SIEĆ NERDHEIM:

Gdy uparciuch chce zmieniać świat. Recenzja serialu Karetka pogotowia

Karetka pogotowia – okładka wydania DVD serialu
Karetka pogotowia – okładka wydania DVD serialu

Przemiany świata i bicie ludzkich serc. W każdym ułamku sekundy umiera człowiek albo się rodzi. I zawsze ktoś jest blisko niego.

Tymi słowami rozpoczyna się każdy odcinek serialu, którego zapewne bym nie obejrzała, gdyby nie trzy rzeczy. Pierwsza: przypadkowe wpadnięcie wiele lat temu na informację, że ta produkcja emitowana była pod koniec lat 80. w Polsce i że miała dość… wyjątkowy grande finale. Druga: zarażenie się od mamy sympatią do starych, czechosłowackich odcinkowców, które jej pokolenie bardzo miłowało. I w końcu trzecia: fakt, że pomniejszy kanał Red Carpet takowe tytuły pokazuje, chwalebnie wyłamując się z repertuarowego kręgu wiecznie tych samych powtórek, w który zaklęła się większość innych stacji. Oto jest Sanitka z 1984 roku. Telewizja Polska pokazywała ją pod tytułem Karetka pogotowia, u wspomnianego już Red Carpet to po prostu Karetka, ja zdecydowałam trzymać się premierowego polskiego tytułu.

Osią fabuły są dwie dekady (od połowy lat 50. do połowy 70.) z dziejów pewnego szpitala w Pradze, a pretekstem do ich pokazania – losy lekarza Vojtěcha Jandery. Mimo świetnie zapowiadającej się kariery w chirurgii Vojta, jak nazywają go bliscy, wcale nie jest zadowolony z życia. Odczuwa pogłębiające się przekonanie, że chorzy trafiają do niego zbyt późno, by mógł im pomóc. Nie jest ono oderwane od rzeczywistości. Najpierw umiera operowany przez Janderę roczny chłopiec, wcześniej przerzucany pomiędzy izbami przyjęć bez postawienia właściwej diagnozy, a potem kolejną pacjentką lekarza zostaje młoda kobieta z ostrym zapaleniem wyrostka, która mimo swojego stanu przyjeżdża do szpitala… na rowerze – czekała już od kilku godzin na karetkę. Vojtěch zdaje się wyznawać zasadę, że jeżeli chcesz mieć coś zrobione dobrze, musisz zadbać o to sam. Dlatego, ku zaskoczeniu i przerażeniu rodziny, kolegów oraz przełożonych, decyduje się poprosić o przeniesienie do pogotowia ratunkowego.

Skąd takie reakcje otoczenia? Jesteśmy w czasach, gdy praca „na karetce” uchodziła za posadę dla nowicjuszy, niedorajdów i ludzi zdegradowanych z przyczyn politycznych. A tu taki dobry doktor idzie tam z własnej woli! Jednak Vojtěch jest uparty. Choć rzeczywistość pracy w pogotowiu uderza go w twarz bardzo szybko i dużo mocniej, niż by mógł się tego spodziewać. Szukając informacji o Karetce pogotowia w czeskim internecie, spotkałam się z zarzutami wobec serialu, jakoby miał być „propagandowy” – a już po początkowych odcinkach wiedziałam, że to nieprawda. Biorąc pod uwagę, że produkcja powstała jeszcze w pierwszej połowie lat 80., a naszym południowym sąsiadom system dokręcał śrubę dużo mocniej niż nam, pokazanie wielu niezbyt pozytywnych rzeczy było ze strony twórców dużym aktem odwagi. Aż dziwi, że za czasów ichniej „komuny” cenzorskie nożyczki dopadły tam stosunkowo niewiele elementów.

Karetka pogotowia – kadr z serialu
Karetka pogotowia – kadr z serialu

Podczas pracy na pogotowiu Jandera mierzy się z rzeczami tyleż banalnymi, co również często decydującymi (w bliższej lub dalszej perspektywie) o życiu i śmierci. Przestarzałe, chronicznie słabo wyposażone karetki. Partyjno-urzędniczy beton, oderwany od pracowniczej rzeczywistości, kompletnie odporny na jakiekolwiek argumenty. Zgnuśniali, butni koledzy po fachu, którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy. I wreszcie – zwyczajne ludzkie grzechy, obojętność oraz bezmyślność, z tych wszystkich rzeczy chyba najgroźniejsze. Może dlatego, że najtrudniej je zwalczyć, a ich serialowi przedstawiciele stosunkowo rzadko ponoszą konsekwencje swojego zachowania. Dobrze myślicie: podczas seansu Karetki pogotowia będziecie świadkami co najmniej kilku zgonów, które tak bardzo miały szansę się nie wydarzyć, że aż boli. Parę śmierci nie do uniknięcia dla równowagi też się pojawi. Ogółem twórcy nie będą nas oszczędzać i udawać, że wszystko zawsze skończy się dobrze.

Obrazu tej gorszej części pracy załogi karetki dopełniają wszelkie sytuacje kryzysowe, z którymi bohaterowie muszą się zetknąć. Człowiek grożący samobójczym skokiem z dachu, bijatyka w restauracji, uliczny karambol z udziałem autobusu, bójka na noże na weselu… No i nie oszukujmy się – mało który serial (z grubsza) medyczny ma w finałowym odcinku akcję ratunkową po katastrofie lotniczej, w dodatku przedstawioną dość realistycznie i z rozmachem jak na ekranowe warunki. Swoje dla szczególnego odbioru tych scen zrobił fakt, że finał Karetki pogotowia miał nieprzyjemnie znajomy posmak zarówno dla czechosłowackiej, jak i polskiej widowni. Wypadek wzorowano na autentycznej katastrofie z 1975 roku, kiedy samolot rozbił się w dzielnicy Suchdol na przedmieściach Pragi, zaś premiera ostatniego epizodu w nadwiślańskiej telewizji miała miejsce zaledwie siedem miesięcy po tym, jak Ił-62 „Tadeusz Kościuszko” runął na Las Kabacki…

Ale nie wszystko tutaj jest takie mroczne – wszak mamy do czynienia z produkcją od braci Czechów, której głównym bohaterem jest gość z idealistycznymi zapędami. Vojtěch nie tylko stara się wykonywać swój zawód jak najlepiej, ale również próbuje zmieniać na lepsze kawałek świata, w którym funkcjonuje. Kombinuje nad usprawnianiem pracy w karetce, by móc skuteczniej ratować ludzi. Niekonwencjonalnie podchodzi do swoich pacjentów, próbując im czasem pomóc w sposób wykraczający poza kompetencje lekarza pogotowia. Nie wszystkim w jego otoczeniu to się podoba. W zgodzie ze starą zasadą: ten, który jest pionierem, zawsze przez jakiś czas musi uchodzić za idiotę. Z tym że Jandera nie ułatwia sobie zadania i notorycznie zachowuje się jak głupek nadprogramowo. W pędzie ku zmianom łatwo przychodzi mu ocenianie innych po pozorach oraz ignorowanie ich racji. Na szczęście ma przy tym dość jaj, by rozumieć swoje błędy, przepraszać za nie i wyciągać z nich wnioski. Zapewne dlatego mimo wszystkich swoich wad budzi sympatię.

Karetka pogotowia – kadr z serialu
Karetka pogotowia – kadr z serialu

Choć Vojtěch jako protagonista zgarnia dla siebie większość atencji, twórcy pozwalają nam poznać również kilku jego „towarzyszy niedoli” ze stacji pogotowia. To naprawdę ciekawa galeria charakterów i trochę żałuję, że nie wszystkim dano odpowiednio dużo czasu ekranowego. Żeby wymienić chociaż paru… Szef stacji Jaroš, dzięki bliskiemu funkcjonowaniu z załogą świadomy jej potrzeb czy problemów. Doktor Skalka, istny casanova, ale przy tym piekielnie oczytany i filozofujący, sypiący jak z rękawa cytatami z wielkich dzieł. Doktor Mádr, lekko zgorzkniały „polityczny”, były pilot z czasów II wojny światowej, nieufnie traktowany przez przełożonych. Miłą przeciwwagą do medyków-inteligentów są sanitariusze – często ludzie prości, ale mający swoją życiową mądrość. Wujek, w wolnych chwilach wytrwale poprawiający prace domowe z matematyki dla swojego zapóźnionego na skutek choroby syna. Wąsaty Fanda, brat łata, i dobre słowo powie, i papierosem poczęstuje. A na koniec ostatni, ale nie najsłabszy: Pudil, szef garażu karetek oraz miłośnik psów, przygarniający wszystkie zabiedzone czworonogi i szukający im dobrych domów pośród ekipy pogotowia czy nawet gości odwiedzających ich stację.

Bardzo duży nacisk położono na przedstawienie życia prywatnego Jandery i reszty lekarzy – złośliwi twierdzą, że większy, niźli na pokazanie ich pracy, ale przesadzają. Vojta pochodzi ze wsi, a w Pradze mieszka z młodszym bratem Jaroslavem zwanym Jardą, niedowidzącym uczniem szkoły muzycznej. Owdowiały ojciec Janderów, emerytowany rzeźnik Cyril, nie pochwala życiowych decyzji starszego syna, za to wiele obiecuje sobie po młodszym. Ironia losu, bo Jarda najchętniej porzuciłby granie na skrzypcach… Stosunki pomiędzy braćmi są specyficzne – do tego stopnia, że gdy jakiś czas temu trafiłam na przypadkowy odcinek bez znajomości kontekstu, byłam święcie przekonania, że Jaroslav to syn Vojty. Faktem jest, że „ojcowanie” młodemu wychodzi Vojtěchowi różnie, ale dzięki temu ich relacja jest fabularnie urozmaicona. A gdyby znudziło się wam śledzenie domowych perypetii familii Janderów, to mam dobrą wiadomość. Okazję na pokazanie się na pierwszym planie dostają w poszczególnych odcinkach również inni bohaterowie. Niestety czasem głównie po to, abyśmy mogli się do nich przywiązać i odczuć żal, gdy przydarzy im się coś złego albo zejdą z tego świata. Chamski to chwyt, ale działa.

Nie mogło zabraknąć oczywiście wątków romansowych. Tylko że biedny Vojta nie ma szczęścia do kobiet, bujając się przez niemal cały serial pomiędzy dwiema lekko kontrowersyjnymi paniami. W pierwszym odcinku związany jest z koleżanką po fachu, Evą Houdkovą, jednak po przejściu Jandery do pogotowia ich drogi zaczynają się rozchodzić. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce Eva nawet po wyjściu za mąż (z pobudek mocno wyglądających mi na materialistyczne) nie potrafi się zdecydować, czy chce pozostać wierna małżonkowi, czy dalej zawracać gitarę Vojtěchowi. Z kolei Eliška – owa pacjentka-rowerzystka z chorym wyrostkiem – pomimo okazjonalnego zdroworozsądkowego podejścia do relacji międzyludzkich, ma wręcz nieprawdopodobną odporność na wyczuwanie nieodpowiedniości sytuacji. Dla tej kobiety zawracanie gitary lekarzowi jakąś trywialną pogaduszką w środku akcji ratunkowej jest chyba czymś równie normalnym, co oddychanie. Aż momentami dziw bierze, co nasz protag w niej widzi… Swoje damsko-męskie pięć minut mają też inni bohaterowie – uwielbiany przez panie doktor Skalka, ratownik Evžen, próbujący sobie ułożyć życie na nowo Cyril, nawet Jarda ma stałą dziewczynę… Jednak ich wątki nie zostają aż tak rozwinięte jak życie uczuciowe Vojty, a szkoda.

Karetka pogotowia – kadr z serialu
Karetka pogotowia – kadr z serialu

Pod kątem aktorstwa absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Czechosłowacy w tym względzie cieszyli się zawsze wśród polskiej publiczności uzasadnioną sympatią – być może ze względu na podobny do naszych ówczesnych aktorów styl gry oraz sporą różnorodność ekranowych twarzy, od ładnych po przyjemnie charakterystyczne. W Karetce pogotowia szczególnie przypadł mi do gustu Jaromír Hanzlík, odtwórca głównej roli. Skromnymi, nienachalnymi środkami potrafi i przedstawić wszystkie targające Janderą dylematy, i uczynić wady Vojtěcha bardziej zrozumiałymi oraz akceptowalnymi. A kiedy pan doktor ma być zabawny – co też czasami się zdarza – to potrafi naprawdę dać czadu.

Można ponarzekać na nierównomierne rozkładanie napięcia i takież eksploatowanie wątków – na przykład nie jest nam dane poznać życie prywatne paru ciekawych pracowników pogotowia, ale perypetie Eliški z ojcem-alkoholikiem i byłym mężem dostajemy w solidnej dawce. Można się ponabijać, że pomimo upływu kilkunastu lat, bohaterowie nie wyglądają pod koniec serii na jakichś szczególnie starszych. Ale mimo to nie można odmówić Karetce pogotowia ciekawego, porządnie zrobionego całokształtu. Z dobrymi zdjęciami, niebanalnymi lokacjami, dającym do myślenia wglądem w czechosłowacką rzeczywistość sprzed lat. Klimat doskonale buduje nowoczesna jak na tamtą epokę, nasycona elektroniką ścieżka dźwiękowa autorstwa duetu ORM (wbrew temu, co twierdzą creditsy – to nie są bracia). Do tego coś, co absolutnie uwielbiam w filmach i serialach, czyli stworzona specjalnie na potrzeby danego tytułu piosenka. Tutaj jest to kawałek Můj čas, wykonywany nie przez byle kogo, bo śpiewają go ówczesne supergwiazdy czechosłowackiej sceny muzycznej: Hana Zagorová, Stanislav Hložek i Petr Kotvald. Dodatkowo zachwyca mnie fakt, że ten genialny utwór jest ilustracją do jednych z najbardziej kreatywnych napisów końcowych, jakie w życiu widziałam. Zostają w nich pokazani „z twarzy” nie tylko aktorzy, ale również najważniejsi twórcy stojący po drugiej stronie kamery – reżyser, operator, kierownik produkcji, scenarzysta, scenograf, charakteryzatorzy…

Od lat powtarzam wszystkim, którzy zechcą słuchać: nigdy nie patrz z góry na wiekowe tytuły tylko dlatego, że są stare, bo wśród nich potrafią się kryć niezłe perełki. Jedną z nich z pewnością jest Karetka pogotowia. Serial, który moim zdaniem w Polsce miał trochę pecha, bo pojawił się na naszych ekranach dopiero w 1987 roku – w czasach, gdy produkcje zza naszej południowej granicy przestawały już budzić takie zainteresowanie, jakie zdobyły całe lata wcześniej Szpital na peryferiach, Kobieta za ladą czy Pod jednym dachem. To po części zaowocowało niedostatkiem powtórek i słabą dostępnością tego tytułu w zrozumiałym dla nas języku. Nie jestem pewna, czy niedawne emisje na antenie Red Carpet nie są czasami pierwszą „repetą” Karetki w polskiej telewizji od czasu premiery. Szkoda wielka, bo to na pewno pozycja godna zainteresowania.

SZCZEGÓŁY
Tytuł polski: Karetka pogotowia / Karetka
Tytuł oryginalny: Sanitka
Wydawca: Československá televize
Producent: Československá televize
Reżyser: Jiří Adamec
Scenarzysta: Jiří Hubač
Platforma: telewizja
Gatunek/Typ: serial, medyczny, obyczajowy
Data premiery: 25 listopada 1984 (świat), 6 października 1987 (Polska)
Obsada: Jaromír Hanzlík, Tomáš Juřička, Zlata Adamovská, Jiří Bartoška, Pavel Zedníček, Josef Vinklář, Eva Hudečková i inni
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.
Gdy uparciuch chce zmieniać świat. Recenzja serialu Karetka pogotowia Przemiany świata i bicie ludzkich serc. W każdym ułamku sekundy umiera człowiek albo się rodzi. I zawsze ktoś jest blisko niego. Tymi słowami rozpoczyna się każdy odcinek serialu, którego zapewne bym nie obejrzała, gdyby nie trzy rzeczy. Pierwsza: przypadkowe wpadnięcie wiele lat temu na informację,...
Enable Notifications    OK No thanks