SIEĆ NERDHEIM:

Nim Godzilla stała się królem potworów. Początki kaiju na dużym ekranie, część druga

Korektayaiez
Fragment plakatu filmu Godzilla. Źródło: https://commons.wikimedia.org
Fragment plakatu filmu Godzilla. Źródło: https://commons.wikimedia.org

W 1933 roku ekranami kin zawładnął pierwszy król kaiju – King Kong. Oryginalny film dał początek wielkiej franczyzie, która na stałe trafiła do kanonu popkultury, wędrując do najdalszych zakamarków świata i pobudzając wyobraźnię i kreatywność w odległych krajach, takich jak Japonia.

Jeszcze tego samego roku, a przed premierą sequela Son of Kong, japoński reżyser Torajiro Saito stworzył krótki niemy komediowy film o tytule Wasei Kingu Kongu. Dzieło to niestety zaginęło, najprawdopodobniej zostało zniszczone w czasie Drugiej Wojny Światowej. Uchowały się pojedyncze zdjęcia i ówczesne artykuły z gazet opisujące produkcję, co na szczęście daje nam pewien obraz tego, jak ten film mógł wyglądać.

Fabuła opowiada o Santa – biednym, bezrobotnym mężczyźnie zakochanym w dziewczynie o imieniu Omitsu. Ojciec ukochanej nie jest zadowolony z tego związku, dlatego zakazuje swojej córce kontaktu z protagonistą i próbuje ją wydać za kogoś zamożnego. Tymczasem w japońskich kinach króluje King Kong, co podsuwa Sancie pomysł na stworzenie wodewilu, w którym przebrany jako goryl odgrywałby analogiczną filmową rolę na scenie. Przedstawienie dość szybko staje się wielkim sukcesem, aż do pewnego dnia, gdy protagonista zauważa na widowni swoją ukochaną w towarzystwie nowego, bogatego partnera. Będąc ciągle w przebraniu goryla, rzuca się na miłosnego rywala, co kończy się pościgiem i walką na ulicy miasta, wywołując przy tym chaos. Służby porządkowe są bowiem przekonane, że to prawdziwy goryl.

Jedyne zachowane klatki z filmu Wasei Kingu Kongu. Źródło: https://commons.wikimedia.org
Jedyne zachowane klatki z filmu Wasei Kingu Kongu. Źródło: https://commons.wikimedia.org

Chociaż Wasei Kingu Kongu nie jest produkcją, którą można zaliczyć do filmów kaiju, jest dowodem na to, że Japończycy już złapali bakcyla na punkcie tej koncepcji. Ten film prawdopodobnie też dał początek podejścia do tworzenia dzieł tego typu – z człowiekiem przebranym za potwora i niszczącym miniaturowe miasto, w odróżnieniu od technik stop motion używanych w Hollywood. Rok później na ekrany ich kin trafił Daibutsu kaikoku (co można przetłumaczyć jako Wielki Budda), pierwszy japoński film, który można podciągnąć do nurtu kaiju, aczkolwiek cała fabuła opierała się tylko na ożywionym, 33-metrowym posągu Buddy przechadzającym się po okolicy regionu Chūbu i zwiedzającym główne atrakcje. Niestety jest to kolejne dzieło zaginione, więc wiedzę o nim można czerpać tylko z zachowanych gazet i magazynów z 1934 roku. Z zawartych w nich opisów wynika, że w rolę gigantycznego posągu Buddy wcielił się aktor w odpowiednim przebraniu, a przy produkcji zastosowano kilka form efektów specjalnych, co czyni Daibutsu kaikoku jednym z pierwszych filmów tokusatsu – na 20 lat przed premierą Godzilli, w której stosowano podobne techniki! W wyniku utraty prawie wszystkich materiałów dziś Wielki Budda jest zapomniany, przez co też niesłusznie nie jest mu przypisywana palma pierwszeństwa w dziedzinie efektów specjalnych, chociaż w 2018 roku wnuk reżysera oryginału stworzył unowocześniony remake osadzony w czasach współczesnych.

Podobny los spotkał kolejny japoński film z 1938 roku – Edo ni Arawareta Kingu Kongu, czyli kolejna wariacja na temat amerykańskiego King Konga. Tytuł można przetłumaczyć jako King Kong, który pojawił się w (epoce) Edo.

Fabuła filmu osadzona jest między XVII a XIX wiekiem. Córka zamożnego Hyoue Toba zostaje porwana w tajemniczych okolicznościach. Zmartwiony ojciec wyznacza sowitą nagrodę za jej odnalezienie, co spotyka się z dość dużym odzewem. W grupie zainteresowanych pojawia się Magonojyo Go, sprawca całego zamieszania, który pragnie zbliżyć się do Hyoue, by móc się na nim zemścić za śmierć swojego ojca. W tym celu wykorzystuje wytresowaną bestię, King Konga, która porywa dziewczynę. Gdy Hyoue nie zgadza się oddać pieniędzy przeznaczonych na nagrodę w zamian za jej uwolnienie, potwór porywa również jego i w szale próbuje zabić. Walka skutkuje śmiercią obojga. W tym czasie Magonojyo udaje się ukraść pieniądze i uciec z miasta.

Plakat promujący film Edo ni Arawareta Kingu Kongu, jeden z nielicznych zachowanych materiałów. Źródło: https://commons.wikimedia.org
Plakat promujący film Edo ni Arawareta Kingu Kongu, jeden z nielicznych zachowanych materiałów. Źródło: https://commons.wikimedia.org

Podobnie jak z innymi produkcjami japońskimi z tego okresu, niewiele materiałów zachowało się do dziś. Wiadomo, że film miał być wyświetlany w dwóch częściach, co sugeruje dość długi czas trwania. Nie jest też stuprocentowo pewne, czy samo imię „King Kong” padało w produkcji, czy było tylko chwytem marketingowym zastosowanym w tytule. Stwór bardziej przypominał Yeti niż małpę czy goryla. Znane materiały promocyjne też przeczyły sobie nawzajem w kwestii wielkości bestii – na niektórych zdjęciach wydaje się wielkości człowieka, a na innych trzyma na dłoni drobną kobietę. Wypowiedzi osób pracujących przy tej produkcji też nie są jednoznaczne, aczkolwiek twórca kostiumu, Fuminori Ohashi, twierdził, że była to gigantyczna małpa i że był to pierwszy japoński film o potworze. Co ciekawe, ten sam człowiek potem pracował przy tworzeniu stroju Godzilli.

W 1938 roku swoją premierę miało Action Comics wydawane przez DC Comics, a w nim swój debiut zaliczył najbardziej rozpoznawalny z superbohaterów, Superman. Heros ten szybko zyskał popularność i już w 1941 roku pojawił się w kinach w krótkich filmach animowanych. W czwartym z nich, zatytułowanym The Arctic Giant, naukowcy odnajdują na Syberii zamrożonego wielkiego jaszczura i sprowadzają go do Metropolis. W wyniku wypadku bestia zostaje rozmrożona i zaczyna siać postrach i zniszczenie na ulicach miasta. Podstawa fabuły odrobinę przypomina to, co ponad dekadę później zaprezentowano w Godzilli – przypadkiem przebudzony stwór przypominający dinozaura atakujący dużą metropolię. Równocześnie The Arctic Giant jest pierwszą produkcją w pełni animowaną, którą można określić jako film kaiju. Co ciekawe, Superman zmierzył się ze sporych rozmiarów gorylem w jednej z kolejnych produkcji – Terror on the Midway.

Na kolejne lata temat wielkich potworów ucichł, chociaż warto wspomnieć o 1949 roku, gdy na ekrany kin trafił film Mighty Joe Young, stworzony przez osoby stojące również za King Kongiem, z Merianem C. Cooperem jako producentem i Ernestem B. Schoedsackiem na stołku reżysera. Efektami specjalnymi zajął się Willis H. O’Brien, który wprawił w ruch bestię z hitu z roku 1933, a asystował mu Ray Harryhausen, w rzeczywistości odwalający główną robotę w animacji. Co do samego Mighty Joe Young odnieść można wrażenie, że była to próba odcinania kuponów, gdyż szkielet fabuły tej produkcji przypomina to, co widzieliśmy w King Kongu. Robert Armstrong znów wciela się w analogiczną rolę. Jako Max O’Hara udaje się on do Afryki w celu znalezienia odpowiedniej atrakcji do swojego nocnego klubu w Hollywood. Natrafia na tytułowego Joe, udomowionego goryla należącego do Jill Young, córki lokalnego ranczera. O’Harze udaje się przekonać dziewczynę, by razem ze swoim pupilem przeniosła się do Hollywood, gdzie Joe stałby się sensacją. Po kilkunastu tygodniach występów na scenie, w wyniku głupoty trzech gości klubu, goryl wpada w szał i zaczyna niszczyć przybytek.

Niestety Mighty Joe Young, okazał się niewypałem, zaliczając stratę o wysokości ponad 600 tysięcy dolarów, pomimo otrzymania Oscara za efekty specjalne. Twórcy byli tak pewni sukcesu, że jeszcze przed premierą planowano sequel-crossover z Tarzanem, ale brak zarobku wszystko przekreślił.

Zdobyta Nagroda Akademii Filmowej spowodowała, że Ray Harryhausen stał się znany Hollywood. Z tego powodu został zatrudniony jako główny animator do filmu The Beast from 20,000 Fathoms (znanego w Polsce jako Bestia z głębokości 20.000 sążni), którego premiera odbyła się w 1953 roku. Fabuła była inspirowana krótkim opowiadaniem science-fiction The Fog Horn. W wyniku testów nuklearnych na Arktyce zostaje przebudzony zahibernowany Rhedosaurus. Jedynym świadkiem zdarzenia jest fizyk Thomas Nesbitt, któremu po powrocie do USA nikt nie chce uwierzyć, aż sam zaczyna zastanawiać się, czy aby bestia nie była tylko halucynacją. Mimo zasianego sceptycyzmu postanawia on dociec prawdy, znajdując wsparcie u paleontologa Thurgooda Elsona i jego asystentki Lee Hunter. W międzyczasie Rhedosaurus powoli płynie w kierunku Nowego Yorku, by sterroryzować wielką metropolię, co w końcu przykuwa uwagę Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych.

Plakat promujący film The Beast from 20,000 Fathoms. Źródło: https://commons.wikimedia.org
Plakat promujący film The Beast from 20,000 Fathoms. Źródło: https://commons.wikimedia.org

The Beast from 20,000 Fathoms był wielkim sukcesem kasowym i stał się drugim najważniejszym kamieniem milowym w historii kaiju, gdyż to od niego zaczął się prawdziwy szał na ten gatunek, 16 miesięcy później przypieczętowany przez Godzillę. Produkcja ta, tak samo jak lata wcześniej King Kong, wywarła ogromne wrażenie na Japończykach i stała się jedną z głównych inspiracji do stworzenia późniejszego Króla Potworów, wliczając w to wykorzystanie porzuconych pomysłów z The Beast from 20,000 Fathoms, takich jak zionięcie ogniem. W ten sposób Godzilla otrzymała swój ikoniczny atomic breath. O tym, jak dużą cegiełkę dołożyło widowisko z Rhedosaurusem, świadczy też fakt, że cały gatunek wziął swoją nazwę właśnie od tego filmu, a dokładniej z jego japońskiego tytułu – Kaiteinimanmairu kara Kita Daikaijū.

Rok później na ekranach japońskich kin zadebiutowała Godzilla. Aczkolwiek o parę miesięcy wyprzedziły ją One!


Dwóch policjantów ze stanu Nowy Meksyk, Ben Peterson i Ed Blackburn, odnajdują na pustyni osamotnioną dziewczynkę w stanie szoku. Poszukiwania jej domu skutkują odkryciem, że został on zniszczony przez niezidentyfikowanych sprawców, a rodzina zaginęła. W trakcie dochodzenia przypadek okazuje się nieodosobniony, jedną z ofiar jest agent FBI, a na dodatek ginie Blackburn. Wysłannik służb federalnych, Agent Specjalny Robert Graham, dołącza do Bena Petersona, by wspólnie rozwikłać zagadkę. Szybko wpadają na trop winowajców, co skutkuje sprowadzeniem myrmekologa Dr. Harolda Medforda i jego córki Pat, dzięki którym udaje się wskazać przyczynę tajemniczych śmierci – mrówki w wyniku promieniowania zmutowane do gigantycznych rozmiarów. Na domiar złego, próby pozbycia się ich z pustyni skończyły się inwazją na Los Angeles.

W owym czasie fabuła opierająca się o strach i zafascynowanie energią atomową nie była jeszcze odtwórcza, dzięki czemu Them! udało się zapisać na kartach historii i otrzymać status kultowego. Była to pierwsza produkcja, w której antagonistami były wielkie owady, co przetarło szlak wielu nadchodzącej fali późniejszych naśladowców. Ostatecznie film ten uznawany jest za jedno z najlepszych dzieł science-fiction lat 50, był także nominowany do Oscara za efekty specjalne, chociaż, co ciekawe, na potrzeby filmu zbudowano tylko trzy makiety mrówek. Muzykę do filmu skomponował nasz rodak, Bronisław Kaper, który parę miesięcy wcześniej sam otrzymał Oscara za ścieżkę dźwiękową do filmu Lili z 1953 roku.

Początkowo miał to być film zrobiony z rozmachem – w kolorze, co w latach 50 nie było jeszcze tak oczywiste, a także w 3D. Niestety problemy ze sprzętem sprawiły, że ostatecznie ten sposób produkcji nie mógł dojść do skutku. Nie udało się nawet nakręcenie obrazu panoramicznego. Ostatecznie w czarno-białym filmie jedynym kolorowym elementem było logo tytułowe na samym początku, co wbrew pozorom zrobiło dobre wrażenie na odbiorcach.

Rhedosaurus oraz gigantyczne mrówki niedługo potem odeszły w cień, gdyż z dalekiego wschodu miała nadejść jeszcze groźniejsza bestia – Godzilla, która swój debiut zaliczyła jeszcze tego samego roku co premiera Them! Jednak przydomek Króla Potworów pojawił się dopiero w 1956 roku, jako podtytuł wersji przeznaczonej na rynek amerykański. W międzyczasie Godzilla wróciła po raz drugi do Japonii, a na ekranach kin zdążyły się także pojawić też inne, mniej znane, ale nie mniej wielkie potwory.

ZOBACZ TAKŻE:

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze