SIEĆ NERDHEIM:

Redakcyjne podsumowanie roku 2022 – FILMY

Kolejny dzień i kolejna część naszego zestawienia ulubionych tytułów z 2022 roku. Przyszła pora na wielki ekran, który w erze streamingu robi się coraz mniejszy i nie wszyscy zgadzają się co do plusów i minusów takiej sytuacji. Trudno się jednak nie zgodzić z faktem, że dostęp do filmów jest coraz łatwiejszy. Pogrążeni w tej rosnącej wygodzie członkowie naszej redakcji pragną zaprezentować wam osobiste selekcje obrazów anno domini 2023 minus jeden.

ZOBACZ TAKŻE:

KERBER:

5. Belle

Jestem w redakcyjnej mniejszości, jeśli chodzi o moje uwielbienie do tego filmu anime. Pewnie, przy całym nacisku na psychologię postaci, Belle mogło pogłębić więcej elementów opowieści niż tylko problemy głównej bohaterki. Mogło np odważniej ukazać problem przemocy domowej. Czy zmienia to fakt, że to nadal zjawiskowy spektakl, który w dodatku brzmi fantastycznie niezależnie od wersji językowej i wywołuje wzruszenia przy każdym seansie? Nic a nic nie zmienia.

4. Prey

Ciekawy przykład sytuacji, gdzie „mniej znaczy więcej”. Historia krótka, treściwa, obłędnie klimatyczna a do tego obsadzona świeżymi talentami aktorskimi. Sequel (albo prequel czy jak zwać – nie to, by filmy łączyło coś poza rasą kosmity i motywem polowania) do Predatora, na jaki zawsze czekałem, a którego było do tej pory ze świecą szukać. Trachtenberg, zamiast bawić się w podbijanie stawki (wynoszone już do skali absurdów przez wcześniejsze produkcje spod marki), dostarcza napięcia nawet mniej doświadczonym i dzikszym predziem w bardziej kameralnym otoczeniu. Solidna produkcja, pod kątem dreszczowców i filmów akcji przebijająca dla mnie większość premier wyrzucanych z hollywoodzkich taśm produkcyjnych. Może z wyjątkiem następnej pozycji.

3. Top Gun: Maverick

Bo bajeranckie samoloty robią „ziuu”! Czasem wiele więcej od wakacyjnego blockbustera nie oczekuję. Na tym polu sequel Top Gun dostarcza wszystko, by wcisnąć widza w fotel, nie tracąc przy tym charakternego ducha pierwowzoru. Po takim filmie człowiek nie tylko miło wspomina sceny powietrznych wiraży, a ma jeszcze nagle nowy wakacyjny hicior do nucenia. Od głównej misji (która podejrzanie przypomina mi rozdziały z Ace Combat 7) ważniejsze są postacie i ich relacje. Oraz piękne maszyny. To właśnie one i ich ruchy, w większości autentyczne, są prawdziwymi gwiazdami widowiska. Szkoda tylko, że nie obyło się bez kilku kontrowersji z prawami autorskimi czy flagami na kurtkach bohaterów.

2. Drive My Car

Opowieść o podłamanym aktorze, bliskości, samochodzie i skomplikowanych uczuciach. Intymna medytacja nad szczęściem zamknięta w pięknych ujęciach japońskich dróg i niemalże onirycznym tempie, które splata osobiste historie bohaterów w niespodziewany wizerunek. Film nie boi się zwolnić czy otrzeć o granice norm, wypełnić sprzecznościami (zgaduje tylko, że sporo z tego zawdzięcza oryginalnemu opowiadaniu Murakamiego). Nauka ról bez ruchu, monolog w języku migowym, seks jako narzędzie twórcze… chłodne emocje bohaterów walczą z wykwitami ciepła, cisza wybrzmiewa najgłośniej, a gdyby seans podzielić, to możemy obejrzeć dwa niezależne od siebie obrazy. Na dodatek film został ślicznie zrealizowany. W niektórych kadrach wręcz się zakochałem i chętnie oprawiłbym je sobie w ramkę.

1. Wszystko wszędzie naraz

Wieloświat stał się w ubiegłych latach popularnym tematem. Nie jestem zdziwiony. W komiksach to motyw stary i sprawdzony, używany by resetować scenariuszowy burdel do czytelnej formy. Oprócz marketingowego potencjału dostarcza on stale masy ciekawych pytań filozoficznych… i także lubię sobie wyobrazić znane postacie w zupełnie odmiennych formach. Motyw posiada jednak wady, kuszące ułatwienia, po które zbyt wielu twórców sięga. Szczęśliwie, film Kwana i Sheinerta nie używa tego narzędzia do odgrzewania kotleta w nieskończoność (hej, MCU) – och przeciwnie – wie, jak tego narzędzia użyć i jakże dobrze to pokazuje. Od początku mamy kalejdoskop wydarzeń i motywów; zaczynamy dramatem osobistym, nagle wpada kino akcji, chwilę potem wszyscy ścigają się o to, kto pierwszy wsadzi sobie coś w zadek, znienacka lecimy w stronę filozoficznych rozmów kamieni… a kiedy do widza trafia, o czym naprawdę jest ten film, to uderza mocno. Dla mnie było to trafienie krytyczne, wrzucające Wszystko wszędzie naraz na listę filmów, które każdemu muszę pokazać.

SUMO:

5. Red Rocket

Sean Baker przyzwyczaił widzów, że jego filmy traktują o ludziach z marginesu. Bohaterem jego najnowszego dzieła jest starzejący się gwiazdor porno. Ze względu na problemy finansowe zmuszony jest wrócić do swojej żony w Teksasie. Na miejscu poznaje jednak młodą dziewczynę, Strawberry, z którą wiąże możliwość powrotu do występowania w filmach dla dorosłych. Co ja mogę powiedzieć na temat Red Rocket? Jest to niezwykle umiejętnie poprowadzona historia, prezentująca nam obraz społeczności zamieszkującej małe, teksańskie miasteczko. Chociaż wszędzie wiszą bilbordy z Trumpem, to hasło uczynienia Ameryki na nowo wielką wydaje się zwykłą kpiną na tle biedy, nielegalnych interesów i ogólnego marazmu.

4. Drive My Car

To niezwykłe, jak dobrze udało się Hamaguchiemu przenieść na film esencję prozy Murakamiego. Drive My Car nie jest tak naprawdę adaptacją opowiadania wspomnianego pisarza, a zlepkiem jego kilku tekstów i jednoczesnym wzbogaceniem ich o wiele autorskich wątków, przy jednoczesnym utrzymaniu całości w duchu pierwowzoru. Oto więc mamy historię o samotności, miłości, walce z samym sobą, a także krótki traktat o aktorstwie.

3. Piosenki o miłości

Debiut Tomasza Habowskiego okazał się jednym z najlepszych filmów traktujących o miłości, jaki widziałem w życiu. Ledwo półtoragodzinny metraż wystarczył reżyserowi, aby przedstawić nam prostą, lecz niezwykle intymną i chwytającą za serce opowieść o dwójce młodych osób pochodzących z całkiem różnych światów. Na wspomnienie zasługują także piosenki śpiewane przez Justynę Święs, które na dobre zadomowiły się na mojej playliście.

2. Avatar: Istota wody

Najnowsze dzieło Jamesa Camerona zajmuje dla mnie ex aequo pierwsze miejsce, lecz ze względów formalnych musiałem je dać na drugim. Co ja poradzę, że Avatar: Istota Wody to dla mnie film niemal idealny. Jasne, wciąż jest to prosta historia, w której nadmierne wykorzystuje się klisze fabularne, ale w tym wypadku dla mnie to nie problem. Opowieść koncentruje się na tematyce rodzinnej i ekologicznej, a oba te motywy działają na mnie dość skutecznie. Dodatkowo produkcja wygląda fenomenalnie i cieszę się, że miałem możliwość zobaczenia jej w IMAXIE 3D.

1. Fabelmanowie

Fabelmanowie od Spielberga to z jednej strony piękna laurka wystawiona kinu przez reżysera, a z drugiej niezwykle osobista historia inspirowana jego własnym życiem. Film był dla mnie pewnego rodzaju doświadczeniem. Siedziałem na sali kinowej, patrzyłem na ekran i chłonąłem każdą sekundę produkcji, nie chcąc, aby ta się zakończyła.

FUSHIKOMA:

5. Moje słodkie trunki

Obejrzałam ten film na Festiwalu 5 Smaków w sekcji „Japan Feel Good” i faktycznie, to jeden z najsmutniejszych, a jednocześnie najbardziej pogodnych filmów, jakie widziałam od dawna. Jest czulszy niż Drive my Car, a główna bohaterka momentami jest piękna nie do zniesienia, kiedy indziej wyraźnie zmęczona i… no cóż, stara. To opowieść z tych, przy których troszkę się zasmucicie, ale też będziecie chciały popodskakiwać podczas spaceru, bo już zbyt dawno tego nie robiłyście.

4. Men

Ah, jaki ten film był dziwny! A wszystko po to, żeby przeczołgać widza aż do finałowej konkluzji, idącego przez pokolenia westchnienia „Men”! „Ci faceci”! Świetna i prosta metafora tego, jak dziewczyny po prostu chcą mieć spokój od domagających się wiecznego zainteresowania chłopaków. Jako symbol może wręcz zbyt podstawowa, za to ubrana w trzymający w napięciu horror w stylu weird, a może wręcz surrealizmu.

3. Wszystko wszędzie naraz

Wy też nieprzyzwoicie cieszycie się na widok… nagród dla pracowników roku? Ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie tym, jak był pojechany, wzruszający, zabawny i immersyjny. I jak dobrze oglądało się go w kinie, bo zrobił z nas nie tyle widzów, ile znajomych przeżywających razem coś, czego dawno już nie widzieliśmy – w pełni przemyślane szaleństwo wizualne i scenariuszowe.

2. Lombard

Kolejna pozornie prosta historia, Sprawa dla reportera, ale tym razem w dobrym guście. Co mnie ujęło? Chyba głęboki szacunek i sympatia twórców do ukazanych ludzi. Oraz wyrazisty, komediowy sznyt, który nigdy nie stoczył się w tanie podśmiechiwanie się z „biednych i głupich” – widownia śmiała się i stresowała razem z bohaterami tego dokumentu. Wiem, brzmi patetycznie, więc na koniec dodam – dobrze się bawiłam. A to wcale nie jest dla mnie oczywiste w przypadku rodzimego kina.

1. Titane

Jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy seans kinowy 2022. Ciężki, mroczny, zaskakujący. Poruszający teoretycznie modny temat genderfluid czy norm genderowych, a przecież bardzo daleki od socjologii, rad i diagnoz. Może dlatego, że mówił też o wrzeszczącej z bólu samotności, a przede wszystkim relacji dwóch osób, które nie miały być przykładem czegokolwiek. Piękny wizualnie, trochę brutalny, bezpardonowy film.

YAIEZ:

5. Wieloryb

Źródło jest jednym z moich ulubionych czasów ever, więc możecie się domyślić, że jestem całkowicie niezdolny do krytycznego spojrzenia na usilne i mało subtelne szarpanie za serce, które widzom serwuje od lat Darren Aronofsky. Jeśli jednak nie jesteście całkowicie świadomymi wszelkich zabiegów bufonami, istnieje spora szansa, że Wieloryb będzie dla was jednym z najbardziej przejmujących, dusznych i zapadających w pamięć filmów ostatnich kilku lat. Oczywiście również ogromnie cieszy mnie aktorski renesans Brendana Frasera, a to jest prawdopodobnie jego najlepsza rola. Ba! To moim zdaniem mocny kandydat do Oscara, nawet jeśli te nagrody nic nie znaczą.

4. Barbarian

Lubię średnie horrory bardziej niż średnie cokolwiek innego, może poza mortadelą. Mój niski próg zadowolenia nie zmienia jednak faktu, że Barbarian to świetnie zrealizowany film. Kino zgodnie z oczekiwaniami zaskakujące (jakby to paradoksalnie nie brzmiało), ale w swoich twistach wyjątkowe. Z jednej strony teoretycznie jedziemy w koleinach utartych sztamp gatunkowych, z drugiej założenia filmu zmieniają się diametralnie przynajmniej dwa razy. Co zaczyna się jak klaustrofobiczny, przyziemny thriller psychologiczny, ostatecznie przeradza się w… sami sobie zobaczcie. Opisanie czegokolwiek poza kilkunastoma pierwszymi minutami byłoby spoilerem.

3. Batman

Każdy miał nadzieję, że Batman Reevesa będzie dobry, ale mało kto się spodziewał aż takiego sztosa (wiem, zdania są podzielone). Ja osobiście właśnie na takiego Gacka czekałem. Pattinson jest mścicielem niedojrzałym, naiwnie przekonanym o skuteczności brutalnej zemsty, pogrążonym w rozpaczy, która uniemożliwia mu osiągnięcie celu. Obraz zarówno epicki i narracyjnie teatralny, ale również najbardziej realny z wszystkich dotychczasowych filmów z Nietoperzem. Bezbłędna ścieżka dźwiękowa, zachwycające zdjęcia i duszny klimat sprawiają, że prawie czasem można zapomnieć o blockbusterowym charakterze tego tytułu.

2. Wszystko wszędzie naraz

Rozpisywać się nie będę, bo o tym filmie napisano i powiedziano już chyba wszystko. Bawiłem się niesamowicie dobrze, emocje były też, ja chcę jeszcze raz!

1. EO

Nie jestem maniakiem polskiego (albo polsko-włoskiego) kina, jestem typowym zjadaczem filmowych hamburgerów, a Skolimowskiego jedynie szanuję. Kto by się więc spodziewał, że film o osiołku wyląduje u mnie na szczycie listy. Jasne, widza łatwo za serce capnąć ckliwym kinem o zwierzaczku w potrzebie, ale EO to zajmujący film drogi z prawdziwego zdarzenia i przykład kinematografii, która odnajduję równowagę między podejściem artystowskim w kwestii zdjęć i przystępnością. Piękna rzecz, łzy w oczach, a zakończenie, po owczemu powiem, be!

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
film
1 rok temu

Top Gun Maverick u mnie TOP 1

Adam "Sumo" Loraj
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki