Więcej

    Słodko-gorzkie ciasteczko. Recenzja książki Zatrute ciasteczko

    Flawia 2

    Flawia de Luce mieszka w niewielkiej angielskiej wiosce, przepełnionej atmosferą prowincji i lat 50. Dni wypełniają jej eksperymenty chemiczne (za toaletkę ma zatknięte zdjęcia Marii Skłodowskiej-Curie i Marie-Anne Paulze Lavoisier) i wadzenie się z siostrami. Do dnia, w którym znajduje w ogrodzie trupa. No, niezupełnie. Umierający przed śmiercią zdoła przekazać jej jeszcze jedno słowo. Vale. Co z tym wspólnego ma przeszłość ojca Harriet, spisek oranżystów, arkusz unikatowych znaczków, z których ocalały tylko dwa, zapiekany w cieście kszyk z Penny Black w dziobie i rabarbarowa kremówka pani Mullet?

    Cykl o Flawii de Luce urzekł mnie przepięknymi, poetyckimi tytułami. Zatrute ciasteczko, pierwsza część, w polskim tłumaczeniu wypada akurat dość słabo (oryginał to The Sweetness at the Bottom of the Pie) i trochę traci sens intrygi, ale pozostałe brzmią świetnie. Polska wersja ma też zdecydowanie ładniejsze okładki, starannie przygotowane, oddające klimat oryginału. Vesperowi zwykle nie można odmówić dbania o szatę graficzną. A na dodatek dodali do książki uroczą zakładkę! Nie zawiodła też redakcja czy korekta, edytorsko publikacja jest na poziomie. A co z treścią?

    Po tym, jak odbiłam się od cyklu Marthy Grimes o zdecydowanie zbyt jak na mój gust i zawieszenie niewiary przemądrzałej Emmie, dość sceptycznie podchodzę do kryminałów, w których narratorem jest dziecko. Łatwo przesadzić w którąś stronę; trudno oddać dziecięcą psychikę, skoro tak słabo pamiętamy ten wiek. Cykl Alana Bradleya ma jednak tę przewagę, że z założenia jest młodzieżowy i łatwiej tu na pewne rzeczy przymknąć oko.

    Nie znaczy to, abym uważała, że książki dla młodzieży być na niższym poziomie, przeciwnie. Niekiedy jednak łatwiej przymknąć w nich oko na pewne rzeczy, uznając, że wynikają z konwencji.

    Nie inaczej jest w tym przypadku. Flawia posługuje się zdecydowanie zbyt kwiecistym i bogatym językiem jak na jedenastolatkę (ale ślicznym! Urzekło mnie otwierające zdanie, Ciemności panujące w szafie miały barwę skrzepniętej krwi), część jej przygód nie miałaby racji bytu w prawdziwym świecie, trudno jednak mieć to za złe. To nie realistyczna powieść obyczajowa (bo nieraz wydaje się, że z tym gatunkiem ma więcej wspólnego) czy naturalistyczny kryminał, a sympatyczna powieść dla młodzieży.

    Flawia 1

    Przyznam jednak, że rozczarowała mnie schematyczność (niemusząca przecież z powyższego wynikać) fabuły. Zapewne istnieje ograniczona liczba schematów kryminałów, a ja przeczytałam ich już zbyt wiele, mimo to zagadka – a przynajmniej główne pytanie, kto jest mordercą, bo tło odmalowane jest całkiem ciekawie – i tak wydaje mi się nadmiernie przewidywalna, nawet dla laika. Frapujące są też w tym kontekście ścieżki myślowe Flawii, która jednym razem wysnuwa wnioski znacznie wykraczające poza swój wiek, a innym z zaskoczeniem dochodzi do tych, które czytelnik już dawno odgadł. Może jednak to zaskakująco trafne oddanie podlotka?

    Flawia bowiem gdzieś w tym wszystkim jest tylko zagubioną małą dziewczynką. Nieważne, jak inteligentną. Przerażająco samotną, z oddalonym ojcem, wiecznie kontemplującym tylko uczucie do zaginionej dawno temu matki (czy zgodnie z odwiecznymi tradycjami w którymś tomie się odnajdzie?), z siostrami, z którymi łączą ją tylko więzy krwi.

    Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że obrazek byłby znacznie bardziej poruszający, gdybym nie widziała go po raz kolejny. Wszystko to też klisza – a relacja z siostrami każe mi się zastanawiać, czy w którejś części nie doczekamy wielkiego pojednania i zrozumienia, choć pewnie nie całościowego. Raził mnie swoją drogą stosunek Flawii do nich, uważanie je za płytkie, nudne i bezużyteczne – owszem, jedna z nich pasjonuje się własną urodą (co zresztą w tym złego?), ale jest też wirtuozką pianina, a druga tonami pochłania klasyczne książki. Trudno jednak mieć to naprawdę za złe zagubionej jedenastolatce.

    Zostawiła mnie ta powieść z mieszanymi uczuciami. Może nie do końca jestem targetem, choć nigdy nie robiłam specjalnego rozróżnienia na grupy wiekowe w doborze lektur. Przypuszczam, że dla młodego odbiorcy może okazać się bardziej atrakcyjna, bo język ma świetny, szatę graficzną atrakcyjną, warsztatowi nic zarzucić nie można, fabuła nie obraża inteligencji, tło jest w porządku, i tylko ta nieszczęsna schematyczność (a nawet i to nie we wszystkim – ile książek o jedenastoletnich genialnych chemiczkach ostatnio czytaliście?) w niejednym aspekcie sporo zaniża mi ocenę. Nie zmienia to jednak faktu, że na pewno poleciłabym ją nastoletniemu (choć raczej z tych młodszych) czytelnikowi.

    Dam jeszcze Flawii szansę. Wy też spróbujcie.

    Podziękowania dla wydawnictwa Vesper za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

    Szczegóły:

    Tytuł: Zatrute ciasteczko
    Tytuł oryginalny: The Sweetness at the Bottom of the Pie
    Autor: Alan Bradley
    Tłumaczenie: Jędrzej Polak
    Wydawnictwo: Vesper
    Gatunek: literatura młodzieżowa, kryminał
    Liczba stron: 366
    Oprawa: miękka ze skrzydełkami
    ISBN: 978-83-61524-82-3

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + obrazowy, bogaty język
    + przyzwoicie odmalowane tło
    + ładna, klimatyczna szata graficzna

    Minusy:
    – sporo wątków schematycznych i nazbyt banalnych

    Dodaj komentarz

    avatar
    Laura „Lilavati” Kusiak
    Laura „Lilavati” Kusiak
    Z pasji, wykształcenia i zawodu jestem redaktorką, korektorką i recenzentką, z usposobienia introwertyczką lubiącą ludzi. Wolny czas spędzam banalnie, ale z radością, czytając, zwiedzając, pisząc, oglądając. Uważam, że w życiu najważniejsze są dwie rzeczy: smoki i droidy. Chcę zostać następną księżniczką Disneya.