SIEĆ NERDHEIM:

Wyjątkowo zdrowa Trawa. Recenzja książki Trawa.

Lokalna fauna planety wśród traw
Lokalna fauna planety wśród traw

Trawa to jedna z pierwszych pozycji wydanych w serii Artefakty. Mamy do czynienia z książką, która zadebiutowała w naszym kraju za sprawą wydawnictwa Mag. Jest to jednotomowa historia, napisana przez Sheri S. Tepper. Od razu na wstępie mogę powiedzieć, że nie wywołała u mnie niezwykłego zachwytu i zastanawiałbym się nad jej miejscem tutaj, w tym zaszczytnym gronie, obok Simmonsa czy Brunnera, ale nie mogę jej odmówić kilku atutów.

Największą wadą tej powieści jest jej tempo. Pozbawione ładu i składu, motające się to w jedną, to w drugą stronę. Taką samą sytuację mamy z bohaterami i ich rozwojem – na początku galimatias, potem uspokojenie, znowu chaos – i tak na zmianę. Kiedy może się zdawać, że został ustalony jakiś ład, to autorka od razu go burzy. Powoduje to trudny odbiór całości jako takiej. Męczy ta książka, oj męczy. Lektura się dłuży i Trawa traci sporo na jakości przez zabiegi twórczyni. Wielokrotnie się gubiłem po drodze, co zmuszało mnie do ponownego czytania fragmentów. Jakby nie patrzeć, przebijałem się przez to prawie pięćsetstronicowe dzieło ponad miesiąc, co jest niezbyt dobrze rokującym wynikiem. Szło mi jak po grudzie w niektórych partiach przez te wszystkie kombinacje, ale mimo wszystko brnąłem przez kolejne strony, bo jakoś czułem, że to wszystko jest warte tego wysiłku.

Gdyby nie te kilka nadmienionych wyżej kwestii, to na styl Tepper nie miałbym prawa narzekać. Amerykanka potrafi pisać opisy różnego rodzaju, czy to miejsc, czy istot. Wszelkiego rodzaju metafory też są jak najbardziej trafne i można przez to docenić jej pracę nad książką. Tym bardziej szkoda, że to tempo niweluje cały ten trud.

Postacie występujące w Trawie, zwłaszcza męskie (poza wyjątkiem, którym jest Sylwan – arystokrata nieszczęśliwie zakochany w mężatce), są niestety schematyczne. Przynajmniej przez większość książki, dopóki sytuacja nie wymaga u nich radykalnych zmian. Riko (ambasador kolonii, mający do spełnienia tajną misję podczas swego pobytu) przykładowo jest całkowicie przewidywalny, aż w którymś momencie zaskakuje kompletnie i chwała mu za to. Poza nim na wyróżnienie zasługują młody mnich i jego nauczyciel, chociaż tutaj pasuje określenie „sensei”. Koledzy naszego zakonnika z kolei już nie grzeszą oryginalnością i wpadają w charakterystyczne dla nich wzory zachowań. Zupełnie inaczej rzecz się ma z płcią piękną w powieści. Bardzo pozytywne uczucia wzbudziła u mnie protagonistka, choć to określenie jest trochę na wyrost – Marjolie (kobieta w średnim wieku, uwięziona w nieudanym związku, a teraz skazana na żywot na tej osobliwej planecie), która stanowi swego rodzaju oś spokoju i źródło zdrowego rozsądku dla wszystkich, z którymi się spotyka. W pewnym momencie też przechodzi ona pewną przemianę, co wychodzi jej tylko na dobre i może cieszyć. Autorka w przypadku kobiet poświęca wiele miejsca na wytłumaczenie ich motywacji, pokazuje ich tok myślenia, refleksje. Dlaczego tego nie robi w przypadku mężczyzn? Ciężko zgadywać. Nie miałbym nic przeciwko dołożeniu tych kilku stron do Trawy, aby za ich cenę dostać bardziej intrygujących bohaterów.

To, co rzeczywiście jest dobrze nakreślone w książce, to jej świat. Całość powieści, praktycznie rzecz biorąc, rozgrywa się na tytułowej planecie, która jest jedną z kolonii ludzkości, mającą spory zakres autonomii w wielu aspektach funkcjonowania jednostki. Mówię tu o swobodzie gospodarczej, politycznej czy też religijnej (zwłaszcza ta ostatnia ma spore znaczenie w funkcjonowaniu). Stanowi to spory wyjątek od przyjętych reguł, a to ze względu na szczególne warunki panujące na tym globie. Cała powierzchnia jest pokryta, jak nietrudno się domyślić, trawą, osiągającą rekordowe długości i występującą w różnych kolorach i odcieniach. Znajdziemy tylko jeden jedyny las, który ma podłoże bagienne. Są także niezwykle interesujące zwierzęta (zwłaszcza te zwane Hippae), również Ogary czy Lisy, ale czym one konkretnie są – to musicie odkryć sami.

Sama historia w książce jest zajmująca, związana z postępującą zarazą, która trzebi ludzkość w porażającym tempie na praktycznie wszystkich koloniach poza Trawą. W desperacji zostaje wysłana delegacja oficjalna, której zadaniem jest rozpoznanie sytuacji i jak najszybsze uratowanie reszty cywilizacji szczepionką. Do aury tajemniczości wiele dodaje fakt, że Świętość, która ma faktyczną władzę w cywilizacji ludzkiej, zaprzecza istnieniu jakiejkolwiek choroby, próbując zatuszować szalejącą liczbę zgonów. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy ambasadorzy odkrywają, że arystokracja na planecie jest daleka od dzielenia się sekretami dotyczącymi ich zdrowia i życia na kolonii.

Ostatecznie, wyrok dla Trawy jest jednak pozytywny. Bardzo duży plus zyskuje za pomysł i rozwinięcie fabuły wraz ze światem przedstawionym, ale znowuż sporo traci za tempo i panujący przez to nieład (Steven Erikson ze swoją Malazańską Księgą Poległych potrafi znaleźć w tym wszystkim metodę, pani Tepper nie) oraz za niezbyt powalające postacie. Czy książka jest prawdziwym Artefaktem? Jak na razie jest to najsłabsza pozycja z serii. Zobaczymy, co przyniosą kolejne, które mi zostały do przeczytania i oceny.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Trawa
Wydawnictwo: Mag
Autorka: Sheri S.Tepper
Data Premiery: 22.04.2015
Gatunek: science – fiction
Liczba stron: 489
ISBN: 978-83-7480-541-4

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.