SIEĆ NERDHEIM:

Z serialowej (nie)pamięci (3): Egzamin z życia

Egzamin z życia – zdjęcie promocyjne serialu
Egzamin z życia – zdjęcie promocyjne serialu

Pewnego sobotniego popołudnia usłyszałam grającą z telewizora piosenkę Parę chwil zespołu IRA i nagle miałam, jak to młodzież podobno dzisiaj mawia, ostre przypominanie. Byłam w stanie niemal bezbłędnie wyśpiewać cały tekst z pamięci. I w sumie nic dziwnego – wszak przez prawie trzy lata słyszałam ten kawałek niemal co tydzień, na początku każdego kolejnego odcinka serialu Egzamin z życia.

Pierwszy ze 112 epizodów mogliśmy zobaczyć na antenie telewizyjnej Dwójki wiosną 2005 roku, a ostatni – u progu lata 2008. Sporo tego, biorąc pod uwagę, że tacy wieloseriowi „długodystansowcy” nie byli wówczas pośród polskich seriali czymś powszechnym. Choć w miarę promowany, choć emitowany o nie najgorszej porze (w niedzielę koło 17.00), nigdy nie trafił na listy najpopularniejszych krajowych odcinkowców. Z jednej strony trochę szkoda, z drugiej jednak nieco to rozumiem. Paradoks, ale gdy zagłębimy się w dzieje Egzaminu, zorientujemy się, że im dłużej trwał, tym bardziej stawał się pełen sprzeczności.

Punktem wyjścia całej fabuły było wejście w dorosłość piątki uczniów klasy maturalnej z niedużego miasteczka. Obserwowaliśmy również losy ich rodziców, rodzeństwa, innych krewnych, czy nawet belfrów na czele z Elżbietą Muszyńską – surową, choć w gruncie rzeczy na swój sposób troszczącą się o uczniów nauczycielką historii. Każdy z małolatów wywodził się z innego środowiska. Michał, chłopak z tak zwanego dobrego domu, stawał w obliczu kryzysu małżeńskiego swoich rodziców po tym, jak ojciec zdradził matkę z sekretarką. Jego dziewczynę, Dominikę, po śmierci rodziców wychowywał starszy brat Bartek, lekarz. Konrada i jego brata Grześka ciężko harujący ojciec trzymał krótko, na co godziła się zahukana matka. Andrzejowi i jego siostrze Ani, dzieciom szemranego biznesmena, przebywającą w Szwecji matkę zastępowała dziarska babcia. Tylko Joasia miała najzwyczajniejszą na świecie, typową rodzinę bez żadnych nieobecności i spin.

Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu
Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu

Różne pochodzenie i odmienne charaktery głównej paczki owocowały całą paletą problemów, z którymi przychodziło im się zmierzyć, pomimo młodego wieku. Przynajmniej dwójka z naszych bohaterów początkowo pragnęła porzucić edukację i zająć się czymś ciekawszym. Dominice marzyła się kariera modelki w Azji, z kolei Andrzejowi – obiecany przez ojca wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Niemal nieustająco skonfliktowany z rodzicami Konrad nie znosił ani surowych zasad swojego domu, ani faktu faworyzowania brata, utalentowanego koszykarza. Niepozorna Joasia okazywała się być cichą wodą, romansującą ze swoim żonatym nauczycielem matematyki. Za to Bartek i Ania nie odstawali szczególnie od zwyczajności: on przygotowywał się do ślubu z wieloletnią narzeczoną, pielęgniarką Dianą, a ona wiodła typowe życie piętnastolatki. No, chyba że właśnie podbierała pieniądze babci. Albo uciekała z chłopakiem, napędzając niezłego stracha bliskim.

Oglądałam te wszystkie perypetie, nastoletnim pacholęciem będąc. I co pamiętam z tamtych seansów, jakie wrażenia z nich?

Paradoksalnie chyba nikogo nie dziwiło, że Ania z jakiegoś powodu jest jedyną Mulatką w białej rodzinie na etnicznie jednorodnej prowincji. Nie wiem, może inni tłumaczyli to sobie podobnie jak ja – że dzieci pana Chełmickiego są z dwóch matek i jedna była czarna. Wszak taki rzutki biznesmen na pewno miał wiele okazji, aby zapoznać ciemnoskórą kobietę. Poza tym, choć obecnie alergicznie reaguję na próby wplatania bieżących tematów polityczno-społecznych do ekranowych fabuł, to w Egzaminie zetknęłam się z sytuacją, kiedy zrobiono to arcydobrze. Na fali szumu wokół słynnej „listy Wildsteina” w serialu pojawił się związany z nią wątek: przyjaciele dla żartu postanawiają sprawdzić ujawnione nazwiska współpracowników SB w poszukiwaniu znajomych osób i prędko zaczynają tego żałować, kiedy znajdują tam tatę Konrada. Nie, nie zgłosił się dobrowolnie: został wrobiony i to w wyjątkowo perfidny sposób. Serio, żałowałam go. Z kolei głębokim niezrozumieniem darzyłam perypetie Joasi z panem Drawskim, bo już moje kilkunastoletnie ja uważało motyw romansów uczennic z belframi za pretensjonalny (podobnie nie kibicowałam Kalinie z Pensjonatu Pod Różą, uwikłanej w zbliżony wątek). Może też przy okazji bolało mnie, że jedna z normalniejszych osób w tej paczce jest na tyle bezmyślna, by pchać się w relację z żonatym facetem, ze wszystkimi tego konsekwencjami?

No i jeszcze jedna sprawa. Był wątek Kacpra, chłopca z nieciekawej rodziny, który w pewnym momencie zaprzyjaźnił się z rozpuszczonym Andrzejem i zmienił nieco jego sposób widzenia świata. Okazywało się potem, że młody choruje na niedobór hormonu wzrostu, a bohaterowie postanowili zebrać pieniądze na jego leczenie. Dałabym głowę, że to jeden z tych przypadków, kiedy serial wbił się w rzeczywistość albo vice versa. Że grający Kacpra chłopak miał taki sam problem zdrowotny, który postanowiono wpisać w scenariusz i również w rzeczywistości zrobić zbiórkę. Jeszcze do niedawna byłam tego niemal stuprocentowo pewna, ale wobec braku jakichkolwiek śladów online zaczęłam nieufnie podchodzić do własnych wspomnień. A nie chciałabym palnąć głupoty, arbitralnie uznając tamtą sytuację za pewnik. Chociaż cholera, przecież świtają mi w głowie urywki ze spotu z udziałem aktorów Egzaminu, promującego całą akcję…

Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu
Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu

Polubiłam ten serial. Może nie plasował się on w topce produkcji, za które dałabym się wtedy pokroić, ale co niedzielę wiernie oglądałam kolejne odcinki. Dlatego zabolało mnie, kiedy z biegiem czasu fabuła zaczęła rozłazić się w szwach. Wychodziło na to, że oczywiście kolor skóry Ani nie może być przypadkiem czy elementem niezwiązanym z fabularnymi intrygami. Musiał stać się podstawą do nowej dramy o międzynarodowej adopcji sprzed lat i poszukującej jej afrykańskim starszym bracie. Ckliwy wątek miłości Michała i nowej bohaterki Tatiany – niemal stereotypowej „chorej, ale dzielnej dziewczynki” – działał mi na nerwy. Podobnie zresztą jak coraz wymyślniejsze romansowe roszady pomiędzy postaciami. Nigdy nie mogłam pojąć, jak Bartek mógł porzucić miłą, stabilną i ogólnie budzącą sympatię Dianę na rzecz byłej modelki Magdy, która wówczas jawiła mi się jako kobieta upadła (i w sumie po latach postrzegam ją podobnie). A Konrad, ten honorowy Konrad, nagle podbierający dziewczynę kumplowi? Muszę przyznać, że na ileś odcinków przed końcem zwyczajnie odpadłam. Stwierdziłam, że dość, pierdzielę, zmaścili, niech sami to sobie oglądają. Z tego też względu nigdy nie dowiedziałam się, jaki był finał perypetii licealnych przyjaciół z Milanowa – i, prawdę mówiąc, po takich szarpankach z fabułą nawet szesnaście lat później niezbyt mnie to interesuje.

Obchodzi mnie za to od zawsze obsada, zgrabnie łącząca starszych i młodszych, znanych i tych nieco mniej, pamiętanych i trochę zapomnianych. Na pierwszy rzut oka mocno kusiły oczywiście te najgorętsze nazwiska. Ewa Wiśniewska (Elżbieta Muszyńska), Rafał Królikowski (Radek Drawski), pojawiający się w późniejszych odcinkach Jan Frycz (profesor Rudnicki, dawna sympatia Muszyńskiej), Krzysztof Globisz i Anna Seniuk (Seweryn i Jadwiga Kleibergowie, ojciec i ciotka Diany)… Ludzie, których zawsze chce się oglądać. Jednak potem okazywało się, ile jest tu osób równie doświadczonych aktorsko, z równie solidnymi karierami, których moje pokolenie z jakiegoś powodu jeszcze nie kojarzyło. Nie wiem, może to kwestia tego, że za „naszych” czasów aż tak często nie gościli na ekranie? Ale tu się pojawili, w dodatku w dużych rolach, pozwalających nam poznać ich talent. W tym gronie byli chociażby niedawno zmarła Zofia Kucówna (Zuza, babcia Andrzeja i Ani), Jerzy Grałek (Jerzy, ojciec Konrada), Wiesław Komasa (Tomasz, ojciec Michała), czy Eugenia Herman (matka profesora Rudnickiego). Biorąc pod uwagę, że po Egzaminie wyżej wymienieni stali się ciut częstszymi gośćmi w krajowych odcinkowcach, chyba nie tylko widzowie przy tej okazji sobie o nich przypomnieli.

Warto wspomnieć o przypadku szczególnym, jakim był Krzysztof Dracz, odtwórca postaci Karola, ojca Ani i Andrzeja. Aktor z dorobkiem, jednak bardziej teatralnym niźli ekranowym. Ponadto jego ówczesne dokonania związane były z Wrocławiem – w czasach, kiedy serialowy monopol Warszawy był naprawdę silny, a produkcje realizowane w stolicy Dolnego Śląska przez ATM i pochodne wciąż raczkowały. Pan Dracz razem z kolegą z teatru, nieodżałowanym Miłogostem Reczkiem, w 2004 roku podjął bez mała karkołomną decyzję: przenosiny do Warszawy. Rola mętnego biznesmena w Egzaminie była jego pierwszym dużym ekranowym przedsięwzięciem po tej przeprowadzce. Jakie były efekty, to chyba nie muszę nikomu mówić – dam głowę, że od tamtej pory każdy widział Krzysztofa Dracza w przynajmniej jednym stołecznym serialu czy filmie.

Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu
Egzamin z życia – zdjęcia promocyjne serialu

Produkcja o losach maturzystów musi mieć w obsadzie aktorską młodzież. To w naturalny sposób uczyniło z Egzaminu potencjalną trampolinę do sukcesu dla kilku osób. Co z tego wynikło? Anna Cieślak (Joasia) i Mateusz Damięcki (Michał) byli już całkiem znani wcześniej i takimiż pozostali później – choć on w ostatnich latach zdaje się robić wszystko, żeby swoją karierę pogrążyć. Z kolei Lesław Żurek (Grzesiek), Patricia Kazadi (Ania) i Grzegorz Małecki (Bartek) świetnie wykorzystali tę okazję do wybicia się. Wszak od tamtej pory widujemy ich w filmach, serialach tudzież innych przedsięwzięciach medialnych z dużą regularnością. Bogusław Kudłek (Andrzej), którego z całej ekipy lubiłam chyba najbardziej, rozproszył się po wątpliwej jakości projektach. No i jeszcze Michał Sitarski (Konrad) oraz Dominika Łakomska (Dominika). Choć utalentowani, choć z wielkim potencjałem, to później oglądałam ich przez lata niemal wyłącznie w rolach drugoplanowych i gościnnych. Szczęśliwie Sitarski dzięki ciekawej barwie głosu oraz umiejętnościom komicznym odnalazł się w dubbingu, podkładając chociażby rapera Double G z sitcomu Game Shakers. Jak wydać grę czy Pilafa z uniwersum Dragon Balla.

Od sympatii do niechęci, od sumiennego oglądania do niepozbawionego premedytacji zapomnienia. Tak można pokrótce podsumować moją przygodę z Egzaminem z życia w czasach premierowej emisji tego serialu. Aczkolwiek jakieś mniej oczywiste reperkusje tamtych seansów zostały we mnie po dziś dzień – czego dowodem jest chociażby tekst, który właśnie przeczytaliście.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka
Agnieszka
20 dni temu

Hej! Bardzo fajny artykuł, przeczytałam z przyjemnością, bo „Egzamin z życia” był moim ulubionym serialem z czasów nastoletnich. Bardzo żałuję, że dziś pierwszego sezonu praktycznie nie da się obejrzeć (drugi jest na vod), chętnie bym do niego wróciła. 🙂 Pozdrawiam serdecznie

Dagmara „Daguchna” Niemiec
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki