Więcej

    Nie ma to jak w domu. Spoilerowa recenzja pierwszego odcinka 8. sezonu Gry o Tron

    KorektaLilavati

    Wojtek: Pierwszy odcinek ósmego sezonu Gry o Tron rozczarował wielu widzów. Historia dobiega końca, najwyższa pora na uzyskanie odpowiedzi i decydujące starcia, a my na pierwszy rzut oka dostaliśmy… niewiele. Wbrew oczekiwaniom premierowy epizod nie był wypełniony krwią, łzami, pojedynkami i pierwszymi efektownymi zgonami. Na podobieństwo poprzedniego sezonu mieliśmy spokojny wstęp i przypomnienie najważniejszych wątków. Mogliśmy zobaczyć, gdzie znajdują się kluczowi bohaterowie, w kilku przypadkach dowiedzieć się, co knują lub planują oraz obejrzeć wiele emocjonujących spotkań. W pierwszym odcinku akcja niemal staje w miejscu, a przyjazny i słodki klimat pełen uścisków i przytulania usypia czujność (to jednak zapewne zagrywka, która ma sprawić, że później wszystko zaboli nas bardziej, w końcu jest tak przyjaźnie, gdy wszyscy się spotkali). Pełna napięcia końcówka na szczęście wiele rekompensuje.

    Jurek: Akurat końcówka mnie nie zachwyciła, natomiast część spotkań była bardzo satysfakcjonująca. Zacznę od mojego ulubionego, czyli Aryi z Gendrym. Choć trwało ono relatywnie krótko, to było najmilsze i najcieplejsze ze wszystkich, pomimo braku pocałunków czy przytulań. Cała wyjątkowość tej rozmowy opierała się na mimice, nastroju lekkiego flitru oraz widocznej chemii między postaciami. Kolejna konwersacja, ku mojemu zdziwieniu, przeprowadzona była przez drugą Starkównę ze swoim uwielbianym przez wszystkich karlim mężem. Czemu mnie to zszokowało? Głównie przez to, że Sophie Turner przez cały odcinek grała beznadziejnie, z miną jakby nie powiem co jej było. No dobra, ale do rzeczy, czemu uważam, że to było takie dobre? Dzięki zmianie narracji, w której Sansa wyrosła dużo wyżej niż Tyrion i powiedzmy, że lekko go zgasiła. Niestety pozostałe spotkania mnie nie urzekły.

    Wojtek: Może i Sansa rzeczywiście zgasiła Tyriona, jednak niezbyt długo mogła się cieszyć tym małym zwycięstwem. Jon trafnie zauważył, jak oderwana jest od tego, co dzieje się wokół. Zmiana, jaka zaszła w Lady Winterfell, może się nawet podobać, jednak jej postać wydoroślała i zapragnęła grać w polityczne gierki dokładnie w chwili, gdy gra o tron się skończyła, a zaczęła się gra o przetrwanie. Przykro mi, moja droga, ale spóźniłaś się o jakieś dwa sezony.

    Niektóre spotkania niosły ze sobą tak ogromne pokłady emocji, że nie wymagały słów czy nawet gestów. Najlepszy reunion, z jakim mieliśmy do czynienia w pierwszym odcinku (a może i nawet w całym serialu), to niewątpliwie spotkanie „starych przyjaciół”. Gdy Jaimie i Bran zmierzyli się spojrzeniami, zrobiło się tak gęsto, że żadne romanse czy gotująca się nienawiść nie byłyby w stanie tego przyćmić. Obaj bohaterowie stali się innymi ludźmi, przebyli długie podróże, a to właśnie ich spotkanie przed laty je w pewnym stopniu zapoczątkowało.

    Atmosfera pierwszego odcinka była jednak nieco zbyt beztroska. Mimo że całkiem przyjemnie patrzyło się na ulubionych bohaterów, ich uśmiech i rozmowy, to jednak był w tym również nieprzyjemny zgrzyt. Armia nieumarłych maszeruje, by wymazać wszelkie życie, Mur leży w gruzach, a największy badass Westeros dosiada własnego zombie-smoka. W tym czasie w Winterfell panuje niemal rodzinna atmosfera, a Jon znajduje czas na przytulane spacerki z ciocią. Dzieciaczki, winter is here! Nic wam to nie mówi?

    Jurek: Te spacerki to jedna wielka padaka… przepraszam, ale ktoś, kto pisał scenę momentu tej schadzki chyba w tej samej chwili oglądał pornosa i zaczerpnął z niego inspirację. Nie będę przytaczać tu dokładnie zdania, jakie padło, ale było niczym wyciągnięte z takiej produkcji. Najgorsze jest to, że to nie wszystko, bo po seansie twórca włączył komedię i postanowił dodać do sceny tego typu element z patrzącym smokiem… po prostu wulgaryzmy cisną się na usta. Aczkolwiek nie wszystkie sceny humorystyczne popsuto, bo ich godność ratowała świetna akcja z Tormundem. Ogółem w całym odcinku mamy wielki miszmasz gatunkowy, jest komedia, horror, pornos, thriller, dramat, a i pewnie jeszcze inne rodzaje. Choć w epizodzie zdarzały się bardzo fajne elementy, to niestety zostały przyćmione przez sączący się patos. Sezonu nie skreślam ani nie czepiam się jak większość widzów w sieci tego, że łby się nie toczyły, a krew nie lała, tylko tego, że wystąpiły elementy, które w serialu tej klasy pojawić się nie powinny.

    Wojtek: Na pierwszy rzut oka dostajemy niewiele, a na dodatek w konwencji niepodobnej do ukochanej krwawej i zaskakującej Gry o Tron. Tempo zwolniło i zawsze, gdy to się dzieje, to zapewne sygnał, żeby szczególnie wyczulić uwagę. Największym plusem premierowego epizodu jest jego narracyjna otoczka. W pierwszym odcinku 8. sezonu możemy odnaleźć liczne nawiązania oraz echa wydarzeń z pierwszego odcinka całego serialu. Do Winterfell ponownie wjeżdża królewska para (kiedyś Cersei i Robert, teraz Daenerys i Jon), po raz kolejny słyszymy, jak gospodarz zamku wypowiada słowa „Winterfell is yours, your grace” (wcześniej zrobił to Ned, a teraz Sansa), Biali Wędrowcy znów zostawili tajemniczy znak, a wszystko kończy wymiana spojrzeń Brana i Jaimego jak za pierwszym razem. Epizod przepełniony jest drobnostkami, które w niesamowity sposób współgrają z wydarzeniami i kwestiami wypowiadanymi w premierowym odcinku. Pamiętasz, jak Robert sugerował małżeństwo między swoim synem a córką Starka? Jeżeli spojrzymy na chemię między Aryą a Gendrym, możemy zdać sobie sprawę, że słowa Baratheona mogą się spełnić, tylko będą dotyczyły innych dzieci. Historia na naszych oczach zatoczyła koło. Jesteśmy w tym samym miejscu co przed ośmiu laty, przededniu wielkiej wojny. Oznacza to, że zapewne wiele razy zapłaczemy i doznamy głębokiego szoku, bo w głębi serca tego oczekujemy od Gry o Tron i jestem przekonany, że pierwszy odcinek właśnie to nam zapowiada. Wtedy też wszystko zaczynało się niewinnie, a potem główny bohater stracił głowę.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Gra o Tron
    Stacja: HBO
    Aktorzy: Emilia Clarke, Kit Harington, Sophie Turner, Maisie Williams, Lena Headey
    Typ: Serial
    Data premiery: 2019

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + powolne budowanie napięcia
    + pełne uroku momenty
    + klimat
    + liczne nawiązania i relacje z pierwszym odcinkiem 1. sezonu

    Minusy:
    – głupi humor
    – bohaterowie wyjęci z biegu akcji

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.