SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Nihil novi w świecie fantastyki. Recenzja książki Syn Cienia

    KorektaWicked G

    Caim i jego asystentka duchowa Kit

    Mało kto słyszał o pierwszym tomie trylogii Jona Sprunka pod tytułem Syn Cienia. Nie zdobyła ona serc czytelników, nie widniała na listach bestsellerów. Sam autor to mało znany Amerykanin, który debiutował opowiadaniami w różnych antologiach już w 2003 roku. Wspominany cykl to jego pierwszy raz z dłuższą formą. Jak on wypadł na tle innych autorów? Na okładce polskiego wydania książka jest reklamowana jako coś dla fanów Brenta Weeksa czy Brandona Sandersona, ale już teraz mogę zdradzić, że do tych dwóch panów jeszcze Jonowi daleko. Czy warto spędzić czas nad lekturą ? Cóż, wszystko zależy od oczekiwań. Po szczegóły dotyczące jakości serwowanej nam opowieści i stylu jej opowiedzenia zapraszam poniżej.

    Zacznijmy może od fabuły. Problem, jaki z nią mam, jest taki, iż jest do bólu przewidywalna. Wiedziałem wszystko, co się stanie, zanim autor nas o tym poinformował. Jedyną kwestią było, kiedy dokładnie dane zdarzenie nastąpi. Momenty, kiedy rzeczywiście byłem zaskoczony, można policzyć na palcach jednej ręki. To zdecydowanie za mało, jeśli chce się podbić rynek, i niespecjalnie tłumaczy pisarza fakt debiutu. Mamy tutaj głównego bohatera, który jest zabójcą w jednym z większych miast królestwa. Podejmuje się on dobrze płatnych zleceń. Pomaga mu niewidzialna dla nikogo innego asystentka – duch o imieniu Kit. Szpieguje, ostrzega przed niebezpieczeństwem, daje mnóstwo pożytecznych informacji. Po skończeniu jednej roboty na szybko dostaje kolejną ofertę. Bierze je z wahaniem co prawda, ale szybka gotówka go przekonuje. Na miejscu się okazuje, że ktoś go uprzedził i ofiara jest martwa, zanim on zdążył cokolwiek zrobić. Zabiera ze sobą, niejako wbrew swym zasadom, córkę ofiary i od tego momentu się zaczyna właściwa opowieść. Oczywiście próbuje dociec, kto go wykiwał, co się za tym wszystkim kryje, będąc jednocześnie niesłuszne ściganym za morderstwo. Zalążek ogólnie ciekawy, ale jego rozwinięcie sztampowe do bólu.

    Podobnie jest z bohaterami głównymi, pobocznymi zresztą też. Znałem ich osobowość już przy podaniu ich zawodu. Jak narrator mi powiedział, że ktoś jest przykładowo generałem, to już wiedziałem, jaki to będzie człowiek i rzeczywiście tak było. Znów brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Wszystkie cechy pokrywały się z moimi wyobrażeniami. Głównym bohaterem jest zabójca. Jaki jest stereotypowy widziany w każdym medium przedstawiciel tejże profesji? Małomówny, skryty, trzyma wszystko w sobie, jego motywy są znane tylko jemu itd. Caim tylko delikatnie od tego schematu odbiega. Dziewczyna, która zabiera ze sobą po zleceniu z powodu skrupułów, które nagle się pojawiły? Oczywiście musi być krnąbrna, gadatliwa, złorzeczyć naszemu protagoniście na każdym kroku. W związku z tym nie mogę wypisać żadnej postaci, którą bym w szczególny sposób zapamiętał. Na siłę można tu wymienić tę kobietę właśnie, przez to, że niektóre z tych jej prowokacji do rozmów i same rozmowy potrafią być ciekawe. Swoje momenty ma też ta „duchowa pomagierka”, ale są to tylko przebłyski. Ogólnie czuję, że się zmuszam do tego, aby kogoś chociaż trochę interesującego tu wymienić.

    Może miejsca zapytacie? Jakiejś lokacje, gdzie popisał się autor wizją? Otóż po raz kolejny nie. Większość akcji dzieje się w mieście startowym i jego okolicach. Odwiedzamy tylko ulice i dzielnice miasta, niektóre lokalizacje jak burdel czy tawerna także. Poznajemy także dom jednego z nauczycieli Caima, ale nic z tego nie odbiega w żaden sposób od sztampy. Tutaj nawet nie będę próbował czegokolwiek szczególnego wymienić, bo niczego takiego po prostu nie ma.

    Zostaje nam styl i o dziwo tutaj na Sprunka nie potrafię narzekać. Jest pod tym względem naprawdę dobrze. Autor stosuje dość prosty styl, z okazyjnymi poetyckimi metaforami, które są bardzo trafne i oddają naturę danego miejsca czy zdarzenia. Dialogi potrafią zaskoczyć bystrością i świeżością – są to bardzo rzadkie momenty, ale mimo wszystko cenne. Widać, że Amerykanin upodobał sobie sceny walki, bo pisze je w sposób doprawdy udany. Są one odpowiednio dynamiczne. Opisy uderzeń, ciosów są łatwe do wyobrażenia i mamy wyraźny ogląd na to, co się dzieje w trakcie starcia. Przemoc jest opisana dość kwieciście, więc książkę polecałbym dla raczej dojrzałych odbiorców. Ogólnie walki to taki punkt latarni święcącej w ciemności na tle tej całej przeciętności reszty.

    To wszystko, co to tej pory napisałem, może strasznie zniechęcać do jakiegokolwiek kontaktu, w jakiejkolwiek formie z dziełem Jona, ale sam nie żałuję, że przeczytałem całość. Podszedłem do tego jak do mało ambitnej opowieści, przy której mogę wyłączyć w dużej mierze szare komórki i spędzić miło czas przy lekturze. Nie muszę się specjalnie nad niczym zastanawiać, niczego pamiętać, rozgryzać żadnych intryg. Trochę jak ze stereotypowym amerykańskim filmem. Jeśli szukacie właśnie tego typu lektury, która da wam po prostu trochę relaksu, to „Syn Cienia” jest czymś dla Was. W przeciwnym wypadku nie macie tu czego szukać.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Syn Cienia
    Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
    Autor: Jon Sprunk
    Data Premiery: 23.05.2012
    Gatunek: przygodowa, dark fantasy
    Liczba stron: 398
    ISBN: 978-83-6138-616-2


    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ostatecznie nie robi nic źle i nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest
    + przyjemna w czytaniu, szybka, idealna na „odmóżdżenie”
    + przyzwoity styl, w tym udane sceny walki

    Minusy:
    – zero ambicji
    – absolutnie nic nowego do gatunku nie wnosi
    – jest tak przeciętna, jak to tylko możliwe

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Krzysztof
    Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
    Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x