Więcej

    Tajemnice sierocińca. Recenzja gry Déraciné

    KorektaLilavati

    Déraciné 1

    Chociaż FromSoftware znane jest głównie z Dark Souls i Bloodborne, studiu nie można odmówić wszechstronności. Zanim podbiło świat grami dla masochistów, produkowało przecież strzelanki i niekoniecznie hardkorowe RPG. Kiedy już wydawało się, że Japończycy znaleźli swoją niszę, a świat czekał na Sekiro: Shadows Die Twice, ci trochę cichaczem wypuścili Déraciné – przeznaczoną na gogle wirtualnej rzeczywistości przygodówkę. Próżno szukać w niej elementów dla najbardziej wytrwałych, a chociaż pojawiają się potwory, to nie jesteśmy pogromcą takowych. Déraciné wydaje się dalekie od tego, z czym obecnie kojarzymy studio, ale jednocześnie nie brakuje tu elementów dla niego właściwych.

    W Déraciné nie wcielamy się w żadnego zabójcę beboków, a w nadprzyrodzoną istotę, faerie. Chociaż w polszczyźnie stworzenia takie znamy jako wróżki, w polskim tłumaczeniu gry zdecydowano się nazwać je duchami. Jako taki właśnie byt trafiamy do sierocińca położonego gdzieś głęboko w górach. FromSoftware napisało dla faeries własną mitologię, inspirowaną po części twórczością Williama Sharpa, wedle której żyją one poza czasem. Świat śmiertelnych jest zastygły w miejscu, my jednak przemieszczamy się po nim swobodnie. Jeżeli zmienimy coś w najbliższym otoczeniu ludzi, zauważają oni to, nie są jednak świadomi tego, co zmieniliśmy w przeszłości. Naszym zadaniem jest pomoc dzieciom z sierocińca, a także poznanie historii tego miejsca.

    W przeciwieństwie do innych gier studia fabuły nie trzeba składać ze strzępków informacji. Scenariusz prowadzi nas od punktu do punktu, prezentując liniową opowieść, w której dopiero na sam koniec otrzymujemy wybór. Mimo to przejście głównego wątku jest tylko jedną warstwą narracji. Dostarcza ona na tyle informacji, żeby gracz mógł zrozumieć, co się dzieje. Jeśli chce dowiedzieć się więcej o świecie i o przeszłych wydarzeniach, konieczna jest dokładna eksploracja budynku i okolicznych błoni. Kończąc fabułę, a nie decydując się na zwiedzanie, otrzymujemy jedynie część scenariusza. A ten, mimo większej przystępności niż w Dark Souls czy Bloodborne, i tak nie zapewnia odpowiedzi na wszystkie pytania. Im bliżej końca, tym bardziej zawiła staje się fabuła. Nawet mimo zebrania wszystkich informacji zakończenie pozostawia kilka pytań i zmusza gracza, żeby sam ułożył i zinterpretował wydarzenia.

    Mechanicznie Déraciné jest symulatorem chodzenia z elementami przygodówki. Przemieszczamy się z miejsca na miejsce, znajdując przedmioty niezbędne do rozwiązania prostych zagadek i popchnięcia fabuły do przodu. Część bibelotów – głównie dzienniki, listy i fotografie – służy do rozwijania wiedzy o świecie. Niemal cała gra ma miejsce na bardzo ograniczonym obszarze, który bezustannie przemierzamy tam i z powrotem. Backtracking w pewnym momencie może więc zacząć nużyć, warto jednak to robić. Z czasem zamknięte wcześniej pomieszczenia stają się otwarte albo coś zmienia się w taki sposób, że pozwala znaleźć niedostępny poprzednio przedmiot czy wspomnienie. Ponieważ żyjemy poza czasem, obserwujemy tylko stateczne lokacje, a postacie z rzadka się poruszają – najczęściej po tym, jak w jakiś sposób wpłyniemy na ich otoczenie.

    Déraciné 2

    Jedną z największych przeszkód na drodze do cieszenia się Déraciné dla niektórych okaże się konieczność posiadania move’ów. Decyzja może wydawać się kontrowersyjna, ale gra w ogóle nie wspiera sterowania za pomocą dualshocka. Przemieszczać możemy się wyłącznie za pomocą „teleportacji” i wchodzić w interakcję tylko ze z góry narzuconymi przedmiotami. Sterowanie za pomocą pałeczek jest proste i intuicyjne, chciałoby się jednak, żeby wprowadzono opcję płynnego poruszania się, a nie tylko skakania. Zastanawiam się, dlaczego w ogóle FromSoftware zdecydowało się na grę w VR. Mam wrażenie, że Sony po prostu chciało mieć na wyłączność grę studia opracowaną w tej technologii. Hidetaka Miyazaki ma własną odpowiedź: jest to środek artystyczny – gracz, podobnie jak faerie, widzi przedmioty i może wchodzić z nimi w interakcje, nie jest jednak w stanie ich dotknąć. Tak naprawdę jest to chyba jedyny sens zastosowania wirtualnej rzeczywistości, która w zasadzie nie jest grze niezbędna do życia.

    Pod względem audiowizualnym Déraciné prezentuje się naprawdę świetnie. Deweloperom udało się zrobić dobry użytek z Unreal Engine, tworząc może i niewielkie, ale naprawdę piękne i klimatyczne miejsce. Co prawda tu i ówdzie zdarzają się tekstury niskiej rozdzielczości albo doczytywanie ich na naszych oczach, nie rzutuje to jednak na ogólne doświadczenia z grą. Klimat i aurę czegoś nie z tego świata dodatkowo wzmacnia muzyka, której autorami byli Tsukasa Saitō, Shoi Miyazawa i Yuka Kitamura. Składają się na nią głównie skrzypce i altówka, nadające przemierzaniu korytarzy sierocińca onirycznego klimatu. Wśród dostępnych języków jest również wersja z rodzimym dubbingiem, stojącym na całkiem niezłym poziomie. Najlepiej wypada dyrektor, zupełnym przypadkiem (albo z premedytacją) dubbingowany przez Wojciecha Duryasza, czyli polski głos Dumbledore’a.

    Déraciné 3

    Grę ukończyć można w 5-6 godzin. Poza fabułą Déraciné zawiera tylko jeden dodatkowy element – znalezienie ośmiu dobrze ukrytych monet. Nie jest to jednak wymagane, nie otrzymujemy za to trofeum – te wpadają tylko za kończenie rozdziałów. Jeżeli za pierwszym podejściem zajrzymy w każdy kąt, tak naprawdę jest to doświadczenie na jeden raz, podczas którego bez problemu możemy zdobyć platynę po prostu za ukończenie gry. Czy jest to warte 124 złotych? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. W grę moim zdaniem zagrać warto, lepiej chyba jednak czekać, aż zostanie ona przeceniona w PlayStation Store. Za 50 zł warto kupić i zapoznać się z tym doświadczeniem.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Déraciné / デラシネ (Derashine)
    Platformy: PlayStation 4
    Producent: From Software
    Wydawca: Sony Interactive Entertainment
    Dystrybutor: Sony Interactive Entertainment Polska
    Gatunek: przygodowa
    Premiera: 6 listopada 2018

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + prosta, ale jednocześnie zawiła głęboka historia
    + zachęca do eksploracji
    + oprawa wizualna
    + kapitalna muzyka
    + bardzo dobry polski dubbing

    Minusy:
    - backtracking może w pewnym momencie zacząć nużyć
    - bez move’ów nie pograsz
    - 124 zł za jednorazowe doświadczenie na góra 6 godzin to trochę dużo

    Dodaj komentarz

    avatar
    Jacek „Pottero” Stankiewicz
    Jacek „Pottero” Stankiewiczhttps://swiatthedas.wordpress.com/
    Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z „Doomem”, a potem z „Quakiem” i „Unreal Tournament”. Zapalony gracz z ponaddwudziestopięcioletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. czy w czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.