SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Egzorcyzmy skończonego egocentrycznego dupka. Recenzja książki Ostatnie dni Jacka Sparksa

    KorektaSlycho
    Ostatnie dni Jacka Sparksa - okładka wcale nie oddaje tego, jak bardzo błyskotliwa jest ta pozycja
    Ostatnie dni Jacka Sparksa – okładka wcale nie oddaje tego, jak bardzo błyskotliwa jest ta pozycja

    Od czasów Egzorcysty, gdy horrory o opętaniach zaczęły święcić triumfy, wiele minęło, a gatunek ten sporo przeszedł. I niestety nie obrał najlepszego kierunku. Dziś te filmy bardziej niż kino grozy przypominają jarmarczne konkursy na najbardziej powykręcaną nastolatkę w koszuli nocnej. Tymczasem zupełnie niespodziewanie Jason Arnopp w swojej książce sięga po wymęczony motyw i robi z nim to, co demony w produkcjach tego gatunku robią z niewinnymi dziewczętami – wygina go, aż miło!

    Jack Sparks jest dziennikarzem, celebrytą oraz chronicznym narcyzem nafuranym kokainą niczym lokomotywa Orient Expressu. Krótko mówiąc: straszny z niego gnój. Jedyną rzeczą na, jakiej mu zależy, jest znajdowanie się w centrum uwagi. Dlatego też z zapałem szaleńca szuka kolejnych okazji do szokowania, testowania granic dobrego smaku i prowokowania. Najpierw napisał książkę o gangsterskim półświatku. To jednak jeszcze nie było to. Później rzucił się w ramiona wszelakich narkotyków, by opisać swoje przeżycia. Znacznie cieplej, ale to nadal za mało. Jack poszedł więc o krok dalej. Zaczął pisać książkę o zjawiskach paranormalnych. Problem w tym, że Sparks jest skrajnym ateistą, a jeżeli kiedykolwiek słyszał o dziennikarskiej rzetelności, to pewnie uznał ją za pseudonim gimnastyczki artystycznej. Zbierając materiał, liczy przede wszystkim na wyśmiewanie tanich sztuczek oraz obnażanie słabych mistyfikacji. Gdy jednak na jego internetowym kanale pojawia się niepokojący filmik, a wokół niego zaczynają dziać się dziwne rzeczy, dobra zabawa się kończy. Ktoś najwyraźniej chce zrobić słynnego Sparksa w konia, a na takie rzeczy on sobie nie pozwoli.

    Jack się namęczył przez te ostatnie dni, my się namęczyliśmy razem z nim, a historia nawet w po finale nie daje nam odpocząć.
    Jack się namęczył przez te ostatnie dni, my się namęczyliśmy razem z nim, a historia nawet w po finale nie daje nam odpocząć.

    Oprawa graficzna polskiego wydania Ostatnich dni Jacka Sparksa sprawia, że raczej nie potraktujemy tytułu jako poważnej powieści grozy. Pierwsze rozdziały natomiast utwierdzają nas w przekonaniu, że książkę Arnoppa można uznać za lekturę niezbyt wymagającą, niezobowiązującą, lekką i przede wszystkim czysto rozrywkową. Ot, takie rock’n’rollowe podejście do znanego w horrorze motywu. Główny bohater to narcystyczny dupek, który z wprawą detektywa Rutkowskiego demontuje egzorcyzmy, pokazuje im środkowy palec, a wszystkie zjawiska paranormalne traktuje jako pranki. Prawdziwy łowca potworów na miarę naszych czasów. Taka Dena Scully z kontem na Youtube i potrzebą ekshibicjonizmu w mediach społecznościowych. Jeżeli dodamy do tego szydercze nawiązania do klasyki gatunku oraz przekomarzanki podszyte czarnym humorem, to otrzymamy luźny rozrywkowy tytuł z przyjaznego pogranicza horroru i komedii. Szybko okazuje się jednak, że powieść brytyjskiego autora oferuje znacznie więcej. To kawał porządnej literatury grozy, który w inteligentny sposób sięga po gatunkowe schematy, by następnie je uwspółcześnić, przełamać i ozdobić wciągającą i intrygującą fabułą.

    Ostatnie dni… to zabawa nie tylko z treścią, ale również z formą. Trzeba zacząć od tego, że Jack już nie żyje. Natomiast książka, którą trzymamy w ręku, to ostatni niedokończony projekt Sparksa. Tak więc autorem książki jest sam główny bohater, a fabuła to przede wszystkim pierwszoosobowa relacja z ostatnich dni pisarza-celebryty. Przede wszystkim, ale nie tylko! Szkic wziął w obroty brat Jacka Alistar i postanowił wydać go z niewielkimi poprawkami – dlatego też przedmowa także wyszła spod pióra fikcyjnej postaci. Niby nic, ot taki mały zabawny dodatek i trochę wyjście poza schemat. Jednak Arnopp oddając książkę pod opiekę bliskiej osoby Sparksa, otwiera sobie furtkę do bardzo intensywnego wodzenia nas za nos, mylenia tropów i zasiewania wątpliwości. Subiektywna relacja Jacka uzupełniona jest często i gęsto o materiały dodatkowe (takie jak transkrypcje nagrań, maile czy wywiady), które rzucają zupełnie nowe światło na wydarzenia przedstawione we właściwej narracji. Dodatkowo wspólna przeszłość między Jackiem a jego bratem, jest kolejnym bodźcem do szukania własnych interpretacji i poddawania w wątpliwość wielu elementów układanki. Z jednej strony jest to zabieg ciekawy, z drugiej autor wykorzystuje go nie tylko dla zabawy, ale do jeszcze większego zaangażowania nas w historię.

    Okładka wygląda cukierkowo, trochę jak żart z horroru. Arnopp jednak wie jak zbudować klimat i nieraz przyjemnie nas zaskakuje
    Okładka wygląda cukierkowo, trochę jak żart z horroru. Arnopp jednak wie jak zbudować klimat i nieraz przyjemnie nas zaskakuje

    Kolejną sporą zaletą Ostatnich dni Jacka Sparksa jest podejście do znanego motywu. Arnopp sięga po horror o egzorcyzmach i podchodzi do niego na kilka sposobów. Początkowo sprzedaje kolejne pstryczki w nos kultowym tytułom, pokazując, że ich czasy dawno minęły i niezależnie jak bardzo będą kręciły kończynami, nie przestraszą już raczej nikogo. Dziś opętana i powyginana nastolatka zmagająca się z wiekowym księdzem to jedna z najbardziej zużytych klisz, która teraz może co najwyżej dorabiać na pół etatu w komediach gatunkowych. Zagrania Arnoppa nie są jednak tylko pokazywaniem środkowego palca konwencji (chociaż jego bohater nieustannie to robi). Autor świetnie ją czuje i doskonale rozumie. Dlatego też z czasem żarty się kończą, a historia powoli wchodzi na bardziej utarte i znajomo wyglądające tory. Nie jest to jednak nieprzemyślane odtwarzanie. Arnopp historie znacznie uwspółcześnia. Ważnym elementem są tu media społecznościowe, nawiedzanie odbywa się za pomocą viralowego nagrania, a siły ciemności zamiast chwytliwych biblijnych tytułów noszą nieco inne miana. Tutaj zamiast Pazuzu, Belzebuba i Mefistofelesa pierwsze skrzypce gra Egoizm, Arogancja i Narkotyki.

    Podczas swoich zabaw z formą i treścią Arnopp nie zapomniał o najważniejszym – zaoferował nam kawał porządnej historii. Losy Jacka są wciągające, zaskakujące i pełne fabularnych przewrotek. Autor skutecznie wodzi nas za nos, myli tropy i usypia naszą czujność. Gdy momentami mogłoby się wydawać, że pisarz wystrzelał się już ze wszystkich pomysłów, a reszta książki będzie już raczej przeciętnym horrorem, Arnopp stawia wszystko na głowie. Po drodze znajdziemy kilka wskazówek i podpowiedzi, jednak nagrodą za czujność będzie tylko więcej wątpliwości. Zamknięcie historii, chociaż wydaje się nieść wszystkie kluczowe odpowiedzi, pozostawia subtelne niedopowiedzenia, dręczący tych, którzy dali się naprawdę wciągnąć w historię Sparksa.

    Ostatnie dni Jacka Sparksa - okładka książki. Niedocenionej książki.
    Ostatnie dni Jacka Sparksa – okładka książki. Niedocenionej książki.

    Na Ostatnie dni Jacka Sparksa składa się kilka interesujących zabiegów. Ciekawie prowadzona narracja, przełamanie formy, uwspółcześnienie wiekowego motywu oraz przewrotna historii. Wisienką na torcie jest natomiast główny bohater. Sparks jest nieprzyjemnym, odpychającym i śliskim dupkiem. Nie sposób go lubić, nie chcielibyśmy mieć z nim nic wspólnego, a trzymanie kciuków raczej nie przeszłoby nam nawet przez myśl. Wolelibyśmy raczej, żeby boleśnie przetarł sobie facjatę, zbliżając się w nieskoordynowany sposób do zaskakujących skądinąd nierówności chodnika. Nie mamy tu do czynienia z charyzmatycznym łobuzem czy błyskotliwym antybohaterem. To skończony skur…czybyk. Jednak pomimo obmierzłego charakteru jego podejście do zjawisk paranormalnych stanowi satysfakcjonujące przełamanie norm panujących w horrorze. Jack wiecznie znajduje sensowne wyjaśnienia, nie daje się nabierać i nawet przez chwilę nie kupuje demonicznych wyjaśnień. To bohater, którego nie lubimy, ale którego przy niejednym seansie kina grozy potrzebowaliśmy. Co prawda z czasem poza nieugiętego i konsekwentnego ateisty zaczyna być męcząca, jednak wszystko to ma swoje uzasadnienie, a sama postać, mimo że wydaje się momentami ordynarnym żartem, okazuje się bardziej złożona.

    Ostatnie dni Jacka Sparksa stanowią intrygującą mieszankę. Dystans oraz popkulturowa świadomość konwencji przeplata się z odświeżaniem schematu i wciągającą fabułą. Czarny humor idzie tu w parze z prowokującym bohaterem i solidnie budowanym napięciem. Natomiast historia jest tu tak naszpikowana fabularnymi przewrotkami, że można dostać choroby lokomocyjnej. Książka zaskakuje formą, podejściem do tematu oraz klimatem. Chociaż długo sprawia wrażenie lekkiej i niezobowiązującej, to nieraz zaskakuje atmosferą godną rasowego horroru. To kawał naprawdę porządnej roboty.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Ostatnie Dni Jacka Sparksa
    Wydawnictwo: Vesper
    Autor: Jason Arnopp
    Tłumaczenie: Mateusz Rulski-Bożek
    Data premiery: 19.09.2018
    Gatunek: Horror, Czarna Komedia

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + odświeżające podejście do znanego motywu
    + uwspółcześnienie historii
    + wciągająca historia
    + dużo narracyjnych smaczków
    + gęsto od zwrotów akcji
    + sporo czarnego humoru
    + wyśmienite mylenie tropów
    + nieoczywiste zakończenie
    + popkulturowa świadomość
    + niejednoznaczny bohater

    Minusy:
    - od irytującej postaci można się odbić, ale ostatecznie odważny ruch w kreacji bohatera przeskakuje na plusy

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x