SIEĆ NERDHEIM:

Dupnij wygazowane piwo i weź głęboki wdech pełen radioaktywnego pyłu. Recenzja gry Endzone – A World Apart z dodatkiem Prosperity

Lubię powolne gry. Takie, których rozgrywka może toczyć się, kiedy ja zaparzam herbatę, składam pranie albo wymieniam wodę w psiej misce. Dlatego pokochałem gatunek city builderów. Nie zliczę, ile godzin spędziłem we wszystkich odsłonach Anno, ale wierzcie mi na słowo, trochę się ich uzbierało. Mimo tego do Endzone – A World Apart podchodziłem z dystansem, ponieważ ciężko było mi wyobrazić sobie połączenie postapo z budowaniem miasta w taki sposób, żeby miało to wszystko ręce i nogi. A jednak jakoś się udało.

Kiedy masz mięsny i cmentarz obok siebie, powinieneś zacząć zadawać pytania…

Model rozgrywki przywodzi na myśl Banished, które swego czasu cieszyło się dużą popularnością wśród fanów gatunku. Rozpoczynamy grę z garstką surowców, podstawowym budynkiem i kilkoma osadnikami. Jako zarządca nowej osady rozdzielamy zadania, wyznaczamy konstrukcje do zbudowania i dbamy o to, żeby nasze magazyny nie świeciły pustkami. Nie obejmiemy jednak bezpośredniego dowodzenia nad podległymi nam mieszkańcami. Możemy jedynie nadać pewnym czynnościom wyższy priorytet z nadzieją, że robota pójdzie tam nieco szybciej. Twórcy nie odkrywają koła na nowo, używają sprawdzonego przez wiele innych tytułów schematu.

Ugh. Będzie trzeba wyciągnąć piasek z majtek. Jak nad Bałtykiem.

Jeżeli ktoś w tym momencie się skrzywił, bo standardowy gameplay w tego typu grach mu się przejadł i oczekiwał jakiejś świeżynki, śpieszę z uspokojeniem. Wprowadzono kilka mechanik, które nadają charakteru produkcji od Gentlymad Studios. Jako osada stawiająca pierwsze kroki po katastrofie atomowej, prędzej czy później będziemy musieli zmierzyć się z promieniowaniem i zapewnić mieszkańcom jakąkolwiek ochronę przed skażony powietrzem. Część materiałów będziemy odzyskiwać z wyludnionych miast i obiektów. Region są nawiedzane także przez klęski niezależne od gracza, takie jak rajdy łupieżców czy susze. To ciekawe urozmaicenie, ale wymaga dopieszczenia. Na przykład rajdy do bólu przypominają to, co znamy z Tropico. Stawiamy wieże, grupka NPC przychodzi z krańca mapy, pada kilka wystrzałów, jakiś budynek ewentualnie ulegnie zniszczeniu i tyle. Po świecie postapokaliptycznym spodziewałem się czegoś więcej.

Osiągnęliśmy próg większej ilości świateł, niż w Korei Północnej!

Na początku tekstu wspomniałem, że lubię gry, które rozwijają się bez pośpiechu. Endzone jest dokładnie takie. Jeżeli cały proces rozwoju osady będziemy odbywać w domyślnej prędkości, gra okaże się bardzo długa. Naturalnie możemy przyśpieszyć czas w grze, z czego polecam korzystać bez ograniczeń. Momentami i tak zdarzały mi się zbędne dłużyzny, które ciągnęły się pomimo wejścia na tryb najszybszego upływu czasu.

Gęsta zabudowa ma swoje plusy i minusy.

Jest to o tyle ważne, że fundament rozgrywki stanowi tworzenie łańcuchów produkcyjnych. Warsztatów, które dostarczą metal. Z tego metalu kolejni rzemieślnicy wytworzą narzędzia. Za ich sprawą będziemy mogli wytwarzać bardziej skomplikowane produkty. Jeżeli z jakiegoś powodu nasz łańcuch produkcji przestanie wyrabiać, wszystko zacznie sypać się jak domino. Dlatego czekanie czasami bywa irytujące bardziej niż powinno. Biorę jednak poprawkę na to, że zostało ono niejako wpisane w ideę gier tego rodzaju.

To mógłby być screen jakiejś osady z Fallouta.

Skoro jesteśmy już przy tworzeniu dobrze działającej, uzależnionej od siebie infrastruktury, dodatek Prosperity wynosi to wszystko na nowy poziom. DLC wprowadza produkty ekskluzywne, takie jak piwo, mydło czy kawa. Istny rarytas w świecie, w którym walczysz o każdy skrawek materiału, żeby zasłonić czymś twarz. Naturalnie, pojawiły się także nowe budynki, do których budowy będą potrzebne surowce inne niż dotychczas. Od teraz w grze wydobędziecie piasek, a nawet wylejecie kilometry kwadratowe betonu, żeby upodobnić swoją mieścinę do Poznania. Co prawda nie brzmi to jak zawartość wystarczająca na pełnoprawny dodatek, jednak uwzględniono to w cenie. Prosperity kosztuje grosze, jak na standardy rynku gier wideo.

Nawet w radioaktywnym świecie należy zaliczyć grobing na początku listopada.

Wszystkie te atrakcje można przetestować na trzech podstawowych trybach rozgrywki. Pierwszy to samouczek, dłuższy niż kilka spośród gier, w które grałem. Nie jest obowiązkowy, więc można od razu rzucić się na pozostałe dwa tryby: scenariusze oraz swobodą rozgrywkę. Mnie o wiele bardziej urzekł ten pierwszy, ponieważ stawia przed nami konkretne cele, co w city builderach działa na mnie jak marchewka na osła. Prosperity wprowadza dodatkowe trzy scenariusze, tak że jest co robić.

Napis na dachu kłamie!

Endzone – A World Apart nie jest grą wybitną ani rewolucyjną. Nie eksperymentuje z gameplayem. Bezpiecznie trzyma się znanych i sprawdzonych formuł, jednocześnie dokładając od siebie tyle, żeby nie móc zarzucić jej całkowitej wtórności względem pionierów gatunku. Bawiłem się w niej dobrze, jednak nie była w stanie zatrzymać mnie na dłużej. Choć najnowsze DLC dodaje sporo zawartości do późniejszej fazy rozgrywki, mam wrażenie, że to wciąż za mało. Warto śledzić tytuł, jeszcze kilka rozszerzeń i może wyjść z tego kawał dobrej gry.

P.S. Dla fanów Lovecrafta także się coś znajdzie, darmowe DLC z okazji Halloween dodaje m.in. posąg Przedwiecznego, którego czcić mogą mieszkańcy!

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Endzone: A World Apart
Wydawca: Assemble Entertainment
Producent: Gentlymad Studios
Platformy: PC
Gatunek: City builder
Data Premiery: 02.04.2020
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Katarzyna "Shallaya" Grochulska
Recenzent
17 dni temu

O! I to nazywam 6/10, nie wstrząśnie mym światem, ale i tak z przyjemnością zagram! (Banished i Timberborn mi się chwilowo znudziły ;))

Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.