SIEĆ NERDHEIM:

Szukałem miłości w Czarnobylu. Recenzja gry Chernobylite

Wydarzenia z przełomu 25 i 26 kwietnia 1986 roku nie są licznie reprezentowane w naszej popkulturze, nawet w branży gier wideo, czego kompletnie nie rozumiem. Seria S.T.A.L.K.E.R. udowodniła, że awaria w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej może być idealnym fundamentem pod rozgrywkę, jednak nikt nie kwapił się do przejęcia jej pałeczki. Dla wszystkich fanów Strefy Wykluczenia nadzieje obudziły się wraz ze wzrostem popularności serialu HBO. Niestety, także tym razem nie nadszedł wysyp tytułów związanych z tematem. Wtedy, w roku 2021, pojawia się on. Cały na czarno-zielono. Chernobylite.

Zjawy z dnia katastrofy to świetne otwarcie.

Produkcja polskiego studia Farm 51 (twórcy m.in. Get Even) jest pierwszoosobowym survival horrorem, w którym silny nacisk położono na historię oraz eksplorację. Obok tego pojawia się także crafting, walka, ulepszanie wyposażenia i rozwijanie swojej bazy. Brzmi dość sztampowo, ale w wykreowane uniwersum wsiąka się jak woda w gąbkę albo promieniowanie w skórę.

Konstruować będziemy sporo, najczęściej meble i warsztaty.

Nasz protagonista, Igor, trafia do Strefy Wykluczenia w poszukiwaniu swojej zaginionej ukochanej, która z jakiegoś powodu zaczęła nawiedzać go w snach. Na dodatek ktoś przesyła mu czarnobylit, tajemniczy surowiec, który powstał w wyniku awarii reaktora. Za jego pomocą nasz naukowiec konstruuje narzędzie umożliwiające otwieranie tuneli czasoprzestrzennych, które mają pomóc mu odnaleźć Tatianę. Losy narzeczonej to zaledwie jedna z tajemnic do rozwikłania. Cele i tożsamość naszych przeciwników, prawdziwa natura czarno-zielonego kryształu czy losy samosiołów – to wszystko czeka na odpowiedzi.

Towarzysze nie tylko pomogą nam w finale, ale też między naszymi wyprawami sami spróbują zdobyć nieco sprzętu.

Tak jak w innych tego typu produkcjach, pierwsze skrzypce gra tutaj kreowana przez nas historia – mamy do czynienia z licznymi wyborami, których konsekwencje potrafią być widoczne dopiero po długim czasie. Jakby tego było mało, nasi towarzysze, których rekrutujemy w trakcie przygody, będą mieli często wzajemnie wykluczające się oczekiwania co do naszych poczynań. Nie można tutaj zadowolić wszystkich, więc żeby utrzymać zespół, niezbędne będzie sprawne żonglowanie wyborami. Przynajmniej do czasu. Na pewnym etapie rozgrywki dostajemy możliwość manipulowania przeszłością i przyszłością. Wtedy mechanika wyborów i konsekwencji zamienia się w zagadkę: jakie ustawienie klocków będzie optymalne?

Pamiętacie jak wspominałem o meblach? W Simsach spędziłem mniej czasu na dekoracji wnętrz.

Sama eksploracja zajmuje najwięcej czasu. Z naszej bazy mamy dostęp do pięciu lokalizacji, które możemy zwiedzać. Nasza „turystyka” będzie przeplatać się z walką, poznawaniem bohaterów niezależnych czy wykonywaniu pobocznych zadań. Czasami zyskamy trochę amunicji, towarzysza, broń albo skrzynkę z tajemniczą zawartością. W początkowej fazie rozgrywki najważniejsze będą jednak materiały budowlane, z których wytworzymy uposażenie do naszej kryjówki. Oprócz dostępu do nowych stanowisk rzemieślniczych będziemy musieli zadbać o łóżka dla kompanów, wystarczającą ilość jedzenia, komfort, czystość powietrza, a nawet ochronę przeciwpromienną. Niechętnie przyznam, że wciągnąłem się w konstruowanie foteli bardziej niż w strzelanie.

Ktoś włączy w tle hymn ZSRR?

Nie oznacza to, że mechanika stojąca za walką kuleje. Po prostu nie jest aż tak rozbudowana. Szkoda, bo broń jest wykonana naprawdę dobrze – każda ma swój odrzut, tak że jej wagę można odczuć przy najmniejszym nawet ruchu bohatera. Ciężko pozbyć się wrażenia, że nieco zmarnowano tutaj potencjał. Szczególnie że giwer jest zaledwie kilka. Sztuczna Inteligencja przeciwników także wymagałaby kilku usprawnień – niekiedy miałem wrażenie, że sami pchają mi się pod celownik, a ich flankowanie przypominało szturm frontalny pod delikatnym skosem.

Evgeniy zapewnia w Strefie porządny hardbass. Ma też prześmiewcze lootboxy.

Łatwo można zapomnieć o takich szczegółach, kiedy damy się porwać urokowi okolic Czarnobyla i Prypeci. Chernobylite to jedna z najładniejszych gier, w jakie grałem. Przedzierając się przez Czerwony Las czy centrum Prypeci, rozpoznajemy charakterystyczne miejsca, na czele z witrażową kawiarenką. Cały wizualny wodotrysk idealnie dopełnia ścieżka dźwiękowa. Twórcy potrafili doskonale dobrać muzykę do tego, co widzimy na ekranie. Cicha, budująca napięcie melodia z szumem telewizora w tle, kiedy przeszukujemy opuszczony blok pełen niepokojących lalek, potrafi zjeżyć włos na głowie. Na uznanie zasługują także aktorzy głosowi. Przynajmniej ci z wersji rosyjskiej, ponieważ tylko tę przetestowałem. Stoi na naprawdę wysokim poziomie, a ja nie jestem w stanie wyobrazić sobie stalkerów i samosiołów, którzy nie ruszyli się poza Zonę, ale rozprawiają w języku Szekspira.

Lalki. Są. Okropne. Brrr.

Chernobylite polecam każdemu, kto ceni sobie porządną historię przy akompaniamencie przemyślanej i ciekawej rozgrywki. Jeżeli jednak szukacie głównie strzelania, zawiedziecie się, choć uważam, że to idealny przystanek w oczekiwaniu na S.T.A.L.K.E.R.-a 2. Do tej pory jestem pod wrażeniem, ile razy twisty fabularne były w stanie mnie zaskoczyć. Gra jest też wyjątkowo spójna. Żadna notatka, żaden element nie pozostaje tutaj przypadkowy. Wszystko w tym wirtualnym świecie pojawia się po to, by dopełnić opowieść. Evgeniy, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Masz świetny gust muzyczny!

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Chernobylite
Wydawca: All in! Games
Producent: Farm 51
Platformy: PC, PS4, Xbox One
Gatunek: Przygodowa gra akcji
Data Premiery: 28.07.2021
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Kumi1981
Kumi1981
1 miesiąc temu

Świetna recenzja. Pokrywa się praktycznie w 100% z moimi przemyśleniami na temat tej gry.
Także stała się ona jedną z moich topowych gier w jakie w życiu grałem, a końcówka gry, i to jak nagle zmienia się historia, przypomina bardzo dobry film, a nie zwykłą grę w której kieruje się ludzikiem. Po prostu rewelacja!
Już niedługo robię drugą rozgrywkę. Cały czas do niej, dalej mnie ciągnie.

Co do Evgeniy, to faktycznie, muzę puszcza świetną 😉

Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.