SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Być człowiekiem w nieludzkich czasach. Recenzja serialu Ludzie i bogowie

    Ludzie i bogowie – plakat serialu
    Ludzie i bogowie – plakat serialu

    Druga wojna światowa wciąż pozostaje jednym z tych okresów historycznych, które najmocniej inspirują twórców filmowych oraz serialowych. Choć może się wydawać, że w tym temacie opowiedziano już wszystko, to tylko pozory. Ten okrutny czas wciąż kryje wiele tajemnic oraz badanych na nowo wątków, aż proszących się o przedstawienie na ekranie. Nikogo więc chyba nie zdziwiło, że Telewizja Polska – absolutny lider, jeśli chodzi o produkcję seriali historycznych – jesienią 2020 roku zaprezentowała kolejny tytuł wojenny, Ludzie i bogowie. Dużą niespodzianką był fakt, że reżyserem serialu został Bodo Kox. Twórca wywodzący się z kina niezależnego, który w mainstreamie zajmował się dotąd niekonwencjonalnymi w formie i treści projektami pokroju Dziewczyny z szafy, Człowieka z magicznym pudełkiem czy spektaklu Teatru Telewizji Trójkąt Bermudzki. Jak się okazało, wcześniejsze filmowe doświadczenia tego pana pozwoliły mu podejść do tematu z nowatorstwem nieznanym dotąd naszym współczesnym serialom wojennym.

    Protagonistami opowieści są Onyks i Dager, a tak naprawdę Leszek Zaremba i Tadeusz Korzeniewski, żołnierze Armii Krajowej, którzy po klęsce kampanii wrześniowej przedostają się do Warszawy, by tam – pod przykrywką zwykłego, cywilnego życia – zaangażować się w działalność kontrwywiadu. Obaj zostają członkami oddziału o kryptonimie Pazur, powołanego do likwidacji zdrajców i kolaborantów. Przed młodymi mężczyznami stoi wyjątkowo niebezpieczne zadanie, nie tylko w sensie dosłownym, ale również moralnym – bo oto stają się swoistymi panami życia i śmierci, zyskują władzę, w której łatwo się zatracić. Przekroczyć granicę tego, co ludzkie i sięgnąć po to, co boskie…

    Od samego początku w Ludziach i bogach robiła na mnie wrażenie jedna rzecz. Autentyczne i bezpardonowe oddanie atmosfery wojennej grozy, nieustającego poczucia zagrożenia, wszechobecnego terroru nie tylko ze strony niemieckiego okupanta, ale również Polaków na jego usługach. Tutaj wojna nie jest fajną zabawą dużych chłopców, romantyczną przygodą uduchowionych i ślicznych młodych ludzi. To duszny, obezwładniający strach przed właściwie wszystkim. Każdym dzwonkiem do drzwi. Każdym telefonem. Każdym wyjściem z domu, bo może zgarną cię przy łapance, może zbłąkana kula wbije ci się w ciało albo skończysz na Pawiaku za to, że niechcący potrąciłeś niemieckiego oficera i nie przeprosiłeś. To niemożność zaufania komukolwiek, nawet najbliższym. To poczucie bycia śmieciem w oczach niemieckich żołnierzy, którzy mogą cię bezkarnie bić i napuszczać na ciebie psy. To brak możliwości ucieczki przed tym wszystkim nawet w rzadkiej chwili szczęścia – jak ślub brany w kościele tuż obok przygotowanych do pogrzebu trumien.

    Ludzie i bogowie – kadr z serialu
    Ludzie i bogowie – kadr z serialu

    Ludziom i bogom obca jest złagodzona, zbanalizowana, dosyć czarno-biała wizja wojny, do jakiej mogły nas przyzwyczaić produkcje pokroju Czasu honoru czy Wojennych dziewczyn. Brak tu miejsca na bezwzględną szlachetność i uczciwość. Czasem trzeba korzystać z pomocy najgorszych szui, aby przetrwać. Poza tym niekiedy okazuje się, że te „szuje” nie są istotami całkowicie wyzutymi z moralności, ale ludźmi dramatycznie przypartymi do muru przez okoliczności, które z drugiej strony nie usprawiedliwiają całkowicie takiego, a nie innego postępowania. Podobnie nie należy dawać się zwieść pozorom w przypadku ludzi budzących sympatię, swojskich i otwartych, bo kto wie, czy nie okażą się nagle szubrawcami pierwszej wody.

    Życie głównych bohaterów też nie należy do atrakcyjnych. Chociaż mogłoby się tak wydawać – akcje, ucieczki, strzelaniny, różnorakie podchody incognito… Jednak to wszystko wygląda wspaniale tylko na papierze. W praktyce należy do powyższego zbioru dodać jeszcze czynnik ludzki, który w swojej nieprzewidywalności nie mieści się w żadnym planie. Nawet najdokładniej przygotowane egzekucje mogą wymknąć się spod kontroli oraz przynieść niezamierzone, niewinne i kompletnie niepotrzebne ofiary, a zasadność wykonywanych wyroków czasami budzi spore wątpliwości. Nie wspominając już o tak banalnych sytuacjach jak te, gdy całą z trudem zbudowaną przykrywkę diabli biorą, bo nasz dzielny bohater wpada na kogoś, kto już go gdzieś kiedyś widział. Nieważne, czy to „złol” czy przypadkowy znajomy. A konsekwencje ewentualnej wpadki będą nieproporcjonalnie dramatyczne w porównaniu do jej przyczyn… W serialu dość często zdarza się, że my, widzowie, jesteśmy z wiedzą o krok przed bohaterami. Trochę na nasze nieszczęście, bo dzięki temu widzimy, jak nieświadomie zmierzają ku kompletnemu położeniu całej sprawy albo minimalnie ocierają się o fatalny błąd.

    I w tym wszystkim tkwią po uszy nasi protagoniści. Para dobrana pozornie na zasadzie przeciwieństw, jednak tak naprawdę uzupełniająca się wzajemnie niczym yin i yang. Dager od samego początku zostaje mocno naznaczony cechami antybohatera. Choć jest de facto żołnierzem i obowiązują go wojskowe reguły, próbuje wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Samowolka grozi nawet wyrokiem śmierci, ale on nie wydaje się tym szczególnie przejęty. Jak sam stwierdza w pierwszym odcinku: „Mam do wyboru albo śmierć z rąk naszych, albo od szkopskiej kuli. Ja wybieram to drugie, bo wiem, że nie umrę sam, ale zabiorę kilku skur…synów ze sobą”. Z drugiej strony – paradoksalnie – obok tego pojawiają się u Dagera cechy sprawiające, że może on budzić wśród widzów autentyczną sympatię. Zabawny, dziarski, czasem dość pyskaty. Co w sercu, to na języku, o ile to nie jakaś tajemnica państwowa. Onyks jest z zupełnie innej bajki. Spokojny, zrównoważony, posłuszny przełożonym. Świetnie ukrywa przed resztą świata traumę po dotychczasowych wojennych przejściach. Nawet widzowie są wtajemniczani w nią powoli i nie dowiadują się prawdy przed finałowymi odcinkami. Można powiedzieć, że Onyks jest dla Dagera głosem rozsądku oraz sumieniem, a Dager dla Onyksa – swego rodzaju katalizatorem działań. Ale nic tu nie jest zbyt oczywiste i nic nie trwa wiecznie. W toku akcji, na przestrzeni trzynastu odcinków, obaj przechodzą przemianę. Dager dostaje coraz wyraźniejsze sygnały, że musi się zatrzymać, że może jego samozwańcza misja nie jest wcale najsłuszniejszą opcją, a tuż obok stoicyzm Onyksa topnieje w starciu z brutalnymi realiami.

    Ludzie i bogowie – kadr z serialu
    Ludzie i bogowie – kadr z serialu

    Dalszy plan zaludniają kolejni bohaterowie, z których każdy dokłada swoją „cegiełkę” do opowieści. Pojawiają się przełożeni, zwłaszcza budzący respekt swoją powściągliwością Józef, jak również dość barwne grono współtowarzyszy Onyksa i Dagera z oddziału. Nie wszyscy są mocno wyeksponowani. Jedni przewijają się cały czas, ciągle mając coś widocznego do roboty. Tak jak dwóch młodych, nieco zbyt wyrywnych chłopców, Żbik i Ryś albo (w dalszych odcinkach) dwie przedstawicielki płci pięknej, Bella i Karina. Panie w akcji nie ustępują wcale panom, wykorzystując wdzięk i spryt na równi ze sprawnością fizyczną – o tym ostatnim jeden z głównych bohaterów bardzo boleśnie się przekonuje. Inni członkowie Pazura znikają po jednej akcji, jeszcze następnych niby widzimy często, ale dostrzegamy ich tak naprawdę dopiero wtedy, gdy niestety giną. Stosunkowo najwięcej czasu antenowego zyskuje pojawiająca się od odcinka piątego trójka braci sztubaków, zwanych „trzema muszkieterami” od ich pseudonimów – Atos, Portos i Aramis. Właśnie oni wnoszą do serialu chyba najwięcej humoru, zachowując się jak typowe przedwojenne warszawskie cwaniaczki i non stop przerzucając się wzajemnie ciętymi ripostami. Szczęśliwie twórcy nie ograniczają tercetu do bycia jedynie postaciami komicznymi. Dwóm z braci przypadną w udziale bolesne, dramatyczne momenty, które pozostawią na ich charakterach nieusuwalny ślad. Poza tym ogólnie chłopaki znają umiar i wiedzą, kiedy jest pora na śmieszkowanie, a kiedy na powagę.

    Nie samą pracą człowiek żyje, a i nawet w najgorszych czasach ludzie pragnęli choć odrobiny normalności, dlatego wśród najistotniejszych bohaterów pojawiają się również cywile. Pewien wgląd w prywatność protagonistów daje pokazanie matek i rodzeństwa obydwu, do pewnego momentu mniej lub bardziej nieświadomych tego, czym tak naprawdę zajmują się ich synowie/bracia. W pobliżu kręci się również Róża, wyrwana z łap szmalcownika Żydówka, która na swój sposób próbuje się odwdzięczyć, pomagając to tu, to tam i wykazując niezwykły jak na kobietę po takich przejściach spokój. Oczywiście obydwaj główni bohaterowie musieli zostać obdarzeni obiektami uczuć w osobach Jadwigi, koleżanki Dagera z cywilnej pracy oraz Bronki, wdowy po zabitym towarzyszu broni, którą Onyks decyduje się otoczyć opieką. To właśnie te dwie panie mają pewien swój udział w przemianach, jakie zachodzą w osobowościach naszych bohaterów. Problemem był fakt, że materiały prasowe na temat serialu zdradziły naturę przyszłych powiązań Jadwigi i Bronki z protagonistami zbyt wcześnie. Do tego z tą pierwszą niemal od początku miałam spory zgryz. Trudno mi ocenić, czy twórcy specjalnie napisali ją jako bohaterkę budzącą wątpliwości swoim zachowaniem. Jeśli tak, to chapeau bas – Jadzię uwielbia się nienawidzić. Za histeryczną osobowość, humory i chaos w podejmowaniu decyzji, ogólną rozlazłość bardzo nieadekwatną do trudnych czasów. Aż się człowiek czasem zastanawia: co ten Dager w niej widzi?

    Nikt nie lubi przerostu formy nad treścią, dlatego w serialu cieszy panująca w tym względzie równowaga. Choć nie oznacza to wcale, że produkcja pod kątem realizacyjnym jest nudna. Obok przyjemnych dla oka zdjęć, zrealizowanych w pięknych plenerach oraz ciekawych (głównie łódzkich i warszawskich) lokacjach, dostajemy odrobinę wizualnych eksperymentów, które urozmaicają serial i budują jego specyficzny, raczej mroczny klimat. Mamy nietypowe perspektywy kamery czy udane łączenie realistycznych ujęć z umiarkowanie dawkowanymi sekwencjami iluzorycznymi, przedstawiającymi narkotyczne zwidy lub ukryte lęki bohaterów.

    Ludzie i bogowie – kadr z serialu
    Ludzie i bogowie – kadr z serialu

    Nawet najlepsze seriale jednak nie mogą się obyć bez wad. W Ludziach i bogach są one jednak stosunkowo niewielkie i/lub z perspektywy ogółu zalet mało rażące, nie licząc może wspomnianej wcześniej Jadwigi. Chyba najmocniej rzucił mi się w oczy – czy raczej uszy – dość liberalny stosunek do wszelkiej maści akcentów w mowie bohaterów. Wiecie, tylnojęzykowe „ł”, lwowskie zaciąganie, cechy gwary warszawskiej i tym podobne. Świetnie, że ich obecność uwzględniono, ale u niektórych postaci występowanie takich naleciałości jest niekonsekwentne. Jednym z takich przypadków jest Róża, która początkowo mówi dużo czyściej niż w drugiej połowie serialu. Ponadto są takie momenty we wczesnych odcinkach, w których akcja zdaje się pędzić do przodu nieco za mocno. Pojawiający się w epizodzie pierwszym Igo Sym przedstawiony został w sposób nazbyt przerysowany – nawet biorąc pod uwagę, że jego ekranowa wersja to zmanierowany gwiazdor, postawiony w roli czarnego charakteru. Mnie osobiście, jako że jestem wysoce niechętna epatowaniu seksem w filmie, zraziły rozbierane sceny łóżkowe, bez których Ludzie i bogowie spokojnie mogli się obejść. I na sam koniec wada, która w sumie nie do końca nią jest – dziejowi puryści nie będą zachwyceni tym, że serial bardziej inspiruje się faktami historycznymi, niż pokazuje je w stu procentach. Ale takie są prawa opowieści filmowej. Wszak nie mamy tu do czynienia z produkcją dokumentalną.

    Bardzo dużym atutem serialu jest jego obsada. W ogromnej części świeża, nieopatrzona i przez to intrygująca. Totalnie uwielbiam, gdy twórcy decydują się na ryzyko i dają szansę nowym twarzom, zamiast bezwysiłkowo zdawać się na te już znane, często wywodzące się z jednej wąskiej puli o niejasnych kryteriach doboru, za to z widocznym zmanierowaniem. Dodatkowym walorem jest fakt, że sporo z tych „świeżaków” to ludzie spoza Warszawy, co jest nie tylko miłą odmianą dla widza, ale również szansą, by ci aktorzy mogli pokazać się szerszej publiczności. Kapitalnym przykładem jest odtwórca roli Dagera, Dawid Dziarkowski – na etacie w teatrze w Olsztynie, grający dotąd na ekranie jakieś drobiazgi w produkcjach średnio godnych uwagi. W Ludziach i bogach okazał się istną petardą, prawdziwym aktorskim diamentem, zdolnym pokazać swojego bohatera w różnych, często skrajnych emocjach. Od „chłopaka z sąsiedztwa” z zawadiackim błyskiem w oku, poprzez żołnierza o nerwach ze stali, istotę na skraju opętania przez własną wszechmoc, zakochanego mężczyznę, aż po człowieka dramatycznie skonfrontowanego ze śmiertelnością – własną oraz najbliższych. Dziarkowskiemu nie ustępuje kroku jego ekranowy partner, wcielający się w postać Onyksa Jacek Knap. Wprawdzie bardziej doświadczony zawodowo od kolegi, ale występujący wcześniej głównie w niezbyt wyszukanych pisarsko serialach obyczajowych. Tutaj dostał okazję, by naprawdę się wykazać aktorsko, choć na pozór może się wydawać, że Leszek to mniejsze pole do popisu niż dość efektowny Tadeusz. Za sprawą świetnej gry Knapa jesteśmy w stanie wskazać dokładnie ten moment, w którym w stoickim dotąd Onyksie coś nieodwracalnie pęka. Dodajmy do tego fantastycznie zrobione momenty komediowe – scena, w której Zaremba podczas akcji udaje typowego „pana z gazowni”, to czyste złoto.

    Z grona drugoplanowych, zdolnych „świeżynek” warto wyróżnić również odtwórców ról „trzech muszkieterów” . Dla Macieja Maciejewskiego (Atos) był to pierwszy tak duży występ ekranowy. Maciej Kosmala (Portos) kojarzony jest raczej z lekkimi produkcjami, typu Julia czy krótkometrażówki GF Darwin. Najmłodszy z całej trójki Piotr Bondyra (Aramis) paradoksalnie był dotąd najbardziej rozpoznawalny, a to dzięki stałej roli w Komisarzu Aleksie. Niezależnie od wcześniejszych doświadczeń, wszyscy świetnie odnaleźli się w konwencji serialu. Fantastycznie się ich ogląda i razem i z osobna, zarówno w zabawnych scenach braterskich słownych przepychanek, jak i również w dramatycznych, emocjonalnych sekwencjach. Dzięki materiałom zakulisowym wiemy, skąd mógł się wziąć sukces tej trójki: aktorzy podczas pracy na planie bardzo się polubili, a reżyser pozwolił im na częściową improwizację w dialogach.

    Ludzie i bogowie – kadr z serialu
    Ludzie i bogowie – kadr z serialu

    Warto wspomnieć, że nawet nazwiska nieco bardziej opatrzone twórcy potrafili sprytnie wykorzystać. I serio, ktokolwiek wpadł na pomysł, aby obsadzić Tomasza Schuchardta i Bartłomieja Kotschedoffa jako duet (niczym cztery lata wcześniej w Bodo), jest poważnym kozakiem.

    Nie mam wątpliwości, że Ludzie i bogowie to prawdopodobnie najlepszy serial roku 2020, a na pewno najlepszy wojenny odcinkowiec produkcji TVP ostatnich lat. Jego twórcom udało się osiągnąć niemal idealną równowagę – zrealizować pasjonujący fabularnie i świetny technicznie tytuł przy jednoczesnej wierności realiom historycznym. Co więcej, dzięki ciepłemu przyjęciu publiczności już wiemy, że doczeka się kontynuacji. Chociaż trzeba przyznać, że sukces Ludzi i bogów jest rzeczą dość przewrotną, w dodatku o gorzkim posmaku. Informację o potwierdzeniu drugiej serii ogłoszono na kilka odcinków przed finałem, który był raczej zakończeniem zamkniętym, a jeden ze scenarzystów, Krzysztof Węglarz, zmarł zaledwie dwa tygodnie przed premierową emisją pierwszego epizodu. Tym bardziej zastanawiam się, jak z całej sytuacji wybrnie pozostały na placu boju drugi autor scenariusza, Wenanty Nosul. Obyśmy możliwie najszybciej mogli się o tym przekonać i zobaczyć, z jakimi wyzwaniami przyjdzie się zmierzyć oddziałowi Pazur w nowych odcinkach.

    SZCZEGÓŁY
    Tytuł: Ludzie i bogowie
    Produkcja: TVP
    Typ: serial
    Gatunek: wojenny
    Data premiery: 13.09.2020
    Liczba odcinków: 13
    Twórcy: Bodo Kox (reżyseria), Wenanty Nosul, Krzysztof Węglarz (scenariusz)
    Obsada: Dawid Dziarkowski, Jacek Knap, Aleksandra Justa, Marianna Zydek, Anna Karczmarczyk, Maja Rybicka, Anna Mrozowska i inni.

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + poważne, zniuansowane potraktowanie tematu II wojny światowej
    + realistycznie oddana atmosfera tamtych czasów
    + autentyczni, zróżnicowani, dynamicznie rozwijający się bohaterowie
    + świetny poziom realizacji
    + świeża, utalentowana obsada główna
    + zmyślnie obsadzony dalszy plan

    Minusy:
    - irytująca postać Jadwigi
    - trochę drobnych wad

    komentarze

    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Dagmara „Daguchna” Niemiec
    Dagmara „Daguchna” Niemiec
    Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.