SIEĆ NERDHEIM:

Marna imitacja, próba wkupienia się w łaskę fanów Heroes III czy coś więcej? Opis wrażeń z Songs of Conquest

Jedna z grafik promujących Pieśni Podboju.
Jedna z grafik promujących Pieśni Podboju.

Choćby nie wiem jak się Songs of Conquest starało, porównania z żywą legendą strategii turowych w świecie fantasy, jaką jest Heroes III, nie uniknie. Wszyscy twórcy podejmujący decyzję o stworzeniu czegoś w tym gatunku będą zmuszeni stanąć do tego pojedynku. Pytanie jest proste i nasuwa się samo. Czy po dwudziestu trzech latach mamy nowego króla turówek? Czy jest sens w kupowaniu Pieśni Podboju?

Krótko mówiąc, jest obiecujący potencjał, ale znajdzie się też sporo rzeczy, które wymagają poprawek. Cała gra zdaje się bardziej nieoszlifowanym diamentem niż brylantem.

Zacznę może od najbardziej oczywistej rzeczy. Starciom brakuje mym zdaniem taktycznej głębi. Heroes III miał wiele jednostek i praktycznie każda dysponowała jakąś umiejętnością specjalną. Oprócz tego oferował przeszkody terenowe podczas bitew, oblężenia miast, czary, sporą swobodę w ustawianiu podkomendnych oraz morale wraz ze szczęściem. Pieśni z kolei dostarczają dość mało jednostek, które oferują coś więcej poza atakiem, oddziałów właściwie nie ustawiamy, bo opcji na to jest zbyt mało. Są czary i chwała twórcom przynajmniej za to. Jest też zmienne ukształtowanie terenu w postaci heksów na pagórku, co wpływa na zasięg ataku i jego siłę, ale właściwie to tyle. Brakuje mi zwłaszcza innych typów starć niż bitwa gdzieś w terenie. Za mało jak na mój gust i wymagania.

Ekran bitwy z neutralnymi jednostkami. Na dole pasek kolejności ruchu.
Ekran bitwy z neutralnymi jednostkami. Na dole pasek kolejności ruchu.

Po drugie brakuje balansu. Poczynając od tego między klasami powierników (odpowiednik bohaterów w Herosach), gdzie moim zdaniem magowie są silniejsi od wojowników (podczas bitew szybko zyskują dostęp do silnych czarów), po jednostki w niektórych przypadkach zbyt mocne (patrzę na was, muszkieterowie). To poważny zarzut i jestem jednym z wielu, którzy go wysunęli. Pozostaje mieć nadzieję, że producenci posłuchają głosu społeczności i wprowadzą konieczne zmiany.

Mapy też są niby obszerne i oferują wiele eksploracji, ale ostatecznie okazuje się, że wiele miejsc jest niedostępnych i jesteśmy skazani na jeden czy dwa korytarze. Po co tworzyć rozległe tereny, gdy graczowi oddaje się, powiedzmy, trzydzieści procent z nich? To trochę tak, jak zaoferować całe ciastko, a potem się rozmyślić i dać ostatecznie jednego gryza. Tak się nie robi, ekipo Lavapotation. Wasz legendarny poprzednik słynął z map oferujących wiele na każdym kroku. W Pieśniach tego niestety nie uświadczymy.

Fragment mapy jednej z kampanii.
Fragment mapy jednej z kampanii.

Po wadach wypadałoby przejść do pozytywów, bo takowe oczywiście są. Jednym z nich jest system rozwoju miast. Mamy kilka stopni rozwoju osad, które decydują o tym, ile i jakiej wielkości budynków możemy w nich rozbudować (małych, średnich bądź dużych). Oczywiście nie wszystkie zmieszczą się w każdym miejscu, więc trzeba rozsądnie planować swoje inwestycje w tym konkretnym kierunku. Uważne budowanie niewątpliwie zwiększa głębię gry i za to plus.

Rozwinięte miasto frakcji Ładu.
Rozwinięte miasto frakcji Ładu.

Drugą zaletą jest wciągająca historia towarzysząca kampanii. Fabuła jest nadzwyczaj rozbudowana, jak na tego typu grę i występuje w niej dużo dialogów. Dostałem intrygę o tajemniczej frakcji generującej coraz większe problemy w imperium ludzi. Bohaterka, którą sterowałem, stara się opanować sytuację i stłamsić ją w zarodku, zanim doprowadzi ona do rozłamu, a w konsekwencji – upadku królestwa. Do tego mamy jeszcze klimatyczne, ręcznie ilustrowane pieśni barda, które komentują wydarzenia z poprzedniej misji i wprowadzają nas w następną. Twórcy świetnie wybrnęli z konieczności tworzenia kosztownych cutscenek i za to należy im się uznanie.

Grafika z jednej z pieśni barda.
Grafika z jednej z pieśni barda.

Trzecią zaletą jest niewątpliwie dopracowana oprawa graficzna i dźwiękowa. Muzyka może nie jest godna aż pieśni pochwalnych, ale nie można jej odmówić piękna i uroku. Odgłosy związane z walką czy obiektami są dobrze zrobione i można je bez problemu od siebie odróżnić. Z przyjemnością oglądałem budowle na mapie, jednostki neutralne, artefakty, powierników, rozbudowane miasta i tak dalej. Jedyne, czego mogę się przyczepić w warstwie audiowizualnej, to proporcje. Jednostki poza kontrolą gracza oraz przedmioty magiczne są po prostu za duże. Można by je zmniejszyć bez żadnych strat. Poza tym grafika tworzy prawdziwie baśniową, kolorową atmosferę i zachwyca swym wyraźnym pixel artem.

Mechaniczny trzon gry Songs of Conquest właściwie niczym się nie różni od swego legendarnego poprzednika. Mamy frakcje (notabene tylko cztery, co na mój gust nie jest wystarczającą liczbą), herosów, wokół których zbiera się armie, jednostki z możliwością jednokrotnego ulepszenia, rozbudowę miast i pole bitwy podzielone na heksy, dbamy też o ekonomię królestwa, zapewniając mu złoto i inne surowce, jak kamienie, drewno czy bursztyn.

Poza różnicami wspomnianymi wcześniej w tekście, jest jeszcze jedna mechanika odmienna dla obu produkcji, a mianowicie system magii. W Pieśniach działa to na zasadzie zbierania esencji (każda frakcja oferuje różne jej rodzaje i w związku z tym ma najłatwiejszy dostęp do konkretnych czarów) przydzielanej w określonej ilości za każde działanie na polu bitwy. Czary wyższego poziomu kosztują odpowiednio więcej tej energii. Arsenał magiczny jest bogaty i zróżnicowany, co jest kolejnym plusem.

Każdy bohater ma też od samego początku, bez konieczności posiadania zdolności magicznych, dostęp do wszystkich zaklęć. Ogranicza go tylko esencja występująca w pięciu rodzajach. Każde zaklęcie zużywa jej konkretną ilość (im silniejsze, tym większą, oczywiście). W zależności od sterowanej przez nas frakcji łatwiej jest zbierać któryś z typów tej energii.

Część zaklęć dostępnych w grze.
Część zaklęć dostępnych w grze.

Drugą różnicą, która niestety mniej mi odpowiada, jest mechanika przejmowania miast wroga. Możemy burzyć budynki przeciwnika co turę i dostać na własność daną osadę w chwili zniszczenia ostatniego z nich, bądź też wtargnąć tam z wojskiem, nie burząc niczego i przejąć nieuszkodzony ośrodek miejski, tylko wtedy tracimy możliwość manewrowania powiernikiem. Uważam, że ostatecznie nie ma znaczenia, co wybierzemy i mam wrażenie, że to rozwiązanie zostało wrzucone na siłę.

To, co odróżnia jeszcze Songs of Conquest od legendarnego poprzednika, to rozwój powierników, bardziej zbliżony do gier RPG. Co poziom mamy do wyboru ulepszenie jednej z posiadanych umiejętności (najczęściej zwiększającej możliwości bojowe naszych wojsk bądź nasze zdolności magiczne – w zależności od bohatera), a co osiem poziomów wybór jest dodatkowo utrudniony, bo opcje stają się szczególnie silne i przez to interesujące. Statystyk związanych z osobą herosa jest też więcej. Współczynnik rzadkości artefaktów jest jawny od samego początku i zgodny z systemem oznaczeń spotykanym w wielu grach (szare obramowanie to przedmioty pospolite, zielone – wzmocnione magicznie, niebieskie – rzadkie itd.)

Ekran spotkania bohaterów. Statystyki po lewej i prawej stronie, pośrodku artefakty, a niżej armie.
Ekran spotkania bohaterów. Statystyki po lewej i prawej stronie, pośrodku artefakty, a niżej armie.

W moich przeprawach przez kampanię czułem, że tych kilka pierwszych misji stanowi wprowadzenie dla zupełnie świeżych graczy w gatunku i dopiero ostatnia misja pierwszej frakcji jest jakimś wyzwaniem. Jak dotąd nie ma opcji decydowania o stopniu trudności, ale mam nadzieję, że szybko zostanie to zmienione i weterani innych gier z gatunku też znajdą tu coś dla siebie.

Całość sprawia po prostu wrażenie niedokończonej, brakuje ostatecznego szlifu. Obcując z tą produkcją, miałem świadomość, że to early access, ale była takową tuż przed premierą, co według mnie oznacza dopuszczalność tylko kilku drobnych poprawek, a tutaj potrzeba ich jednak więcej i to czasem większego kalibru. Gdy grałem, wyszła przykładowo łatka naprawiająca kilka rzeczy, ale bardzo wydłużyła czas wczytywania map, przynajmniej w moim wypadku. Ogólnie produkcji nie da się odmówić potencjału, ale przed twórcami jeszcze sporo pracy, jeśli chcą się wpisać w annały strategii turowych.

P.S W jednym z ostatnich patchy została dodana opcja wyboru stopnia trudności, ale póki co istnieją tylko normalny i trudny, co i tak nie załatwia sprawy.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Songs of Conquest
Tytuł oryginalny: Songs of Conquest
Wydawca: Coffee Stain Publishing
Producent: Lavapotion
Platformy: PC
Data premiery: rok 2023
Recenzowany egzemplarz: PC

spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki