SIEĆ NERDHEIM:

Odnowione maszyny wojny. Recenzja serialu Transformers: Wojna o Cybertron – trylogia: Oblężenie

KorektaWicked G
Krótki serial, długi tytuł

Marka Transformers ma nierówną historię z serialami animowanymi. Nie licząc sieciowej produkcji Machinimy, dojrzalsi fani mogli najwyżej powspominać serię Transformers: Prime, zakończoną 26.07.2013, późniejsze dzieła celowały w młodszych odbiorców. Na tym gruncie trylogia Transformers: Wojna o Cybertron powraca z poważniejszą tematyką i prezentuje pierwszy rozdział „Oblężenie”. Sześć odcinków wypchanych akcją i wątkami krzesi nową iskrę w konflikcie dwóch frakcji, zabierając nas na rodzimą planetę Transformerów.

Już od pierwszych scen widać dewastację. Cybertron jest umierającym światem, kolosalną strefą wojny, gdzie ciała leżą na ulicach i wiszą na palach. Wśród wymarłych miast walczące o wolność Autoboty są w odwrocie. Mniejsze liczebnie i gorzej zaopatrzone, kryją się w podziemiach i partyzancko opierają się dominacji Deceptikonów. Długa wojna wyczerpuje obie strony konfliktu, a desperacja sięga szczytu, gdy na arenie zmagań pojawia się klasyczny artefakt – Wszechiskra. 

Nie damy się odepchnąć od Morza Rdzy!

Obie zwaśnione strony mają swoje argumenty i są przekonywujące jako funkcjonujące frakcje. Kolorowe na zewnątrz roboty w środku pokazują ciekawe odcienie szarości, choć zdecydowanie siła charakteru leży po stronie Deceptikonów. U Autobotów wyróżniały się głównie kreacje Ratcheta jako przechodzącego na neutralność inżyniera i Bumblebee – ten drugi, zwykle obsadzany w roli najbardziej przyjaznej postaci, tutaj jest samolubnym szabrownikiem i próbuje trzymać z dala od konfliktu. Deceptikony mają więcej postaci z wewnętrznymi konfliktami, jak Jetfire czy Impactor. Wisienką na torcie jest świetna kreacja Megatrona, któremu odpowiedniej charyzmy nadaje Jason Marnocha. Dowódca Deceptikonów nie jest bezmyślnym tyranem i przed wdrożeniem brutalnych rozwiązań szuka najpierw innych opcji. Myśli dalekosiężnie, stosuje propagandę i słucha swoich doradców, a my oglądamy, jak wojna wyciąga z niego jeszcze gorsze cechy. Dla kontrastu stojący na czele Autobotów Optimus Prime pozostaje przez większość czasu miałki. Niby gnie się pod ciężarem konfliktu i popełnia błędy, przy których argumenty Megatrona zaczynają wyglądać przekonująco, ale brakowało mi rozwinięcia jego wątku.

Bumblebee zbiera tantiemy za ostatni film

Nie nuży akcja, strzelaniny są intensywne, krótkie i śmiertelne. Cybertron wygląda odpowiednio dystopijnie i postapokaliptycznie, stanowi widowiskowe tło dla starć. Animacja stoi na bardzo dobrym poziomie i nie oszczędza nam detali, musiałem tylko przyzwyczaić się do modeli postaci. Większość odwzorowano na podstawie serii zabawek Hasbro dzielących z WoC tytuł – niby fajnie, że serialowy Jetfire wygląda kropka w kropkę jak ten w mojej gablocie (minus czadowy miecz), ale pachnie mi to marketingowym obowiązkiem. Sceny walki wręcz wypadają przez to tak sztywno, jak można sobie wyobrazić walczące ze sobą kanciaste roboty. Albo po prostu podnieść dwie zabawki i spróbować samemu. Niby przywykłem już po pierwszym odcinku, ale widząc niektóre widowiskowe sekwencje (Morze Rdzy), tym bardziej czułem, że animatorzy pracowali z jedną ręką za plecami. Na szczęście modele postaci nie zaszkodziły mimice, emocje bez trudu odczytamy nawet z botów, które mają zasłonięte usta.

Spotkanie Netflix z Hasbro

Udźwiękowienie jest odpowiednie do ciężkiego klimatu, w scenerii metalicznej planety będą nam towarzyszyć elektroniczne brzmienia. Nie zabraknie odgłosów nawiązujących do klasyki, jak tradycyjny dźwięk transformacji, który nie zestarzał się ani odrobinę (każdy starszy fan pewnie właśnie usłyszał go w głowie). Nie mam nic do zarzucenia doborowi aktorów do postaci ale przeszkadza tempo niektórych dialogów. Brzmi to… jakby… koniecznie… chciano… podkreślić… jak ciężka jest… wojna. Może Transformery mają lagi z powodu braków energonu, ale zbędnie spowalnia to sceny.

A że serial liczy sobie tylko sześć odcinków, każdy przestój już zawadza. Oprócz ślamazarnych dialogów zdarza się, że kilka scen rozciąga się niepotrzebnie (jak wejście Ultra Magnusa w drugim odcinku), co jest tym dziwniejsze przy szybkim tempie głównej fabuły. Generalnie jest poprowadzona dobrze, tylko w pośpiechu gubi po drodze mniej ważne śrubki. Najistotniejsze wątki są konsekwentne i potrafią zaskoczyć, chociaż momentami rozwiązania wyskakują znienacka, a nowe postacie pojawiają się i znikają po chwili. Poboczne wątki muszą przyśpieszać, by nadążyć, i sporo zostaje w tyle. Serial jest stanowczo za krótki jak na wszystko, co w nim upakowano. Najbardziej zabrakło konkretniejszych informacji o źródle konfliktu między głównymi frakcjami, co wydawałoby się rzeczą oczywistą dla serii mającej wojnę w tytule. Otrzymujemy fragmenty rozmów czy detale tła, sugerujące większą i przemyślaną historię Cybertronu, ale wiele nie poznamy. A szkoda, bo gdyby tu i tam przyciąć, miejsce by się znalazło.

Za każdym sukcesem wielkiego bota stoi wyjątkowa kobieta

Pierwszy rozdział trylogii satysfakcjonująco przywraca Transformersy na mały ekran, nawet jeśli trochę się przy tym śpieszy. Jest dobrym punktem wyjścia dla nowych fanów i oferuje wiele mrugnięć oka dla tych starszych (jak taki jeden z odcinka 5… Blast from the past). Dynamiczny finał widowiskowo prowadzi nas do kolejnego rozdziału i nie mogę się doczekać, co dalej. Nie tylko jako zagorzały fan Transformerów, ale dlatego, że to po prostu porządny serial animowany.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Transformers: Wojna o Cybertron – trylogia: Oblężenie
Tytuł oryginalny: Transformers: War for Cybertron – trilogy: Siege
Produkcja: Netflix
Typ: anime
Gatunek: akcja, sci-fi
Data premiery: 30.07.2020
Liczba odcinków: 6
Twórcy: F. J. DeSanto, Brandon Easton, Gavin Hignight, George Krstic
Studio: 
Rooster Teeth, Allspark Animation, Polygon Pictures
Obsada: Jake Foushee, Jason Marnocha, Linsay Rousseau, Joe Zieja, Frank Todaro, Keith Silverstein

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
barbara
barbara
8 miesięcy temu

To ten serial kogokolwiek jednak obszedł? Bo nawet samego Netflixa nie, skoro nawet nie pofatygowali się go zdubbingować, żeby więcej ludzi go obejrzało.

Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.