SIEĆ NERDHEIM:

Gdy odbiciu odbija. Recenzja filmu Oblicze mroku

Korektayaiez
- Obiekcie odbijający się w mojej powierzchni, powiedz przecie kogo poćwiartować w odwecie?
– Obiekcie odbijający się w mojej powierzchni, powiedz przecie kogo poćwiartować w odwecie?

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczymy na ekranie, jest walka dwóch nienarodzonych dzieci transmitowana za pośrednictwem USG! Później jest już tylko lepiej! Czeka nas koszmar z bekającą waginą, spektakl niezręcznych sytuacji oraz dramatyczny pojedynek na łyżwiarskie umiejętności. To jednak nie tak, że produkcja Assafa Bernsteina jest szczególnie zła. Jest po prostu zagubiona. Trochę jak dzieciak, którego pytają, na jakim stanowisku widzi się za pięć lat, mimo że nadal zastanawia się, jak nazwać swoją pierwszą garażową kapelę.

Główną bohaterką filmu jest Maria – skrajny przypadek nieszczęśliwego i zahukanego dziewczęcia. Nastolatka stanowi połączenie Carrie White oraz Belli Swan i pada ofiarą niemal wszystkich rzeczy, które w okresie dojrzewania mogą pójść nie tak. Dziewczyna jest ponura, nieustannie przybita i pozbawiona nawet cienia pewności siebie. Uroku dodają jej worki pod oczami oraz zwyczaj maczania płatków śniadaniowych w keczupie. W szkole oczywiście uwziął się na nią klasowy palant, a jej jedyna przyjaciółka zadaje się z nią z przyzwyczajenia. Niestety w domu nie może liczyć na wytchnienie. Matka jest zdominowana przez apodyktycznego ojca, a na dodatek zupełnie nie rozumie potrzeb córki. Natomiast sam ojciec to prawdziwy wzór stresowego wychowania i dupek z najwyższej półki. Dla córki ma nawet mniej litości niż jej szkolny oprawca – sugeruje dziecku, że dla dobra wszystkich przed wyjściem do szkoły powinna się umalować (za to jak nic należy się kubek „super tata”), a na urodziny oferuje jej zabieg korekty twarzy (teraz do kubeczka, przydałoby się dorzucić koszulkę z nadrukiem).

Maria ledwo wytrzymuje to psychicznie. Na domiar złego orientuje się, że jej lustrzane odbicie zaczyna żyć własnym życiem. Czy to załamanie nerwowe, halucynacje z niedożywienia czy może paranormalne nawiedzenie? Nie do końca wiadomo, a historia nie zamierza zaprzątać sobie głowy podsuwaniem widzowi sugestii. Żyjąca po drugiej stronie dziewczyna ma na imię Airam (naprawdę? No szkoda filmie, że nie Kamil Ślimak) i proponuje jej zemstę oraz rozwiązanie wszystkich gnębiących ją problemów.

Ktoś tu chyba już wyniuchał scenariuszową nieporadność.
Ktoś tu chyba już wyniuchał scenariuszową nieporadność.

Początkowo historia w Obliczu mroku działa naprawdę porządnie. Maria jest bohaterką, której się współczuje, a jej los nie jest nam obojętny. W pierwszych minutach film zatapia nas w młodzieżowym dramacie i ma świetne warunki do rozwinięcia się w mroczny i przejmujący thriller psychologiczny czasu dojrzewania. Niestety czar zaczyna pryskać, bo wiele elementów powoli ustawia się do znanego układu tanecznego. Bohaterowie poboczni mają na czołach przyklejone gatunkowe etykiety, a na obraz nawalone jest tyle zimnego filtra, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że dziewczynie w końcu całkiem odbije i wypuści swoje odbicie samopas. Ono natomiast, uwolnione z lustra, w ramach podziękowania pobiegnie tępić każdego smarkacza, który ośmielił się kiedykolwiek krzywo spojrzeć na Marię – i to licząc już od czasów przedszkolnych. Wszystko to oczywiście z psychopatycznym uśmiechem na twarzy! Film po dłuższym wstępie rzeczywiście skręca w tym kierunku. Przy okazji rozjeżdża się jednak na pół tuzina różnych podgatunków niczym cielaczek wypuszczony na lodowisko. Jest w tym wspomniany dramat, trochę thrillera, nieśmiało do akcji wkracza horror paranormalny, w międzyczasie przewija się kilka baśniowych tropów, a na koniec kino nastoletniej zemsty miesza się niezgrabnie z pozagrobowym wyrównywaniem rachunków. Żaden z motywów nie ma jednak w sobie na tyle odwagi, aby wziąć na barki całą historię i poprowadzić ją w konkretnym kierunku.

Mimo tego całego niezdecydowania, pomieszania z poplątaniem oraz niezgrabnie rozwijanych wątków na duży plus zasługuje fakt, że produkcja stara się odchodzić od najprostszych schematów młodzieżowego kina grozy. Historia u Bernsteina nie ulega kinowej modzie, nakazującej każdej nadprzyrodzonej istocie dokonywać w połowie filmu masowej eksterminacji wszystkich okolicznych nastolatków. Oblicze strachu dzielnie stara się unikać klisz. Zamiast tego rozkręca się powoli, próbuje nieustannie zagęszczać atmosferę, skupia się na postępującej przemianie bohaterki i szuka nieoczywistego pomysłu na siebie. Każdą pojawiającą się koncepcje jedynie podgryza i jeszcze szybciej porzuca, a za samym wyłamywaniem się ze schematów nie czeka nic interesującego. Film, nie mogąc wybrać odpowiedniej ścieżki, gubi napięcie, miota się niezgrabnie między wątkami, zaczyna się koszmarnie dłużyć i zapomina o zaskakiwaniu – jedyny plot twist serwuje nam już na samym początku, psując późniejsze niespodzianki. Na domiar złego wszystkie najciekawsze tropy i motywy zostają potraktowane powierzchownie. Film jedynie się po nich prześlizguje, pozostawiając bez puenty (no może poza tą, że jak nie będziesz miły dla koleżanki, to cię znajdzie i zabije w słabo oświetlonej męskiej szatni).

Zobaczysz, jak tatuś naciągnie Ci troszkę tu i tam, to od razu wampiry będą się do Ciebie ustawiały w kolejce.
Zobaczysz, jak tatuś naciągnie Ci troszkę tu i tam, to od razu wampiry będą się do Ciebie ustawiały w kolejce.

Najgorsze w tym bałaganie panującym na ekranie jest chyba przede wszystkim wyobrażenie reżysera na temat zachowania nastolatków oraz kilka dziwacznych perełek zdobiących produkcję. Wachlarz złośliwości szkolnego oprawcy Marii ogranicza się do podkładania dziewczynie nóg na korytarzu (gratuluję chłopcze, twoja kreatywność zatrzymała się w rozwoju razem z dojrzałością emocjonalną). Jeden z obowiązkowych zgonów poprzedza natomiast sztucznie przedramatyzowany pojedynek na lodowisku. Dziewczyny nagle zaczynają rywalizować między sobą w jeździe figurowej na lodzie – przerzucają się podwójnymi piruetami i spojrzeniami spod byka, zupełnie jakby grały w zwiastunie jakiejś zimowej wersji filmu tanecznego Step Up! Wiruj, aż odmrozisz sobie kończyny! I jeszcze ta dramatyczna muzyka w tle. To wszystko jest tak nienaturalne, bezzasadne i wyprane z autentyczności, że pozostaje nam jedynie wyć z rozpaczy do ekranu.

Oblicze mroku jest sporym filmowym rozczarowaniem. Wielka szkoda, bo reżyser wplótł w historię kilka ciekawych wątków społecznych oraz parę ładnie prezentujących się baśniowych tropów. Dodatkowo wcielająca się w Marię India Eisley odwala kawał dobrej aktorskiej roboty, przeobrażając się ze zdewastowanej psychicznie nastolatki w psychopatycznego niby-upiora. Produkcja Bernsteina jest jednak przede wszystkim niemal dwugodzinnym eksperymentowaniem z kinową tożsamością, który pozbawiony jest solidnego planu działania.

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Oblicze mroku
Data premiery: 12.10.2018
Typ: film
Gatunek: Horror
Reżyseria: Assaf Bernstein
Scenariusz: Assaf Bernstein
Obsada: India Eisley, Jason Isaacs, Mira Sorvino, Penelope Mitchell, Harrison Gilbertson i inni

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.