SIEĆ NERDHEIM:

(+18) Kończymy z Fedrą i jej romansami. Recenzja książki Wcielenie Kusziela

Fedra myśląca o Hiacyncie
Fedra myśląca o Hiacyncie

Zwieńczenie Trylogii o Kuszielu zatytułowane Wcielenie Kusziela trzyma ustalony przez poprzedników wysoki poziom. Tylko czy to wystarczy? Seria zaczęła od wysokiego pułapu swym otwarciem. W rozwinięciu (Wybranka Kusziela) nie obniżyła go co prawda, ale też go nie poprawiła i tutaj sytuacja nie ulega zmianie. Nie powiem, że jestem rozczarowany zamknięciem cyklu, ale zachwycony też nie. Brakuje mi jednak jakichś zmian na lepsze. Pewne rzeczy, owszem, są na wyższym poziomie, aczkolwiek to właściwie drobnostki i cała saga jest utrzymana w tym samym tonie. Trudno się pozbyć uczucia niedosytu, „smakując” książkę od Carey.

Wszyscy bohaterowie są jeszcze bardziej zarysowani, zyskują jeszcze głębsze portrety osobowości niż poprzednio. Nasza Fedra staje się bardziej heroiczna, zdolna do poświęceń. Jej Kasjelita (Joscelin – teraz już mąż) i wiele innych postaci także się rozwinęły. Co prawda przychodzi nam na myśl fakt, że ta „drużyna marzeń” (Fedra i jej przyjaciele, najważniejsi sojusznicy) nie ma prawa ponieść klęski i są wyidealizowani ponad wszelkie wyobrażenie. Jednak nie da się powiedzieć, że są nadludzcy – jeżeli cierpią z jakiegoś powodu, to autorka ich nie oszczędza i drobiazgowo opisuje ich agonię. Także w ogólnym rozrachunku balans jest zachowany i nie ma tutaj wrażenia bogów w ludzkiej skórze. Poboczni bohaterowie potrafią być trochę stereotypowi, ale są też tacy, od których nie sposób się oderwać. Jest ich cała gromada, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Ponownie zwiedzałem nowe tereny poza Europą. Tym razem zapuściłem się do Afryki. Tam bohaterka poszukuje rzeczy teoretycznie niemożliwej do zdobycia, aby uratować jej pierwszego i zawsze wiernego przyjaciela od klątwy. I mogę stwierdzić, że Czarny Ląd rysuje się ciekawie. Autorka rozpościera przed nami wiele krajobrazów, różnorakich opisów i obie rzeczy jej wychodzą. Potrafią wciągnąć i nie jest to Nad Niemnem ze szczegółową ilustracją polan traw. Nie chciałem ich pomijać, aby dotrzeć do teoretycznie bardziej interesujących fragmentów, co o czymś świadczy. Ogólnie ten aspekt powieści zapisuję na plus. Oczywiście poznajemy też mieszkańców kontynentu i chce się o nich czytać. Mam wrażenie, że jest za mało opisów historii czy zwyczajów, no, ale to nie jest relacja z podróży ani reportaż.

Muszę przyznać, że główna oś fabularna, czyli wspomniane poszukiwania, jest bardzo intrygująca. Sama rzecz, która jest przedmiotem usilnych starań, stając się obiektem fascynacji wielu bohaterów, jest też wciągająca dla samego czytelnika. Jacqueline trafiła z pomysłem w dziesiątkę i wykorzystuje go w pełni. Schemat z dwóch poprzednich części także się tu pojawia, ale wydaje się mieć mniejsze znaczenie. Zostaje wręcz ono zmarginalizowane w obliczu głównego celu. Punkt kulminacyjny, jest rozwiązany iście po mistrzowsku. Trzyma w napięciu do ostatniej chwili, potęgując emocje do granic możliwości. Jak do niego doszedłem, to ledwo się powstrzymywałem przed nadgorliwym przerzucaniem stron, aby dotrzeć do tego, jak to się wszystko jednak zakończy. Widać w tym pewną ewolucję, odejście od tego, co działało w poprzednich tomach, co tylko cieszy.

Stylistycznie – mistrzostwo w dalszym stopniu. Erotyka nie schodzi nigdy poniżej pewnego poziomu, nawet jeśli przekracza kolejne granice świata sado-maso. Wszystko jest opisane z klasą, wyczuciem, pewnym smakiem. Nic, tylko brać przykład, jeśli ktoś będzie chciał umieścić podobne sceny. Cała reszta też jest opisana bardzo dobrze, gładko wręcz, nie ma absolutnie żadnych problemów ze stylistyką książki. Po raz kolejny pewne granice zostają przekroczone. Można wręcz powiedzieć, że sceny z pierwszego tomu są grzeczne w porównaniu z tym, co tutaj ma miejsce.

Dlaczego więc nie pieję z zachwytów nad Wcieleniem Kusziela? Bo to jednak nie jest dzieło w żaden sposób wybitne. Jest znakomite w swej klasie, nie ma tu rażących błędów i mogę je polecić każdemu szukającemu dobrej lektury. Może to kwestia tego schematu, że autorka nie sili się tak bardzo, jak powinna. Moim zdaniem mogłaby się postarać o jakiejś oryginalne rozwiązania fabularne. One występują, ale nie w takiej liczbie i jakości, w jakiej można by sobie tego życzyć. Może problemem są nie tak porywający bohaterowie, od których też można by więcej wymagać. Mimo tego, że nie jest to pozycja idealna, na pewno jest to coś godnego uwagi, gdyż rzadko mamy do czynienia z tego typu fantastyką. Jest w niej dużo uczucia, pasji, namiętności, erotyki, świetnego języka, pseudohistorycznych motywów i trochę naszego świata (chociażby w aspekcie geograficznym i zwyczajów). A taki kalejdoskop elementów wydaje się być niezwykle interesujący. Na tyle, że nie powinniście zdecydowanie żałować ani pieniędzy, ani czasu spędzonego razem z Fedrą i Joscelinem.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Wcielenie Kusziela
Tytuł oryginalny: Kushiel’s Avatar
Wydawnictwo: Mag
Autor: Jacqueline Carey
Tłumaczenie: Maria Gębkicka – Frąc
Gatunek: erotyczna fantasy
Liczba stron: 652

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
Enable Notifications    OK No thanks