
Nietykalni Briana De Palmy to jeden z klasyków kina gangsterskiego. Powstał w 1987 i widać to w technikach realizacji, efektach itp. W żaden sposób nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności z seansu. Film opowiada o czasach prohibicji w USA, obowiązującej w okresie międzywojennym. Historia konkretnie dotyczy jednego z najsłynniejszych przestępców świata, czyli Alphonso Capone, znanego szerzej jako Al Capone, i jego ostatecznego pogromcy – Eliota Nessa. Jest to film dość mocno oparty na faktach, ale oczywiście dodaje coś od siebie i zmienia pewne wydarzenia na potrzeby fabuły.

Rzecz dzieje się w Chicago roku 1931. Świat przestępczy należy do wspomnianego Włocha, który zajmuje się głównie przemytem alkoholu. Bary są zmuszane do sprzedaży wyłącznie sprowadzanych przez niego trunków bez względu na ich jakość. Środkami do wymuszenia tego posłuszeństwa są albo pieniądze, albo groźby. Klasyczna metoda kija i marchewki. Władze Stanów Zjednoczonych dobrze znają źródła olbrzymich dochodów pana Capone, ale nie potrafią znaleźć na niego haka. Aby takowy zdobyć, wysyłają przedstawiciela Departamentu Skarbu – Eliota Nessa, który zbiera zespół ludzi, aby pozbyć się szkodnika w legalny sposób, udowadniając mu liczne przestępstwa przed sądem.

To, co jest jednym z atutów reżyserii pana De Palmy, to klimat. Zdecydowanie czuć te lata 30. W ubiorach, sprzęcie, samochodach, budynkach. Wszystko pasuje idealnie i jest wiernie oddane. Poruszamy się po ulicach Chicago i podziwiamy świat sprzed osiemdziesięciu lat. To były czasy długich, eleganckich płaszczy, kapeluszy typu fedora i ogólnie dostępnych rewolwerów. Wszystko to odebrałem z całą mocą, momentami nawet wzdychając do ówczesnego szyku i elegancji. Ekipie filmowej na pewno udało się odtworzyć te realia w stu procentach. Widać włożony w to wysiłek i całość robi bardzo pozytywne wrażenie. I została też wykonana z pietyzmem, bo nie wychwyciłem elementów współczesności, co może się przecież zdarzyć w tego typu produkcji.

Dodatkową silną stroną produkcji jest obsada, która obfituje w masę znanych nazwisk. Poczynając od tradycyjnie wybitnego Roberta De Niro jako głównego antagonisty, przez Kevina Costnera w roli Nessa i Seana Connery’ego jako pomocnika naszego paladyna. Jest jeszcze masa innych bohaterów i wszyscy dobrze się spisali. Ciężko mi wyłonić kogoś, kto byłby tutaj drętwy w swym aktorstwie, a to bardzo dobrze świadczy o obsadzie. Jedyne zastrzeżenie, jakie mi przychodzi do głowy, dotyczy szefa kanadyjskiej policji, który jest niesłychanie schematyczny w swej roli i choć próbuje z niej wycisnąć co się da, to niezbyt mu to wychodzi. Cała reszta mi nie wadzi, a wręcz ogląda się ich z przyjemnością. Wspomniane gwiazdy naprawdę błyszczą. Zresztą Sean Connery został doceniony przez Akademię Filmową i dostał Oscara za swą rolę w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy.

Muzycznie też jest bardzo dobrze. Przede wszystkim soundtrack pasuje do panującego klimatu i nie psuje nastroju. Zawsze w tle i zawsze spełnia swą rolę w danym momencie. Nie mogę też co prawda powiedzieć, że będę szukał wszędzie, gdzie się da, całej ścieżki dźwiękowej z filmu, ale jej zadaniem nie było też promowanie przebojów. Mogę więc śmiało powiedzieć, że Ennio Morricone odwalił kawał solidnej roboty (który to już raz, zresztą?). Nie zasługuje ona co prawda na miano wybitnej w żadnym przypadku, ale też nigdy nie przeszkadza w odbiorze.
Kwestie techniczne, jak montaż czy zdjęcia, są zrealizowane znakomicie. Brian De Palma ściągnął do tej roboty sprawdzonych ekspertów. Jednym z nich jest Stephen H. Burum. Dzięki jego pracy zbliżenia i oddalenia dobrze różnicują perspektywę. Nie ma tu się czego czepiać.

To, co z kolei uznałbym za wadę, to kilka scen, które wybitnie silą się na niezwykły dramatyzm (akcja z wózkiem dziecięcym czy też na dachu gmachu sądu) i przesadnie próbują wywołać napięcie u widza. Są wręcz groteskowe przez fakt mocnego przekombinowania, zwłaszcza z efektem slow motion. Moim zdaniem lepiej by było, gdyby ta konkretna scena toczyła się w czasie rzeczywistym. Nie czułem dreszczyku spływającego po plecach, raczej irytację przez to, że te konkretne momenty są po prostu za długie. Ciągnie się to i ciągnie, gdy rezultat jest łatwy do przewidzenia.
Razi też parę niekonsekwencji logicznych, związanych po części ze wspomnianym dramatyzmem. Śmierć jednego z bohaterów powinna być faktem, sądząc po tym, ile ołowiu przyjął, ale mimo to zdołał jeszcze poinformować naszego rycerza, gdzie znajdzie konieczne do dalszego śledztwa informacje. Zaiste, patos ogromny, znów wydłużony i wymuszony scenariuszowo.

Poza wspomnianymi wyjątkami historia ogólnie stoi na wysokim poziomie. Ja sam znałem tylko strzępki historii związanej z Alem Capone. Po filmie i potwierdzeniu jego wiarygodności wiem znacznie więcej. To rzeczywiście mogło w dużej mierze wyglądać tak, jak zostało to przedstawione przez De Palmę. Myślę, że wierność prawdzie historycznej jest nie do podważenia i nie można tu uprawiać zaawansowanego czepialstwa o szczegóły.
Kończąc mój tekst, powiem, że nie żałuję obejrzenia filmu De Palmy. Jest on trochę edukacyjny i przez to traci na dramatyzmie, ale nawet z tym nacechowaniem da się go obejrzeć bez zgrzytów. Opowiada ciekawą historię przy zaangażowaniu wybitnych aktorów i uznanego reżysera, a kolejnymi atutami sypie jak z rękawa. Już w fazie produkcji był skazany na sukces przez jakość zespołu realizacyjnego. Ogólnie szczerze i jak najbardziej polecam. Te momenty przesadzonego patosu nie psują filmu na tyle, by nie dało się go z przyjemnością obejrzeć.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł oryginalny: The Untouchables
Tytuł polski: Nietykalni
Producent: Paramount Pictures
Reżyser: Brian De Palma
Scenarzysta: David Mamet
Gatunek: Gangsterski
Data premiery: 02.06.1987
Obsada: Kevin Costner, Robert de Niro, Sean Connery, Andy Garcia, Charles Martin Smith













