SIEĆ NERDHEIM:

Kości połamane, oblężenie odwołane, odrodzenia nie będzie. Recenzja książki Zniszczenie i odnowa

KorektaVivique
Zniszczenie i odnowa - okładka książki
Zniszczenie i odnowa – okładka książki

Finał debiutanckiej trylogii Leigh Bardugo łączy w sobie cechy dwóch poprzednich tomów. Niestety w skład ostatecznej reprezentacji wchodzą zarówno wady, jak i zalety cyklu. Jest jednak zdecydowanie lepiej niż ostatnio! Nadchodzi wielki finał, wątki się zamykają, romanse eskalują, fabuła ponownie zostaje naciągnięta, polowanie na magiczne ptactwo nabiera tempa, a niedosyt jak był, tak pozostaje z nami do samego końca.

Po emocjonalnej nawałnicy wywołanej nieustannymi westchnięciami głównej bohaterki oraz krótkim oblężeniu sił ciemności, akcja w końcu się zagęszcza. W ostatnich rozdziałach Nawałnicy i oblężenia Alina wraz z ocalałymi towarzyszami trafia do podziemnej kryjówki Apparata – religijnego fanatyka i śliskiego cwaniaka o niejasnych pobudkach. Kilkutygodniowa bezczynność w połączeniu z ciasnotą jaskiniowych korytarzy w końcu popycha bohaterów do działania. Naznaczona nastolatka i jej wierna drużyna postanawiają uciec i wyruszyć na poszukiwania kolejnego mitycznego stworzenia, które przerobione na ostatnią część magicznego zestawu doładowującego zagwarantuje wyzwolenie kraju spod władzy Zmrocza, rozwieje Fałdę Cieni oraz przyniesie wyczekiwany od dawna pokój.

W poprzedniej odsłonie serii akcja całkowicie się zatrzymała. Nawałnica i oblężenie przerzuciła przez ramię niedopracowany, jednak dobrze zapowiadający się pierwszy tom, wsadziła go w dworskie fatałaszki i nie pozwalała ruszać się z miejsca pod żadnym pozorem. W książce w zasadzie nic się nie działo historia zupełnie zagubiła się gdzieś między początkiem a finałem trylogii i fabularnie nie prezentowała sobą niczego ciekawego. Autorka wyraźnie starała się eksperymentować z nowym pomysłem na fabułę, jednak jego realizacja była daleka nawet od przyzwoitego poziomu. Nie pojawiły się prawdziwe nawałnice ani oblężenia, świat nie został rozbudowany, a intryga była w zasadzie nieobecna. Trzonem drugiego tomu zostały za to nieustanne wzdychania protagonistki – niemal wszystkie powierzchowne, powtarzalne i niewiele wnoszące do skromniutkiej fabuły. Korzystając z tych emocjonalnych podmuchów, na pierwszy plan wyfrunął miłosny trójkąt – przy okazji rozrastając się do wielokąta. Niestety z tylko jednym ciekawym uczestnikiem. Jednak sercowe rozterki i wewnętrzne rozdarcia Aliny były równie „wielkie” co nieinteresujące (a momentami nawet nieco niezrozumiałe). Na domiar złego wszystkie zalety pierwszego tomu przepadły bez wieści. Na szczęście w finale trylogii tempo akcji znacznie wzrasta – co tak naprawdę nie było żadnym wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że w drugim tomie nawet trawa przed Małym Pałacem zawstydzała bohaterkę w szybkości rozwoju i podejmowaniu decyzji. W Zniszczeniu i odnowie możemy liczyć także na poprawę kilku innych elementów. Niestety wiele słabości uczepiło się serii i dzielnie towarzyszy jej do samego końca.

Zniszczenie i odnowa - okładka książki
Zniszczenie i odnowa – okładka książki

Finał oferuje historię odznaczającą się znacznie większym dynamizmem niż poprzednia odsłona. Akcja szybko się rozkręca i utrzymuje przygodową werwę przez zdecydowaną większość książki. Na bohaterów czekają ucieczki, wyprawy poszukiwawcze, misje ratunkowe oraz kilka niespodziewanych zwrotów akcji. Niemniej, by dzielna Drużyna Jej Świetlistej Mości nie dostała zadyszki, urazów i zakwasów od tego fabularnego pędu przez rozdziały, pasmo niebezpiecznych incydentów przerywane jest regularnymi przystankami na odrobinę romantycznych uniesień, moralnych dylematów oraz grupowego przesiadywania przy ognisku. Wszystkie przystanki pojawiają się jednak w umiarkowanych ilościach, nie spowalniając przesadnie historii – pozwalając zachować jej sensowny i nieprzesadzony rytm. Sama jakość tych fabularnych oddechów to już zupełnie inna sprawa.

Dopóki trzeci tom biegnie sobie truchcikiem, wszystko jest jak najbardziej w porządku. Książka jest wtedy lekką i przyjemną młodzieżową przygodówką, chętnie sięgającą po znane fantastyczne motywy i klisze. Pod tym względem Zniszczenie i odnowa przypomina początek serii, w którym Bardugo beztrosko mknęła radosnym ślizgiem po oczywistym scenariuszu. Trzeci tom decyduje się na nieco mniejszą prędkość rozwiązywania wątków niż Cień i kość oraz znacznie rzadziej sięga po bezczelne skróty. Jednak gdy historia na chwilę zwalnia, nic już nie zasłania słabości serii.

Zniszczenie i odnowa - okładka książki
Zniszczenie i odnowa – okładka książki

Na tytuł najsłabszego elementu trylogii bez większego wysiłku zapracowała sobie główna bohaterka. Dziewczyna była postacią miałką i tylko pozornie szamotaną wątpliwościami. Od początku swojej przygody konsekwentnie starała się dostać do Klubu Postaci Nieziemsko Irytujących. I w trzecim tomie w końcu udaje jej się zgarnąć tam cieplutkie miejsce z widokiem na lustro, w którym mogłaby się przeglądać. Do swojego dotychczasowego braku wyrazu dodała zupełnie nową moc: całkowicie spontaniczne podkreślanie bycia świętą, wybranką oraz posiadaczką niezwykłych mocy. Alina po prostu nie sprawdziła się w roli protagonistki – unosiła się na fabule niczym drewniana kłoda, nie wykazując najmniejszej inicjatywy. Gdyby w dowolnym momencie serii zamienić ją na losowy magiczny artefakt, nie wpłynęłoby to w większym stopniu na przebieg samej historii.

Podobnie wygląda sytuacja z bohaterami drugoplanowymi. Alina i Mal zbierają drużynę złożoną z postaci, które z mniejszym lub większym wątkiem przewinęły się na przestrzeni poprzednich tomów. Część z nich stanowiła jedynie drobny element tła, a inne zostały wcześniej nieco lepiej zarysowane. Teraz nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ wszyscy zmienili się w kolorową i radosną kompanię, natomiast głównym celem jej członków jest regularne przerzucanie się zabawnymi dialogami. Autorka nie panuje nad tłumem postaci drugoplanowych. Jest ich zwyczajnie za dużo, przez co zamieniają się w imiona obdarzone jedną czy dwoma cechami – na przykład posiadaniem kota. Wygadanymi bohaterami z plecakami wypchanymi żartobliwymi komentarzami stają się zresztą wszyscy. Wliczając w to skrajnego introwertyka czy dotkliwie okaleczoną postać z wyrokiem śmierci czekającym na horyzoncie.

Zniszczenie i odnowa – okładka książki

Nieco lepiej zostają rozegrane wątki ważniejszych postaci. Mal w końcu się rozwinął i wyszedł poza rolę urodziwego tropiciela. Natomiast uczucie łączące go z główną bohaterką stało się relacją bardziej miłosną niż toksyczną. Rozbudowy doczekał się także czarny charakter, który przestał być jedynie „tym złym kolesiem, który ma mroczne imię, konia, plan, garderobę, czarny chleb i czarną kawę”. Autorka najgorzej obyła się z Panem Przystojnym #3. Wątek Nikolaja – będącego najciekawszą i jedyną postacią kierującą się logiką – został niezgrabnie zamknięty, jakby autorka zdała sobie sprawę, że przypadkiem wyszedł jej fajny charakter, ale nijak nie ma dla niego miejsca w dawno zaplanowanym szczęśliwym zakończeniu.

Debiutancka trylogia Leigh Bardugo kończy się naciąganiem fabuły, cukierkowym finałem oraz gorzkim posmakiem rozczarowania. Materiał na ciekawą i intrygującą młodzieżową trylogię wymknął się początkującej autorce spod kontroli. Nierówne tempo historii, niedopracowani bohaterowie, fabularne skróty, niezgrabne eksperymentowanie z motywami oraz porzucony ciekawy klimat sprawiły, że interesująca seria przerodziła się w dość wtórną, przewidywalną, a momentami nieco mdłą przygodę z nijaką heroiną w roli głównej.

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Zniszczenie i odnowa
Cykl: Grisza
Wydawnictwo: MAG
Autor: Leigh Bardugo
Tłumacz: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Data premiery (wznowienie): 04.09.2019
Gatunek: Fantasy, literatura młodzieżowa

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.