SIEĆ NERDHEIM:

I o co było tyle krzyku? Recenzja serialu Władcy Wszechświata: Objawienie, część 2

Władcy Wszechświata: Objawienie, część 2 – plakat

Ledwo pojawiła się pierwsza część Objawień, w sieci zawrzało od oburzonych głosów fanów. Jak to tak uśmiercać księcia Adama i stawiać Teele w głównej roli, a do tego tyle zmian wprowadzać? Gdyby obie połówki serialu zostały wydane jako jeden sezon, to nie byłoby w ogóle o czym wspominać – kontynuacja Władców Wszechświata zawraca na bezpieczne tory tylko w odświeżonym wydaniu.

Szkieletor triumfuje, zdobywając miecz mocy i wypowiadając ikoniczne słowa, zagarnął potęgę Posępnego Czerepu dla siebie. Śmiertelnie raniony Adam i jego towarzysze uciekają, mrok zapada nad Eternią, a resztki królestwa próbują zorganizować opór. Tak w dużym skrócie można opisać zarys fabuły, która porzuca motyw podróży bohatera i spycha na bok zmiany wprowadzone pięć odcinków temu, sięgając po sprawdzone rozwiązania – złoczyńcy atakują, dobrzy się bronią, magia jest, jakby w ogóle nie zniknęła. Pojawia się wprawdzie jeden duży zwrot akcji i nawet mi się podobał, ale niespecjalnie zmienia formułę.

Serio ktoś uwierzył, że uśmiercą Adama? Protagoniści remake starych kreskówek mają wręcz za punkt honoru umrzeć i wrócić, spytajcie Optimusa Prime (nowością było, że nie zginął w wersji Netfliksa!) [źródło: imdb.com]

Na pierwszym planie ponownie znajdziemy wątki osobiste postaci i niektórzy fani odetchną pewnie na myśl, że Adam dostaje więcej czasu antenowego. Będą lekkie spojlery (ukazane już w zwiastunach, tak na marginesie): podobało mi się, że sekret księcia staje się kością niezgody między jego rodzicami i używany jest, aby poruszyć tematykę oczekiwań ojców wobec synów. Można go odczytać wieloznacznie i przystępnie dla różnych pokoleń, co jest na plus, ale jednocześnie przy pięciu odcinkach zostaje mało czasu, aby zrobić z nim coś więcej. Zwłaszcza razi to w kwestii rozstania królewskiej pary, na które w finale machnięto ręką i spiknęli się bez oporów. Nacieszymy się też przemianą w bestialskiego He-Mana bez użycia miecza (formą, którą w myślach ochrzciłem „He-Man-Man”), ale to również motyw, który błyska i znika. Na tle Adama wątek Teeli i jej odziedziczenia czarów po Czarodziejce jest spłycony, przewidywalny i nie ma śladu po wątpliwościach bohaterki odnośnie do czarów.

Najwięcej miejsca poświęcono tym razem czarnym charakterom, szczególnie relacji Szkieletora i Evelyn będącej ilustracją toksycznego związku i przemocy domowej. Oprócz znoszenia znęcania się nad nimi, wiedźma i inni słudzy kościeja zaczynają wątpić w jego plany – mimo zdobycia kosmicznej mocy, Szkieletor nie ma najmniejszego pomysłu co z nią uczynić, ponad „zabić He-Mana”. Ten wątek podobał mi się najbardziej, szczególnie gdy (uwaga: kolejny spojler!) umysł Lyn pęka na skutek ujrzenia prawdy o uniwersum. Scenarzyści nie sięgnęli po ograne sztuczki, jak pradawnych bogów, obcych cywilizacji czy lovecraftowych potworów, widzimy jedynie… kolosalną skalę surowego kosmosu, która sama w sobie może sprawić, że człowiek poczuje się pyłkiem. Scenę zrealizowano przy tym bardzo ładnie wizualnie. Prowadzi to razem do znośnego zwrotu akcji i domknięcia historii złej czarodziejki.

Część druga to zdecydowanie historia Evelyn. Spodobały mi się obie jej przemiany [źródło: filmweb.pl]

Zobaczymy też więcej epickiej akcji, momentami przerysowanej i rozkosznie absurdalnej. Pięść uderzająca w napięte absy i fala uderzeniowa krusząca mury? No jasne! Łapanie w zęby pocisków energii? Głupie, ale jakie fajne! Starcie He-Mana ze Szkieletorem oglądałem z bananem na twarzy i przez chwilę poczułem się znowu jak dzieciak przed telewizorem. Szkoda tylko, że po pierwszych epizodach robi się to wtórne.

Scenarzystom, podobnie jak Szkieletorowi, zabrakło na dłuższą metę wyobraźni, co zrobić z tak potężną mocą. Na początku dostajemy mgły zmieniające ludzi w nieumarłych i anihilacje całych krain machnięciem miecza, pojawia się nawet temat, że z błogosławieństwem Posępnego Czerepu da się ludzi zabijać myślą… ale w chwili, gdy bohaterowie mają kontratakować, to złoczyńca ogranicza się do rzucania głazami i tworzenia bezsensownych sługusów. No jakieś szanse przecież trzeba im dać, a czasu nie ma! Bez obaw, naprzeciw tym ostatnim stanie równie absurdalne pospolite ruszenie dzielnych mieszkańców Eternii, którzy z motykami i widłami rzucą się na demony. Jeśli to miał być podniosły moment, to wyszedł niezamierzenie zabawnie. Dodatkowo batalia toczy się w tym samym, nudnym otoczeniu zamku Posępnego Czerepu, gdzie rozegrała się niemal identycznie monotonna bitwa na końcu poprzedniego sezonu.

Fenomenalna, kosmiczna moc! …tylko szczypta pomysłów, co z nią zrobić [źródło: filmweb.pl]

O animacji i głosach pisałem już w recenzji części pierwszej. Nie ma tu wiele zmian, to przecież jeden sezon ciapnięty na dwoje. Liczyłem na lepszy występ Marka Hamilla i niestety jego Szkieletor zostawił mnie rozczarowanego. Było kilka momentów, gdzie fajnie bawi się słowami i akcentem, tworząc pompatycznego bufona, ale to nic, co dorównałoby chociażby ikonicznemu rechotaniu. Na marginesie, moim zdaniem tłumacz stracił okazję, by Szkieletorową obelgę „Ya boob!” przełożyć na swojskie „Ty cycu!”. W tłumaczeniu ginie też kilka typowo He-Manowych sucharów i okazjonalnych świńskich dowcipów (scenarzystów rozumiem, ja też nie powstrzymałbym się od napisania pewnych tekstów, gdybym miał tworzyć dialog postaci z imieniem Fisto).

Druga połowa serialu wróciła do korzeni serii, na dobre czy złe, ale zabrakło czasu i miejsca, aby pogłębić zapowiadające się ciekawie wątki. Jest tu pewien powiew świeżości w realia i typową sztampę walki dobra ze złem czy sięgania, zgodnie z tytułem, po władzę nad uniwersum (ach, ta scena ukazania skali obserwowalnego wszechświata…). Objawienia próbowały w kilku momentach zrobić coś nowego z serią, a wychodzi na to, że najciekawsze wprowadzono w pierwszym sezonie i zostawiono dla ewentualnej kontynuacji.

Tymczasem, w głowie Adama: „Ta kobieta przyniosła widły na wojnę? Hmm… podobno działają na wiedźminów…” [źródło: imdb.com]
SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Władcy Wszechświata – Objawienie, część 2
Tytuł oryginału: Masters of the Universe – Revelation, part 2
Wydawca: Netflix
Producent: Powerhouse Animation Studios
Reżyser: Adam Conarroe, Patrick Stannard
Scenarzysta: Kevin Smith, Eric Carrasco, Tim Sheridan, Diya Mishra
Platforma: Netflix
Gatunek/Typ: serial animowany, fantasy, przygodowy
Data premiery: 23.11.2021
Obsada: Chris Wood, Mark Hamill, Liam Cunningham, Sarah Michelle Gellar, Lena Headey

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.
Ledwo pojawiła się pierwsza część Objawień, w sieci zawrzało od oburzonych głosów fanów. Jak to tak uśmiercać księcia Adama i stawiać Teele w głównej roli, a do tego tyle zmian wprowadzać? Gdyby obie połówki serialu zostały wydane jako jeden sezon, to nie byłoby w...I o co było tyle krzyku? Recenzja serialu Władcy Wszechświata: Objawienie, część 2
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki