musimy dotrzeć do specjalnych wież… to znaczy bram Torii, które po oczyszczeniu z wrogich strażników możemy za pomocą magii uzdrowić. Tym sposobem otrzymujemy możliwość eksploracji nowych terenów, a na mapie pojawiają się nam znaczniki dodatkowych misji. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, do tego zabiegu mam dwa spore zastrzeżenia. Po pierwsze, bieganie po kolejnych bramach nie jest w pełni opcjonalne. Twórcy w niektórych momentach fabuły wymuszają usunięcie mgły, co wymaga zrealizowania konkretnej ilości aktywności pobocznych. Z odkrywaniem terenu nie jest powiązana żadna historia, więc mamy do czynienia z przedłużaniem na siłę czasu gry. Drugie zastrzeżenie dotyczy sposobu prezentacji na mapie nowo odkrytych misji pobocznych. Osoba, która wpadła na pomysł, by po wejściu do menu zmusić gracza do obejrzenia prezentacji każdego osobnego znacznika bez możliwości przewinięcia, zasługuje na srogą naganę.

Zadania poboczne, o których wspomniałem, dotyczą duchów mieszkańców, które potrzebują pomocy Akito w odzyskaniu spokoju. W ramach przysługi realizujemy różnego rodzaju misje. Nie są one jakoś szczególnie angażujące, ale warto brać w nich udział, bo przynoszą odrobinę urozmaicenia w rozgrywce i przynoszą momentami ciekawe historie dotyczące osób, których duchy spotykamy. Oprócz misji pobocznych w Ghostwire Tokyo trafimy także na różnego rodzaju znajdźki. Zbierać możemy między innymi notatki KK, zwiększające ilość amunicji posążki Jizo, a także zagubione duchy, które możemy uwalniać za pomocą Katashiro i rozstawionych po mieście budek telefonicznych. Za odsyłanie zjaw otrzymujemy pieniądze do wydania w automatach i prowadzonych przez koty straganach, a także punkty doświadczenia.

W grze zaimplementowany został system rozwoju. Wspomniane wcześniej punkty przekładają się na kolejne poziomy postaci, a z każdym awansem otrzymujemy punkty do wydania na ulepszenia. Tych mamy trzy rodzaje: związane z umiejętnościami bohatera, jego mocami, a także wyposażeniem. Dostępne opcje niestety nie oferują żadnych nowych technik likwidowania przeciwników. Poza wyjątkami w stylu umiejętności szybowania, rozwój opiera się na rozszerzaniu obecnych możliwości. W skrócie – ulepszamy się poprzez zwiększenie liczby dostępnych strzał, skracamy czas ładowania mocy lub dodajemy możliwość pozyskiwania eteru w trakcie walki. Dzięki opcji rozwoju czujemy, że stajemy się coraz silniejsi, ale po odblokowaniu wszystkich żywiołów nie poznajemy wielu nowych umiejętności.

Suchy opis produkcji daje obraz bardzo ograniczonego shootera z dodatkami rodem z „piaskownic” Ubisoftu. Jednak Ghostwire Tokyo zawiera jedną rzecz, która skutecznie trzymała mnie przy ekranie i odwlekała moment znużenia produkcją. Jest to stworzony przez twórców świat oraz związana z tym oprawa artystyczna. Shibuya, dzielnica Tokyo, po której się poruszamy, wypełniona jest inspiracjami z japońskiego folkloru. Duże wrażenie robią projekty przeciwników. Nawet podstawowi oponenci, jak pozbawieni twarzy przybysze w garniturach z parasolami w ręku czy też bezgłowe uczennice, zapadną mi na długo w pamięci i w moim osobistym rankingu unikalnych postaci w grach uplasowały się bardzo wysoko. Obecni są także nekomata w postaci kocich handlarzy, mamy przepowiednie omikuji, dodające postaci pozytywne lub negatywne efekty, i wiele innych zapożyczeń z japońskiej kultury.

Oprawa artystyczna stanowi spory atut produkcji. Dużą zasługę mają w tym efekty cząsteczkowe oraz etapy zawierające elementy horroru. Shibuya jest dzielnicą skąpaną w światłach latarni i neonów nadających lokacji futurystycznego charakteru. Dodatkowo wykorzystywanie magii przez naszą postać to kolejny koncert efektów świetlnych wyzwolonych użyciem żywiołów czy wyrwaniem rdzenia osłabionym przeciwnikom. Całość prezentuje się wyjątkowo urodziwie i choć Ghostwire Tokyo nie może się pochwalić ekstremalną dbałością o szczegóły, to zastosowany styl graficzny w pełni to rekompensuje. Bardzo podobały mi się też liniowe etapy, kiedy w trakcie przemierzania lokacji dochodziło do przenikania dwóch światów. W efekcie otrzymaliśmy sekwencje wypełnione surrealistycznymi i momentami podchodzącymi pod horror widokami. Pod kątem artystycznym Ghostwire Tokyo to produkcja wysokich lotów.

Na koniec parę słów o dialogach. W grze obecna jest ścieżka dźwiękowa w różnych wersjach językowych, w tym japońskim oraz polskim. Szczerze polecam wybranie pierwszej z nich. O ile w produkcjach, gdzie angielski jest językiem bazowym, nie przeszkadza mi wybór rodzimego dubbingu, tak przy postaciach pochodzenia azjatyckiego znacznie lepiej wypada słuchanie głosów w oryginale. Taki problem zauważyłem już przy okazji Ghost of Tsushima i w Ghostwire Tokyo również on występuje. Polski odpowiednik brzmi po prostu sztucznie i nie pasuje do klimatu produkcji.

Ghostwire Tokyo zdecydowanie nie jest grą dla każdego. Pod względem fabularnym i gameplayowym nie oferuje nic, czego nie widzieliśmy już wcześniej. Czasem odczuwalny jest krok w tył względem tego, co oferuje obecnie rynek. Z drugiej jednak strony produkcja Tango Gameworks oferuje niesamowity klimat wypełnionego demonami Tokyo oraz świetnie przedstawiony świat. Czerpanie inspiracji z japońskiego folkloru nadało grze „inności”, dzięki czemu wyróżnia się na tle wielu podobnych produkcji AAA. Jest to zarazem jedyny element, który może przesądzić o chęci zakupu. Jeżeli po obejrzeniu zrzutów i zwiastunów nie wczujesz się w obecny na ekranie klimat, to możesz mieć pewność, że Ghostwire Tokyo nie jest produkcją dla Ciebie. W przeciwnym razie – polecam.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Ghostwire Tokyo
Wydawca: Bethesda Softworks / Cenega
Producent: Tango Gameworks
Platformy: PC, PS5
Gatunek/Typ: gra akcji, FPS
Data premiery: 25.03.2022
Recenzowany egzemplarz: PC
Polska wersja językowa: Tak
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.
W Tokio z duszą na ramieniu. Recenzja gry Ghostwire TokyoNiektóre gry zdobywają uznanie dzięki urozmaiconej rozgrywce. Inne zaś przyciągają gracza do ekranu za pomocą pełnej zwrotów akcji fabuły. Są też produkcje takie jak Ghostwire Tokyo, które mimo braku jednego i drugiego wzbudzają zainteresowanie swoją nietypowością. Czy to wystarczyło, by osiągnąć sukces?Na temat gry...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki