SIEĆ NERDHEIM:

Silny powrót dynastii RTS-ów. Recenzja gry Age of Empires 4

KorektaJustin
Age of Empires 4 – okładka gry

Gdyby seria Age of Empires była dynastią monarchów, wyglądałaby następująco: nestor Ejdż Pierwszy, zasłużony za rewolucję w dziedzinie strategii; Ejdż Drugi, wpływowy i uwielbiany do dziś; Ejdż Trzeci, nieco ekscentryczny i zapatrzony w kolonializm oraz kultowy Ejdż Mitologiczny. Czy Age of Empires 4 zapisze się w annałach historii na wzór przodków? Kto wie, ale z pewnością ma dużo do zaoferowania!

Minęło szesnaście lat, nim doczekaliśmy się nowej części legendarnej serii strategii od Microsoftu, odświeżonej już kilkukrotnie przez wersję HD i wydania Definitive Edition (z wyjątkiem Age of Mythology, o której powrót fani wznoszą modły) wciąż wspierane dodatkami i mocną sceną turniejową. Przy czwórce nie można mówić o wielkiej rewolucji, za to otrzymujemy nowoczesną ewolucję i powiew świeżości do gatunku, który nie cieszy się dzisiaj taką popularnością, jak onegdaj. Age of Empires 4 startuje z ośmioma cywilizacjami, zbalansowanymi i dopieszczonymi wizualnie co do najmniejszej nitki na herbowym sztandarze: Abbasydzi, Anglicy, Chińczycy, Francuzi, Mongołowie, Rusini, Sułtanat Delhi i Święte Cesarstwo Rzymskie.

Bitwa pod Legnicą 1241 – koloryzowane.

W porównaniu do poprzedniczek spora różnica leży w prowadzeniu wojen. Wszystkie nacje mają dostęp do niemal identycznych wojsk, ustawionych w czytelnym i eleganckim systemie u podstaw – włócznia bije kawalerię, kawaleria bije łuczników, łucznicy biją włóczników – a komplikującym się stopniowo wraz z awansowaniem do kolejnych epok. Jednostek unikatowych jest mniej niż w poprzednich częściach, mają swoje własne nisze i zdolności specjalne, czasem zastępując podstawowego wojaka swojego typu (jak szybka chińska straż pałacowa, dostępna w miejsce typowego zbrojnego z mieczem). Przejrzyste zasady pozwalają łatwiej poznać kompozycje armii i militarne możliwości każdej nacji, bez szkody dla taktycznej głębi. Do tego bitwy morskie zrealizowano przyjemniej (choć te zawsze były najwyżej przystawką do głównego dania na lądzie), a zawdzięczamy to garści interesujących map, dedykowanym specjalnie miłośnikom żagli.

Prawdziwą perełką są oblężenia – kamienne mury skruszymy wyłącznie machinami wojennymi (Delhi dostają do tego słoniki), a ponadto obrońca może je obsadzić strzelcami i czerpać ochronę z blanek. Napastnik z kolei oprócz standardowego zestawu machin ma opcje konstrukcji wież oblężniczych, aby z ich pomocą wyładować piechotę na obrońców. Fani Twierdzy to znają! 

Ograniczono za to klawisze skrótów i dostępne funkcje, co nie każdemu może się spodobać. Początkowo sam za nimi zatęskniłem, ale z drugiej strony tempo gry samo w sobie jest ciut spokojniejsze niż w takim AoE 2, więc przywykłem doń szybko i bezboleśnie. Dodajmy do tego zdjęcie z gracza konieczności nadzorowania każdego ruchu wieśniaków (np. upolowane mięso nie gnije, a farm nie trzeba odnawiać) i czwóreczka ma najniższy próg wejścia ze wszystkich części, z takim samym nastawieniem na rozgrywki sieciowe, co remastery starszych tytułów.

Każda cywilizacja na swój sposób używa mechaniku wpływu – Abbasydzi czerpią korzyści z rozbudowy królestwa.

Największą różnorodność znajdziemy w skali zarządzająco-strategicznej (tzw. makro). Cywilizacje potrafią być drastycznie odmienne ekonomicznie. Wyraźnie czuć, że inaczej gra się technologicznym Sułtanatem Delhi, mobilnymi Mongołami, czy Rusinami wyspecjalizowanymi w czerpaniu korzyści z dziczy. Nawet pozornie podobne do siebie królestwa zachodnioeuropejskie mają do dyspozycji dość elementów, by wymusić inny kierunek rozwoju. Pewne budynki dają premie ekonomiczne lub militarne, jeśli w ich zasięgu wpływu (influence) postawi się określone konstrukcje. Mechanika ta dodaje kolejną warstwę zróżnicowania frakcji. Wpływy mogą być zarówno małe (jak ruskie tartaki, działające wydajniej przy fortecach), jak i kluczowe dla grania całą nacją – Abbasydzi budują Złoty Wiek cywilizacji przez dodawanie coraz to kolejnych struktur w zasięgu ich ikonicznego monumentu, Domu Mądrości.

Monumenty (landmarks) są dużą zmianą w porównaniu do poprzednich serii. Kiedy uzbierasz dość surowców, wybierasz jeden z dwóch budynków – jego wzniesienie otwiera nową erę (czytaj: zyskujesz lepsze technologie i jednostki). Monumenty są wyjątkowe i oferują liczne przewagi, np. gospodarcze synergie, unikalne fortyfikacje lub opcje rekrutacji potężnych wojsk. Chińczycy i wspomniani już Abbasydzi stosują własny remix tej mechaniki: pierwsi mogą postawić oba filary każdej epoki, a drudzy mają jedynie Dom Mądrości, ale za to stale ulepszany i to bez odciągania chłopów od pracy. Oczywiście należy chronić swoje dzieła architektury, nie tylko z powodu ich opłacalności. Aby zwyciężyć w przeciętnej potyczce, wystarczy zburzyć wszystkie kluczowe budynki przeciwnika.

Święte Cesarstwo Rzymskie może uzbroić piechurów w alternatywny oręż – wszystkie ulepszenia są widoczne na jednostkach.

Rozgrywki są bardzo czytelne, m.in. za sprawą powiększonej broni w rękach wojaków. Budynki zaś są mniejsze od ludzi, z wyjątkiem olbrzymich murów. Skala wielkości zaliczyła defenestrację, aby zrobić miejsce dla grywalności. Nihil novi w RTS-ach.Słyszałem argumenty, że trąci to myszką i w obecnych czasach dałoby się mieć ciastko i zjeść ciastko…  cóż, może i grafika AoE 4 nawet kilka lat temu nie zerwałaby czapek z głów, ale grunt, że jest funkcjonalna. Jest kilka cieszących oczy drobiazgów, jak indywidualne różnice w wyglądzie jednostek – ten zmienia się nie tylko wraz z ich rozwojem, ale również z odkrywaniem nowych technologii, jak dodatkowy pancerz czy zmiana oręża. Miasta wyglądają urokliwie, bitwy widowiskowo, a choć gra przypominała mi (boleśnie), że pora na upgrade sprzętu, to wciąż działała płynnie. Nieznaczny spadek klatek odczułem jedynie podczas gęstej walki 4 vs 4, mimo grania z ustawieniami powyżej zalecanych. Do tego Microsoft obiecuje w kolejnych aktualizacjach poprawę współpracy z kartami graficznymi Nvidia. A dla bardziej wymagających jest DLC z podkręconą grafiką, dostosowaną pod ultrawysokie rozdzielczości. Mile powitałem też udogodnienia przystępności, jak możliwość zmiany rozmiaru czcionki czy lektor.

Rusińscy strzelcy w akcji.

Przeszkadzało mi za to małe zróżnicowanie wizualne terenu. Niby dostaliśmy osiem biomów klimatycznych, ale różnice zacierają się, kiedy człowieka zajmuje podbój. W efekcie miałem wrażenie, że mam do wyboru ledwo połowę z nich. Zatęskniłem także za odmianą w zwierzynie, bardziej urozmaiconą w poprzednich częściach – faunę zawsze tworzyć będą owce, wilki, jelenie i dziki, podczas gdy już w leciwym dodatku AoE 2: The Conquerors mogliśmy zobaczyć jaguara zamiast szarego basiora.

Lepiej wypada sam projekt plansz. Mapy zachęcają do ekspansji i walki o kluczowe punkty z zasobami. Takie polowanie na grubego zwierza jest bardziej wydajne niż farmy albo pasanie owieczek, zaś dzik to już nie element startowej ekonomii, a rodzaj mini-bossa dla wieśniaków, prawdziwa Hogzilla dająca potężny zapas pożywienia (o ile się nie gra cywilizacją islamską, twórcy zadbali o ten detal). Do tego w terenie obecne są klasyczne relikty (dające złoto lub możliwość, aby kapłani wykonali ikoniczne „wololo!”, czyli nawracanie, teraz w wersji obszarowej), znane z AoE 3 neutralne targowiska oraz święte miejsca, nad którymi objęcie kontroli może przynieść wygraną w potyczce. Nowością są też specjalne lasy do ukrywania się, przydatne do zasadzek czy dyskretnego obserwowania ruchów przeciwnika.

Wololo!

Age of Empires 4 powala za to udźwiękowieniem. Każda cywilizacja nie dość, że mówi własnym językiem, to ten jeszcze zmienia się wraz z nowymi epokami. Grając daną nacją, usłyszymy jej charakterystyczną muzykę, bezbłędnie zmieszaną z pozostałymi motywami gry, płynnie przechodzącą w tony bitewne, gdy gdzieś dojdzie do starcia. A te brzmią równie miodnie: szczęk oręża, okrzyki bojowe, jęki umierających, trzask płonących domów… Nasz zwiadowca jest również bardzo komunikatywny i nawet jeśli nie znasz jego dialektu, zaczniesz szybko rozpoznawać, który komunikat oznacza wroga, relikt albo zbłąkaną owieczkę. A kiedy jednostki ukrywają się w lasach – szepczą. Zachowano do tego wszystkie charakterystyczne odgłosy znane z poprzednich części.

W potyczkach możemy wybrać standardową, solo i z drużyną lub… piaskownicę, bez przeciwników i warunków zwycięstwa, ot, by sobie pobudować albo poćwiczyć ekonomię. Miły akcent. Nie uświadczymy trybu królobójstwa, obrony cudu czy bardziej odlotowych map, którymi rozpieszcza graczy AoE 2: Definitive Edition. Za to, zgodnie z tradycją wprowadzoną właśnie w remasterach, mamy rozbudowany samouczek Sztuki Wojny, przygotowujący gracza do zaawansowanej gry. Sztuczna Inteligencja brała również korepetycje z historii i nawet ta najprostsza zrobi ruch czy dwa, zamiast tylko kręcić kciukami, a trudniejsze chętnie pokażą przedsmak tego, co czeka graczy w sieci.

RTX on.

I wreszcie crème de la crème: kampanie wykonano nowatorsko w stylistyce filmu dokumentalnego. Dzięki nim wejdziemy w skórę Anglików, Francuzów, Mongołów i Rosjan poprzez szereg wydarzeń w ciągu pięciuset lat. Narratorka zajmująco przeprowadza nas przez poszczególne historie, a twórcy zręcznie połączyli prawdziwe wydarzenia z rozgrywką. Przerywniki filmowe to zarówno animacje map, jak i nagrania z żywymi aktorami, zrealizowane profesjonalnie w świetnej jakości. Coś fantastycznego.

Zaliczając misje, otrzymujemy kolejne porcje wiedzy oraz dodatkowe nagrania (przy okazji z sympatią odnotowałem polskie akcenty w grze, część z nich uwieczniłem screenshotami). Wiem, że to truizm, ale Age of Empires 4 faktycznie bawi i uczy, a w dodatku robi to bardzo angażująco. Odkrycie kolejnego filmiku dokumentalnego (niektóre są dostępne na oficjalnym kanale YouTube gry, zobaczcie sami) motywowało mnie do przechodzenia kolejnych misji bardziej niż inne nagrody – portrety, chorągwie i statuy, elementy kosmetyczne odblokowywane w profilu w zamian za dzienne questy i wyzwania związane z każdą cywilizacją.

Po raz pierwszy mamy opcję wyboru poziomu trudności kampanii, w tym trybu „story” dla tych zainteresowanych głównie historią. I bez tego kampanie nie wydają się tak wyśrubowane, jak te z dodatków do AoE 2, a znużenie odczułem jedynie podczas mongolskiej. Z pewnością podpasuje ona osobom lubiącym zostawiać za sobą pożogę.

Byłem pozytywnie zaskoczony ilością polskich akcentów w kampaniach – część filmów edukacyjnych i przerywników nakręcono u nas.

Twórcy wzięli najlepsze, co było w poprzednich dwóch grach i zręcznie to zmiksowali z nowoczesnymi rozwiązaniami w strategiach i szczyptą świeżutkich pomysłów. Oprócz grafiki i minimalizmu w opcjach potyczek nie mam czego się uczepić, bo znając życie, braki zostaną doszlifowane za patch czy dwa, o ile nie od razu w dniu premiery. Chciałbym np. móc wybrać losowo cywilizację do gry albo chociaż ustalić swój kolor (a na razie – obyście lubili niebieski), które to opcje są obecne od początku serii. W szerszym obrazie to mało istotne detale, o których się zapomina, gdy człowiek wsiąka w soczysty gameplay. Age of Empires 4 oferuje dużo satysfakcjonującej zabawy, udowadniając przy tym, że we współczesnym świecie gier wciąż jest miejsce dla wysokobudżetowych RTS-ów.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Age of Empires 4
Wydawca: XBOX Game Studios
Producent: Relic Entertainment, World’s Edge
Platformy: PC
Gatunek: RTS
Data premiery: 28.10.2021
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Recenzent
1 miesiąc temu

Chyba znowu będę grał w grę. 😀

Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.