• BIBLIOTEKA
Więcej

    Recenzja artbooka Art of Fire Emblem: Awakening

    Art of Fire Emblem: Awakening

    Kiedy rozpoczynano pracę nad Fire Emblem: Awakening, podejrzewano się, że może to być ostatnia gra z serii. Nintendo zapowiedziało, że jeśli gra nie sprzeda się w liczbie przynajmniej 250,000 sztuk, marka Fire Emblem zostanie porzucona. Miało to ponoć wywołać panikę wśród twórców, którzy po wielu godzinach narad zdecydowali, że jeśli ma to być to pożegnanie z serią, to trzeba się pożegnać w jak najlepszym stylu. Ich wysiłek opłacił się, bo udało im się wyprodukować grę, która nie tylko uratowała serię, ale też zapoczątkowała nową erę jej popularności. Dzięki artbookowi Art of Fire Emblem: Awakening możemy bliżej przyjrzeć się pracy, jaką włożono w stworzenie gry, która uratowała całą markę.

    Artbook liczy sobie nieco ponad 300 stron; przedstawioną na nich treść podzielono na sześć sekcji, takich jak: oficjalne ilustracje, szkice koncepcyjne, ilustracje związane z wydarzeniami w grze i tym podobne. Pierwszą rzeczą, jaka od razu rzuciła mi się w oczy, jest nienajlepszy układ treści wewnątrz artbooka. Sekcja 1 przedstawia nam po kolei każdą postać z gry. Problem polega na tym, że robi to w sposób szalenie ubogi – nie oferuje nic poza imieniem, jednym obrazkiem, jednym cytatem i jednym zdaniem opisu. Żeby jeszcze było to zdanie w jakikolwiek sposób ciekawe, ale w większości przypadków są to frazy pokroju "wstydliwa tancerka" lub "młoda, zarozumiała arystokratka". Trudno więc uniknąć bezmyślnego przekartkowania tego rozdziału, bo poza paroma ładnymi portretami, naprawdę nie ma tam niczego, przy czym warto się zatrzymać. Tym bardziej dziwi mnie, że nie zdecydowano się na połączenie sekcji 1 z sekcją 2, gdzie znajdują się między innymi concept arty postaci – i to dokładnie tych samych postaci. Przecież wystarczyło ustawić jedne obok drugich i już mielibyśmy pełniejszy, ciekawszy obraz prezentowanych bohaterów.

    Natomiast tym, co przypadło mi do gustu, jest duża ilość szkiców koncepcyjnych. Dzięki ich obecności możemy dowiedzieć się, jak pomysły zmieniały się w czasie i jak ewoluowały, nim osiągnęły formę, którą widzimy w grze. I jest ich w tym artbooku naprawdę mnóstwo: od portretów postaci, przez rysunki poszczególnych klas npc-tów, po scenorysy cut-scenek. Fani tego typu ciekawostek powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Całkiem interesującym i dość nietypowym dodatkiem są także wyniki ankiety przeprowadzonej przez japoński portal Dengeki Online. Zadano tam pytania o ulubione postacie, najlepszych przeciwników oraz najciekawsze elementy gry; odpowiedzi udzieliło około siedemset osób, co nie jest może szczególnie imponującą liczbą, ale lektura ich komentarzy i tak okazała się zaskakująco ciekawa.

    Najważniejszą częścią artbooka pozostaje jednak spis wszystkich konwersacji pomiędzy postaciami. Dlaczego najważniejszym? Dlatego, że gdybyśmy chcieli przeczytać je wszystkie na ekranie konsoli, to musielibyśmy przejść grę ponad czterdzieści razy. Szansa na ich poznanie bez żmudnego podbijania poziomów jest więc ogromnym ułatwieniem. By ukazać wszystkie możliwe kombinacje, potrzebne było ponad sto stron czystego tekstu, czyli około jedna trzecia całego albumu.

    Odnoszę jednak wrażenie, że wspomniana powyżej ilość tekstu jest jedną z rzeczy, które negatywnie wpłynęły na całokształt artbooka. Nie dlatego, że jego uwzględnienie było czymś złym, ale dlatego że, jak podejrzewam, twórcy chcieli na siłę zwiększyć ilość ilustracji, by usprawiedliwić czymś nazwę Art of Fire Emblem: Awakening. Przez to książka pełna jest nudnych zapychaczy, jak proponowane portrety głównej postaci. Gra owszem, pozwalała nam na stworzenie naszego własnego bohatera, ale nie oszukujmy się, służący w tym celu kreator nie był na tyle rozbudowany (oferował trzy typy budowy, pięć rodzajów twarzy i pięć fryzur), by prezentowanie jego możliwości miało jakikolwiek sens. Pewnie przymknęłabym na to jeszcze oko, gdyby owych portretów było tylko kilka – ale nie, jest ich trzydzieści. Poświęcono im prawie trzy pełne strony książki. Przez to album staje się mniej ciekawy jako artbook, ale bez tego pewnie byłoby tam za mało obrazów, by w ogóle można było go tak nazywać – bliżej byłoby mu do przewodnika po grze. Takie rozdzielenie treści na osobne książki wydaje się zresztą tym, co twórcy powinni byli zrobić już na samym początku – zamiast wydawać jedną wielką książkę, wydać dwie mniejsze, ale lepiej przemyślane. Artbooka dla tych, którzy chcą podziwiać grafiki, i guidebooka dla tych, którzy wciąż chcą dowiadywać się czegoś nowego o grze. 

    Art of Fire Emblem: Awakening to artbook znajdujący się na granicy pomiędzy dobrym, a przeciętnym. Większość zaprezentowanych tam ilustracji jest naprawdę wysokiej jakości, szkice dostarczają wielu nowych informacji, a spis konwersacji pozawala nam zaspokoić naszą ciekawość bez ciągłego ślęczenia nad grą. Jednocześnie liczne zapychacze, słaby układ i ogólne rozwleczenie treści na jak największą ilość stron sprawia, że czyta się go bez większego zaciekawienia. Tych, którzy chcieli wyłącznie podziwiać piękne grafiki zapewne zawiedzie fakt, że ponad sto stron poświęcono wyłącznie konwersacjom, a ci, których dialogi interesują, pewnie tylko przekartkują część poświęconą oprawie wizualnej gry. Nie można jednak dogodzić każdemu. Z pewnością artbook ten mógłby być lepiej zaprojektowany, ale zagorzali fani serii i tak nie powinni przejść koło niego obojętnie.

    Tytuł oryginalny: Art of Fire Emblem: Awakening
    Autor: praca zbiorowa
    Ilość stron: 320
    Wydawca: Dark Horse Books
    Data premiery: 18 października 2016

    NASZA OCENA
    6.5/10

    Podsumowanie

    Plusy:
    + dużo nowej treści
    + masa szkiców koncepcyjnych
    + interesujące dodatki

    Minusy:
    – słaby układ treści
    – masa “zapychaczy”

    Sending
    User Review
    0 (0 votes)

    Dodaj komentarz

    avatar
    Avatar
    Barbara „Libelo”
    Z wykształcenia programista, w praktyce człowiek-orkiestra. W sztuce ponad wszystko cenię sobie oryginalność oraz nowatorskie rozwiązania. Interesuje się grami, zwłaszcza tymi kładącymi nacisk na fabułę i ciekawe wykorzystanie możliwości, jakie daje interaktywność. Chętnie sięgam też po produkcje w jakiś sposób nietypowe – im dziwniejsze, tym lepsze. W wolnych chwilach lubię roleplayować, poznawać nowe rzeczy i przeczesywać Internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży starych konsol.