SIEĆ NERDHEIM:

No właśnie, gdzie? Recenzja filmu Gdzie śpiewają raki

KorektaJustin
Gdzie śpiewają raki - plakat © United International Pictures
Gdzie śpiewają raki – plakat © United International Pictures

Kiedy tylko po raz pierwszy zobaczyłem trailer tej produkcji, od razu się nią zainteresowałem. Bynajmniej nie wyłącznie z powodu znakomitej obsady aktorskiej, ale i samej fabuły. O ile wątek dziewczyny mieszkającej na bagnach w odosobnieniu od cywilizacji wydawał mi się dosyć oklepany, tak miszmasz z innymi gatunkami i stwierdzenie, że to „adaptacja fenomenu”, były na tyle przekonujące, że film mnie zaintrygował. Przyznam szczerze – po zapowiedzi miałem dosyć konkretną wizję, jak ta produkcja będzie wyglądać, a tymczasem nie dość, że pani reżyser Olivia Newman poszła w innym kierunku, to wykonała kawał świetnej pracy.

Fabuła powstała na podstawie książki o tym samym tytule i opowiada o życiowych zmaganiach Kyi Clark, powszechnie znanej jako „dziewczyna z bagien”. Podchodząc do filmu, nie znałem pierwowzoru. Zazwyczaj tego typu informacja nie ma znaczenia, natomiast tym razem ma kluczowy wpływ na odbiór i ocenę finału. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Historia rozpoczyna się od znalezienia zwłok mężczyzny przez chłopców bawiących się na bagnach.  Sprawą od razu zajmują się służby, które zaczynają bezskuteczne śledztwo. W związku z brakiem dowodów policja opiera podejrzenia na miejscowych pogłoskach, wynikłych ze strachu przed odmiennością – innymi słowy aresztują protagonistkę. Z odsieczą przybywa przyjazny prawnik, któremu Kya zaczyna opowiadać od początku, co się zdarzyło. Odkrywanie jej traumatycznej przeszłości i skomplikowanych romantycznych zażyłości z Tatem i Chasem (dwóch chłopaków z okolicznej mieściny) zostawię wam, natomiast musicie wiedzieć, że świat w żaden sposób nie był dla dziewczyny życzliwy i musiała sobie jakoś dawać radę.  Od samego początku nabieramy coraz większej sympatii do bohaterki. Podobnie pozytywne uczucia budzi niewielka grupa sprzyjających jej postaci. Odmienne spektrum emocji dotyczy Chase’a. Interakcje między postaciami są napisane w świetny sposób i trzeba tu oddać pokłony scenarzystom.

Gdzie śpiewają raki - zdjęcie promocyjne © United International Pictures
Gdzie śpiewają raki – zdjęcie promocyjne © United International Pictures

Myślę, że w tym momencie zrobimy przerwę w temacie fabuły, by pogadać o obsadzie. W rolę protagonistki wciela się fenomenalna Daisy Edgar-Jones. Ona jest po prostu genialną aktorką i to zdecydowanie jest jej rok – świetna we Fresh, a jeszcze czeka mnie seans Pod sztandarem nieba, gdzie też zaliczyła ponoć spory występ. Jest bardzo naturalna, szczera i kompletnie kupuje się odgrywaną przez nią postać. Aż mi wstyd, że kiedyś zdarzało mi się ją mylić z Dakotą Johnson. Podobny jest przypadek Davida Strathairna, wcielającego się w adwokata bohaterki. Chwaliłem zresztą już w tym roku jego rolę w Zaułku Koszmarów. Wreszcie pora na ostatniego z trójki najlepszych moim zdaniem aktorów w tym filmie, czyli Harrisa Dickinsona. Powiem wam, że miałem co do niego mieszane uczucia po King’s Man: Pierwsza misja. Niby zagrał tam okej, ale jego postać mi nie leżała, natomiast tu przekonał mnie do tego, że jest świetnym aktorem. Odegrał takiego potężnego chama i przemocowca (żeby nie używać wulgaryzmów), że jestem pod wrażeniem. Nie jest to może ten poziom nienawiści, który udało się wykreować Imeldzie Staunton w słynnej już roli Dolores Umbridge, ale dużo mu nie brakuje. Nie wiem tylko, jak ocenić Taylora Johna Smitha. Z jednej strony zaliczył poprawny występ, a z drugiej nic mnie nadmiernie w jego roli nie urzekło. Przyznam, wzbudzał lekką sympatię, ale to raczej była kwestia dobrego scenariusza, aniżeli jego umiejętności. Najważniejsze, że nie psuł odbioru. Warto jeszcze wspomnieć o Jojo Reginie, która odegrała młodszą wersję Kayi. Jeśli nie porzuci tej branży i dalej będzie się rozwijać, to zdecydowanie ma potencjał na zostanie gwiazdą.

Wróćmy do dalszego przebiegu fabuły, a zarazem oceńmy przy tym reżyserię. Film ogląda się cudownie, z zapartym tchem. W każdym momencie mamy przynajmniej kilka wątków wskazujących na różnych potencjalnych winowajców morderstwa. Z chwilą, gdy tylko jeden z nich zostaje rozwiązany, na jego miejsce pojawia się nowy, równie, a czasem nawet bardziej, angażujący. Śledzenie historii bohaterki, a także zwrotów w procesie, jest hipnotyzujące. Jedyne, do czego mógłbym się na tym etapie przyczepić, to mała kwestia związana z prowadzeniem narracji. Otóż podróż w teorii rozpoczynamy od opowieści protagonistki w kierunku adwokata, by potem wpadać w przerywające ją sceny w sądzie. Sama opowieść jest również na tyle szczegółowa, że ujawnia fragmenty, które – jestem pewien – dziewczyna pominęłaby w prawdziwej rozmowie. Niemniej  jest to tak mały szczegół, że praktycznie pozbawiony znaczenia.

Gdzie śpiewają raki - zdjęcie promocyjne © United International Pictures
Gdzie śpiewają raki – zdjęcie promocyjne © United International Pictures

Uwaga, niektórzy mogą uznać poniższy fragment za spoiler

Ten piękny taniec z intrygą trwa aż do ogłoszenia ostatecznego wyroku. Wydaje się, że film dobiegł końca – nie znamy tożsamości sprawcy, mamy domysły, których nabraliśmy przez okres seansu i zostajemy pozostawieni z otwartym rozwiązaniem. No niestety nie. Finał postanawia wszystko zniszczyć zarówno fabularnie, jak i w warstwie artystycznej. Scena, w której bohaterka umiera i widzi, że jej matka wraca, jest tak krindżowa, że aż mnie coś zabolało. Do tego na samym końcu dowiadujemy się, kto był zabójcą i stanowi to zwrot akcji z kategorii tych kompletnie bez sensu; przynajmniej w kontekście samego filmu. Z tego, co wyczytałem o książce, to literacki pierwowzór serwuje lekkie zaskoczenie, ale i podpowiedzi sugerujące, a raczej mogące potwierdzić tę wersję zdarzeń, natomiast w filmowej adaptacji po prostu ich brakuje i powoduje to niesmak. Strasznie mnie rozczarował ten finał i dlatego obniżam ocenę. Gdyby seans skończył się te 5-10 minut wcześniej wraz z końcem rozprawy, to myślę, że miałbym pretendenta do pierwszego miejsca w topce roku, a tymczasem zapewne w dziesiątce się znajdzie, ale już nie na podium.

Gdzie śpiewają raki - zdjęcie promocyjne © United International Pictures
Gdzie śpiewają raki – zdjęcie promocyjne © United International Pictures

Gdzie śpiewają raki niestety okazał się przypadkiem filmu, którego już przez dłuższą chwilę nie widziałem, czyli fenomenalna produkcja z psującym wszystko finałem. Niemniej niezależnie od tego jest to kawał wspaniałego kina ze scenariuszem, reżyserią, a także grą aktorską na bardzo wysokim poziomie.  Zachęcam każdego do seansu, bo produkcja zdecydowanie zasługuje na uwagę i jestem ciekaw, czy inni widzowie równie negatywnie odbiorą zwieńczenie tej historii.

Tytuł polski: Gdzie śpiewają raki
Tytuł oryginalny: Where the Crawdads Sings
Wydawca: United International Pictures
Producent: Betsy Danbury, Lauren Levy Neustadter, Veronica Moonhill, Rhonda Tollefson, Shannon Vayo, Reese Witherspoon, Jon Wu, Bryan Yaconelli
Reżyser: Olivia Newman
Scenarzysta: Lucy Alibar
Platforma: Kino
Gatunek: Kryminał, Melodramat
Data premiery: 19.08.2022
Obsada: Daisy Edgar-Jones, Taylor John Smith, Harris Dickinson, David Strathairn
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Jurek Kiryczuk
Jurek Kiryczuk
Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.
No właśnie, gdzie? Recenzja filmu Gdzie śpiewają rakiKiedy tylko po raz pierwszy zobaczyłem trailer tej produkcji, od razu się nią zainteresowałem. Bynajmniej nie wyłącznie z powodu znakomitej obsady aktorskiej, ale i samej fabuły. O ile wątek dziewczyny mieszkającej na bagnach w odosobnieniu od cywilizacji wydawał mi się dosyć oklepany, tak miszmasz...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki