SIEĆ NERDHEIM:

Artystce wolno więcej? Recenzja serialu Osiecka

Osiecka – plakat serialu
Osiecka – plakat serialu

Lubię produkcje oparte na faktach, bo nie ma lepszego pisarza fabuł niż samo życie. Jednak miewam wątpliwości, czy dzieje każdej historycznej postaci powinny zostać przeniesione na ekran. Taka refleksja dopadła mnie na wieść o realizacji serialu na podstawie życiorysu Agnieszki Osieckiej – poetki i autorki tekstów piosenek. Cytując samą zainteresowaną, jej życie „to powieść z przygodami, ale nie zawsze w dobrym guście”. Miałam jednak nadzieję, że twórcy serialu zadbają, by przedstawiona przez nich historia Osieckiej była skoro nie chwalebną, to chociaż dobrą opowieścią. Jednak wydarzyła się rzecz zupełnie inna – protagonistka miała być siłą tego tytułu, a stała się gwoździem do jego trumny. Oczywiście od głównego bohatera nie wymaga się już „kryształowości”, ale problem z Osiecką polega na czym innym. Tutaj nasza heroina nie budzi u widza żadnej sympatii, zaś twórcy przedstawiają jej niczym nieuzasadnione negatywne poczynania z pewną przychylnością, stawiając ją w roli nadczłowieka, któremu wolno więcej, bo przecież jest wielką artystką.

Śledzimy losy Agnieszki od lat 50. aż do śmierci w 1997 roku. Przedstawione zostają jej perypetie zawodowe, na pierwszy plan wysunięto jednak życie prywatne, z naciskiem na relacje z rodzicami, przyjaciółmi oraz kolejnymi partnerami. Osiecką poznajemy jako licealistkę, która używa górnolotnego języka i patrzy na rówieśników z góry. Wini za wszystko ojca, który kładł nacisk na wykształcenie pociechy, podobno kosztem jej życia towarzyskiego. Agnieszka-studentka również jest antypatyczna i przekonana o swojej ponadprzeciętności. Zdarzają się sceny pokazujące ją jako normalną, radosną dziewczynę, ale rzadko. Mocno objawia się tutaj tendencja do nadmiernego poetyzowania buntu Agnieszki. Typową dla wieku niechęć do wszystkiego, co związane z pokoleniem rodziców, przedstawiono jako odważny opór przeciwko złemu systemowi i jedyny słuszny wybór. W praktyce panna Aga nie umie oddzielić polityki od reszty życia, przez co w codziennych sytuacjach bywa naprawdę irytująca. Zaś puentą pierwszego etapu życiorysu bohaterki jest Agnieszka jako młoda absolwentka, pracująca dla idei zamiast dla pieniędzy i butnie czująca się lepszą od każdego, kto sądzi inaczej.

Antypatyczne usposobienie nie odstrasza od młodej Osieckiej potencjalnych absztyfikantów. Na studniówce o jej względy bije się dwóch chłopców, a przez sześć odcinków opisujących wczesny etap życia poetki u jej boku przewija się w sumie pięciu delikwentów. Moje pierwsze skojarzenie podczas oglądania? Wykapana Mary Sue! To by się zgadzało – obładowana talentami (o których wyjątkowości często nam się przypomina), osobowościowo nieszczególna i z dużym powodzeniem u płci przeciwnej.

Osiecka – kadr z serialu
Osiecka – kadr z serialu

Starsza Agnieszka sprawia wrażenie sympatyczniejszej. Jakby wyrosła z kaprysów młodości, nie chodzi wiecznie naburmuszona… Czar pryska, gdy Aga wdaje się w romans z Jeremim Przyborą. Choćby nie wiem, ile uroczych listów i sytuacji powstało przy okazji tej zażyłości, trudno zaakceptować fakt, że Osiecka weszła w ukrywaną relację z mężczyzną żonatym i dzieciatym. Nieznosząca żadnych zobowiązań rodzinnych Agnieszka poczuwa się nawet do dawania rad ciężarnej córce Jeremiego z poprzedniego małżeństwa. Niedługo potem domorosła pani psycholog dostaje porcję własnego lekarstwa – przerażona przez chwilę podejrzewa, że może mieć dziecko z Przyborą – i już nie jest taka do przodu, niesmak jednak pozostaje.

Eksplozją negatywności, której nie da się usprawiedliwić (co nie przeszkadza twórcom w robieniu tego) jest wątek relacji Osieckiej z Danielem Passentem. Gdy okazuje się, że będą mieli dziecko, dla Agnieszki to koniec świata, ponieważ… atencja wszystkich skupia się na ich przyszłym potomku zamiast na jej potężnym umyśle. Pije alkohol w trakcie ciąży, bo kto jej zabroni? Kiedy mała Agatka pojawia się na świecie, Osiecka bez wyrzutów sumienia wykorzystuje Daniela do całkowitej opieki nad córką – dla niej ważniejsze jest pisanie piosenek oraz ckliwych pamiętników o swoich głębokich przeżyciach emocjonalnych. Szydzi z oddania i uczuć partnera, ignoruje jego aspiracje zawodowe, zdradza go. Potrafi przyjechać za kochankiem do Polski aż z USA, okłamując Passenta, że wybiera się do znajomych w sąsiednim mieście. A jaką jest matką? Kiedy Daniel czyta małej bajki na dobranoc, ona w sąsiednim pokoju baluje przy wódce ze znajomymi. Potrafi siedzieć pijana w knajpce z dzieckiem przy boku. W dalszych odcinkach, kiedy już nie są z Danielem parą, nadal troszczy się o Agatkę tak bardzo, że aż chodzi na wywiadówki. Do nie tej klasy, co trzeba.

Scenarzyści stosują tu pewien chwyt. Za każdym razem, kiedy mamy ochotę udusić Osiecką, oni przy jakiejś dramatycznej okazji dają jej ludzkie odruchy. Po rollercoasterze z Danielem i córką pojawia się wątek choroby oraz śmierci ojca Agnieszki – tu możemy taką sytuację zaobserwować. Jednak za każdym razem, kiedy zaczniemy powątpiewać w to, że Aga ma serce z kamienia, a najważniejszym słowem w jej życiu jest „ja”, z hukiem zostaniemy wyprowadzeni z błędu.

Osiecka – kadr z serialu
Osiecka – kadr z serialu

Ego protagonistki puchnie z wiekiem. Gdy wybucha stan wojenny, Agnieszka płacze i przeżywa. Dlaczego? Bo straciła perspektywy, plany wydawnicze oraz „dumę narodową”, aż z tego wszystkiego nie może pisać, jeść ni spać. Jednak gdy kochanek poprosi ją o wstawienie się u samego Czesława Kiszczaka za uwięzionym kolegą, to poleci do generalskiego gabinetu jak na skrzydłach. Taka jest dzielna i wspaniała! Pewnie dlatego twórcy próbowali ominąć przedstawienie Osieckiej popadającej w alkoholizm. Tylko że cały plan bierze w łeb, bo kilka nieuniknionych ekscesów uzależnionej Osieckiej w finałowym odcinku fanów jej nie przysparza. Niby protagonistka w tym samym epizodzie składa samokrytykę, że tylko ona jest winna niepowodzeń w swoich relacjach międzyludzkich, ale… Agnieszce dojście do tego wniosku zajęło całe, 13-odcinkowe życie, podczas kiedy widzowie zorientowali się dużo szybciej.

Nasza sympatia przesuwa się w stronę postaci dalszoplanowych. One oprócz wad miewają również zalety, co czyni je wiarygodniejszymi, choć niektóre ucierpiały przez chaotyczne działania scenarzystów lub pisanie pod tezę. Od początku drugi plan ubarwiają rodzice Agnieszki. Ojca twórcy próbują demonizować, bo ma kochankę i rzekomo namieszał córce w głowie swoimi oczekiwaniami, jednak widzimy, że z Józefiną łączy go szczere uczucie, a wobec pociechy jest opiekuńczy. Martwi się o przyszłość Agnieszki, niechętnie podchodzi do partnerów młodej i chyba jako jedyny z bliskiego otoczenia Agi potrafi jej wygarnąć. Matka Osieckiej najpierw stanowi uzupełnienie męża. Nie w głowie jej inni mężczyźni. Gdy Wiktor boczy się na nowych chłopaków córki, ona ich ugaszcza, a kiedy małżonka nie ma w pobliżu, aby postawić Agunię do pionu, Maria się tym zajmuje. Niestety potem zalicza niewiarygodne psychologicznie huśtawki osobowości, pomiędzy osobą pogodzoną z życiem a wariatką, opętaną zazdrością o Józefinę – teraz już legalną żonę Osieckiego – w stopniu dalekim od normalności.

Przyjaciele i kochankowie Agnieszki też stoją pomiędzy szansą na bycie złożonymi bohaterami a niespójnie prowadzoną fabułą. Sympatyczna jest ekipa teatrzyku Bim-Bom – niestety mało wyeksponowana. Witek Dąbrowski ma potencjał jako ktoś sprowadzający młodą Osiecką na ziemię, jednak potem scenarzyści robią z niego karykaturalnego małego komuszka. Jeremi Przybora jest gapowaty, nawet uroczy, ale trudno go polubić wiedząc, że na chłodno zdradza żonę i jest gotów porzucić rodzinę. Daniel Passent, choć stara się być dobrym tatą i współczujemy mu przebojów z niedojrzałą partnerką, traktowany jest przez twórców z nieprzyjemną wyższością. I wreszcie Hanna Bakuła, przedstawiana jako typowa zwariowana malarka, ale nadal obdarzona większą dozą empatii niż pięć Osieckich razem wziętych (oraz prawdziwa Hanna B. na dokładkę).

Osiecka – kadr z serialu
Osiecka – kadr z serialu

Fabuła to obok protagonistki drugim główny problem serialu. Twórcy postanowili przefiltrować dzieje Osieckiej przez warszawocentryczną, niby-inteligencką perspektywę. Za łatwo ulegają mitowi cudowności artystycznych knajpek, gdzie wódka lała się strumieniami, a papierosy odpalano jeden od drugiego, aby zaraz obok demonizować i wykrzywiać PRL ponad miarę. Z ust protagonistki słyszymy, że na Zachodzie wszystko jest super, kolorowo, ludzie się do siebie uśmiechają. A Polska? Fe, tutaj nie ma niczego, a ojciec Osieckiej umrze nie z choroby, ale dlatego, że szpital podobno nie posiada podstawowych środków. Do tego narzuca się widzowi przekonanie, że wszystkich w kraju w taki sam sposób interesowała polityka, a każdego, kto nie chce się angażować albo myśli inaczej niż protagonistka, przedstawiono jako głupca. Matka Osieckiej przez cały PRL ogląda w telewizji tylko występy córki lub Dziennik, dopiero w toczącym się w latach 90. finałowym odcinku łaskawie pozwolono jej na Koło fortuny. Smutnym symbolem takiego podejścia jest grany przez Przemysława Bluszcza bezimienny cenzor – okazję na pokazanie funkcjonariusza z ludzką twarzą zaprzepaszczono, żeby skupić w tym bohaterze wszystkie możliwe stereotypy.

Realia jak z broszury, a to, co dzieje się wokół głównej bohaterki jest niczym wycięte z laurki. Osiecka była znana, ale robienie z niej kogoś o rozpoznawalności gwiazdy popu wygląda śmiesznie – zwłaszcza gdy kolejka pielęgniarek prosi ją o autograf podczas wizyty w przychodni w ostatnim odcinku.

Osiecka pełna jest bezsensownych rozwiązań fabularnych i realizatorskich, które robią z niej wielkie „ni przypiął, ni przyłatał”. Większość odcinków rozpoczyna zmontowana na potrzeby serialu fikcyjna kronika filmowa, narzucająca widzowi niby-ironiczną interpretację realiów. Pomysł niepotrzebny i przynajmniej raz obarczony błędami merytorycznymi (odcinek rozgrywający się w roku 1971 otwiera późniejsza o cztery lata wizyta Geralda Forda w Polsce). W ogóle niekonsekwentnie podchodzi się tutaj do materiałów archiwalnych – raz pojawiają się ich rekonstrukcje z udziałem obsady, a raz autentyki, problematyczne w kontekście kontrowersyjnego castingu (o tym za chwilę). Często wyskakują sceny symboliczne, koślawe i niemające wkładu w akcję – zazwyczaj sztuczne flashbacki, dziewczynka w czerwonej sukience mająca rzekomo być inspiracją do napisania piosenki czy niedorzeczne skopiowanie pomysłu z podpalaniem wódki z Popiołu i diamentu. Albo zbędna, brutalna scena z kotem matki w ostatnim odcinku, która świadczyć może jedynie o bardzo poważnych problemach scenarzysty.

Osiecka – kadr z serialu
Osiecka – kadr z serialu

Główna bohaterka jest przede wszystkim autorką piosenek, więc w serialu musiano wykorzystać utwory z tekstami Osieckiej. Niekiedy udanie wplatane są w fabułę, a czasami w sposób przerysowany i nieprzystający do tego, co dzieje się na ekranie. Najgorzej wypada ostatni odcinek, gdzie chyba każdy kawałek pasuje do akcji jak pięść do nosa. Mam też problem z nieadekwatnością części wykonań piosenek do czasu akcji serialu. W epizodzie rozgrywającym się pod koniec lat 70. wykorzystano Pa pa paryski walczyk w późniejszej o dwie dekady interpretacji Edyty Jungowskiej. Nie lepiej było przygotować wersję z którąś z aktorek serialu, jak zrobiono w paru przypadkach?

Sporo jest w serialu merytorycznych i realizacyjnych niedoróbek, nieprzystojących tytułowi współprodukowanemu przez Telewizję Polską. Według Osieckiej Teatr Atelier został założony o cztery lata później niż w rzeczywistości. Na koncercie Anny Szałapak w latach 90. widzimy współczesne logo Piwnicy pod Baranami, nie samego kabaretu, lecz związanego z nim baru. Od odcinków toczących się w latach 60. spada dbałość o adekwatność scenografii do czasu akcji – w kadrze trafiają się plastikowe drzwi albo okna na drugim planie, a nawet cały budynek w nazbyt nowoczesnym jak na epokę stylu. To wszystko boli, bo wcześniejsze epizody potrafią wręcz oczarować pięknem odpowiednio dobranych kostiumów, rekwizytów… Ba, nawet samochodów i autobusów!

Obsada to dziwny zbiór pomysłów trafionych w dziesiątkę, wątpliwych oraz całkiem niecelnych. W produkcji opowiadającej o autentycznych, rozpoznawalnych postaciach, aktorzy poza talentem muszą jeszcze mieć chociaż odrobinę podobieństwa do nich. To niestety duża bolączka Osieckiej. Łatwiej policzyć udane castingi niż te, które budzą wątpliwości. Obok świetnych strzałów typu Aleksandra Pisula jako Olga Lipińska, Olga Szomańska w roli Katarzyny Gaertner czy obie panie grające tytułową bohaterkę, mamy skądinąd sympatycznego Piotra Żurawskiego niepodobnego do Daniela Passenta albo słynnych Starszych Panów dwóch, równie odległych od oryginałów. Ciekawym przypadkiem jest więc Marek Richter, grający… samego siebie. Trafiony pomysł, bo głupotą byłoby nie wykorzystać faktu, że ma się pod ręką autentycznego współpracownika Osieckiej, który w dodatku nie postarzał się zbytnio od tamtej pory.

Osiecka – zdjęcie promocyjne serialu
Osiecka – zdjęcie promocyjne serialu

Inny problem sprawiła tu fabuła rozciągająca się na prawie pół wieku. Słusznie zdecydowano, że w Osiecką wcielą się dwie aktorki. Jednak zamiana wyszła niefartownie. Mającą dziecinną buzię Elizę Rycembel na etapie Agnieszki około 28-letniej zastąpiła Magdalena Popławska, obdarzona widocznie dojrzalszą urodą niż przeciętna „dwudziestka”. W dodatku tylko dorastająca na oczach widza Agata Passent dostała obsadę na podobnych zasadach. Resztę aktorów z czasem pokrywa coraz mocniejsza charakteryzacja. Niekiedy udana (mama Osieckiej, Józefina, gosposia Helena), a czasem nie, jak w scenie ostatniego spotkania Agnieszki z Markiem Hłaską – Popławska staje naprzeciw „zrobionego” Jędrzeja Hycnara, u którego nawet sto kilo pudru nie zatuszuje młodego wieku. Ewentualnie może charakteryzacji nie być wcale, bo taka Elżbieta Czyżewska wcale się nie starzeje na przestrzeni serialu.

Da się jednak z Osieckiej wyłuskać ciekawe kreacje aktorskie. Na pochwałę zasługują Maria Pakulnis i Jan Frycz jako rodzice Agnieszki, którzy swoim talentem dodają bohaterom trochę życia. Wiktoria Gorodeckaja w roli Józefiny Pellegrini wychodzi poza ramy stereotypowej złej kochanki, jedną miną potrafiąc wyrazić więcej niż niektóre aktorki całymi sobą. Sympatycznie wypadają Grzegorz Małecki (Jeremi Przybora), Aleksandra Konieczna (Hanna Bakuła) oraz świetny Michał Sitarski (Paweł, kompan Osieckiej od kieliszka w ostatnich odcinkach). Szczególnie ciekawie zaprezentowali się przedstawiciele najmłodszego aktorskiego pokolenia, ekranowi adoratorzy Agnieszki. Jan Hrynkiewicz już w swoim pierwszym odcinku w roli Witolda Dąbrowskiego kradnie protagonistce show, a wspominany już Jędrzej Hycnar dodaje serialowemu Markowi Hłasce dużo uroku, co jest sporym wyczynem, biorąc pod uwagę, ile ten delikwent miał za uszami.

Osiecka – kadr z serialu
Osiecka – kadr z serialu

Mimo garści zalet lub elementów minimum obiecujących, Osiecka absolutnie nie jest serialem udanym. Pisany na zmianę przez pięcioro autorów scenariusz cierpi na syndrom „gdzie kucharek sześć”: niespójny, pozbawiony pomysłu na opowieść, nafaszerowany zbędnymi, irytującymi elementami. Na poziomie technicznym ma się wrażenie, że całość powstawała w pośpiechu, niedbale. Do tego protagonistka, która pod pozorami rozdartej, artystycznej duszy kryje osobowość toksyczną w jednym z najgorszych wydań. Razem daje to bardzo przykry efekt – brak jakiejkolwiek uciechy z seansu, a wręcz dyskomfort. Nie rozumiem entuzjazmu wokół tego tytułu i mam wrażenie, że w pewnych kręgach wypadało go chwalić, bo to przecież o tej potężnej Osieckiej. Nie wiem, czy życie „poetki polskiej piosenki” faktycznie było tak paskudne, czy jedynie twórcy serialu je wykrzywili, ale… Po tych trzynastu odcinkach nie mam ochoty tego sprawdzać.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Osiecka
Produkcja: TVP, Ochnik Entertainment
Typ: serial
Gatunek: biograficzny
Data premiery: 25.12.2020
Liczba odcinków: 13
Twórcy: Robert Gliński, Michał Rosa (reżyseria), Maciej Wojtyszko, Maciej Karpiński, Henryka Królikowska, Robert Gliński, Aneta Wróbel (scenariusz)
Obsada: Eliza Rycembel, Magdalena Popławska, Maria Pakulnis, Jan Frycz, Jędrzej Hycnar, Mikołaj Roznerski, Grzegorz Małecki, Piotr Żurawski i inni.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.