SIEĆ NERDHEIM:

Z serialowej (nie)pamięci (2): Okazja

Okazja – bohaterowie serialu
Okazja – bohaterowie serialu

Dawno, dawno temu (czyli na przełomie tysiącleci) polskie telewizje na czele z Polsatem praktykowały dosyć ciekawy proceder. Raz na jakiś czas prezentowały po trzy pilotażowe odcinki kilku seriali i w ręce widzów składały decyzję, który z tytułów ma być kontynuowany. Wyniki bywały różne. Jeden z pierwszych tego typu plebiscytów skończył się tym, że wszystkie kandydujące propozycje skierowano do produkcji, a każda z nich stała się na swój sposób popularna. Była to ta trójka: Graczykowie, Rodzina zastępcza i Świat według Kiepskich. Częściej jednak zwycięski serial oraz odrzucone odcinkowce odchodziły w zapomnienie na równi. Jednak pamiętam jedną z kolejnych prób wyłonienia nowego ekranowego przeboju Polsatu, tę z 2004 roku, która potoczyła się odrobinę inaczej. Kosmici odeszli ze swoimi trzema odcinkami w niebyt (skądinąd słusznie), Panienki vel Zakręcone mimo otrzymania pełnej serii okazały się tytułem z gatunku „obejrzyj i zapomnij”, zaś pomysł Sublokatorów został przejęty przez TVP, na której antenie powrócili po prawie roku pod tytułem Okazja.

Co by nie mówić, serialowi ten transfer wyszedł na dobre. Produkcja dostała szansę nie tylko na bardziej doświadczonego reżysera w osobie Grzegorza Warchoła oraz lepszy budżet z taśmą filmową zamiast telewizyjnej włącznie, ale również na całe dwadzieścia odcinków – więcej od oferowanych wstępnie przez Polsat trzynastu.

Czymże więc jest tytułowa okazja? To wspaniałe, trzypokojowe mieszkanie w warszawskiej kamienicy przy ulicy Rolnej 46, na którego wynajem po korzystnej cenie zostają namówieni nasi bohaterowie. Jest ich sześcioro, a każdy święcie przekonany o byciu jedynym najemcą lokalu. Wkrótce wychodzi na jaw oszustwo, którego padli ofiarą, zaś agent nieruchomości, podpisujący wcześniej z nimi umowy, zapada się pod ziemię. Nie mając szczególnej możliwości wycofania się z wynajmu i poszukania sobie innych mieszkań, nowi lokatorzy z Rolnej muszą nauczyć się żyć pod jednym dachem, przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy.

Okazja – kadry z serialu
Okazja – kadry z serialu

Całą szóstkę protagonistów moglibyśmy dzisiaj nazwać „słoikami”. Nieco infantylna Hela i jej przyjaciółka, wysportowana strażniczka miejska Kasia przyjechały razem spod Zielonej Góry, by szukać lepszego życia w stolicy. Podobnie przybyły z Grójca cwany Staszek, który w Warszawie handluje na bazarze. Wywodzący się z Prabut prosty, ale uczciwy poseł Wiesiek na Rolnej miał założyć swoje biuro. I – last but not least – Wojtek, nieśmiały ksiądz z Krakowa, studiujący na jednej z katolickich warszawskich uczelni. Pod kątem charakterów to była istna mieszanka wybuchowa. Musiała taką być, wszak wsadzenie skrajnie różnych ludzi do jednego mieszkania stanowiło najważniejsze źródło komizmu w Okazji.

Komizmu, dodajmy, bardzo życiowego, stosunkowo subtelnego i dalekiego od sitcomowej karykaturalności. Bo z czego śmialiśmy się, oglądając ten serial? Z kłótni o łazienkę w przeładowanym mieszkaniu. Z konfliktów na tle różnic charakterów. Z problemów, jakich nastręczało zaproszenie kogokolwiek na Rolną na oficjalną wizytę. Z wojen pomiędzy męską a żeńską frakcją lokatorów (oraz rozdartego Wojtka pomiędzy nimi). Z faktu, że trudno jest dziewczętom funkcjonować swobodnie z ulokowanym w przechodnim pokoju księdzem, który ciągle pali raka z byle powodu. Bawiły też osobiste perypetie bohaterów: Hela próbująca za wszelką cenę zdobyć narzeczonego, którym mogłaby się pochwalić w rodzinnym Kożuchowie, Staszek starający się zarobić duże pieniądze i zaimponować współlokatorom albo Wiesiek uczący się języka obcego lub dyscypliny sportowej w trybie pilnym z powodu niespodziewanego partyjnego zadania.

Bohaterowie też nie stanowili tylko zbiorów czyściutkich stereotypów. Wady nieźle mieszały się u nich z zaletami, dzięki czemu ekipa z Rolnej budziła autentyczną sympatię. Hela mimo pewnych cech „głupiej gąski” była miłą dziewczyną. Kasia, choć twarda i często skręcająca w stronę szowinizmu, starała się zachowywać uczciwie wobec innych. Staszek, pozornie szorstki i plebejski, miał swoją empatyczną stronę. Nieśmiałość oraz bezkonfliktowość Wojtka potrafiły irytować, ale z drugiej strony często on i jego troska o bliźniego pełniły funkcję „wentylu bezpieczeństwa” dla całej grupy. Zaś Wiesiek, na pierwszy rzut oka rokujący na bycie parodystycznym przedstawieniem posła, tak naprawdę starał się bardzo, aby spełnić pokładane w nim polityczne i społeczne nadzieje. Teoretycznie z całej ekipy tylko Wojtek miał wyższe wykształcenie (takie „in progress”), ale w praktyce każda z postaci posiadała swoją własną, czasami dość specyficzną życiową mądrość. Dzięki temu widz mógł spoglądać na przedstawione w fabule sytuacje nie z jednej perspektywy, a z aż pięciu.

Okazja – kadry z serialu
Okazja – kadry z serialu

Dość zabawnie patrzy się po latach na obsadę – w momencie premiery Okazji jedynie Sławomir Orzechowski, mistrz drugiego planu, miał ugruntowaną pozycję jako aktor. Reszta wciąż była na etapie wczesnych kroków w branży. Tomasz Karolak, choć już rozpoznawalny, nadal jeszcze przed czasami swojej największej popularności. Ewa Konstancja Bułhak na kilka ładnych lat nim zyskała sympatię widzów jako Basia Noculowa w Ojcu Mateuszu. Monika Dryl już za momencik miała zacząć cały ciąg występów na ekranie oraz na estradzie. I tylko Marcin Sztabiński, któremu natenczas wróżyłam równie duże sukcesy, gdzieś trochę umknął tak zwanej szerokiej publiczności, przynajmniej na jakiś czas. Mam wrażenie, że reżyserzy nie mieli na niego pomysłu. Trochę jakby był zbyt specyficzny i niejednoznaczny, aby wpasować się w którąś z gotowych szufladek.

Jak się potoczyły dalsze losy współlokatorów z przymusu? Czy w końcu udało im się dotrzeć, wypracować jakąś jedność? Nigdy się tego nie dowiedziałam. Okazja zniknęła z anteny niepostrzeżenie. Podobno bez emisji ostatniego z wyprodukowanych odcinków. Można powiedzieć, że ten tytuł odszedł w taki sposób, w jaki funkcjonował – bezgłośnie. Niby istniał, szedł na Jedynce w stosunkowo atrakcyjnej porze, ale… trochę, jakby go nie było.

Temat Okazji wrócił do mnie niedawno podczas „lajwa” z Marcinem Sztabińskim, który zapytany o serial sypnął paroma anegdotami z planu. W ten sposób dowiedziałam się, że podczas pracy aktorzy mieli pewną swobodę działania, pozwolono im nawet na odrobinę improwizacji. Może to w jakiś sposób wyjaśnia, dlaczego ten odcinkowiec lata temu mnie ujął specyficznym klimatem. Takim… swojskim.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.