SIEĆ NERDHEIM:

Z Archiwum Brzeg. Recenzja książki Post Scriptum

Post Scriptum – okładka książki
Post Scriptum – okładka książki

Książkowy powrót po latach Mileny Wójtowicz jest lekką i relaksującą pozycją, oferującą sporo humoru. Fabularne niedobory, na dłuższą metę potrafią jednak zepsuć tę (całkiem dobrą) zabawę. 

Sabina jest specjalistką ds. BHP. Z jajami, kłami i ograniczonym czasem utrzymywania koncentracji. Lepiej jej nie fikać i przestrzegać higieny w miejscu pracy, bo jak nie, to zbeszta delikwenta rozbudowaną sekwencją obelg. A kiedy ktoś przegnie pałę, kodeks lub jej wątłe zapasy cierpliwości – po prostu urwie mu łeb przy pachach. Na co dzień prowadzi szkolenia dla kultystów, rozpływa się nad braćmi Winchester i pochłania słodycze z zapałem, który nawet Willy’ego Wonkę przyprawiłby o mdłości. Na dodatek to strzyga z krwi i kości. Jej kompanem i bliskim przyjacielem jest Piotr – zwany również Piotrusiem. W swoim życiu podąża on ścieżką coachingu, psychologii oraz racjonalizowania problemów. Postępowanie zgodnie z tą filozofią stanowi prawdziwe wyzwanie, szczególnie gdy na co dzień pracuje się z Sabiną. Ona – wyluzowana, a on spięty na tyle, że nawet pożar w magazynie ze świeczkami relaksacyjnymi nie byłby go w stanie odprężyć. Łączy ich jednak coś pięknego – wspólna firma konsultingowa dla stworzeń nienormatywnych. Gdy w okolicy dochodzi do serii podejrzanych wypadków, których celem stają się członkowie paranormalnej społeczności Brzegu, Sabina i Piotrek postanawiają rozwiązać sprawę na własną rękę, posiłkując się przy tym psychologią, zasadami BHP i (tylko czasem) swoimi cechami gatunkowymi. 

Moim pierwszym spotkaniem z twórczością Mileny Wójtowicz były Wrota – historia napisana niemal piętnaście lat temu. Główną bohaterką książki jest młoda i nie do końca zła czarownica, rezydująca w niezaprzeczalnie mrocznej wieży. Dziewczę, owszem lubi posyłać irytujących doradców na ścięcie, a we własnej głowie gości gadające bramy do demonicznego wymiaru, jednak pomijając to – jest naprawdę miłą osobą. Na co dzień, poza demonami wyskakującymi z jej płata czołowego, musi zmagać się z krzywdzącymi stereotypami oraz niezbyt rozgarniętymi poddanymi. Na dodatek w jej świecie opętania są komiczne, piekielne istoty – całkiem sympatyczne (chociaż nadal krwiożercze jak diabli!), a okoliczny heros to piękny i niezbyt lotny intelektualnie książę, metamorfujący w He-Mana. Dużym plusem książki Wrota jest z pewnością punkt wyjścia – dark fantasy wymieszane ze sporą dawką bajkowej konwencji. Ale nie obyło się też bez fabularnych niedoborów, przez co opowieść dłuży się w końcówce. Historia na szczęście nadrabia lekkością, uroczym tarmoszeniem gatunkowych głupotek oraz szczyptą czarnego humoru. Post Scriptum pod wieloma względami przypomina Wrota. Dobrej zabawy jest w nim jednak trochę mniej. 

Post Scriptum – okładka książki
Post Scriptum – okładka książki

Punkt wyjścia to tym razem, nieco rozcieńczone, urban fantasy przeniesione na polskie realia. Natomiast motywem przewodnim jest polowanie na istoty paranormalne, wtapiające się w społeczność zwykłych śmiertelników. W tym przypadku to jednak zakamuflowane jednostki pochodzenia folklorystycznego tropią (a raczej próbują tropić) lokalnego łowcę potworów – samozwańczego opolskiego wiedźmina Szkoły Wiedzy Znalezionej w Internecie. Głównym orężem Wójtowicz nadal pozostaje humor oraz lekkie pióro. Stanowią one najważniejszy i, na dłuższą metę, jedyny istotny element Post Scriptum. Autorka kreuje przerysowanych bohaterów, wypełnia dialogi uszczypliwościami, a opisy przeładowuje dygresjami, drwiąc sobie z wszelkich zasad komunikacji. Niemal każda postać przewijająca się w historii jest, niezdarzającym się w rzeczywistości zlepkiem uroczo (i mocno!) przegiętych cech charakteru. Pojawia się tu organizatorka wesel precyzyjna niczym Terminator z uśmiechem Królowej Śniegu, nabuzowana policjantka z permanentnie włączoną funkcją bojową oraz mama Piotrusia, specjalizująca się w oczyszczaniu aury i hodowli ziółek. Post Scriptum jest lekkie, żartobliwe, bezstresowe i względnie odprężające. Nie oferuje jednak wiele więcej ponad kilka powtarzających się żartów i bardzo skromną historię. 

Kolorowe postaci oraz kwieciste dygresje to w zasadzie jedyne atrakcje w książce. Autorka całkowicie zaniedbała wątek kryminalny czy kreację świata. Fabuła jest tu przesadnie prosta, a intrygę trudno nazwać nawet nieskomplikowaną. Na dodatek rozwiązanie głównej sprawy jest podane pośpiesznie i sprawia wrażenie dorzuconego od niechcenia, zupełnie w ostatniej chwili. W finale zdecydowanie brakuje przewrotnej niespodzianki czy fabularnego ucierania nosa czytelnikowi. Głównie dlatego, że jedno z rozwiązań nijak ma się do wcześniejszych wydarzeń. Jeżeli zazwyczaj w kryminałach winny wszystkiemu jest kamerdyner, to w tym przypadku mamy do czynienia z postacią, która rzeczonemu przedstawicielowi służby chciała kiedyś sprzedać zestaw garnków. Takie mniej więcej było jej powiązanie ze sprawą prowadzoną przez bohaterów. 

Post Scriptum – okładka książki
Post Scriptum – okładka książki

Oczywiście Post Scriptum to jeden z tych tytułów, w których chodzi przede wszystkim o humor, dobrą zabawę i odprężenie. Dlatego też większość niedoborów fabularnych można z łatwością wybaczyć. Problem w tym, że same żarty wystarczają tylko na kilka rozdziałów. Wójtowicz szybko wykorzystuje wszystkie atrakcje z zestawu gagów oraz żarcików opartych na cechach charakterystycznych każdego bohatera, a później leci już tylko na autopilocie, powtarzając te same uszczypliwości czy sytuacje, w niespecjalnie zmienionej konfiguracji. Sabina nieustannie wcina batony, ciasteczka i inne słodycze, a czepianie się ulubionych lawendowych świeczek Piotrusia powraca z regularnością telefonu od obsługi klienta. Podobnie sytuacja wygląda z licznymi odwołaniami do popkultury. Bohaterowie znają Supernatural, kojarzą serię gier o białowłosym zabójcy potworów oraz nieobcy jest im holenderski geniusz ścigający Drakulę. Odniesienia do kultowych łowców, pojawiające się w ustach nienormatywnych, tropiących własnego eksterminatora odznaczają się uroczą ironią, jednak z czasem także zaczynają się powtarzać w najprostszych układach. W dość niewielkiej objętościowo książce sami tylko bracia Winchester zostają przywołani jakieś dzwadzieścia razy, Wiedźmin dziesięć, jedynie biedny Van Helsing doczekał się tylko trzech wzmianek. 

Post Scriptum jest przyjemną lekturą oferującą sporo językowych akrobacji i lekkiego, niezobowiązującego humoru. Niewielka różnorodność żartów w połączeniu z bardzo prostą fabułą z czasem może jednak nużyć. Książce brakuje także solidnego wyciskania gatunkowych stereotypów (a te aż się o to prosiły), które tak uroczo wypadło we Wrotach. Natomiast pośpieszne zakończenie wątku głównego, dość mocno testuje naszą wyrozumiałość. 

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Post Scriptum
Cykl: Post Scriptum
Wydawnictwo: Jaguar
Autor: Milena Wójtowicz
Data premiery: 25.04.2018
Gatunek: Fantasy, urban fantasy, komedia fantastyczna

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.