SIEĆ NERDHEIM:

Świat, w którym każda porażka oznacza utratę jednego roku życia. Recenzja gry Chronos: Before the Ashes

Chronos: Before the Ashes – screen z gry
Chronos: Before the Ashes – screen z gry

Gdybym podczas poszukiwania nowego, interesującego tytułu trafił na opis Chronos: Before the Ashes, to z pewnością czułbym się zaintrygowany. Zarówno w serwisach oferujących sprzedaż cyfrowego egzemplarza, jak i w sklepach umożliwiających zakup wersji fizycznej znajdziemy bowiem zarys ciekawej gry RPG nastawionej na przygodę oraz akcję. Do tego należy dodać obietnicę otrzymania rozbudowanego systemu walki, możliwości korzystania z magii i niecodziennego systemu starzenia się postaci. Trzeba przyznać, że brzmi to naprawdę zachęcająco. Być może przed ostateczną decyzją o zakupie postanowiłbym obejrzeć jeszcze zwiastun lub krótki zapis rozgrywki umieszczony gdzieś w sieci. Ten pokazałby mi lekko przestarzałą produkcję, mocno przypominającą dzieła firmy From Software. Sprawdzenie za to poprzednich tytułów twórców Chronos – studia Gunfire Games – z pewnością by mnie uspokoiło. Zarówno Darksiders III, jak i Renmant: From the Ashes można zaliczyć do bardzo dobrych gier, może nie wybitnych, ale mających z pewnością wielu swoich fanów. Gdybym podjął decyzję o jej kupnie, mając tylko taką, podstawową wiedzę o Chronos: Before the Ashes, to z pewnością czekałoby mnie niemałe rozczarowanie. Jeśli chcecie go uniknąć, zapraszam was do dalszej części mojej recenzji, z której dowiecie się, z czego wynika cała słabość tej produkcji. 

Chronos: Before the Ashes – screen z gry
Chronos: Before the Ashes – screen z gry

Zamiast od początku wymieniać co w Chronos: Before the Ashes podobało mi się bardziej, a co mniej, zacznę od zdradzenia pewnego szczegółu, który w mojej opinii jest kluczowym do zrozumienia tego, jak prezentuje się ten tytuł. Tak naprawdę nie jest to gra z 2020 roku, a jedynie odświeżona wersja oryginalnego Chronos wydanego w roku 2016 i przygotowanego docelowo na gogle wirtualnej rzeczywistości. Dopiero mając tę wiedzę, można zrozumieć, dlaczego Chronos: Before the Ashes wygląda, tak jak wygląda. Nie jest to wielki projekt pokroju dwóch ostatnich gier studia Gunfire Games, lecz po prostu ulepszona i przystosowana do korzystania bez gogli wersja. 

Czy zatem produkcja ta może kogokolwiek w ogóle zainteresować? Moim zdaniem, jeśli tak, to jedynie najwierniejszych fanów gry Renmant: From the Ashes. Akcja obu tych tytułów jest bowiem ściśle ze sobą powiązana. Wiele mechanik i przeciwników jest praktycznie bliźniaczych, a sama historia pozwala odkryć nieznane dotąd informacje o tym przedziwnym świecie. Dla każdego, kto nie miał wcześniej kontaktu z wymienionym wyżej dziełem, Chronos: Before the Ashes będzie przede wszystkim bardzo małym i ubogim produktem. To, co wystarczyło na stworzenie całkiem dobrze prezentującej się gry przeznaczonej do zabawy w wirtualnej rzeczywistości, nie jest w mojej ocenie wystarczające do obronienia tego tytułu jako samodzielnej produkcji w 2020 roku.

Chronos: Before the Ashes – screen z gry
Chronos: Before the Ashes – screen z gry

Tak jednak nie musiało wcale być. Owoc pracy studia Gunfire Games ma w sobie wiele ciekawych elementów i mocniejsze ich wyeksponowanie mogłoby znacznie podnieść jego atrakcyjność. Zacznijmy od historii. Teoretycznie prezentuje ona zniszczony postapokaliptyczny świat. Wcielamy się w nim w bohatera lub bohaterkę wybranych przez swój lud do powstrzymania wielkiego zagrażającego wszystkim zła. Może nie brzmi to zbyt oryginalnie, jednak pierwsze minuty, podczas których samotnie badamy opuszczony i pordzewiały kompleks naukowy, budują interesujący klimat. Później nie jest wcale gorzej. Za sprawą tajemniczych Kamieni Świata udajemy się do nowych, obcych krain w poszukiwaniu odpowiedzi i ostatecznego zwycięstwa.

W momencie trafienia do pierwszej przygotowanej przez twórców instancji, początkowe zainteresowanie tytułem zaczęło u mnie stopniowo zanikać. Lokacje, choć nie wyglądają wcale najgorzej, są bardzo małe i mocno ograniczone. W grze znajdziemy raptem cztery odmienne etapy, a układ każdego z nich możemy bez większego problemu zapamiętać. Ich dużą wadą jest również wszechobecna panującą w nich pustka. Poza schematycznie rozstawionymi przeciwnikami i kilkoma zagadkami nie znajdziemy w lokacjach zbyt wiele. W Chronos: Before the Ashes nie występują praktycznie żadne postacie NPC, a jedynym urozmaiceniem pozostaje zbieranie zwojów, mających za zadanie rozszerzenie u odbiorcy wiedzy o poznawanym świecie.

Chronos: Before the Ashes – screen z gry
Chronos: Before the Ashes – screen z gry

Walka nie prezentuje się wcale lepiej. Jest powolna i schematem nie odbiega od tego, co mogliśmy znaleźć już nie raz w wielu innych produktach inspirowanych serią Dark Souls. Lekki atak, unik, blok tarczą, riposta i tak w kółko. Jedyną różnicą między przeciwnikami jest częstotliwość ich ataków i umiejętność blokowania naszych. W czasie przemierzania lokacji możemy odnaleźć dodatkowe bronie oraz tarcze. Nie wpływają one znacząco na rozgrywkę, a możliwość ich ulepszenia sprowadza się do prostego podnoszenia statystyk. Największym wyzwaniem, jakie czeka graczy w Chronos: Before the Ashes,jest walka z kilkoma specjalnymi przeciwnikami. Pokonanie każdego z nich będzie wymagać odpowiedniej koncentracji, skupienia i zapamiętania kombinacji ataków. Mnie osobiście żadnego z nich nie udało się pokonać za pierwszym podejściem.

Największe rozczarowanie wzbudził we mnie mocno eksponowany system starzenia się postaci. Miał on być odpowiedzialny za dynamiczny rozwój bohatera, przebiegający proporcjonalnie do postępującego wieku protagonisty. Każda nasza śmierć w Chronos: Before the Ashes powoduje bowiem upływ jednego roku. Z czasem więc nasz heros ze żwawego osiemnastolatka może stać się siwym pięćdziesięciolatkiem. Czy ma to jednak jakiś większy wpływ na rozgrywkę? W sumie niewielki. Szybkość ruchów naszej postaci nie ulega spowolnieniu, a my nie odkrywamy w sobie nagle talentu do pradawnej magii. Zresztą ta praktycznie w tym tytule nie występuje. Porzućcie więc marzenia o historii dzielnego wojownika, który z czasem stał się wielkim czarodziejem władającym potężnymi zaklęciami. Jedyną rzeczą, na jaką wpływ ma wiek naszej postaci, jest koszt czterech atrybutów występujących w grze. Początkowo taniej jest inwestować punkty w Siłę i Zręczność, a z czasem rozwijać Żywotność oraz Mistykę.

Chronos: Before the Ashes – screen z gry
Chronos: Before the Ashes – screen z gry

Po prawie pięciu godzinach, jakie wystarczyły mi w zupełności na ukończenie tego tytułu, poczułem mocne rozczarowanie. Nie wynikało ono jednak bezpośrednio z jakości samej produkcji, lecz ze skali i ogromu jej niewykorzystanego potencjału. Twórcy przygotowali dla graczy bowiem kilka interesujących mechanik, którym według mnie nie poświęcono zbyt dużo uwagi. Pomijając omówiony wcześniej system starzenia się postaci, wspomnę jeszcze o specjalnych przejściach umożliwiających zmianę wielkości naszego bohatera. W czasie całej historii używamy ich raptem dwa razy i to wyłącznie w początkowej fazie rozgrywki. Sądzę, że gdyby autorzy Chronos: Before the Ashes pokusili się o rozbudowanie pierwotnej wersji wydanej w 2016 roku, to otrzymalibyśmy produkt o wiele bardziej przystępny. Być może wówczas gra ta nie stanowiłaby jedynie ciekawostki przeznaczonej dla fanów Renmant: From the Ashes.

SZCZEGÓŁY:
TytułChronos: Before the Ashes
Producent: Gunfire Games
Wydawca: THQ Nordic
Wydawca w Polsce: Koch Media Poland
Data premiery: 01.12.2020
Dostępne na platformach: PC, PS4, XONE, Switch
Recenzowany egzemplarz: PS4

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian Gonera
Na co dzień zajmuję się branżą lotniczą. Prywatnie wielki fan pięściarstwa i dobrej kuchni. Uwielbiam science-fiction oraz marzę o tym, by Elon Musk zabrał mnie kiedyś na Marsa. Kocham światowe kino, polskie fantasy i granie na konsolach. Od głośnych imprez zdecydowanie bardziej wolę spokojny wieczór z książką lub padem.