Więcej

    Tak to już jest z klaunami – nie wszyscy czują do nich to samo. Recenzja filmu To. Rozdział 2

    KorektaLilavati

    Pennywise podczas ostatniego wypadu na miasto dostał porządne lanie od grupy nieletnich frajerów z problemami. Po latach wraca i bardziej od dziecięcych wnętrzności pragnie tylko krwawej zemsty. Wykorzysta wszystkie sztuczki i nie cofnie się przed niczym. Tylko czy naprawdę wierzy, że ma jakiekolwiek szanse z siłą prawdziwej przyjaźni? Domyślamy się, jak to się skończy. Dlatego tym razem tak naprawdę to nasza przyjaźń do filmu zostanie wystawiona na próbę.

    Pierwszej części To udało się osiągnąć coś, co filmom grozy nie zdarza się zbyt często. W 2017 otrzymaliśmy horror mający wszystkie cechy charakterystyczne klasycznego rozrywkowego blockbustera, który szybko zyskał grono wiernych wyznawców. Muschietti za kamerą robił naprawdę cudowne rzeczy. Połączył kino nowej przygody, klimat cudownych lat 80. oraz horror błyskotliwy, pomysłowy i odważny w swojej straszności. Dorzucił do tego świetną obsadę, bawił się konwencją i przede wszystkim podarował nam naprawdę dużo radochy. W myśli jednej ze złotych hollywoodzkich zasad za drugim razem musiał po prostu zadbać o to, aby wszystko było „bardziej”. No i jakże by inaczej, było bardziej… pytanie, czy tak naprawdę dostaliśmy to, czego oczekiwaliśmy.

    Od ostatniego spotkania z Pennywisem mija 27 lat. Po tych burzliwych wakacyjnych wydarzeniach większość ekipy dała nogę z Darry. Wyrośli i zaczęli nowe życie, w którym słychać wyraźne echa młodzieńczych lat. Richie został znanym komikiem, Bill pisze scenariusze z fatalnymi zakończeniami, a Beverly ponownie utknęła w toksycznej relacji z wyrodnym mężczyzną. Wszyscy jakimś cudem zapomnieli o traumatycznych wydarzeniach sprzed lat – podświadomie je wyparli lub magicznie utracili. Jedynym, który pamięta, jest Mike. Kreując się na bohatera tej historii, postanowił poświęcić swoje życie prywatne, by w zakurzonym pomieszczeniu czuwać przy policyjnym radiu. Wyczekuje, aż dziad znów wypełznie z kanałów, i szykuje plan ostatecznego rozwiązania kwestii tańczącego klauna. Chłopaczyna tak się nakręcił, że w całym tym procesie poświęcenia całkiem pomieszały mu się klepki i psuje nam historie swoimi wątkopodobnymi pomysłami. W końcu Pennywise wystawia swoją pomalowaną facjatę z kanałów. Szybko wrzuca coś na ząb i wysyła zaproszenie do kontynuowania wspólnej zabawy. Frajerzy muszą teraz powrócić, połączyć siły i dokończyć to, co przed laty zaczęli.

    W zasadzie już w tym momencie da się odczuć, że całą zabawę tym razem będzie próbował zepsuć nam scenariusz. Ciężar historii spada na bohatera, który w pierwszej części wkomponował się po cichu w tło. Program fabularnego wyrównywania szans w tym przypadku kiepsko się sprawdza. To zupełnie tak jakby historię Supermana oglądać z perspektywy sąsiada Kentów – niby fajnie, ale kim on u licha jest? Wyczekiwaną od miesięcy historię rozpoczynamy wspólnie z zupełnie spłaszczoną dotychczas postacią. I nie dość, że z tego powodu pokłady naszej zmagazynowanej miłości pozostaje zupełnie nietknięte, to jeszcze wachlarz fabularnych rozwiązań, które na swoich wątłych fabularnych barkach dźwiga Mike, jest brzydszy od każdego straszydła zrodzonego przez Pennywise’a. Późniejsze akty filmu niedomagają już głównie pod względem tempa. Poszukiwanie utraconych wspomnień zaczyna być schematycznie powtarzalne – a przez to mocno przewidywalne, zaś finałowa konfrontacja zostaje przeładowana i maksymalnie przeciągnięta. Muschietti starał się, jak mógł, żeby upchnąć w filmie wszystkie wątki z książki – jednak przy takim materiale źródłowym i trylogia filmów mogłaby nie wystarczyć. Dlatego też czasem mamy do czynienia z przesytem jednych elementów, a powierzchownym muśnięciem innych.

    Ku uciesze fanowskich serc wszelkie plusy z jedynki powracają w drugim rozdziale, a dzięki niemal trzygodzinnemu seansowi wszystkimi smaczkami możemy cieszyć się jeszcze dłużej i jeszcze bardziej. Jednym z najmocniejszych elementów filmu ponownie jest obsada. Nowa ekipa podstarzałych Frajerów nie tylko wygląda jak czterdziestoletnie wersje swoich dziecięcych odpowiedników, ale z łatwością wczuwa się w ich charaktery – które tak rozgrzały nasze serca poprzednim razem. Ben maślanymi oczami wodzi za Beverly, podczas gdy sam wygląda jak przypakowany członek boysbandu, Billy pragnie wszystkim biec na ratunek, a Mike znów wtapia się w tło, tak skutecznie, że jego zniknięcia nikt by nie zauważył. Większość scen zdecydowanie należy jednak do Richiego, który pozostał jajcarzem, tyle że teraz trochę bardziej wymiętym przez życie oraz Eddiego, który ma swoje lata na karku, a zarazków nadal boi się jak dzieciak. Trafiony w dziesiątkę wybór obsady oraz lekkość, z jaką aktorzy weszli w swoje role, sprawia, że wszystkie sentymentalne wycieczki – których w filmie jest tak dużo, że stanowią połowę czasu ekranowego – rozładowujący napięcie humor oraz chemia między bohaterami wyglądają i smakują jeszcze lepiej.

    Drugą mocną stroną „jedynki” była kreatywność i odwaga, z jaką Muschietti prezentował kolejne straszaki. I również pod tym względem w Rozdziale 2 możemy pożegnać się z subtelnością. Argentyński reżyser popuszcza wszelkie hamulce, zaciera granice, a film traktuje jak plac zabaw, na którym może robić, co mu się żywnie podoba. Klasykę miesza z żartem, a wszystko mocno podlewa potężną dawką SF. Na ekranie nic nie dzieje się dwa razy i chociaż zaczynamy przeczuwać kolejne nadchodzące straszaki, nigdy nie możemy być pewni, co tym razem zrodziła wyobraźnia Argentyńczyka. Dodatkowym plusem jest poczucie humoru i wyczucie smaku reżysera. Oba są naprawdę niepokojące i to jest właśnie najlepsze. Muschietti zamienił dylogię To w kompilację pomysłów odważnych, błyskotliwych i kreatywnych. I chociaż często straszą niezbyt ładnym CGI, to w większości z nich czuć beztroskie podejście do horroru – z kanałów wypływają martwe dzieci, odciętej głowie wyrastają krabowe odnóża i zaczyna biegać po ścianach, a w walce finałowej bierze udział ogromny pajęczak z odległego zakątka kosmosu. Wszystko to chłonąłem jak gąbka, bo wiedziałem, że szybko nie zobaczę w kinie takiego luzu i wyobraźni.

    W wykorzystaniu tych wszystkich elementów mniej jest już wyczucia, a znacznie więcej komicznego zacięcia. Sentymentalny i komediowy klimat nie tyle przeplata się subtelnie z mrocznym i brutalnym horrorem, ile po prostu prześciga się w dostępie do pierwszego planu. Starannie budowane napięcie zostaje świadomie rozładowane w punktach kulminacyjnych, a cała powaga pryska nawet w najbardziej dramatycznych momentach. W tej intensywnej i dynamicznej żonglerce trochę szkoda, że Muschietti tak chętnie sięga po samego Pennywise’a. Skurczybyka naprawdę mocna lubię, a ukryty w jego wnętrzu Bill Skarsgård odwala naprawdę niesamowitą robotę, ale od ostatniej części spuchło mu ego w tych kanałach. Miał straszne parcie na szkło, a znacznie lepiej szło mu niepokojące uśmiechanie się zza rogu, ze studzienki i lodówki.

    Znów mam ochotę wystawić ocenę gdzieś koło: pragnę wejść w ten film i zamieszkać w nim już na zawsze/10. Za te wszystkie odważne, błyskotliwe i cholernie kreatywne pomysły, za żonglowanie klimatem i świadome rozbrajanie budowanego napięcia, za genialnie dobraną obsadę i bohaterów, którzy w ogóle się nie zmienili i są tak samo cudowni. I za tą świetną beztroską zabawę, którą miałem przez prawie 3 godziny — za parsknięcia i prychnięcia, za wyłapane mrugnięcia, za wytrzeszczone oczy i poluzowany staw żuchwowy. Bawiłem się jak dzieciak, bo znów było ciepło, rozczulająco i z serduchem. Po drodze nazbierało się trochę potknięć, wad i niedociągnięć, ale jeśli ktoś pokochał pierwszy rozdział, to przez drugi przepłynie jak ta łódeczka, która uciekła Georgiemu. A jeżeli komuś się jednak nie spodoba, to naprawdę jestem to w stanie zrozumieć… ale tak to już jest z klaunami – nie wszyscy czują do nich to samo.

    Szczegóły:

    Tytuł: To. Rozdział 2
    Data premiery: 06.09.2019
    Reżyseria: Andres Muschietti
    Scenariusz: Gary Dauberman
    Typ: horror
    Obsada: Jessica Chastain, James McAvoy, Bill Hader, Jay Ryan, James Ransone, Isaisah Mustafa, Bill Skarsgård i inni

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + duża dawka humoru
    + idealnie dobrana obsada
    + odważny miks humoru i grozy
    + prawie trzy godziny beztroskiej zabawy
    + świetna kreacja Pennywise'a
    + świetne cameo
    + sentymentalne odwołania do pierwszej części
    + kreatywność i odwaga w elementach straszących

    Minusy:
    – nierówno rozpisany scenariusz
    – dłużyzna w końcówce
    – nierówne tempo w środku historii
    – niezbyt ładne CGI
    – za dużo Pennywise'a

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.