SIEĆ NERDHEIM:

Znane i lubiane. Recenzja komiksu Reckless – tom 1

Wybaczę nawet lekko blockbusterową okładkę.

Czytam sobie posłowie, które Ed Brubaker napisał do Reckless w październiku 2020 roku i kiwam głową z aprobatą. Autor wspomina, jak to po wybuchu pandemii chciał dać czytelnikom nowy materiał, a jednocześnie coś znajomego. Starą, dobrą historię kryminalną o niesamowicie skutecznym twardzielu, dla którego największym zagrożeniem jest słabość do niebezpiecznych kobiet. Myślę sobie „Fajnie, to mi pozwoli wytłumaczyć, dlaczego znowu chwalę prawie bezkrytycznie robotę Brubakera i Phillipsa, choć kolejny raz uderzają w podobne klimaty, to coś nowego!”. Bądźmy jednak szczerzy, Reckless to Criminal wersja 2020, powtórka z rozrywki totalna i nie widzę w tym żadnego problemu.

Różnicę w tytule mogę wyjaśnić tylko tym, że Ethan Reckless nie jest kryminalistą, teoretycznie. To złodupiec z prawdziwego zdarzenia, typ niby niepozornego gościa, który potrafi oczyścić pokój ze zbirów może nie za pomocą szczoteczki do zębów, ale z patelnią i nogą od stołu przeniesie góry. Nie zrobi też tego w sposób nieskazitelny i pełny gracji, o nie! Wyjdzie z ze starcia ledwo żywy, niezmiennie martwy w środku (ale tak romantycznie) i bardziej zmotywowany do rozwiązania aktualnie prowadzonej sprawy. Zabijaka, były wywrotowiec i agent federalny, a aktualnie nieświadomy pionek w skomplikowanej intrydze. Początkiem afery, jak to często bywa, jest dawna miłość.

Rozpoczęcie in medias res, tani chwyt i sztampa, ale zręczne wykorzystywanie sztamp to specjalność Brubakera.

Czytałem tak sobie o tym Reckless przed lekturą samego komiksu i poza wymysłami wspomnianymi na wstępie, dowiedziałem się również, że Ethan jest dla duetu Brubacker-Phillips pierwszym krokiem na nowym gruncie, bo to bohater pozytywny, dobry koleś. Taki Jack Reacher, ale trochę bardziej ludzki i zdecydowanie bardziej noirowy, gdyż udręczenie wycieka z każdego dymka prowadzonej przez niego narracji. Takiego wała, panowie autorzy, mnie nie oszukacie! Reckless to postać żywcem wyrwana z Criminal, to zbój z krwi i kości, bezduszny morderca, gdy zajdzie potrzeba. Jedyną różnica jest równowaga cech charakteru, bo gdzie postacie z kluczowej serii były plamami czerni wzbogaconymi przebłyskami innych kolorów, tak szanowny pan Reckless jest bardziej barwną mieszanką, ale tej czerni nie jest tak wcale zdecydowanie mniej. Brubaker jest sprytny, bo grając w podobną grę z leciutkio pomerdanymi zasadami udało mu się znowu stworzyć postać wielowarstwową, ciekawą i zrozumiałą, a jednocześnie wciąż wpisaną w utarte ramy konkretnego archetypu.

Co niektórzy mogą uznać to za problem w nurcie tak napędzanym przez protagonistów, ale fabuła wydała mi się ciekawsza od tytułowego bohatera. To jednak mały grzeszek, pierdółka. Recklessa poznajemy bowiem przez pryzmat wydarzeń, bo ta historia to wstęp i w związku z tym bardzo trafnie ma dla złotowłosego charakter osobisty. Z jednej strony poznajemy jego burzliwą (a jakże!) przeszłość, a z drugiej śledzimy doskonale poprowadzoną intrygę, dla której dwa twisty na zakończenie to za mało. Jak zwykle jedynymi przeciwnikami dla przepełnionego mrokiem bojownika mogą być jedynie równie niebanalni i jedynie lekko bardziej mroczni wykolejeńcy. Jak zwykle też, a przynajmniej bardzo często w podobnych opowieściach (z Criminal właśnie na czele) wszystkie wątki orbitują wokół magnetycznej femme fatale. Nie mogę rzec więcej, nie zdradzając jednocześnie istotnych szczegółów, ale gwarantuję wam – Brubaker ma tę fabułę zaplanowaną od A do Z i wciąż wie, jak nie rozczarować czytelnika. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że pierwszy tom Reckless to również rozgrzewka. Niektóre z dzieł tych mistrzowskiego duetu wzbudziły we mnie zdecydowanie mocniejsze emocje.

Cudne kolory, prawie czuć wieczorny zapach zasypiającego miasta.

Też Sean Phillips miejscami potraktował sprawę dosyć lajtowo, może nawet mniej starannie, ale i osiągając podobne efekty przy możliwie mniejszym nakładzie pracy (poza tłami). Kiedyś nie lubiłem jego stylu, taki umowny realizm kształtów ukrytych między plamami czerni i pozornie niedbałymi liniami wydawał mi się oznaką lenistwa, a w Reckless Phillips pozwala sobie na wyraźnie więcej luzu. Przez większość albumu nie ma to w żadnym stopniu negatywnego wpływu na stronę wizualną, wręcz przeciwnie. Zacząłem już dawno doceniać to, jak wiele uroku może skrywać się w obrazach utkanych z luźnych pociągnięć tuszu (zwłaszcza, gdy zlewają się w tak soczyste smugi czerni). Zacząłem rozumieć, jak wielkiej umiejętności wymaga ujęcie w takiej pozornie spontanicznej mazaninie najczęściej perfekcyjnie proporcjonalnych kształtów. Cieszę się też, że ponownie kolory nakłada Jacob Phillips. Współpraca z ojcem w takiej robocie musi być świetnym przeżyciem i w dupie mam, że to trochę trąca nepotyzmem. Młodszy Phillips już przy Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny udowodnił swoje kwalifikacje i unikatowe spojrzenie na zabawę barwami. Pastelowo nie oznacza u niego wesoło, a mnogość tonacji nigdy nie wybija z jednolitego klimatu i wizualnej wyjątkowości. Gość ma talent i chcę widzieć jego nazwisko na większej ilości okładek.

Także bez większych zaskoczeń. Brubaker i Phillips zrobili komiks o dającym się lubić oprychu i jest to komiks dobry. Woda jest mokra, słyszeliście już o tym? Tak uparte utrzymywanie porządnego poziomu dzieł jest jednak rzadkością i trzeba je chwalić, bo inaczej nam panowie zaraz odwalą (odpukać) wywrotkę w stylu Franka Millera. Reckless jako wstęp do dłuższej serii (ciąg dalszy niedługo!) działa doskonale, pobudzając apetyt lekkim niedosytem i obiecując ogromną satysfakcję w stylu poprzednich dzieł słynnego duetu z Jacobem Phillipsem na dokładkę. Jak mało kiedy, utrzymania poziomu jestem prawie pewny, a jeśli będzie jeszcze lepiej, to znowu będę musiał sypać dziesiątkami w skali ocen. Trzymajmy za to wszyscy kciuki, bo rzadko ostatnio miewałem okazję oceniać tak wysoko.

Odrobiną mizantropii dla dopełnienia noirowego obrazka.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Reckless – tom 1
Wydawnictwo: Mucha Comics
Autorzy: Ed Brubaker, Sean Phillips, Jacob Phillips
Gatunek: Kryminał
Tłumaczenie: Maria Lengren
Data premiery: 26.07.2022
Liczba stron: 144
ISBN: 978-83-66589-84-1

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Rafał "yaiez" Piernikowski
Rafał "yaiez" Piernikowski
Piszę o głupotach od kiedy tylko nauczyłem się, jak wyglądają literki. Od fanowskiego systemu RPG w czasach podstawówki i opowiadań w ramach lore uniwersum Warcrafta przeszedłem do kulturowej grafomanii. Od lat prowadzę bloga muzycznego Nieregularnie Relacjonowana Temperatura Hałasu, tylko troszkę krócej działam w redakcji Nerdheim. Jako anglista z wykształcenia język traktuję swobodnie, dopóki spełnia swoją funkcję użytkową, co jest zręcznym usprawiedliwieniem mojego nieposzanowania podstawowych zasad. Zawodowo zajmuję się ubezpieczeniami na rynek USA. Prywatnie katuję skrzeczącą muzykę, tony komiksów (Ameryka, Japonia, Europa w tej kolejności), gry video, planszóweczki i składam modele japońskich robotów.
Czytam sobie posłowie, które Ed Brubaker napisał do Reckless w październiku 2020 roku i kiwam głową z aprobatą. Autor wspomina, jak to po wybuchu pandemii chciał dać czytelnikom nowy materiał, a jednocześnie coś znajomego. Starą, dobrą historię kryminalną o niesamowicie skutecznym twardzielu, dla którego...Znane i lubiane. Recenzja komiksu Reckless - tom 1
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki