SIEĆ NERDHEIM:

Dwóch Nerdów Wybiera: Najlepsze odcinki 1. sezonu Miłość, śmierć i roboty.

KorektaYaiez
Miłość, śmierć i roboty. Sezon 1. Plakat serialu.
Miłość, śmierć i roboty. Sezon 1. Plakat serialu.

Niedawno swoją premierę miała druga odsłona jednego z najciekawszych i najbardziej energetycznych projektów Netflixa. Z tej okazji przypominamy kilka najciekawszych animacji pierwszego sezonu antologii zatytułowanej Miłość, śmierć i roboty. 

Zanim przejdziemy do wizualnego i fabularnego mięska w szybkim skrócie o całości. Pierwszy sezon Miłości, śmierci i robotów składa się z 18 krótkich epizodów (od 6 do 17 minut), prezentujących różne style animacji, klimat oraz pomysły – od klasycznych, przez ciekawie zmiksowane, po całkiem zakręcone. Wszystko jednak mieści się w ramach szeroko pojętej fantastyki (z wyraźnym wskazaniem na SF) i każdy bez problemu powinien znaleźć coś dla siebie. Brzmi to jak wyświechtany frazes, ale naprawdę jest tu różnorodnie i kolorowo, trzeba jednak uważać na mrok, oderwane kończyny oraz lejącą się gęsto juchę – te bowiem mogą przerazić nieostrożnych. Pośród epizodów czeka na nas między innymi horror z brzydkim kosmitą, brutalny starożytny wampir, postapokaliptyczne scenerie, steampunk mieszający się z klimatami wuxia, absurdalna utopia, cywilizacja zamknięta w zamrażarce, czarny humor, sporo akcji i dużo kotów. Jest w czym wybierać i zdecydowanie jest się czym zachwycać. Wśród tych 18. animacji warto wskazać kilka perełek, które z konwencji wyciskają to co najlepsze. 

Bryku: Zdecydowana większość odcinków kupiła mnie swoją dynamiką, energią oraz konkretnym i mięsistym wykorzystaniem gatunkowych założeń. Na dodatek wiele epizodów oferowało jeden (lub więcej) zwrotów akcji, od których mózg gotował się pod czaszką. Niełatwo było wybrać faworytów, jednak trzy poniższe historie moim zdaniem zrobiły najlepszą robotę. 

Sonnie ma przewagę - kadr z epizodu
Sonnie ma przewagę – kadr z epizodu

Sonnie ma przewagę –  pierwsza animacja z antologii, jaką miałem okazję zobaczyć (w dniu premiery otwierała ona całość) i od razu duży szok. Historia przenosi nas do brudnego i nieprzyjemnego podziemnego świata nielegalnych walk potworów (to takie Pokemony w wersji dla dorosłych – tutaj oderwanej głowy się nie wyleczy, nawet gdyby ojojała ją osobiście Siostra Joy). Mrok wilgotnych korytarzy miesza się z neonowymi, cyberpunkowymi światłami. Bestie walczą w slow motion i wyrywają sobie kończyny z nieprzyjemnymi mlaśnięciami, a w tle pojawiają się elektroniczne wszczepy oraz dramatyczna przeszłość głównej bohaterki. Epizod stanowił świetne otwarcie dla pierwszego sezonu. Pokazywał, że etykietka „dla dorosłych” pojawiła się tu zupełnie na poważnie i została w pełni wykorzystana. Dodatkowo odcinek zaprezentował widzom większość elementów dominujących w całym projekcie – wysoki poziom animacji, brutalność, wielkie monstra, ciekawie zarysowane postacie oraz soczyste zwroty akcji. 

Miłość: Odczuwam! Śmierć: Brutalna i mięsista! Roboty: Nie ma, ale cyberwszczepy i podrasowane potwory robią swoje.  

Za szczeliną orła - kard z epizodu
Za szczeliną orła – kard z epizodu

Za szczeliną orła – kocham tak bardzo, że cała ta miłość nie zmieściłaby się nawet w ładowni Nostromo. Załoga statku kosmicznego, po nieudanym skoku międzygwiezdnym, budzi się tysiące lat świetlnych od docelowego przystanku. Nie jest fajnie, a będzie jeszcze gorzej. Animacja nie dość, że robi świetne wrażenie poziomem technicznego wykonania, to w znacznym stopniu przemeblowała szczyt mojej prywatnej listy najbardziej paskudnych i odpychających kosmicznych maszkar. Pojawiające się w odcinku pokraczne straszydło wyszło poza skalę i swoimi pajęczymi odnóżami po dziś dzień tupta po moich koszmarach, zamieniając Xenomorpha w pupila do trzymania w akwarium. Sam potwór jest jednak tylko uroczym dodatkiem, bo historia świetnie radzi sobie nawet bez niego. Pierwsze skrzypce gra tu poczucie beznadziei, tajemnica oraz psychologiczna pułapka, w którą wpada główny bohater. Animacja zdecydowanie prosi się o dłuższy format – najlepiej z Hugh Jackmanem i Charlize Theron w rolach głównych. 

Miłość: I to jeszcze ile! Śmierć: Może się zdarzyć. Roboty: Brak. Przestraszyły się pajęczastej paskudy. 

Trzy roboty - kard z epizodu
Trzy roboty – kard z epizodu

Trzy roboty – trójka sympatycznych robotów wyrusza na wycieczkę krajoznawczą po wymarłym mieście (ewidentnie dotkniętym nieplanowaną apokalipsą). Maszyny podczas zwiedzania pstrykają pamiątkowe zdjęcia, wzajemnie sobie dogryzają oraz prowadzą dyskusje na temat tego, kto i dlaczego zaprojektował ludzki organizm w tak idiotyczny sposób. Animacja mocno odbiega klimatem od dwóch wymienionych wcześniej. Tym razem zamiast mroku, przemocy i potworów mamy dużą dawkę czarnego humoru, szczyptę absurdu oraz trafne i smutne wnioski na temat naszej cywilizacji. 

Miłość: Jak najbardziej! Śmierć: Jakby wam to powiedzieć? Cała ludzkość wymarła z głupiego powodu. Roboty: Całkowicie rozbrajające. 

Ponton: Powiem wprost: Bardzo polubiliśmy się z antologią Netflixa. Moje estetyczne zmysły zostały połechtane do granic możliwości. Przystępując do tego wpisu, musiałem zrobić naprawdę dużą selekcję, a czasem potrzebny był powtórny seans. Miałem oczywiście swoich faworytów, ale też wiedziałem, który odcinek wyeliminować. Poza wachlarzem zalet widzę pewne wypadki na drodze. W paru przypadkach odniosłem wrażenie, że poza nienaganną sferą techniczną, wiele historii to eksperyment z przeniesienia krótkiej formy pisemnej na ekran. Często brakuje odpowiedniej puenty, klarownego wstępu czy mniej narracyjnej struktury. Dlatego też w mojej topce przeważają dłuższe formy. 

Mechy - kard z epizodu
Mechy – kard z epizodu

Mechy – to zdecydowanie moja ulubiona opowieść z cyklu robotów. W Mechach twórcy zaserwowali idealny wstęp – widz szybko poznaje bohaterów, ich relacje oraz to, czym zajmują się na – zdawać by się mogło – spokojnej farmie. Po tym słowie wstępu farmerzy wsiadają do ręcznie zrobionych robotów i bez pardonu wprowadzają nas w wir walki oraz adrenaliny. W tym rozwinięciu dzieje się naprawdę dużo, a potyczki mechów z legionem potworów z kosmosu ogląda się z zapartym tchem. Świetne tempo, dobre dialogi, bohaterowie z krwi i kości (pomimo animowanej struktury) oraz systematycznie narastające zagrożenie ze strony najeźdźcy. Epizod mija szybko niczym pociski wystrzeliwane z dział robotów. W tym intensywnym segmencie jest miejsce na wiele elementów, ma on również świetne zakończenie. Jedna końcowa scena uzmysławia widzowi ogrom problemu i umiejscowienie całej akcji. Najbardziej poskładany i przemyślany odcinek. Chylę czoła za upchnięcie w 17-minutowym materiale takiej ilości akcji, emocji, historii i sprawienie, że miało to ręce i nogi.  

Miłość: Rodzinna Śmierć: Nie do policzenia, nawet na stopklatce. Roboty: I to jakie fajne i duże! 

Zmiennokształtni - kard z epizodu
Zmiennokształtni – kard z epizodu

Zmiennokształtni  to drugi omawiany przeze mnie epizod, który znajduje się na podium jeśli chodzi o długość opowieści. Zmiennokształtni to historia o wojnie, przyjaźni, pragnieniu zemsty, ale również o akceptacji, a właściwie o jej braku. Dzięki skrajności mniejszości, nie tyle co narodowej, ale międzyrasowej, zaakcentowany jest problem nietolerancji. Ludzie patrzą wilkiem na nieznaną, w ich ocenie brudną, dziką, nieokrzesaną rasę wilkołaków. Na placu boju muszą ze sobą współpracować, ale gdy odpoczywają w namiotach, dochodzi do animozji. Ten element jest dosyć istotny, bowiem doprowadza do ciekawej konkluzji na koniec, kiedy podkreślone jest zrozumienie między rasami. Zmiennokształtni są przede wszystkim dopieszczeni od strony technicznej. Początkowe sceny – szerokie, pustynne, panoramiczne plany – sprawiają wrażenie filmu fabularnego. Dopiero przy zbliżeniach na twarze i szczegółowe elementy otoczenia uświadamiamy sobie, że mamy do czynienia z pieczołowicie zrealizowanym obrazem komputerowym. Końcowa walka między trzema wilkami to brutalna, krwawa i pełna dynamiki sekwencja. Z chęcią zobaczył bym dalsze losy głównego bohatera. 

Miłość: Braterska. Śmierć: Jak najbardziej, począwszy od Talibów, kończąc na wilkach. Roboty: Stwierdzam brak. Może szykują się na inwazję? 

Nieśmiertelna sztuka - kadr z epizodu
Nieśmiertelna sztuka – kadr z epizodu

Nieśmiertelna sztuka – trzeci mój ulubiony odcinek odstaje formą i długością od dwóch pozostałych. Początkowo nie byłem pewny, czy Nieśmiertelna sztuka nie jest zbyt narracyjna. Jednak uzmysłowiłem sobie, że jest to idealny zabieg zastosowany w celu przekazania treści i mądrości płynących z tego odcinka. W pewien sposób wprowadza widza w oniryczny nastrój, czujemy się jak we śnie, niemal zahipnotyzowani opowiadaną historią. Spokój, jaki wybrzmiewa z seansu jest nie do opisania. Chłoniemy historię zagadkowego Zimy. Zastanawiamy się kim jest, jaką sztuką nas zaskoczy i czym będzie jego finalne dzieło. Twórcy za pomocą tej postaci skłaniają odbiorcę do zastanowienia się nad sensem życia. Czy nasze starania mają rację bytu? Czy pokonywanie kolejnych wyzwań doprowadzi nas do szczęścia? Czy nie chcemy zbyt wiele? Sami musimy sobie odpowiedzieć na te pytania. Zima finalnie znalazł swoje miejsce. Pokonał długą drogę, aby dowiedzieć się , czego naprawdę potrzebuje. Kiedyś powiedziałem jedno zdanie: Cieszmy się z małych rzeczy, bo duże nas przerastają. I wydaje mi się, że jest to idealna puenta. Ten odcinek jest wyjątkowy. Idealnie wykorzystuje swój czas ekranowy i jest jednym z niewielu, które nie potrzebują rozszerzenia na kontynuację czy formę prequelu. Piękna, emocjonalna, ale też smutna historia pewnego życia. 
 
Miłość: Czym jest miłość? Śmierć: Czym jest śmierć?. Roboty: Czy jest robot?

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Miłość, śmierć i roboty. Sezon 1.
Data premiery: 15.03.2019
Typ: serial animowany/antologia animacji krótkometrażowych
Gatunek: SF
Liczba odcinków: 18
Twórcy: Tim Miller, Joshua Donen, David Fincher, Jennifer Miller

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Recenzent
13 dni temu

Byłem ciekawy co wybierzecie iiiii… zgadzam się ze wszystkim, oprócz Zmiennokształtnych. Choć technicznie świetna, to jedna z animacji przy której powracało mi pytanie „co to tu robi?” (drugą jest Tajna Wojna). Na mojej liście w miejsce wilków stawiam lisiczkę, czyli: Udanych Łowów, za animację, historię i zręczne operowanie motywem mitologicznej istoty w sosie steampunkowym.

Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.