SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Na swojską nutę, czyli o europejskich openingach anime

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Każdy, kto interesował się choć trochę tematyką regionalizacji anime na Zachodzie, wie, że to istna królicza nora. Zmiany o podłożu kulturowym, moralnym, dotyczące tłumaczenia, dubbingu… Aspektów jest masa. Jednak najbardziej wyrazisty jest ten, który można dostrzec od razu, bez znajomości języków: oprawa muzyczna. Obecnie w większości przypadków mamy do czynienia po prostu z oryginalnymi piosenkami z openingu lub/i endingu nagranymi ponownie w języku danego kraju, ale w latach 80. czy 90. sytuacja była trochę bardziej skomplikowana. No i pamiętajmy, że po dziś dzień Włosi lubią się wyróżniać na tle reszty świata, tworząc własne piosenki nie tylko do anime, ale również do zachodnich kreskówek. Jak to w sumie z tym jest? Kwestiami tłumaczeń japońskich animacji w różnych krajach interesuję się od ponad dekady, dlatego w tym tekście spróbuję trochę naświetlić temat.

    Jakie są przyczyny tego zjawiska? Jedną z nich może być chęć dostosowania oprawy muzycznej anime do gustów odmiennego kulturowo odbiorcy. Niemal zawsze przy animowanych koprodukcjach pomiędzy Japonią a Zachodem, na potrzeby rynku europejskiego przygotowywano nową ścieżkę dźwiękową. W lwiej części przypadków z fantastycznymi efektami. Muzyka, którą napisali Shuki Levy i Haim Saban do Tajemniczych złotych miast, po prawie czterdziestu latach nadal miażdży, a kompozycje Karela Svobody do mnóstwa seriali – chociażby Pszczółki Mai czy Cudownej podróży – są tak magiczne, że uzdrawiają chorych, a starcom przywracają młodość. Więc zakładam, że zmiana tylko utworu otwierającego/zamykającego, czyli najbardziej charakterystycznego, to namiastka muzycznego „zeuropeizowania” danej produkcji. Druga przyczyna takiego podejścia jest bardziej przyziemna. Piosenką napisaną samemu od podstaw łatwiej się dysponuje niż coverem japońskiego utworu. Zwłaszcza że często prawa autorskie do muzyki wykorzystywanej w czołówkach i końcówkach anime należą nie do studia, które wyprodukowało serial, ale chociażby do wytwórni fonograficznej. To mogło być motywacją do tworzenia własnych piosenek przez Europejczyków. Przynajmniej na początku – bo z czasem w części krajów za czynnik decydujący równie dobrze dałoby się uznać perspektywę dodatkowego zarobku poprzez sprzedawanie płyt z takimi utworami.

    Nie wiem, czy to Włosi zapoczątkowali cały proceder, ale z pewnością jako pierwsi stosowali go na masową skalę od drugiej połowy lat 70., kiedy japońskie filmy i seriale animowane pojawiły się w ichniej telewizji. Początkowo w czołówkach czy zakończeniach używano istniejących już utworów. Dawało to różne efekty. Pierwszą serię Lupina III otwierał kawałek Planet O w wykonaniu Daisy Daze i formacji The Bumble Bees, średnio pasujący do serialu. Zabawnie było przy pierwotnym dubbingu sportowego anime Attack no. 1, gdzie w openingu umieszczono instrumentalny Evening grany przez John Servus Orchestra – stworzony parę lat wcześniej na potrzeby… dokumentu erotycznego. Ending okraszono piosenką Lene Lovich New Toy, trochę nijak mającą się do treści produkcji. A cover Video Killed The Radio Star w wykonaniu dziecięcego zespołu Mini Pops jako czołówka yattamanopodobnego Time Bokan? To dopiero średnio dobrana para. W sumie bardzo podobnie postępowała w latach 90. niemiecka Viva, zastępując openingi anime przypadkowo wybranymi, a modnie brzmiącymi piosenkami.

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Później Włosi na szczęście postawili na utwory tworzone specjalnie na potrzeby danych dubbingów. A że są narodem niewątpliwie muzykalnym, podeszli do sprawy bardzo poważnie. Wśród komponujących te piosenki byli świetni europejscy muzycy. Między innymi Nico Fidenco, Silvio Pozzoli, Vince Tempera czy bracia Guido i Maurizio De Angelis, hiszpańscy multiinstrumentaliści, występujący we Włoszech jako Oliver Onions. Efekty były naprawdę imponujące – lwia część tych czołówkowych piosenek w niczym nie ustępuje ówczesnej muzyce popularnej, przy okazji zazwyczaj wpasowując się w nastrój produkcji, do których zostały napisane. Włoskie anisongi z tamtego okresu są niesłychanie melodyjne, a ponadto może urzekać ich różnorodność. Wielu wykonawców, odmienne style… Z jednej strony prawdziwi giganci pokroju Superobots/Rocking Horse/Superband czy rodzinnej kapeli I Cavalieri del Re. Ale z drugiej nie brakowało zespołów skrzykniętych tylko na okazję nagrania konkretnego utworu. Żeby było śmieszniej – z nazwami nawiązującymi do danego anime.

    Nagrywanie własnych piosenek czołówkowych do japońskich animacji intensywnie praktykowały od lat 80. również Francja i Hiszpania, w mniejszym stopniu inne państwa europejskie. Nowe utwory często były po prostu dobre, niekiedy mocniej wbijające się w pamięć i bardziej pasujące do danego serialu od oryginalnych. Francuski oraz drugi włoski opening Lupina III, oba stylizowane na chanson – w sam raz do historii wnuka legendarnego złodzieja-dżentelmena. Piosenki otwierające hiszpańskie wersje językowe Przygód Tomka Sawyera oraz Opowieści z Klonowego Miasteczka, dwa odpowiednio wesołe kawałki, wpadające w ucho. Niebywale klimatyczny włoski opening nieznanej u nas serii Kōya no Shōnen Isamu w kompozycji i wykonaniu Nico Fidenco miażdży japoński oryginał, utrzymany w typowym dla tamtych czasów stylu „orkiestrowym”. Podobną przewagę nad nieadekwatną pierwotną czołówką (w tym wypadku nazbyt dynamicznym kawałkiem z lat 80.) ma melancholijne francuskie intro Honō no Alpen Rose. Swój urok mają też włoskie openingi do Cudownej podróży czy serii Nanako SOS. No i chyba każda ichnia czołówka zaśpiewana przez małą Georgię Lepore jej cieniutkim, dziecinnym głosikiem, to złotko. Długo można by wymieniać.

    Jednak nie da się ukryć, że całe zjawisko ma więcej problematycznych wątków niż pozytywów. Ujawniły się one w większości w okolicach drugiej połowy lat 80., gdy Włochy, Francja oraz Hiszpania rzuciły się w wir tworzenia masy nowych piosenek czołówkowych. Jednym z najwyraźniejszych problemów jest często uboga warstwa tekstowa nowych anisongów. Nie każdy japoński oryginał jest arcydziełem, ale zazwyczaj mogą one funkcjonować jako niezależne od filmu utwory. Europejskie openingi w sporej części nie zdają tu egzaminu. Nie brakuje idących po linii najmniejszego oporu tekstów typu „o czym jest ten film”. Ewentualnie małych hymnów pochwalnych na cześć zalet protagonisty – zazwyczaj takich samych przy każdej okazji. Najgorzej, że czasami autor tekstu nie zna samego serialu, co owocuje niezłymi kwiatkami. We włoskiej czołówce protagonistka serii Glass no kamen opisana jest jako posiadaczka czarnych oczu, co jest prawdą, ale… wyłącznie w odniesieniu do openingu, bo we właściwej animacji ma niebieskie. Pierwszy utwór otwierający, z jakim we Włoszech emitowano Candy Candy, nazywa ukochanego szopa głównej bohaterki kotem. Chociaż chyba nic nie przebije intra do francuskiej wersji serialu Queen Millennia. Z pewnych przyczyn (które omówię potem) powstawała ona na podstawie włoskiego dubbingu. W tekście francuskiej piosenki pojawiły się imiona postaci z tamtego tłumaczenia, chociaż w samym anime Francuzi zmienili je na własne. A to zaledwie garść przykładowych błędów. W dodatku nigdy nie skorygowanych. Był tylko jeden wyjątek: gdy we włoskiej czołówce La Seine no Hoshi padła niepoprawna data wybuchu Rewolucji Francuskiej, w której trakcie toczy się akcja serialu, nagrano błędną linijkę na nowo.

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Jak Japończycy uwielbiają wrzucać do swoich serialowych piosenek kawałki w Engrishu, tak nasi przyjaciele z Półwyspu Apenińskiego również mieli skłonność do niepotrzebnych wstawek w języku angielskim. Najczęściej dotyczyły one lokalnych wersji samych tytułów, ale z oczywistych względów przekładało się to na obecność anglojęzycznych fragmentów w tekstach czołówek. Już w latach 80. bohaterki dwóch różnych serii z pogranicza gatunku magical girls (Nanako SOS i Hela Superdziewczyna) zyskały przydomek „Supergirl” zamiast bardziej logicznego „Superragazza”. Ai Shite Knight – sympatyczne anime o miłości i muzyce, które część z nas kojarzy z emisji na niemieckim kanale RTL2 pod tytułem Rock ‚n’ Roll Kids – przemianowano na Kiss Me Licia. Ale dopiero w latach 90. zaczęto w tej kwestii przesadzać. Jak się nazywa we Włoszech remake Doktora Slumpa? What a Mess Slump e Arale. Jeszcze śmieszniej robi się przy ekranizacjach innego klasyka autorstwa Akiry Toriyamy. Nie dość, że środkowa seria Dragon BallaDragon Ball Z – ni z gruchy, ni z pietruchy została przemianowana na What’s my destiny Dragon Ball, to jeszcze piosenki czołówkowe wszystkich trzech wzbogacono o równie dopasowane wstawki anglojęzyczne. I o ile frazy Burstin’ through the clouds i Fightin’ on the ground w tekście openingu DB można jakoś zrozumieć, o tyle pojawiające się w czołówce DBGT Dragon Ball GT / it’s for you and me / in a world that / wants really to be free pachnie tanim popem.

    Gdy wgryziemy się w temat europejskich anisongów, dość prędko zauważymy pojawiające się tu pewne schematy. Jeżeli czołówka jest włoska, a anime emituje stacja należąca do koncernu Mediaset, to niemal na pewno śpiewa ją Cristina D’Avena. Chyba że słyszymy wokal męski, to wtedy Vincenzo Draghi czy od lat 90. Giorgio Vanni. Wszystkie teksty od dekad pisze jedna osoba, Alessandra Valeri Manera, więc nawet osoby słabo znające język włoski będą w stanie wychwycić powracające te same zwroty i związki frazeologiczne. Ciekawiej jest w warstwie muzycznej, bo choć grono autorów muzyki również nie należało do szczególnie dużych, to jednak występowała tam pewna rotacja, a większość kompozytorów starała się dbać o zróżnicowanie wśród swoich melodii. Z naciskiem na słowo „większość”, bo zdarzały się takie leniuszki, jak Giordano Bruno Martelli, który obok stworzenia kilku naprawdę fajnych czołówek potrafił dokonać autoplagiatu – zaproponował jako intro do Mahō no Idol Pastel Yumi nieznacznie przerobioną, gorszą wersję utworu napisanego przez siebie rok wcześniej na potrzeby Mahō no Star Magical Emi, innej serii o magicznych dziewczynach z tego samego studia. A openingi autorstwa Maxa Longhiego i Giorgia Vanniego, które w większości wykonywał potem ten drugi, już całkiem brzmią jak robione od jednej sztancy… Ogółem: wesoła włoska różnorodność z początków całego zjawiska zanikła zupełnie.

    Podobnie bywało w tych krajach europejskich, w których Mediaset miał swoje kanały telewizyjne – Francji i Hiszpanii. Sprzedawano do nich anime w formie „zwłoszczonej”, wliczając w to openingi. Jednak trzeba oddać honor Hiszpanom i Francuzom, że nie dali się do końca wrobić w podobną unifikację. Nadal mieli sporo własnych anisongów, tworzonych i wykonywanych przez różnych artystów. Z kolei czołówki oparte na mediasetowych kompozycjach śpiewał większy sztab piosenkarek niż u Włochów. W Hiszpanii najczęściej można było usłyszeć Soledad Pilar Santos (pod pseudonimem Sol Pilas), ale czasem pojawiały się inne panie: María Lar, Maisa Hens i María Caneda. Francuskie „mediasetówki” miały w latach 80. jeden etatowy głos żeński w osobie Claude Lombard, jednak w kilku piosenkach – głównie w czołówkach do serii magical girls ze Studia Pierrot – jej miejsce zajęła młodziej brzmiąca Valérie Barouille. Z drugiej strony mam wrażenie, że Francuzi zachowali się na zasadzie „my własną jednolitość mamy!”. Przynajmniej to sugerują openingi anime od innego dużego gracza ichniej telewizji, TF1. Wprawdzie tam pojawiali się różni wokaliści, jednak większość utworów – utrzymanych w mało różnorodnej, często dość koszmarnej syntezatorowej estetyce – wykonywali przede wszystkim Bernard Minet i Dorothée.

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Zachwycałam się sytuacjami, kiedy Europejczycy tworzyli lepsze od oryginalnych czołówki do anime. Oczywiście musiały pojawić się przykłady efektu odwrotnego, czyli intro nijak niepasujące do danej serii. Pierwsze przychodzą mi na myśl francuskie openingi, choćby do Lady Oscar. Paradoksalnie państwo, w którym rozgrywa się akcja tego serialu, obdarowało go najbardziej nieadekwatną czołówką ze wszystkich dubbingów na świecie. Z nie najgorszym tekstem, ale brzmiącą jak wesoła knajpiana przyśpiewka, co za diabła nie klei się z dramatycznymi dziejami tytułowej bohaterki. Infantylne pioseneczki z francuskiego dubbingu Dragon Balla (znane i u nas) nie pasują do pełnej walk kosmicznej sagi. I nie zapominajmy o najprostszej opcji – utworach, które nie leżą do niczego, bo są zwyczajnie paskudne. Tutaj prym wiodą czołówki anime emitowanych przez TF1. Bia – czarodziejskie wyzwanie z kawałkiem brzmiącym jak disco polo z lat 90. (choć z ładnym wokalem), ohydnie elektroniczne intro do Tajemniczego opiekuna… Brrr!

    Podłożenie innego utworu muzycznego niż oryginalny pod niezmienioną animację często pozbawia czołówki dynamizmu. Teoretycznie można temu zaradzić, montując nowe intro – co od pewnego momentu robiono w Europie na potęgę – ale praktyka pokazuje, że to też nie jest proste. Włochom zdarzało się w takich wypadkach używać scenek będących potężnymi spoilerami, czego przykładem były ich czołówki do Sailor Moon. Z kolei openingi anime emitowanych przez TF1 montowano często z materiału pochodzącego z dwóch, w porywach trzech początkowych odcinków serialu. I nie zapominajmy o tym, że coś takiego jak typowy ending w tych opracowaniach zazwyczaj nie istnieje. W późniejszych latach najczęściej wykorzystywano w tym miejscu sekwencję użytą w openingu z nałożonymi na nią napisami z wymienioną ekipą i obsadą dubbingu.

    W warunkach włoskich do nawet najmilszej lokalnej czołówki anime nie należy się zbyt przyzwyczajać. Może się okazać, że po paru latach serial w powtórkach powrócił z zupełnie innym utworem w intro i to wcale nie ze względu na ewentualny redubbing całej produkcji. Było niemało przypadków, kiedy z niewyjaśnionych przyczyn (może problem z prawami autorskimi?) w dalszych emisjach serial opatrywano inną piosenką otwierającą niż pierwotna, przy jednoczesnym nienaruszonym dubie. Zazwyczaj nowa czołówka na tle starej wypadała blado. Bolesnym przykładem był opening serialu Serce na podstawie powieści Edmondo De Amicisa – melodyjny, nostalgiczny, idealnie pasujący utwór w wykonaniu niezrównanych I Cavalieri del Re zastąpiono płaskim, popowym kawałkiem.

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Pouczającym doświadczeniem jest zestawienie ze sobą openingów tej samej serii z kilku krajów europejskich. Skłania do tego kolejne zjawisko związane z koncernem Mediaset. Jak już wspomniałam, firma ta w szczytowym okresie działalności miała oddziały w innych państwach Europy, więc opracowywane na jej potrzeby japońskie animacje trafiały również do Francji, Hiszpanii oraz Niemiec – razem ze skomponowanymi przez Włochów czołówkami. Większość tytułów pojawiała się w zagranicznych telewizjach z takim samym utworem otwierającym, jak w wersji włoskiej, jednak było sporo takich, które z niewyjaśnionych powodów „odziedziczyły” melodie początkowe po innych serialach. Niekiedy bardzo odległych tematycznie. Parafrazując skecz kabaretu Neo-Nówka: trzeba przyznać, że egzotyka zestawień powala. Przykładowo piosenkę stworzoną dla adaptacji Alicji w Krainie Czarów we Francji przypisano Glass Mask, historii młodej aktorki teatralnej, a w Hiszpanii – Lucy May, ekranizacji powieści o australijskich pionierach. Podobnie zwariowaną drogę przeszła melodia z włoskiego intro serialu typu magical girls Mahō no Princess Minky Momo. Francuzi znają ją z Sasurai no Taiyo, raczej poważnej produkcji o zamienionych po urodzeniu dziewczynkach, Hiszpanie zaś z „idolkowego” anime Idol Angel Yokoso Yoko. Za to trzecie intro Lupina III w paru innych krajach zwiastowało rozpoczęcie kolejnego odcinka Kapitana Tsubasy

    Nie zawsze dubbingowe czołówki anime z oddziałów Mediasetu miały swoje źródła w otwarciach japońskich kreskówek. Czasem czerpano je z zachodnich animacji. W ten sposób hiszpańskiemu dubbingowi Attack no. 1 (przypomnijmy, serii sportowej) towarzyszyła adaptacja kawałka, który we Włoszech był openingiem klasycznego Mojego małego kucyka, a francuską edycję Nanako SOS rozpoczynała melodia z włoskiej wersji Wiwat skrzaty. Ostatni przykład pokazuje, jak nieprzemyślane bywały takie zamiany – wstawki stylizowane na utwory z różnych krajów świata pasowały do kreskówki o podróżujących krasnalach, ale do serii magical girls już nie za bardzo. Ponadto używano muzyki z piosenek inspirowanych danymi serialami, wydawanych we Włoszech na płytach trochę w stylu naszych longplayów z kawałkami o Smerfach w latach 80. W ten sposób z kompozycji dedykowanych u Włochów serialom Piłkarze i Opowieści z Klonowego Miasteczka we Francji powstały openingi do Queen Millennia oraz Lucy May. Plus wisienka na torcie – otwarcia anime powstałe z… czołówek włoskich programów dla dzieci. Takie źródło mają francuskie intra Filiputków i Shin Jungle Taitei: Susume Leo, czyli sequela Kimby, białego lwa.

    Niezależnie od pochodzenia, różne europejskie czołówki tego samego anime potrafią skłonić do refleksji nad jedną rzeczą: jak można w dalece odmienny sposób postrzegać ten sam serial? Porównajmy na przykład dwa dubbingowe openingi Dirty Pair. Włoska wersja to dość adekwatny, mocny kawałek z męskimi wokalami i wyrazistą gitarą elektryczną. Francuska jest… skoczną, wręcz dziecinną piosenką w wykonaniu żeńskiego duetu – co ilustruje traktowanie całej japońskiej animacji przez Francuzów jak tytułów skierowanych do młodej widowni. Z kolei Tsurikichi Sanpei, serial o chłopcu-wędkarzu szkolącym się w swoim rzemiośle i uczącym się szacunku do przyrody, we Włoszech otrzymał jako czołówkę bardzo melodyjną, pop-rockową balladę. A we Francji? Ordynarne walenie w syntezator z wokalem brzmiącym, jakby śpiewający robił sobie jaja.

    Europejskie openingi anime – okładki płyt
    Europejskie openingi anime – okładki płyt

    Choć ten tekst był naprawdę długi, to podjęłam w nim jedynie pobieżnie bardzo barwne zjawisko, jakim są czołówki anime tworzone przez Europejczyków na potrzeby lokalnych emisji. Przecież zostaje jeszcze to, co działo się w temacie po roku 2000 czy openingi z europejskich państw i regionów będących nieco mniejszymi graczami na poletku animcowym – Niemiec, Katalonii… Zupełnie pomijam fakt, że przecież w innych częściach globu (obie Ameryki, Azja, kraje arabskie) również podobne podejście występuje. Dzięki dobrodziejstwom Internetu i dostępowi do nagrań, o których w innych okolicznościach zapewne nawet byśmy nie wiedzieli, możemy teraz zgłębiać ten szczególny muzyczny świat oraz spojrzeć na japońską animację z trochę innej perspektywy.

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Dagmara „Daguchna” Niemiec
    Dagmara „Daguchna” Niemiec
    Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x